/322_0001.djvu

			322 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


w Katedrze Języka Polskiego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, a w marCu 1947 
zastępcy profesora języka polskiego. Wśród zajęć dydaktycznych nie zaniedbał 
jednak prof. Hrabec także pracy naukowej i myśli o habilitacji. Praca habili- 
tacyjna prof. Hrabca pt. Elementy kresowe w języku niektórych pisarzy pol- 
skich XVI i XVII wieku, zajmuje się systematycznym przebadaniem wpływów 
języka ukraińskiego na język polski. Droga, jaką prof. Hrabec kroczył do 
osiągnięcia zamierzonego celu, jest pod względem rzeczowym i metodycznym 
bez zarzutu. Rozpatrując więc naprzód język wybranych pisarzy, tłumaczy, 
w jakiej mierze ulegali wpływom języka ukraińskiego, przy czym wyciąga 
z poczynionych obserwacji ogólne wnioski językowe i stylistyczne. Do wybra- 
nych przez prof. Hrabca pisarzy należą Biernat z Lublina, Mikołaj Rej, Stani- 
sław Orzechowski, Sebastian Klonowic, Mikołaj Sęp Szarzyński, Szymon Szy- 
monowic, Szymon Zimorowic oraz Bartłomiej Zimorowic. Odpowiedni materiał 
z ich utworów z wielką znajomością rzeczy przez prof. Hrabca wydobyty daje 
istotnie dostateczną podstawę do wyrobienia sobie dokładnego poglądu, jakie 
wyrazy i formy językowe z języka ukraińskiego do języka polskiego przeszły 
i w jaki sposób się to przejście dokonało. Podkreślić należy umiar i ostrożność 
autora w ocenie zgromadzonego pilnie materiału, jak również dojrzałość wniosko- 
wania. 
Praca prof. Hrabca o elementach kresowych w języku niektórych pisarzy 
polskich XVI i XVII wieku stanowi znakomitą podstawę do Jiabilitacji zarówno 
polonistycznej jak i do pewnego stopnia slawistycznej. Poddał się jej prof. Hra- 
bec dn
 29 stycznia 1951 r. B.rali w niej czynny udział J. Janów, Z. Klemen- 
siewicz, K. Nitsch, W. Taszycki, przez pisemną zaś opinię T. Lehr-Spławiński 
i Z. Stieber. Po zatwierdzeniu habilitacji został prof. Hrabec mianowany za- 
stępcą profesora języka polskiego. Pracę habilitacyjną, o której była mowa, 
wydrukował w r. 1949 w wydawnictwach Toruńskiego Tow. Nauk. Nie czując 
się w toruńskim środowisku dobrze, zamienił toruński warsztat dydaktycznej 
i naukowej pracy na łódzki we wrześniu 1952. W łódzkim Uniwersytecie pracuje 
już do końca życia, najpierw w dalszym ciągu jako zastępca profesora, następnie 
od r. 1954 do 1962 jako profesor nadzwyczajny, wreszcie od r. 1962 jako pro- 
fesor zwyczajny. 
W Łodzi rozwinął prof. Hrabec żywą działalność organizacyjną, dydak- 
tyczną i naukową. Był przez jakiś czas rektorem Uniwersytetu Łódzkiego. 
Jako członek Komisji Ustalania Nazw Miejscowości i Obiektów Fizjograficz- 
nych nie stronił od jej prac i chętnie w nich uczestniczył. Spełniał starannie, 
gdy zaszła potrzeba, funkcje recenzenta przydzielonych mu do oceny haseł 
Słownika ję;Zyka polskiego w miarę jego powstawania (1958-1969). Na spółkę 
z prof. Konradem Górskim przystąpił w r. 1962 do opracowania Słownika języka 
Adama Mickiewicza (dotąd 7 tomów). Brał też udział w tworzeniu Słownika. 
polszczyzny XVI w. (dotąd 5 tomów). Interesował się losami Towarzystwa 
Miłośników Języka Polskiego i jego organu, czyli czasopisma Język Polski.
		

/323_0001.djvu

			LIII5 


JĘZYK POLSKI 


323 


Jak przystało na mojego kiedyś ucznia, w dwu zwłaszcza kierunka	
			

/324_0001.djvu

			324 


JĘZYK POLSKI 


LIn! 


Tekstowa realizacja semantycznego pojęcia narzędzi
 
Rozważania zawarte w tym artykule są próbą interpretacji pojęcia narzę- 
dzia 1) jako formalno-semantycznego składnika zdania. 
Celem tego artykułu jest: 1) ustalenie zasadniczych sposobów formalnego 
wyrażania pojęcia narzędzia w zdaniu oraz 2) ustalenie zakresu możliwości 
występowania pojęcia narzędzia w zdaniu w zależności od formy i znaczenia 
innych jego składników. 
Badanie sposobów formalnego wyrażania pojęcia narzędzia sprowadza się 
do zarejestrowania inwentarza konstrukcji syntaktycznych ze składnikiem 
pełniącym funkcję narzędzia. 
1. Podstawową i naj częstszą (nie wymagającą komentarza) formą skład- 
niową służącą wyrażeniu pojęcia narzędzia jest instrumentalis, np. w zdaniaca: :' 
Jan czesze włosy grzebieniem, Wojtek szarpie mięso widelcem, Matka prasuje 
ubranie żelazkiem, Stolarz boruje otwór świdrem. Wszystkie inne formy skład- 
niowe wyrażające pojęcie narzędzia trzeba uważać za wtórne. 
Pojęcie narzędzia może wystąpić w pozycji nominatiwu. Znaczenie tego 
pojęcia w tej pozycji nie jest jednak ekwiwalentne w stosunku do znaczenia ' 
narzędzia wyrażonego w formie instrumentalu' lub konstrukcji przyimkowej. 
Przyczyną tego zjawiska jest fakt, że transformacja danej konstrukcji wyrażają- 
cej narzędzie na nominatiwus często poci
a za sobą szereg zmian w strukturze 
syntaktycznej i semantycznej zdania. Nie są ekwiwalentne semantycznie kon- 
stru]reje: Piszę ołówkiem :#= Mój ołówek pisze, Strzelam z karabinu :#= Mój karalJin 
strzela. W znaczeniu narzędzia wyrażonego w nominatiwie zawarta jest do- 
.datkowa informacja o aktualnej sprawności narzędzia «mżywalności}»): Olówek 
pisze = Ołówek nadaje się do pisania; Karabin strzela = Karabin nadaje się do 
strzelania. Przytoczone przykładowo konstrukcje mogą być używane tylko 
w szerszym kontekście lub w określonej sytuacji, jeśli natomiast są rozszerzone 
o składnik informujący (oceniający) o sprawności narzędzia, mogą stanowić 
luźną wypowiedź, np.: Ten ołówek cienko pisze, To pi6ro nie pisze, Karabin 
Piotra celnie strzela, Tamten karabin nie strzela, bo nie jest nasmarowany I). 
Pojęcie narzędzia może być wyrażone w formie instrumentalu po cza- 
sowniku posługiwać się lub w formie genetiwu po czasowniku używać, np.:, 
Jan posługuje się piłą, aby przeciąć żelazną kratę, Matka używa froterki do 
sprzątania mieszkania, Brat posługuje si
 dwoma widelcami przy jedzeniu ryby, 
Gospodarz używa nożyc do strzyżenia owiec. 
Wyrażeniu pojęcia narzędzia służą następujące konstrukcje przyimkowe: 
a) za pomocą + gen. (Jan kraje drut za p01nocą nożyc), b) przy użyciu + gen. ' 
(Jan kraje drut p rzy użyciu nożyc), c) z + gen. (Jan strzela z łuku), d) na + a,CC. . 
l) Por. na ten temat mój artykuł pt. Semantyczne pojęcie narzędzia - próba 
interpretacji, JP LIII, 1973, s. 16-20. 
2) Por. na ten temat końcowy fragment artykułu (s. 21-2) O. A. Wojtasiewi cza 
i B. Bojar O róźnych znaczeniach czasownika pisać, PorJ 1971, s. 14--22.
		

/325_0001.djvu

			t::tII 5 

 
, 


JĘZYK POLSKI 


325 


(Ja.n łowi ryby na wędkę, Matka. zamyka pokój na klucz), e) przez + acc. (Babcia 
cedzi zioła przez sitko), f) o + acc. (W znaczeniu tej konstrukcji z pojęciem na- 
rzędzia współwystępuje często pojęcie przyczyny czynności, np. Jan kaleczy 
nogi o kamienie), g) w + acc. (Konstrukcja ta kumuluje znaczenie narzędzia. 
i znaczenie obiektu czynności, np. w zdaniu: Bracia grają w karty - karty 
ja.ko składnik formalno-semantyczny kumuluje pojęcia: narzędzia i obiektu 
czynności; w zdaniu: Jan klaszcze w rllonie jedna dłoń jest równocześnie narzę- 
dziem i obiektem względem drugiej), h) na + loco (Babcia szyje na maszynie, 
Andrzej gra na fortepianie). 
Pojęcie narzędzia może być także wyrażone w formie przysłówka pośred- 
nio odrzeczownikowego, którego podstawową funkcją jest komunikowanie 
sposobu czynności, np.: Koledzy rozmawiali telefonicznie, Babcia szyje ręcznie. 
Zarejestrowany tu inwentarz konstrukcji syntaktycznych ze składnikiem 
pełniącym funkcję narzędzia nie wyczerpuje z pewnością wszystkich możli- 
wych realizacji tekstowych tego pojęcia, a jest jedynie rezultatem moich do- 
tychczasowych obserwacji zjawisk językowych. 
2.1. Obecność pojęcia narzędzia w zdaniu (niezależnie ód tego, czy po- 
jęcie to jest składnikiem formalno-semantycznym czy tylko semantycznym 
zdania) jest zdeterminowana strukturą syntaktyczno-semantyczną czasownika. 
Możliwość postawienia takiej tezy wynika z następujących faktów: a) syn- 
taktycznego: czasownik jest członem zdania konstytutywnym i konotującym, 
b) syntaktyczno-semantycznego: czasownik w funkcji predykatywnej jest 
jedynym formalnie obligatoryjnym wykładnikiem relacji między treściowymi 
składnikami zdania. 
Pojęcie narzędzia bez względu na jego formalną obecność w tekście może 
być zawarte w znaczeniu czasownika co najmniej dwumiejscowego syntaktycz- 
. nie 1). Czasownik taki otwiera wówczas miejsca dla co najmniej dwóch pozycji 
syntagmatycznych, wypełnianych przez składniki (o zdeterminowanej przez 
czasownik formie gramatycznej) wyrażające zwykle pojęcia: sprawcy i obiektu 
czynności. Pojęcia te są obligatoryjnymi składnikami treściowymi zdania za- 
wierającego pojęcie narzędzia (zgodnie z jego definicją 2)). Dopuszczalne są na- 
tomiast wypadki, w których pozycje syntagmatyczne przeznaczone dla obiektu 
i sprawcy czynności pozostają puste, a zajęte są inne pozycje, wypełnione przez 
formalnie fakultatywne składniki zdania. Np. w zdaniu Wino pito szklankami 
pusta jest pozycja wypełniana przez pojęcie sprawcy, w zdaniu Babcia szyje 
na maszynie - pozycja wypełniana przez pojęcie obiektu; w obu zdaniach 
zajęte są inne pozycje - wypełnione przez pojęcia: w pierwszym zdaniu- 
na rzędzia i miary , a w drugim - narzędzia. Możliwość usuwania danego skład-. 
1) Termin ten jest tu używany zgodnie z propozycją Z. Gołąba wart. Próba 
kla8yfikacji syntaktycznej cza80wników pol8kich (na zasadzie konotacji), Biul. PTJ XXV, 
1967, s. 3-43. 
2) Zob. mój artykuł, o. c., 8. 22.
		

/326_0001.djvu

			26 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


nika z zajmowanej przez niego pozycji syntagmantycznej jest uwarunkowana 
strukturą czasownika jako leksemu. Niektóre czasowniki nie pozwalają na re- 
dukcję konotowanego przez nie obiektu, np. niedopuszczalne są zdania: Jan 
kraje nożem, Jan czyści szczotką. 
Z analizy pozycji składników zdania uwarunkowanych leksykalnie przez 
strukturę danego czasownika wynika następujący fakt: istnieją takie czasoWlliki 
jednomiejscowe syntaktycznie, w których znaczeniu zawarte jest pojęcie na- 
rzędzia. W związku z tym, że pojęcie narzędzia determinuje obligatoryjnie 
pojęcia sprawcy i obiektu czynności, obecność tych dwóch pojęć w strukturze 
semantycznej czasownika jest również konieczna. Takie czasowniki jedno- 
miejscowe syntaktycznie muszą być co najmniej trójmiejscowe z semantycznego 
punktu widzenia. 
Pojęcie czasownika n-miejscowego semantycznie można rozumieć co naj- 
mniej dwojako: a) czasownik n-miejscowy konotuje semantycznie liczbę 
(fi}) składników formalnych zdania, tzn. wymaga obecności na linii tekstu 
liczby (fi» składników z t
, że dany składnik pełni określoną funkcję syn- 
taktyczno-semantyczną w zdaniu, ale nie ma narzuconej przez czasownik formy 
gramatycznej; np. czasownik przebiec wymaga określnika miejsca: Jan prze- 
biegl: ulicę, przez ulicę, wzdłuż parkanu, kolo dworca, itd.; konstrukcje składniowe 
wyrażające ten określnik mog
 być różne. Składnik konotowany syntaktycznie 
jest również konotowany semantycznie, implikacja odwrotna (w świetle po- 
wyższego przykładu) jest fakultatywna. 
.'" 
b) Czasownik n-miejscowy semantycznie to taki czasownik, który zawiera 
w swojej strukturze semantycznej liczbę «fi}) składników treściowych (pojęć). 
Taka interpretacja pojęcia czasownika n-miejscowego semantycznie nie musi 
mieć nic wspólnego z konotacją (ani syntaktyczną ani semantyczną) rozumianą 
jako pojęcie syntagmatyczne. Natomiast w odniesieniu do analizowanego 
problemu narzędzia tak interpretowane pojęcie czasownika n-miejscowego 
semantycznie odpowiada pojęciu predykatu n-argumentowego z argumentami 
wbudowanymi w predykat 1). 
Zgodnie z powyższymi rozważaniami w znaczeniach jednomiejscowych 
syntaktycznie czasowników salutować, strzelać zawarte jest pojęcie narzędzia, 
ponieważ Sf!! one co najmniej trójmiejscowe semantycznie. Struktura se- 
mantyczna czasownika salutować obejmuje: pojęcie sprawcy (który jest równo- 
cześnie odbiorcą w stosunku do innego sprawcy, np. żołnierz), pojęcie odbiorcy 
(który jest równocześnie sprawcą w stosunku do innego odbiorcy, np. inny 
żołnierz), pojęcie obiektu (nakrycie głowy sprawcy czynności), pojęcie narzędzia. 
- (dwa palce prawej ręki sprawcy czynności). W strukturze semantycznej cza- 
sownika strzelać zawarte są pojęcia: sprawcy czynności (człowiek), obiektu 
l) Pojęciem argumentu wbudowanego.w predykat posługuje się m.in.Ch. J. Fili. 
more w artykule Lexical Entries for Verbs, Foundations of Langua,ge 1968, vol. 4, 
8. 373-93.
		

/327_0001.djvu

			LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


327 


czynnOSCl (I broń w stosunku do rąk strzelca - pośredniego narzędzia czyn- 
ności; II nabój w stosunku do broni - bezpośredniego narzędzia czynności), 
pośredniego narzędzia czynności, bezpośredniego narzędzia czynności. 
W świetle dotychczasowych rozważań należy sformułować ściślej twier- 
dzenie dotyczące warunków, jakie musi spełniać czasownik, aby w jego struk- 
turze semantycznej mogło być zawarte pojęcie narzędzia: pojęcie narzędzia. 
może być składnikiem struktury czasownika co najmniej trój miejscowego seman- 
tycznie (niezależnie od liczby miejsc otwieranych przez ten czasownik na. linii 
tekstu). W związku z tym pojęcie narzędzia może być składnikiem formalno- 
semantycznym tylko takiego zdania, w którym czasownik występujący w funkcji 
predykatywnej jest co najmniej trójmiejscowy semantycznie (w interpreta- 
cji b). ' 
2.2. Narzędzie jako składnik formalno-semantyczny zdania nie podlega 
rekcji czasownika, łączy się natomiast z czasownikiem na zasadzie związku 
przynależności. Narzędzie zajmuje w zdaniu pozycję fakultatywną. W świetle 
tych twierdzeń wystąpienie narzędzia w formie nominatiwu można interpre- 
tować następująco: zajmowana wtórnie przez na,rzędzie pozycja syntagmatyczna 
nominatiwu (a wypełniana z reguły przez inne składniki treściowe zdania} 
jest kongruentna względem formy orzeczenia; natomiast narzędzie jako składnik 
staje się kongruentne tylko z racji zajmowanej wyjątkowo pozycji. Pozycja. ta 
jest w zdaniu obligatoryjna, natomiast narzędzie w tej pozycji - fakultatywne 
(a właściwie przypadkowe) l). 
2.3. Dotychczasowe rozważania nad problemem zakresu możliwości wy- 
stępowania pojęcia narzędzia w zdaniu jako jego składnika formalno-seman- 
tycznego miały charakter bardzo ogólnych twierdzeń. Rozważania szczegółowe 
dotyczyć będą odpowiedzi na pytanie: w jakich wypadkach narzędzie jako 
składnik treściowy danego zdania nie może być składnikiem formalno-seman- 
tycznym tego samego zdania. 
2.3.1. W strukturze semantycznej niektórych czasowników jest zawarte 
pojęcie obiektu, który jako składnik formalno-semantyczny zdania występuje 
w instrumentalu i podlega rekcji czasownika. Jeśli w strukturze semantycznej 
takiego czasownika «tkwi» pojęcie narzędzia czynności, a obiektem nie jest 
część ciała istoty ży:wej - sprawcy czynności, to pojęcie narzędzia nie może 
być składnikiem formalno-semantycznym zdania. Np. w zdaniach Jan kiwa 
krzeslem, Babcia macha chusteczką pojęcie narzędzia (tu: część ciała człowieka - 
sprawcy czynności) jest koniecznym składnikiem treściowym, ale nie formalno- 
semantycznym, ponieważ podstawowa dla narzędzia pozycja syntagmatyczna 
instrumentalu jest blokowana przez pojęcie obiektu czynności. 
Jeśli obiekt em wyrażonym w instrumentalu jest część ciała istoty 
l) Pojęcia: «(pozycja fakultatywna,> i «pozycja obligatoryjna» 8ą tu rozumiane 
zgodnie z ich interpretacją przez K. Polańskiego wart. pojęcie struktur wyjściowych 
i ich rola w składni, BiuI. Fonograficzny VIII, Poznań 1967, s. 95-1040.
		

/328_0001.djvu

			328 


JĘZYK POLSKI 


LIII ł 


żywej - sprawcy czynności, to obecność w strukturze czasownika narzędzia 
jako jej składnika treściowego jest niemożliwa. W takim wypadku sama istota 
żywa pełni funkcję nie sprawcy, lecz wykonawcy czynności. W zdaniach: Pi88' 
kręci ogonem, Babcia trzęsie głową, Jan kiwa nogą, Barbara kołysze biodrami 
pozycja pierwsza jest wypełniana przez pojęcie wykonawcy czynności, a druga. 
przez pojęcie obiektu czynności l). Są to jedyne składniki treściowe, a równo-' 
cześnie formalno-semantyczne tych zdań. 
2.3.2. Pojęcie narzędzia nie może być wyrażone także wówczas, gdy jest 
«wbudowane leksykalnie» w strukturę czasownika, tzn. wtedy, gdy czynność 
wyrażona przez znaczenie czasownika implikuje tylko jedno określone narzędzie, 
którego tekstowa realizacja w takim wypadku jest tautologią. Wyrażenie na- 
rzędzia jest zbędne (nielogiczne) np. w następujących zdaniach: Jan gryzie 
paznokcie zębami, Adam całuje Jolę wargami, Wojtek kartkuje książkę ręką, 
Jan kopnął piłkę nogą, Jola lizała krem językiem. Pojęcie narzędzia «wbudo- 
wanego leksykalnie» w strukturę czasownika może'atać się składnikiem formalno- 
semantycznym zdania, jeśli takie narzędzie zostanie uzupełnione jakimś okreś- 
leniem, dla struktury semantycznej czasownika nierelewantnyIn; np.: Wojtek 
kartkuje książkę drżącą ręką, Adam caluje Jolę gorącymi wargami, Jan gryzie 
paznokcie pożółkłymi zębami, Jan kopnął piłkę lewą nogą, Jola lizala krem czub- 
kiem języka. 
Pojęcie narzędzia nie może- być także realizowane w tekście, jeśli jest 
«wbudewane formalnie» w strukturę czasownika, tzn. czasownik i narzędzie są 
wyrazami pokrewnymi, np.: Jan kosi trawę kosą. W tym wypadku nie zachodzi 
zjawisko «leksykalnego wbudowania» narzędzia, ponieważ kosa nie jest je- 
dynym narzędziem czynności nazywanej przez czasownik kosić; poprawne lo- 
gicznie są zdania: Jan kosi trawę kosiarką, Jan kosi trawę sierpem. Pojęcie 
narzędzia (	
			

/329_0001.djvu

			II5 

 


JĘZYK POLSKI 


329 


-nych zdaniach przykładowych jest obligatoryjnym wykładnikiem relacji między 
innymi składnikami treściowymi: w. zdaniu pierwszym między sprawcą czyn- 
ności a substancjQ!, a w zdaniach: drugim, trzecim i czwartym między sprawcą 
3 substancją oraz substancją a obiektem czynności. Obecność pojęcia substancji 
w strukturze zdania nie musi zawsze implikować semantycznej obecności na- 
rzędzia; np.: pojęcie substancji jest składnikiem następujących zdań, w których 
strukturze nie zawiera się pojęcie narzędzia: Jan dusi się dymem, Jan zakrztusił 
się herbatą. 
Możliwe są wypadki występowania pojęć: narzędzia i substancji jako 
składników formalno-semantycznych tego samego zdania, ale wówczas składnik 
wyrażający pojęcie narzędzia kumuluje znaczenia dwóch pojęć: narzędzia 
i miary z tym jednak, że znaczenie miary substancji dominuje nad znaczeniem 
narzędzia; np.: Babcia krasi zupę łyżką śmietany, Jan słodzi herbatę lyżką 
cukru. 
Pojęcia narzędzia i substancji mogą być także składnikami formalno- 
semantycznymi tego samego zdania w wypadku, gdy składnik wyrażający 
pojęcie obiektu czynności kumuluje znaczenia obiektu i substancji (mówiąc 
ściślej: obiektem jest substancja), a składnik wyrażający pojęcie narzędzia ma 
formę instrumentalu pluralis i kumuluje znaczenia narzędzia i miary substancji; 
np.: Jan nosił wodę wiadrami, Gospodarz woził jabłka skrzyniami (ziarno 
wO'l'kami) 1). 
2.3.4. Jeśli w strukturze semantycznej danego czasownika są zawarte 
pojęcia pośredniego i bezpośredniego narzędzia czynności, to w tekście może być 
realizowane tylko narzędzie bezpośrednie, np.: Wojtek kaligrafuje litery piórem, 
Jan kraje chleb nożem. Narzędzie bezpośrednie można zastąpić pośrednim uzu- 
Pełnionym jakimś określeniem, ale wówczas hierarchizuje się stosunek pojęć 
narzędzia bezpośredniego do pośredniego: podkreślona informacja na temat 
cechy narzędzia pośredniego «Ukrywa,» pojęcie narzędzia bezpośredniego, np.: 
Wojtek kaligrafuje litery lewą ręką, Jan kraje chleb drżącą ręką. Wyrażenie 
pojęć pośredniego i bezpośredniego narzędzia czynności w tym samym zdaniu 
jest niemożliwe. 
2.4. Przedstawione tu wypadki, w jakich narzędzie jako składnik 
treściowy danego zdania 1I.ie może być składnikiem formalno-semantycznym tego 
Satnego zdania, nie stanowią z pewnością pełnego rejestru sytuacji. Pozwalają 
jednak na stwierdzenie, że zakres możliwości występowania pojęcia narzędzia 
lV zdaniu jako jego składnik:a formalno-semantycznego jest ograniczony. 
W związku z tym nie budzi wątpliwości twierdzenie, że w badaniach nad 
seIllantycznym pojęciem narzędzia zachodzi potrzeba traktowania analizy 


1) Na pojęcie narzędzia miary zwraca uwagę D. S. Staniszewa w artykule Twori- 
ti
lnyj in8tl'umientalnyj (8. 76-126) w: Tworitielnyj padież wsławianskich jazykach, 
,pod red. S. B. Biern8ztejna, :Moskwa 1958.
		

/330_0001.djvu

			330 


JĘZ YK POLSKI 


LIII "61 


składników treściowych zdania jako nadrzędnej i wyjściowej, ponieważ skład-, 
nik treściowy zdania nie musi być wyrażony w tekście explicite w formie znaku 
językowego. 


Warszawa 


Maciej Grochowski." 


Wyodrębnienie dowolnej części zdania 
w oddzielne wypowiedzenie 


Intonację i modulowanie głosu usiłujemy zastąpić w piśmie znakami 
interpunkcyjnymi; jest ich jednak za mało, by można nimi oddać wielość od- 
cieni logicznych i uczuciowych wypowiedzeń, dlatego pisarze poszukują coraz 
to nowych środków, aby wyrazy napisane obrazowały nie tylko treść, lecz. 
również intencje autora tkwiące poza suchą treścią zdania. Jednym z takich 
środków jest łamanie kanonów interpunkcyjnych, co zmusza czytelnika do uważ- 
niejszego odczytania danego fragmentu tekstu. Coraz częściej spotykamy się 
w literaturze publicystyczno-reportażowej oraz w literaturze pięknej z inter- 
punkcyjnym wyodrębnieniem jakiegoś członu zdania w formalnie oddzielne 
wypowiedzenie. Wyodrębniony może zostać podmiot lub orzecznik, ale naj- 
częściej są to drugorzędne człony zdania, a więc: przydawka, dopełnienie lub 
okolicznik. 
.
 Wyodrębnienie to może pełnić dwojaką funkcję: może podkreślać ważność, 
zwracać uwagę na istotę owego wyrazu czy grupy wyrazów oderwanych formaJ- 
. nie od <<.macierzystego>} wypowiedzenia, którego jeden człon stanowi podstawę, 
nadrzędnik w stosunku do tego formalnie usamodzielnionego członu; wtedy 
najczęściej ów wyraz nadrzędny zostaje powtórzony w połączeniu z wyrazem 
lub wyrazami, które autor wyodrębnia ze względów logicznych lub emocjonaJ- 
nych. Moze też zostać powtórzony sam tylko wyraz występujący w wypowiedze- 
niu poprzednim; w ten sposób autor chce nań zwrócić szczególną uwagę. In- 
terpunkcyjne oddzielenie danego członu wypowiedzenia może jednak pełnić 
funkcję wprost przeciwną: autor chce w ten sposób zaznaczyć drugorzędność, 
nieważność owego członu powiązanego w wypowiedzeniem poprzednim i traktuje 
go jako mało ważny, wyjaśniający, mający charakter dopowiedzenia i wtedy 
zazwyczaj człon wyodrębniony w formalnie oddzielne wypowiedzenie wystę- 
puje już bez swego nadrzędnika z wypowiedzenia poprzedzającego. Wyodrębnie- 
nie danej części zdania pełni tutaj często jakby zastępczą lub równorzędną 
funkcję z szykiem wyrazów: zamiast umieszczenia danego określenia na pierw- 
szym miejscu w zdaniu umieszcza się je na końcu, ale tworzy się z niego saIIlO- 
istną całość intonacyjną, a w piśmie - interpunkcyjną. 
Omawiane formacje mają swe źródło w potocznym języku mówionyIIl!. 
" gdzie często wyodrębniamy intonacyjnie i przy pomocy pauz jakiś człon zdania. 
w oddzielne wypowiedzenie - albo jako dodatkowe uzupełnienie uściślają
		

/331_0001.djvu

			, 

LlII 5 


JĘZYK POLSKI 


331 


wypowiedzenie poprzednie (traktując ten człon jako niekonieczny dodatek, 
dopowiedzenie do tamtego wypowiedzenia) - albo w celu podkreślenia, uwy- 
datnienia danego członu, i wtedy najczęściej powtarzamy wyraz, na który 
chcemy zwrócić uwagę, łącząc go lub nie z nowymi określeniami. Konstrukcje 
takie używane są też nierzadko jako zwroty retoryczne w przemówieniach 
i mowach okazjonalnych, są charakterystyczne dla stylu oratorskiego. 
Wyodrębnienie dowolnęgo członu zdania w oddzielne wypowiedzenie 
może więc być związane bądź z dążeniem do wywołania pożądanych efektów 
impresywnych, bądź też wynika z zamierzonej stylizacji tekstu na mowę po- 
toczną, oddającą kolejność różnych skojarzeń myślowych, bądź wreszcie może 
wiązać się ze stanem emocjonalnym osoby mówiącej lub piszącej dany tekst. 
$Interpunkcja bezpośrednia}) l) oddaje taki naturalny, swobodny tok myśli 
i odzwierciedla ich niespoistość spowodowaną wezbraniem uczucia. 
Człony wyodrębnione w oddzielne wypowiedzenie są formalnie (tzn. skład- 
niowo) i znaczeniowo ściśle związane z najbliższym kontekstem, którym. jest 
poprzednie zdanie, a właściwie nawiązują nawet nie do całego zdania, lecz do 
jednego z jego członów. 
W podręcznikach gramatyki na ogół pomija się omawiany tu typ wypo- 
wiedzenia niewerbalnego, jako daleko odbiegający od wzorca klasycznego zda- 
nia. .Wspomina o nim jedynie Z. Klemensiewicz, nazywając je «(oznajmieniem 
rozwijającym}) 2). Do konstrukcji tych sięga Z. Klemensiewicz ponadto w arty- 
kule: O syntaktycznym stosunku nawiązania 3), omawia je też H. Misz 4). 


a. Powtórzenie członu wypowiedzenia poprzedniego 
Powtórzony zostaje najczęściej wyraz, na którym autor chce skoncentro- 
wać uwagę czytelnika 5). Względom semantycznym towarzyszy zazwyczaj 
duży ładunek emocji, na ogół o zabarwieniu negatywnym (oburzenie, gniew, 
ironia, drwina, żal itp.), co znajduje wyraz także w wykrzyknikowym charak- 
terze tych konstrukcji, np.: 
(...) zawsze jednak okaże się, że władza urzędowała ozujnie. Oz.ujnie! Kad. 
Czarne, t. II, s. 281; 


l) Określenie S. Jodłowskiego. Por. S. Jodłowski, Zasady interpunkcji. Prawidła 
przykłady, wyjaśnienia, uzasadnienia, Lwów-'Warszawa 1935. 
2) Por. Z. Klemensiewicz, Składnia opisowa współczesnej polszczyzny kulturalnej, 
Kraków 1937, s. 19. 
3) Z. Klemen8iewicz, O syntaktycznym stosunku naWIązania, Slavia XIX, Praha 
1949, s. 13-27. 
4) H. Misz, O zdaniach nawiązanych, Zesz. Nauk. Uniw. im. M. Kopernika w To- 
runiu, Nauki huro.-społ. z. 1, Toruń 1957, s. 5-18. 
5) W analizie materiału pomijam całkowicie utwory poetyckie, w których stoso- 
Wanie powtórzeń uwarunkowane jest swoistymi cechami tego rodzaju literackiego, 
g ł6 wnie względami rytmicznymi, ale nie tylko. Por. H. Kurkowska i S. Skorupka, Sty- 
listyka polska. Zarys,. Warszawa 1966, s. 220-3.
		

/332_0001.djvu

			332 


JĘZYK POLSKI 


LIIi i ! 


Nigdy nie spodziewała się czegoś podobnego! Nigdy! Żer. Syzyf., s. 15; 
Pierwszego dnia zaczęli od strzelania i rozpusty! Pierwszego dnia! Sien. Pot., 
t. I, s. 56; 
Ta rozmowa daleka, przyjaoielska (...) nie zawiera w sobie żadnych cech 
namiętności. Przyjaoielska!... Zap. Sez., s. 172; 
- Znasz mnie i wiesz, że jestem dyskretny! (...) - Dyskretny. Zap. Sez., 
s. 15. 


Niekiedy wypowiedzenia te mają charakter pytań, przeważnie retorycz- 
nych, i wyrażają zdziwienie, powątpiewanie bądź też w sytuacji dialogowej 
wyraz zostaje po prostu powtórzony przez niezbyt uważnego lub zaskoczonego 
wiadomością słuchacza: 


(...) mam rozkaz donieść mu, że czoło kolumny ozwartego korpusu wchodzi 
do Lipska. Ozwartego' - więcej powtórzył niż zapytał. Fredro, s. 78; 
A oto w8zystko stało się zrozumiale. Zrozumiale 'I Nał. Rom., s. 15; 
(...) czyny ich. usprawiedliwiał fakt, .że walczą dla dobra Polski, dobra, 
w którego skuteczność wierzą (.. .). Dla dobra Polski! Dygat, s. 14. 
Znacznie częściej spotykamy się z wypowiedzeniami, w których do po- 
wtórzonego członu zdania dodane są nowe określenia (jest to zazwyczaj kilka 
jednorodnych określeń) uważane z jakiegoś względu za istotne. Wyra
ne uP.2=- 
dobanie do stosowania, tego typu konstrukcji syntaktycznych -obserwujen1Y- , 
w tekstach o charakterze publicystyczno-reportażowym, w których nieraz są one 
po lU'ostu przejawem maniery stylistycznej. W utworach literatury pięknej
--' 
a zwłaszcza w partiach lirycznonastrojowych omawiane formacje bywają ce- , 
,lowo zastosowan
 zwrotem stylistyczno-retorycznym, który może wystąpić 
wesp6ł z innym zabiegiem stylistycznym (np. z nagromadzeniem antonimÓw). 
Oto przykłady takich konstrukcji: 


Tylko w tych ciemnych, głębokich oczach jego płonie miłość. Och, nie ro- 
manS, nie miłostka, nie radosny flirt, lecz posępna miłość. Żer. Przed., s. 20. 
Epoka, której byłeś tak cennym rezonatorem, stworzyła poczucie ja,kiejś 
mistycznej wolności. Wolności moralnej, polityoznej, .filozoficznej. Kwiatk. Pomnik, 
s. 153. 
.Ale bo też obrona była naczelnym przykazaniem polskości w latach naszej 
niewoli politycznej. Obrona wiary, obrona języka, obrona obyczaju, oIYrona naro- 
dowośc-i. Prosto, nr 16, s. 1. 
Jego (K. Witkiewicza - A.P.) odrębność artystyczna (...) kształtowała się 
w odpowiednio mozolnym procesie poszukiwań. Poszukiwań zarówno warszta- 
towych, jak i dotyczących gatunku uprawianej dysoypliny. Gawlik, 8. 20. 
Niekiedy nowe wyrazy łączą się współrzędnie z powtórzonym członeD1 
żdania: 


Był jasny dzień, lecz (...) Nie dzień, ale prawa.noo rozpostarta szeroko i aJ;ugo. 
Dąbr. Ludzie, s. 120. . 
Można poświęcić dużo czasu, by o nim myśleć. O nim i o jego takim 108't8. 
Nał. Medal., s. 470.
		

/333_0001.djvu

			IIt 5 


JĘZ YK POLSKI 


333 


Określenie może mieć charakter wypowiedzenia podrzędnego, a wtedy 
powtórzenie danego członu pełni często tylko funkcję nawiązującą; wyraz- 
nadrzędnik musi nieraz zostać powtórzony ze względu na poprawność grama- 
tyczną i jednoznaczność logiczną tekstu, a w wypowiedzeniach długich, szeroko 
rozbudowanych powtórzenia nawiązujące ułatwiają czytelność fragmeIitu 
i pozwalają bez trudu śledzić tok myśli autora a ponadto służą rytmizowaniu 
prozy: 
(...) i we wnętrzu odczuwam najprawdziw8zą radość i8tnienia. Radość 
z tego, że myślę, że czuję, że za oknem jest dzień (...) - radość z tego, że mogę 
pisać te słowa do Ciebie (...) Iw. Sława III., s. 394. 
Inaczej - szło po prostu o wpakowanie komuś kilku kul w brzuch... Ko. 
muś, bo chociaż znaliśmy już dobrze jego imię (...) Kwiatk. Pomnik, s. 43. 
Powstało w ten sposób kilkanaście przypadkowych szkiców. Przypadko- 
wyoh, bowiem w doborze nazwisk, w selekcji modelów posługiwałem się jedynie 
subiektywnymi kryteriami. Gawlik, 8. 12. 
b. Wypowiedzenia o charakterze uzupełniającym 
W literaturze współczesnej nierzadkie są przykłady konstrukcji skład- 
:niowych, które zarówno znaczeniowo, jak i formalnie tworzą jednolitą całość, 
a które, jakby wbrew regułom konstruowania wypowiedzeń, zostają przez za- 
stosowanie odpowiedniej interpunkcji podzielone na dwa wypowiedzenia, co 
oczywiście owego związku syntaktycznego i logicznego nie niweczy, a całej 
konstrukcji nadaje nowy odcień logiczny lub emocjonalny, bądź też stylizuje 
wypowiedź na mowę potoczną. Ze względu na funkcję wyodrębnionego członu 
pełnioną w stosunku do «macierzystego wypowiedzenia» można wyróżnić tu dwie 
grupy: 1) wyodrębniony człon jest konkretyzacją, uściśleniem treści wyrażonej 
w zdaniu poprzednim ogólnie wyrazem, który pełni w owym zdaniu tę samą 
funkcję syntaktyczną, jaką pełni człon wyodrębniony w oddzielne wypowiedze- 
nie; 2) człon wyodrębniony rozwija (	
			

/334_0001.djvu

			334 


JĘZYK POLSKI 


LnI5.' 


Miałem przy sobie stosunkowo d1/,żO p'ieniędzy. Xie zapłacone czesne. Dygat, 
s. 18. 
Uroozystość była w więzieniu. Poświęoenie giwtyny. Nał. Medal., s. 403. 
Bardzo często człon wyrażony jest w zdaniu zaimkiem, którego ogólna 
treść zostaje właśnie skonkretyzowana w następnym, niewerbalnym wypowie- 
dzeniu, np.: 
Ale niechże pan bierze pracę jakąk9lwiek - (...) - Kontraktową. Zleoonl! 
No, ohoćby prywatne jakie u kogo zajęoie. Dąbr. Gwiaz., s. 115. 
(...) i wzrastał ten krzyk. Słyszał go wszędzie. W gardł.e. W skroniMh. Krzyk 
bitego człowieka. And. Pop., s. 240. 
Palił te sa'm8 papierosy. Dlugie, okrągle, pachnące lekko mentolem. Kwiatk. 
Pomnik, s. 14. 
Ale nie mówiłam o tym z nikim. .Ani z samą Katarzyną, ani z mamą, ani 
nawet z Janem. Gór. Druga, s. 23. 
Owo uściślenie treści wypowiedzenia poprzedniego może być porównaniem 
mając
 nieraz charakter przenośny, np.: 
Z wściekłości bodajże pokazała język. Czerwony, spiczasty ogon.ek. Mach. 
Spis., s. 81. 
Tatuś mówi, że to są tropy. Takie śUczne, plyoiutkie doleozki w puszystym 
śniegu. Szel. Naj., s. 32. 
(...) serce mam litościwe bardzo, bardzo! Po prostu tak miękki.e jak masło 
majowe. Konop. Osier., s. 3Q. 
yv wypowiedzeniu zależnym formalnie i logicznie od poprzedniego mogą 
zostać wymienione tylko składniki pewnej całości, którą wyraża jeden z czło- 
nów zdania poprzedniego, najczęściej podmiot; te dwa wypowiedzenia należa- 
łoby właściwie oddzielić dwukropkiem, np.: 
(...) poczęły się ukazywać milcząc,e i wyraziste twarze ludzkie. Zapatrzona 
w kolorowe but.elki twarz Lidki, strapimla 1!Uco komicznie twarz ojca, twarz Doda, 
skrzywiona ohwilowym cie1-pieniem i przymrużona zagadkowo, zapatrzona w nie- 
istnieją.ey punkt twarz Cacharda. Dygat, s. 95. 
Wtedy Józefka zaczęła pobieżnie i niechętnie skarżyć się na różne 1'UOzy. 
Na bolenie gwwy, takie, że nie może patrzeć na oczy. Na, gorączkę, przez którą 
nie śpi w :(locy, Na zmorę. Na to, że ja]. uśnie (...) Dąbr. Ludzie, s. 192. 
Były też i dwa przedstawienia. «Irkucka historia» .Arbuzowa z zawsze nie. 
zawodną Kucówną i «Ceoe
 Pirandella (...) Ż. L., 10 V, s. 16. 
2). Człon wyodrębniony w funkcji rozwijania wypowiedzenia poprzedniego. 
Człon wyodrębniony w oddzielne wypowiedzenie może dorzucać nową 
treść do jednego lub kilku jednorodnych członów występujących w wypowie- 
dzeniu poprzednim. Jeżeli obok siebie występują dwie (lub więcej) tego typu 
konstrukcje, mają one charakter wyliczeń i są właściwe głównie składni spra- 
wozdawczo-narracyjnej, a na przykład w literaturze dziecięcej w połączeniU 
z polisyndetonem są wyrazem prostoty, czy nawet prymitywizmu językowegO 
narratora 1): 
l) H. Kurkowska i S. Skorupka, o. c., s. 210-2.
		

/335_0001.djvu

			pgUD 


JĘZYK POLSKI 


335 


Szczerość i trafność obserwacji jest rozbrajająca. Zasta1'lawiająca i wzbu- 
dzająca otuohę. Fil. Opow., s. 33. 
({Zielony Balonik» był «kropką nad i
 tej przemiany starego Krakowa. 
Radosnym uświadomieniem. Podłożeniem wszystkich tych zdarzeń pod muzykę pio- 
senki. Szturmem do księżyca. Boy, s. 13. 
I Adela opowiadała o mieszkaniu, w którym była alkowa (...) I o zielonej 
pluszowej kanapie, i lampie z abażurem, i k1n.tce z kanarkiem. Gór. Druga, s. 83. 
Gdy między wypowiedzeniami zachodzi stosunek przeciwstawny lub gdy 
konstrukcja pozostająca w stosunku łą
znym nie jest zwielokrotniona, wy- 
odrębniony człon zawdzięcza swą pozycję istocie, wa,dze zawartej w nim treści, 
np.: 
(...) nauczyć się norm..alnego życia. Ale oelowego. Mach. Spis., s. 95. 
- Jeszcze za swoje zapłaeimy. - I do fortun dojdziem. I do godnośoi. 
Sien. Pot., t. I, s. 37. 
(H') zawsze do dobrego rodu się liczym! Do wyższego! Konop. Now., s. 221. 
Struktura nominalna może też w stosunku do poprzedniego wypowie- 
. dzenia być członem, który w obrębie «macierzystego zdania» nie wystąpił, 
który jednak pozostaje w związku z jednym z członów wypowiedzenia po- 
przedniego. Owym wyodrębnionym wyrazem może być. podmiot lub jedno 
z określeń. Takie wyeksponowanie jednego członu zdania, zawierającego w so- 
bie często wyrazy nieobojętne uczuciowo, czyni zeń centrum znaczeniowe 
danego zespołu wypowiedzeniowego i nadaje całości dużą siłę ekspresji. Rza- 
dziej spotykamy te konstrukcje w obiektywnej, potocznej narracji. 
Oto przykłady wyodrębnienia 
Podmiotu: 


Stanął prosty i sztywny, jakby wyniosły. Królewski syn, lłldu wódz izba. 
wiciel (...) Tetmajer, s. 34. 
Siadł w różowym kąciku. Dojrzały Leopold. Kwiatk. Pomnik, s. 24. 
Dziesięciu mogła sobie wybrać do miłości. Ona z anarchiczną kruczą grzywką 
nad czołem, czarnobrewa (...) Mach. Spis., s. 87. 
przydawki: 


Łzy zakręciły się mu w oczach. Proste, łatwe, z ozystośoi sumienia płynąoe. 
Kad. Czarne, t. I, s. 12. 
(...) niknie tutaj treść pod formą. Porywającą, wspaniałą, zaborczą. Breza, 
s. 799. 
dopełnienia: 
Siedzą i jedzą. Nie żadne zimne, ale dania gorąoe. Kad. Czarne, t. II, s. 269. 
(Kossecki myśli o przeszłości:) Należało ją zostawić od dzisiaj jej własnemu 
losowi. Ze wszystkim. Z oierpieniami ludzkimi i błędami ludzkimi. And. Pop., 
8. 361. 
okolicznika: 
Bała się teraz śmierci. Straszliwie, ach straszliwie! Żer. Przed., s. 32. 
(...) i trzymając w ręku zalotnie walizeczkę, zadzwonił. Pod numer mieszka- 
nia siódmy, z miedzianą, błyszcząoą tabliozką na drzwaoih. Kad. Czarne, t. I, s. 17.
		

/336_0001.djvu

			336 


JĘZYK POLSKI 


LIII!I 


.Więc wyszedłem. Pro.
to na ulicę. Dygat, 8. 9, 
Jadł. Dużo i oc7wczo. Bog. Zwierz., 8. 172. 
(...) i odbiegI. Po ratunek. Szel. Dom, s. 51. 
W literaturze naukowej i popularnonaukowej omawiane konstrukcje wy- 
stępują nader rzadko, natomiast w literaturze publicystyczno-reportażowej, 
gdzie autor może sobie pozwolić i na subiektywne przedstawienie problemu, 
i na styl narracji zbliżony do języka potocznego, znajdują one stosunkowo 
,gzerokie zastosowanie, stanowiąc tam około 10 % ogółu konstrukcji niewer
 
balnych l). W literaturze pięknej stosowanie tych struktur jest różne, zależnie 
od okresu historyczno-literackiego. W utworach od XVI do połowy XIX wieku 
stanowią one tylko około 1,4 % ogółu wypowiedzeń niewerbalnych, a są to 
w większości konstrukcje oparte na powtórzeniu wyrazu występującego w zda- 
niu poprzednim. W literaturze od drugiej połowy XIX wieku do okresu dwu- 
dziestolecia międzywojennego włącznie stosowanie omawianych struktur 
wprawdzie wzrasta (około 6,5% wypowiedzeń niewerbalnych), lecz stwierdze- 
nie to można odnieść właściwie tylko do utworów' pisarzy odznaczających się 
pewnym nowatorstwem stylistycznym i posługujących się często mową po-' 
zornie zależną (np. w Przedwiośniu S. Żeromskiego ten typ syntaktyczny sta-' 
nowi około 10 % ogółu wypowiedzeń niewerbalnych. W Romansie Teresy Hennert 
Z. Nałkowskiej - około 11 %, a w Czarnych skrzydłach J. Kadena-Bandrow- 
skiego - około 12 %), bądź też w utworach stylizowanych na mowę potoc
ną, 
gdy na.uatorem jest jedna z postaci utworu (np. w nowelach M. Konopnickiej 
omawianych struktur syntaktycznych jest prawie 10 %). W literaturze naj- 
n9 wsze j zaś, gdzie konstrukcje te stanowią ponad 12 % struktur bezorzeczenio- 
wych, interpunkcyjne dzielenie pewnej całości treściowej i gramatycznej na dwa. 
wypowiedzenia jest powszechnie stosowane, a szczególnie znamienne są te 
formacje syntaktyczne dla stylu utworów o charakterze reportażowym 
(np. w Spiżowej bramie J. Brezy - ca 17%, w .Medalionach Z. 
ałkowskiej - 
ponad 30 %) lub pamiętnikarskim, autobiograficznym (np. w Spiskowcach 
W. l\Iachejka - ca 20%), a także dla literatury dziecięcej i młodzieżowej, 
pisanej stylem bardzo swobodnym (np. w opowiadaniach H. Boguszewskiej 
pt. Zwierzęta śród ludzi znajdujemy około 23 % tych konstrukcji, w Drugiej 
bramie H. Górskiej - około 14%). 
Na zakończenie uwag o konstrukcjach opartych na wyodrębnianiu okreś- 
lonej części zdania w oddzielne wypowiedzenie należy jeszcze raz podkreślić, iż: 
1) stanowią one ścisły związek syntaktyczny z jednym z członów zdania 
poprzedniego i ich funkcję składniową i znaczenie można rozpatrywać tylkO 
w połączeniu z tym zdaniem; 


1) Artykuł niniejszy jest fra"amentem obszerniejszej pracy, w której zajmuję się 
różnego typu konstrukcjami niewerbalnymi. Dane procentowe podawane tutaj pozo- 
stają w związku z całością materiału analizowanego w tej pracy.
		

/337_0001.djvu

			inI 5 


 


JĘZYK POLSKI 


337 


2) konstrukcje, w których zostaje powtórzony wyraz wypowiedzenia 
poprzedniego z nowym określeniem lub bez niego, mogą pełnić określone funkcje 
. ekspresywno-impresywne i wykorzystywane są w literaturze publicystyczno- 
reportażowej oraz w stylu artystycznym dla osiągnięcia zamierzonych efektów 
stylistycznych, natomiast konstrukcje mające charakter uzupełnień, dopowie- 
dzeń wiążą się z nie zawsze nawet świadomą stylizacją na mowę potoczną; 
3) stosowanie tych struktur w literaturze pięknej wykazuje wyraźną 
tendencję wzrostową i stało się powszechne w utworach pisarzy współczesnych. 


Wykaz źródeł i ich skrótów 


And. Pop.: J. Andrzejewski, Popiół i diament, Warszawa 1961. - Bog. Zwierz.: 
H. Boguszewska, Zwierzęta śród ludzi, Warszawa 1965. - Boy: T: Żeleński-Boy, Znaszli 
ten kraj', Kraków 1955. - Breza: T. Breza, Spiżowa brama, Warszawa 1964. - Dąbr. 
Gwiaz.: M. Dąbrowska, Gwiazda zaranna, Warszawa 1964. - Dąbr. Ludzie: M. Dąbrow- 
ska, Ludzie stamtąd, Warszawa 1955. - Dygat: S. Dygat, Pożegnania, Warszawa 
1960. _ Fil. Opow.: K. Filipowicz, Opowiadania wybrane, Kraków 1964. - Fredro: 
A. Fredro, Trzy po trzy, Warszawa 1957. - Gawlik: J. P. Gawlik, Twarze teatru, 
Wrocław 1963. - Gór. Druga: H. Górska, Druga brama, Warszawa 1964. - Iw. Sława: 
J. Iwaszkiewicz, Sława i chwała, t. 1-3, Warszawa 1963. - Kad. Czarne: J. Kaden- 
Bandrowski, Czarne skrzydła, t. 1-2, Kraków 1961. - Konop. Now.: M. Konopnicka, 
Poezje i nowele, Warszawa 1951. - Konop. Osier.: M. Konopnicka, O krasnoludkach 
i sierotce Marysi, Warszawa 1958. - Kwiatk. Pomnik: T. Kwiatkowski, Pomnik: na 
miarę, Kraków 1964. - Mach. Spis.: W. Machejek, Spiskowcy, Kraków 1961. - Na!. 
Medal.: Z. Nałkowska, Medaliony, Pisma wybrane t. II, Warszawa 1956. - Nał. Rom.: 
Z. Nałkowska, Romans Teresy Hennert, Warszawa 1954. - Prosto: Czasopismo Prosto 
z mostu, r. 1935. - Sien. Pot.: H. Sienkiewicz, Potop, t. I, Warszawa 1956. - Szel. 
Dom: E. Szelburg-Zarębina, Dom młodości, Warszawa 1953. - Szel. Naj.: E. Szelburg- 
Zarębina, Najmilsi, Warszawa 1954. - Tetmajer: K. Przerwa-Tetmajer, Maryna z Hm- 
bego, Kraków b. r., Wyd. Liter. - Zap. Sez.: G. Zapolska, Sezonowa miłość, Kraków 
1958. _ Żer. Przed.: S. Żeromski, Przedwiośnie, Warszawa 1970. - Żer. Syzyf.: S. Że- 
romski, Syzyfowe prace, Pisma t. VI, Warszawa 1947. - Ż. L.: Czasopismo Życie Li- 
terackie, r. 1964. - Życie: Czasopismo Życie Literackie, r. 1952. 


Olsztyn 


A.nna Pospiszylowa 


o formie tZW. trybu przypuszczającego we współczesnym 
języku polskim 


1. Uwagi wstępne. Sprawa postaci formalnej trybu przypuszczającego 
(Warunkowego) we współczesnym języku polskim nie doczekała się do chwili 
obecnej dostatecznego wyjaśnienia. Nie zadowalają krótkie wzmianki większości 
gramatyk języka polskiego, że polski tryb przypuszczający to połączenie part y- 
22
		

/338_0001.djvu

			33.8 


JĘZYK POLSKI 


LIII.5f
 


kuły by z imiesłowem czasu przeszłego, np. on by pracowal (on pracowalby) 1). 
Milczeniem pomija się w wielu gramatykach fakt, że by używane jest nie tylko 
z imiesłowem: a) nierzadkie są połączenia tej partykuły z tzw. predykatywami,. 
np. trzeba by to zrobić, z formami czasownikowymi kończącymi się na -00, -to, 
np. wtedy by to zrobiono, czy też z bezokolicznikiem, np. poznać by taki kraj!; 
b) znana jest też nieruchomość zdaniowa tej cząstki prowadząca do powstawa- 
nia spójników, np. chcę, aby (ażeby, żeby) on to zrobil, lub partykuł, np. oby on 
to zrobil!; c) partykuła by sama lub w połączeniu z innymi cząstkami może się 
odnosić nie tylko do czasownika, ale i do innych wyrazów zdania, np. przyjdź 
choćby jutro, kopia by najcudniejsza pozostanie kopią itp. 2). 
W jakim stosunku pozostają tak różnorodne konteksty by do tradycyjnego 
rozumienia trybu przypuszczającego
 Czy wszystkie te konteksty można nazwać 
trybem przypuszczającym
 Czy by jest częścią składową formalnego wykładnika 
tego trybu' 
Na powyższe pytania odpowiadano w przeszłości wiele już razy. Próbo- 
wano ulepszyć i uściślić nie wystarczające wyjaśnienia gramatyk. Odpowiedzi 
językoznawców były jednak bardzo różne 3). Upoważnia to nas do ponownego 
zajęcia się tym problemem. 
2. Jeśli się mówi o trybie przypuszczającym, trzeba ustalić, co uważa się 
w ogóle za ((tryb». 
Tryb w naszym ujęciu to zestaw środków formalnych, którymi roz- 
porzą
a stojący w centrum predykatywnym czasownik dla wyrażania mo- 
dalności. Formy odmienne czasownika pełniące funkcję orzeczenia dysponują 
formalnymi wykładnikami osoby, czasu i modalności. Modalnością nazy- 
wamy informację o stopniu realności, jaką podaje każde zdanie. Najważniejszymi 
odmianami modalności są realność i brak realności. Rozumie się to jako fakt, 


1) Zob. gramatyki współczesnego jęqka polskiego W. Doroszewskiego (Pod- 
stawy gramatyki polskiej, Warszawa 1952, s. 24;,1), Z. Klemensiewicza (podstawowe 
wiadomości z gramatyki języka polskiego, 'Warszawa 1962, s. 101) czy S. Szobera (Gra- 
matyka jęqka polskiego, Warszawa 1963, s. 270 nn.). 
2) Odniesienie by do grupy wyrazowej spotykane jest jednakże we współczesnym 
języku polskim bardzo rzadko. 
3) Por. różne próby opisu formy trybu przypuszczającego: a) teoria trybu przy- 
puszczającego ((Uwikłanego
 J. Tokarskiego (Czasowniki polskie, Warszawa 1951); 
b) interpretacja «dwu wariantów polskiego coniunctiWlli) Z. Gołąba (The problem of 
verbal' moods in Slavic languages, International JOUl'llal of Slavic Linguistics and 
Poetics 8,1964, s. 3-4; c) rozbicie tradycyjnego trybu przypuszczającego na dwa tryby- 
«conditionalis» i «subiunctivus
 (formy z by ruchomym i by nieruchomym) przez J. Puzy- 
ninę (Nazwy czynności we współczesnym języku polskim, Warszawa 1969, s. 82); d) póź- 
niejsze poglądy J. Pu.zyniny - traktowanie form z by nieruchomym jako wariantu po- 
zycyjnego trybu oznajmującego (J. .puzynina, Jeden tryb czy dwa tryby - referat 
wygłoszony na zjeździe PTJ w 1969 r., opublikowany w BiuI. PTJ XXIX, s. 131-9), 
e) inte1'Pretowanie każdego by jako trybu przypu
czającego (Konditional) przez B. Pan- 
zera (Der slawische Konditional, Mii.nchen 1967, s. 34) itp.
		

/339_0001.djvu

			',LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


339 


źe zdania mogą zawierać informację o lokalizacji lub o braku lokalizacji danej 
akcji (czynności) w określonym odcinku czasowym. Informacja modalna bywa 
w kaź dym zdaniu rozkładana na różne jego części - rozróżniamy modalność 
śensu stricto, jeśli środki modalne odnoszą się tylko do centrum predyka- 
tywnego zdania, i modalność sensu largo - w wypadku, gdy środki mo- 
dalne odnoszą się nie do centrum predykatywnego zdania, ale do całego zdania 
lub do poszczególnych jego części 1). Typowym przykładem środka modalności 
sensu largo jest partykuła pytająca czy, np. w zdaniu: czy oni do nas przyjdą Y - 
odnosząca się do całego zdania; tryb oznajmujący stoi tu w centrum predy- 
katywnym i reprezentuje formalny wykładnik modalności sensu stricto. Przy- 
kładem środków modalności sensu largo charakteryzujących grupy Wyrazowe 
zdania mogą być tzw. przysłówki modalne, np. ona jest kobietą mającą chyba 
trzydzieści lat itp. 
Modalność jest ogólną kategorią pojęciową, kategorią, która naszym zda- 
niem charakteryzuje wszystkie języki świata. Tryb jest kategorią swoistą dla 
danego języka: nawet liczba trybów zależy tylko od systemu języka. Tryb jest 
kategorią formalną, kategorią właściwą czasownikowi dla wyrażenia modalności 
sensu stricto, ale tylko jednym z wielu środków modalnych zdania. W zdaniu 
mogą występować obok trybu inne wykładniki formalne modalności, których 
znaczenie razem ze znaczeniem trybu tworzy całość informacji modalnej - 
jak na przykład w cytowanym pytaniu z partykułą czy. Na podobnej zasadzie 
używana jest też partykuła niech np. w zdaniu: niech mi ona to zrobi! itp. 2). 
3. Posługując się tak zdefiniowanym pojęciem trybu, spróbujemy, ustalić 
formalne zasady połączeń by z różnymi wyrazami zdania. 
3.1. Już w niektórych wcześniejszych ujęciach by w połączeniu z bezokoli- 
cznikiem traktowane bywało jako partykuła zdaniowa nie będąca wykładnikiem 
trybu 3). Jest to niewątpliwie słuszne, tylko by wyraża bowiem modalność, bez- 
okolicznik zaś w tym kontekście jedynie nazywa czynność danego czasownika. 
3.2. Podobnie należy rozstrzygnąć kwestię połączenia by z formami cza- 
sownikowymi kończącymi się na -no, -to. Partykuła ta modyfikuje modalnie 
cZynność nieosobową wyrażoną przez czasownik. Potwierdza to test eliminujący 
obecność by w zdaniu: wczoraj by to zrobiono --+ wczoraj to zrobiono 4). 


1) Podobne rozróżnienie modalności w szerszym i WęŻ8Zym zakresie wprowadza 
L. Durovic w swojej pracy ModaInost. LexikaIn08yntakticke vyjadrovanie modalnych 
a hodnotiacich vztahov v slovencine a rustine, Bratislava 1956. 
') Por. uwagi A. V. Isacenki o funkcji rosyjskiej partykuły pus{ (Die russische 
Sprache der Gegenwart. T. L Morphologie, Halle 1962, s. 300). 
3) Np. w ujęciu Z. Gołąba, o. c., s. 3 nn., gdzie zarówno samo by jak żeby (przy- 
kład przez niego cytowany) jest interpretowane w połączeniu z bezokolicznikiem jako 
partykuła modalna. 
. 4) Ponieważ forma ta jest używana tylko w czasie przeszłym, łatwo zrozumiała 
Jest niegramatyczność zdania *jutro to zrobiono. Tworzenie zdań typu jutro by to Zro- 
22*
		

/340_0001.djvu

			340 


JĘZYK POLSKI 


LIII
iY 
 

 :
 


3.3. Za tryb przypuszczający trudno też uznać połączenia by z predyka- 
tywami. Test .eliminujący partykułę by z obrębu zdania dowodzi znoW1l, że 
tzw. czasownik nief1eksyjny 1) wraz z bezokolicznikiem stoi w centrum predy- 
katywnym zdania, a by jest modyfikatorem modalnym zdania, zachoW1ljącym. 
się podobnie jak wyrazy typu ohyba, może, np. trzeba by to zrobić jjutro by trzeba 
to zrobić -+ trzeba to zrobić {jutro trzeba to zrobić: trzeba ohyba to zrobićj jutro 
trzeba ohyba to zrobić {trzeba to ohyba zrobić{ jutro ohyba trzeba to zrobić 2). 
3.4. W wielu wcześniejszych opracowaniach za wykładnik formalny 
trybu przypuszczającego uznawane było połączenie imiesłowu czaSu przeszłego, 
z cząstką by wchodzącą w skład partykuł lub spójników, np. aby, ażeby, gdyby, 
oby, żeby w zdaniach typu: abyś tylko o tym nie zapomniał!, gdyby on to wtedy 
zrobil! itp. Naszym zdaniem należy jednak odróżnić: a) by - samodzielny wy- 
raz zdania, Ią:czący się z bezokolicznikiem, formą czasownikową kończącą się 
na -no, -to czy też z tzw. imiesłowem czasu przeszłego (pojeohać by tak jutro 
na wycieczkę! - jutro pojechalbym na wyoieozkę - jutro pojeohano by na wy- 
cieozkę), b) -by - część składową partykuł i spójników, która w systemie mo- 
dalnym współczesnej polszczyzny nie stanowi samodzielnie funkcjonującej 
jednostki modalnej. Przekonywa argumentacja J. Puzyniny, według której 
wymienione wyżej wyrazy «stanowią synchronicznie niepodzielne jednostki, 
których rozbijanie byłoby gwałceniem poczucia językowego współczesnych Po- 
laków}), ponieważ «przesunięcia formalne i funkcjonalne już się w nich doko- 
nały» 3)., Wspólna część partykuł -by wywołuje dziś niewątpliwie asocjację po- 
dobieństwa funkcjonalnego tej klasy słów. Fakt ten nie może być jednak argu- 
ID;entem za poszukiwaniem znaczenia tej części, ponieważ dopiero w połączeniu 
z innym morfemem uzyskujemy jednostkę językową mającą określoną in- 
formację modalną. Inaczej trudno byłoby zrozumieć: a) odniesienia partykuł 
z -by do całego zdania, np. ozy aby to się uda!l, lub do części zdania, np. a1Jy 
o tym nie zapomnij!; b) fakt występowania tych partykuł jako wyrazów-zdań, 
np. oby! ozyżby'; c) tryb rozkazujący obok partykuły z -by w zdaniu cytowanym 
wyżej aby o tym nie zapomnij!; d) «podwójne» -by w zdaniach, np. żebyśmy a1Jy 
dożyW; e) opozycje znaczeniowe, jakie partykuły mogą tworzyć ze sobą: on 
jakby się uśmiechnąl : on jakoby się uśmiechnąl itp. 4). I w tym wypadku nie są 


biono jest możliwe dzięki swoistej «rekcjh partykuły by, tzn. dzięki konieczności wy- 
stępowania formy czasownikowej w czasie przeszłym w «obecności
 tej partykuły (o tym 
poniżej) . 
1) Termin proponowany przez S. Jodłowskiego dla tej klasy słów (Studia nad 
częściami mowy, Warszawa 1971, s. 83). 
2) Zdania typu jutro by trzeba to zrobić spotykane są we współczesnej polszczyźnie 
rzadko. 
8) J. Puzynina, Jeden tryb..., s. 135. 
') Nie wymieniliśmy tu argumentów podanych przez J. Puzyninę, Jeden tryb..., 
s. 134 nn.
		

/341_0001.djvu

			'LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


341 


powyżej wymienione partykuły formalnymi wykładnikami trybu, ale tylko 
samodzielnymi wyrazami zdania niosącymi swoistą informację modalną 1). 
3.5. Za tryb przypuszczający można też nie uważać połączenia by z oso- 
bową formą czasownika: jutro bym to zrobił na pewno / jutro zrobiłbym to na 
pewno. O słuszności powyższej hipotezy świadczą pary opozycyjne zdań zawiera- 
jących by z bezokolicznikiem ze zdaniami, gdzie by łączy się z osobową formą 
czasownika: 
1) Pojechalbym tak sobie do Krakowa! : Pojechać by tak sobie do Krakowa! 
2) Może by p6jść jutro do nich? : Może poszlibyśmy jutro do nich? 
3) J dliby się go zapytać, nie odpowiedzialby na to : Jeślibym się go zapytal, 
nie odpowiedzililby na to. 
Opozycje te dowodzą, że w powyższych zdaniach modalności «trybu przy- 
puszczającego>} nie wyraża czasownik - formy czasownikowe podają na sposób 
«osobowy>} i «nieosobowy» akcję danego zdania. .Analogiczne zjawisko można 
zaobserwować w zdaniach z by i formą osobową stojących w opozycji do zdań, 
gdzie by łączy się z formami czasownikowymi typu -no, -to: gdyby miano pie- 
niądze, pojechano by na wycieczkę: gdybym mial pieniądze, pojechlilbym na 
wycieczkę. Podany przykład 4;lowodzi równocześnie, że identyczne opozycje wy_ 
stępują w wypadku, kiedy -by jest częścią składową partykuł (gdyby!). Przy- 
czyną niezauważania tego rodzaju opozycji było specyficzne ich występowanie- 
ograniczenia dystrybucyjne związane z tym zjawiskiem - a) bardzo rzadkie 
występowanie bezokolicznika w zdaniach głównych okresów warunkowych 
«możliwych» i <	
			

/342_0001.djvu

			342 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5. 


zdań typu kto by to zrobił?, tzn. możliwość interpretacji «hipotetycznej& lub 
«deliberacyjnej». 
4. Jeśli za tryb uzna się wykładnik formalny czasownika, można po- 
wiedzieć, że w języku polskim nie istnieje tryb przypuszczający. System wer- 
balny współczesnej polszczyzny jest w porównaniu z systemem języka pra- . 
słowiańskiego uboższy o jeden tryb. Nastąpiło przesunięcie formalnych akcentów 
modalnych zdania - miejsce analitycznej formy trybowej aorystu hycli, + 
imiesłowu czasownikowego zajęły partykuły zdaniowe. Zachowały one tę samą 
funkcję, jaką posiadał dawny tryb. Do partykuł tych należą: aby, aniby, ażeby, 
bodaj, bod
jby, by (z dwoma wariantami by I ruchomym i by IInieruchomym), 
byle, byleby, choóby/chociażby, chybaby, czyżby, gdzieżby, iżby, jakby, jakob'lb 
jakżeby, niby, niżby (z odmianami fonetycznymi aniżeliby, niźliby, niżeliby), 
oby, żeby. Jak wynika z powyższej listy, do partykuł posiadających znaczenie 
dawnego trybu przypuszczającego zaliczyliśmy bodaj, które w pewnych kon- 
tekstach wymienne jest z bodajby i byle, gdzie morfem -by można wydzielić 
już tylko na podstawie analizy historycznej. Widzimy więc, że nie wszystkie 
partykuły, wywodzące się ze starej analitycznej formy trybu, zawierają z punktu 
widzenia współczesnej polszczyzny element -by 1). 
4.1. Wyżej wymienione partykuły są środkami formalnymi zdania - 
jego kategoriami formalnymi. Są one wykładnikami modalności sensu largo, 
nie muszą więc zawsze być związane z centrum predykatywnym zdania: a) od- 
noszą;
się do grupy wyrazowej zdania - tę właściwość posiadają aby, by II, 
byle, byleby, choćby, jakby, jakoby, niby, b) występują w charakterze wyrazów- 
zdań - czyżby, gdzieżby, jakżeby, oby, c) rządzą całym zdaniem jako spójniki: 
aby, aniby, ażeby, by II, byle, byleby, choóby; chybaby, gdyby, iżby, jakby, jakoby, 
niżby, żeby, d) odnoszą się do całego zdania, stojąc na pierwszym jego miejscu: 
aby, ażeby, bodaj, bodajby, by II, byle, byleby, czyżby, gdzieżby, gdyby, oby, żeby, 
e) posiadają relatywną swobodę poruszania się po całym zdaniu: 1) by I jest 
wyrazem, który stoi zazwyczaj 2) przy tzw. logicznym predykacie (novum) 
zdania, por. ja to bym zrobili ja bym to zrobil 2) podobną ruchomość w zdaniu 
wykazują aby (czy to aby jest możliwe / czy to jest aby możliwe), niby (niby lm 
jutro to zrobi... lon jutro niby to zrobi... itd.), jakoby (on jakoby to powiedzial / on 
to jakoby powiedzial itd.). 
4.2. Jako środki formalne zdania, a nie czasownika są wyżej wymienione 
partykuły neutralne w stosunku do kategorii osoby. Używane są więc zarówno 
z formami osobo wymi czasownika, jak i też z formami nieosobowymi. 
l) Do partykuł tu wymienionych można by jeszcze zaliczyć jak gdyby, tzn. połą- 
czenie spójnika jak z partykułą gdyby, funkcjonujące w niektórych kontekstach po- 
dobnie jak jakby (por. także przestarzałe jak żeby). Jako dwie samodzielne jednostki 
językowe należy natomiast ocenić połączenia typu ohyba żeby, ohyba gdyby, niż żeby, 
niż aby, niż gdyby, niż jakby. 
2) O ograniczeniach ruchomości by w zdaniu pisała J. Puzynina, Jeden tryb..., 
s. 137 nn.
		

/343_0001.djvu

			LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


343 


4.2.1. Dla wyrażenia osobowości większość partykuł wymaga od cza- 
sownika pozycyjnego wariantu trybu oznajmującego z końcówkami unierucho- 
mionymi przy partykule 1). Nieustabilizowane zjawisko rekcyjne wykazuje 
jakoby (on powiedzial mi wczoraj, jakoby Piotr był chory / on powiedział mi, 
że Piotr jakoby jest chory), neutralność rekcyj na cechuje niby (on niby mi to 
powiedzial: on niby mi to powie). Rozumieniu jednej z części kompleksu praoo- 
. walbym jako pozycyjnego wariantu trybu oznajmującego nie przeszkadza 
dwudzielność tego kompleksu, tzn. niemożliwość jego rozłożenia na części 
typu *by pracowałem 2). Mogłaby ona przemawiać za traktowaniem partykuły 
by z końcówkami jako czasownika modalnego bym, byś itd. 3). Ponieważ uwa- 
żamy aby, ażeby itd. za niepodzielne jednostki językowe, musielibyśmy uznać 
abym, ażebym itd. za różne czasowniki modalne. Takie postawienie sprawy 
komplikowałoby jednak jej wyjaśnienie. Doszłoby do rozdwojenia pojęć- 
z jednej strony abym, ażebym, bym rozumiane byłyby jako czasowniki modalne, 
z drugiej strony aby, ażeby, by z odniesieniem do form nieosobowych czy też 
grup wyrazowych jako partykuły. Chaosu pojęciowego można uniknąć właśnie 
przez wprowadzenie pewnego udogodnienia w opisie - przyjęcie zasady, 
że wyrazy powyższe są w każdym kontekście partykułami, które wymagają, 
by po nich stał pozycyjny wariant trybu oznajmującego 
 czas przeszły 4), 
oraz by końcówki tego czasu były do nich przyczepiane - między partykułami 
a formą czasownikową zachodzi stosunek swoIstej rekcji. Pozycyjny wariant 
trybu oznajmującego jest więc połączeniem analitycznym (dmiesłowu» czasowni- 
kowego i końcówek osobowych (-m, -ś, -, -my, -cie, -,j. Konstrukcja ta należy 
oczywiście do środków modalności sensu stricto, wyraża bowiem modalność 
trybu oznajmującego. W ten sposób jej znaczenie razem ze znaczeniem partykuł 
niosących informację «braku realności» wchodzi w skład modalności zdania 5). 
4.2.2. Dla wyrażenia (mieosobowości» partykuły łączą się z bezokoliczni- 
kiem, imiesłowami, formami czasownikowymi kończącymi się na -no, -to, predy- 


1) Nasze rozumienie wariantu trybu oznajmującego jest więc jak gdyby roz- 
szerzeniem wariantu pozycyjnego tego trybu zaproponowanego przez J. Puzyninę, 
Jeden tryb..., s. 136, o konteksty, w których ruchome by łączy się z osobową formą 
czasownika. 
') Por. B. Panzer,. o. c., s. 34. 
3) Taką interpretację spotykamy np. u Z. Gołąba, o. c., s. 2; jako konstrukcję 
będącą już prawie czasownikiem modalnym interpretuje tę formę B. Panzer, o. c. 
4) W niektórych wypadkach także czas zaprzeszły, np. w zdaniu bylbym zapomniał 
powiedzieć ci coś bardzo ważnego... Odpowiedź na pytanie: Dlaczego właśnie używa się tu 
CZasu przeszłego (zaprzeszłego)' - należy do diachronii: to ręlikty dawnego trybu. 
5) A. Mirowicz (Pojęcie modalności gramatycznej a kwestia partykuł, Biul. 
PTJ XV, s. 91 nn.) rozumie partykuły modalne jako jednostki językowe służące do 
urabiania środkami leksykalnymi analitycznych form trybu. Podobnie nasza inter- 
pretacja połączenia partykuły by z osobową formą czasownika jest próbą prze- 
kształcenia «syntetycznego,> ujęcia trybu przypuszczającego w «analityczne» (tryb oznaj- 
lIlujący + partykuła) wyrażanie modalności zdania.
		

/344_0001.djvu

			344 


JĘZYK POLSKI 


LIIł-
 


katywami. Gdy agens zdania głównego jest ten sam co agens zdania pobocznego, 
najczęściej używa się bezokolicznika, np. w zdaniu Dzieci chodzą do 8zko1lg, 
aby się uczyć (por. zdanie z różnym agensem zdania głównego i pobocznego, 
Dał mu pieniądze, aby kupił książkę); w niektórych tylko kontekstach można 
zastosować imiesłowy, np. powiedział, jakby na to czekając, że niczego nie po- 
trzebuje... Przy wyrażaniu tzw. osobowości nieokreślonej z partykułami łączą 
się: bezokolicznik, forma czasownikowa kończąca się na -no, -to oraz predyka-. 
tywy: gdyby to zrobić / zrobiono, on byłby bardzo zadowolony, wtedy trzeba by 
byw to zrobić / jutro trzeba by to zrobić. Różnicami informacyjnymi tych form, 
ich dokładnym występowaniem oraz możliwymi ograniczeniami kontekstowymi 
zależnymi od typów zdań i partykuł (np. tylko by I może być używane z predy- 
katywami, pozostałe zaś partykuły wymagają dodatkowo trzeciej osoby czasu 
przeszłego czasownika być - byw - gdyby trzeba bylo to zrobić, on byłby bardzo. 
zadowolony) nie będziemy się tu zajmować, gdyż jest to problem wykraczający 
poza temat niniejszego artykułu. 
5. Wnioski: vVe współczesnym języku polskim nie ma formalnego wy- 
kładnika trybu przypuszczającego. Istnieją partykuły, które wyrażają funkcjo- 
nalnie tradycyjny tryb. Partykuły te występują w pewnej ilości kontekstów, 
będących tylko małym wycinkiem systemu modalnego języka polskiego. 
Warszawa Tomasz Czarnecki 


.'" 


Z zagadnień leksykalizacji wyrażeń przyimkowych 
ze stanowiska grafematycmego 
Podstawą do rozważań w niniejszym artykule jest obserwacja sposobu' 
istnienia dwóch wariantów języka: fonicznego i graficznego. Odrębność obu 
wariantów jest oczywista, chociaż należy zaznaczyć, że w piśmie widziano do- 
tychczas jedynie materialną formę języka, odpowiednik mniej lub bardziej 
doskonały wariantu mówionego. 
Język pisany jest rzeczywiście formą wtórną, gdy idzie o chronologię 
powstania, jeśli jednak na oba warianty spojrzymy pod kątem ich istoty gra- 
matycznej, to okaże się, że sprawa odrębności wygląda bardziej skomplikowa- 
nie, zaś teza o sekundarności języka pisanego nie będzie tezą główną. Wynika 
to st!!!d, że różnice między obu wariantami wykraczają poza płaszczyznę ma- 
terialną a sięgają płaszczyzny systemowej. 
, N a system graficzny składa się zespół stosunków strukturalnych, w któ- 
rych rolę jednostek elementarnych pełnią tzw. syntaktemy. Pojęcie syntakteIDU 
przedstawił H. Misz w książce Opis grup syntaktycznych dzisiejszej polszczyzny 
pisanej (Bydgoszcz 1967). Autor badania swoje oparł na materiale języka pisa- 
nego, chociaż nie tyle w nich szło o przedstawienie samego systemu wariantu 
graficznego, ile o sformalizowanie badań składniowych. Aparatura. pojęciowa.
		

/345_0001.djvu

			'LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


345 


. H. Misza, po odpowiedniej radykalizacji stanowiska i koniecznej modyfikacji, . 
posłużyła mi do opracowania propozycji systemu grafematycznego l). Przy- 
, jąłem, że naczelną sprawą rozstrzygającą o sposobie istnienia danego syntak- 
temu w połączeniu jest możliwość nacechowania go wartością syntaktyczną. 
Wartość ta formalnie uzewnętrznia się w dystrybucji syntaktemów i decyduje 
o posiadaniu przez syntaktemy właściwości determinacji w połączeniach. 
-'ffznałem również, że zdeterminowanie co do jakości występuje w trzech aspek- 
tach: 1. pod względem przynależności do określonej klasy lub podklasy (zde- 
terminowanie klasowe - zawsze obustronne); 2. pod względem własności kate- 
gorialnych syntaktemów należących do określonej klasy lub podklasy (zde- 
terminowanie kategorialne-jedno- lub obustronne); 3. pod względem własności 
słownikowych syntaktemów należących do danej klasy lub podklasy, ewentualnie 
także zdeterminowanych kategorialnie (zdeterminowanie słownikowe - jedno- 
lub obustronne), zaś występujące w konstrukcji syntaktycznej syntaktemy są 
wzajemnie od siebie uzależnione. Zależność grafematyczna może być bezpośred- 
nia i pośrednia. Grafematyczna zależność bezpośrednia może być z kolei jedno- 
j.
 j.
 
stronna (np. idzie do) lub obustronna (np. do szkoly). Syntaktemy związane 
grafematyczną zależnością bezpośrednią są zdeterminowane co do szyku oraz 
co do jakości klasowej, kategorialnej i słownikowej. 
Wartość syntaktyczna jest problemem doniosłym dla składni grafema- 
tycznej, umożliwia bowiem wnikliwą analizę tych zagadnień, które są funda- 
mentalnym tworzywem naszej wiedzy o jednostkach elementarnych systemu 
grafematycznego. W artykule chciałbym poruszyć kilka zagadnień związanych 
z takim zjawiskiem językowym jak leksykalizacja, w aspekcie omawianego 
systemu. Chodzi mi głównie o tzw. leksykalizację wyrażeń przyimkowych. 
W Słowniku terminologii językoznawczej znajdujemy taką definicję: 


1) Por. W. Tłokiński, Odmiany zależności bezpośredniej w połączeniach syn- 
ta.ktemów. Próba opisu polskiego systemu składniowego w wariancie graficznym, To- 
ruń 1973. Książka ta nawiązuje do wcześniej zarejestrowanych w literaturze fachowej 
postulatów dotyczącycli potrzeby badania wariantu graficznego języka, np. I. J. Gelb, 
A Stndy of Writing, London 1952; A. M. Jagłom, I. M. Jagłom, Prawdopodobieństwo 
i informacja, W arszawa 1
63; T. N. Nikołajewa, PiBmieDnaja riecz i spiecifika jejo hu- 
czenija, Woprosy Jazykoznanija 1961, 3, s. 78-86; A. Penttila, Zur Grund1agenfor- 
I!Chnng der geschriebenen Sprache, Acta Univen,itatis Upsaliensis, Nova. Series 1970,2/2, 
s. 55 i n.; J. Prucha, K sintaksiczeskim razliczijam roieżdu piśmiennymi i ustnymi wy- 
skazywanijami, Slovo
a Slovestnost 1963, 3, s. 276; H; Spang-Hanssen, On the sim- 
plicity of descriptions. Recherches structurales, TCLC 1949; J. Vachek, Zum Problem 
der geschriebenen Sprache, TCLP 1939, 8. SI!! to głosy cenne ze względu na swą uog6l- 
niającą treść oraz charakter inspirujący w kierunku obserwacji wykraczających poza 
r6żnice płaszczyzny materialnej obu wariantów. Szczególnie na uwagę zasługuje praca: 
Z. M. Wołockaja, T. N. Mołosznaja., T. M. Nikołajewa, Opyt opisanija russkogo jazyka 
W jego piśmiennoj formie, Moskwa 1964, będąca opisem systemu wariantu graficznego, 
chociaż zabrakło w niej opisu systemu składniowego.
		

/346_0001.djvu

			346 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


Proces językowy polegający na tym, że przejrzysta pod względem budowy 
słowotw6rczej forma zrywa więź z wyrazem podstawowym, od którego pochodzi, 
i staje się jednolitym znakiem pewnej treści realnoznaczeniowej. Przykładem- 
leksykalizacji mogą być przymiotniki grzeczny (utworzony od dawnego zwrotu 
k rzeczy 'do rzeczy') lub niedorzeozny (od nie do rzeczy), kt6re utraciły niemal 
całkowicie swoją wyrazistość słowotwórczą. Leksykalizacja jest procesem za- 
rówuo formalnym, jak i znaczeniowym. Forma zleksykalizowana łatwiej ulega 
zmianom znaczeniowym niezależnie od znaczenia wyrazu podstawowego, z kt6rym 
zerwała więź 1).' 


Istnieje w języku polskim grupa wyrażeń przyimkowych, których od- 
czucie złożoności obecnie prawie się zatarło 2): dopóki, dopóty, dotychczas, naMl, 
natomiast, natychmiast, nawet, nawzajem, nazbyt, niespełna, omal, oto, otóż, 
pomalutku, pomalu, poniewczasie, pospolu, powolutku, przeto, wbrew, wcale, 
wniwecz, wówczas, wpław, wprost, wprzód, wprzódy, wraz, wspak, wstecz, wzd1uż, 
wzwyż, zadość, zanadto, zanim, zaraz, zawczasu, znowu itp. 
Gdyby pooddzielać wtórnie przyimki od zespolonych z nimi elementów, 
to okazałoby się, że elementami tymi są rzeczowniki, przymiotniki, przysłówki 
i zaimki. Nasuwa się pytanie: jak przedstawia się ów proces z punktu widzenia 
składni wartości 
 N a gruncie bowiem składni mamy do czynienia z egzempla- 
rzami dwóch różnych klas (przy'lillek - rzeczownik, przyimek - przymiotnik, 
przyimek - przysłówek, przyimek - zaimek). 
Jak to się dzieje, że w omawianych połączeniach, zespolonych zależnością 
(zależIi'bść w tych wypadkach zawsze obustronna), zdeterminowanych określo- 
nymi rodzajami wartości oraz krotno
cią ...,- powstają warunki do tego, aby 
VI rezultacie dwa syntaktemy formalnie i znaczeniowo tworzyły jeden syntaktem, 
który stał się przedstawicielem innej zupełnie k1asy
 
Mówi się, że leksykalizacja jest procesem zarówno formalnym, jak i zna- 
czeniowym. Poniżej przedstawię uwagi uwzględniające tę dwuaspektowość 
procesu. 
I. Aspekt formalny każe zająć się nam szykiem elementów. Wanalizowa- 
nych połączeniach przyimkom właściwe jest umiejscowienie bezwzględnie stałe: 
prepozycja bezpośrednia lub niebezpośrednia. Szyk przyimka stanowi więc 
cechę wchodzącą w skład jego wartości syntaktycznej. Jest to jednostronna 
determinacja szyku (przyimek w prepozycji). Podobnie sprawa przedstawia się 
w zakresie roli szyku dla funkcji przyimka w zależności: 
1. prepozycja - nadrzędnik, np. na drzewie, na zawsze 
2. postpozycja - podrzędnik, np. siedzi na, leży na. 
Drugą ważną, obok szyku, sprawą jest charakter zależności (jednostronna. 
lub obustronna) oraz krotność zależności (jednokrotna lub wielokrotna). 


1) Z. Gołąb, A. Heinz, K. Polański, Słownik terminologii językoznawc
ej, War- 
szawa 1968, s. 314. 
2) Por. L Arctowa, Razem czy osobno' Warszawa 1971, s. 16.
		

/347_0001.djvu

			LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


347 


+
 
W połączeniach typu obok nas obserwujemy zależność obustronną. W kon- 
strukcji żył obok nas udział syntaktemu obok zależy od syntaktemu nas i od- 
wrotnie. Tenże syntaktem obok zależy jednostronnie również i od syntaktemu 
żył. Podlega więc zależności wielokrotnej, mającej w wypadku przyimków 
charakter obligatoryjny. Obligatoryjność zależności wielokrotnej jest sprawą 
niezwykle doniosłą dla konstrukcji przyimkowych, wyjaśnia ona również 
końcowy etap leksykalizacji (syntaktemizacji), o czym wspomnę w dalszej 
części artykułu. 
II. Aspekt znaczeniowy. Powstawanie samodzielnej jednostki leksykalnej 
to przede wszystkim sprawa semazjologii. Trzeba by zastanowić się nad tym, 
jakie typy znaczeń biorą udział w powstawaniu nowego (np. denotatywne, 
relatywne itp.), czy to nowe znaczenie jest prostą sumą komponentów, czy też 
jest trzecim wariantem znaczeniowym. Owe zmiany znaczeniowe interesują nas 
o tyle, o ile sygnalizują one przesunięcia w zakresie dyspozycji składniowych. 
Składnia wartości w płaszczyźnie syntaktemowej, operująca wartością leksy- 
kalną, nie dyferencjuje typów znaczeń leksykalnych (np. na samodzielne i nie- 
samodzielne), próbuje łączyć gramatykę i słownik, ściślej mówiąc - te ele- 
menty słownika, które są doniosłe dla spójności składniowej. 
W połączeniach siedzi w szkole oraz dostał na zawsze istnieje potrzeba 
różnej determinacji słownikowej, np. 
siedzi w szkole - Przyimek w dzięki określonej wartości słownikowej 
rządzi miejscownikiem szkole. Determinacja dotyczy więc i przyimka (słowni- 
kowa), i podrzędnika (kategorialna co do przypadka). Określony słownikowo 
egzemplarz przyimka wiąże się również z określonym egzemplarzem klasy 
syntaktemów, wobec przyimka nadrzędnej. Należy więc również słownikowo 
scharakteryzować nadrzędnik. 
dostal na zawsze - W tym połączeniu determinacji słownikowej domaga 
się również podrzędnik przyimka, tj. zawsze. Własność łączenia się składnią przy- 
należności posiadają tylko niektóre przyimki, przy czym z przyimkiem wiążą się 
przynależnością również niektóre egzemplarze wchodzących w grę klas, stąd 
potrzeba obustronnej determinacji słownikowej. 
W konstrukcjach Z. obustronną determinacją słownikową, np. (]Q dziś, 
od wczoraj, z zewnątrz, pojawia się wspólne znaczenie przysłówkowe, podobnie 
jak w połączeniach z bliska, po c'ichn, o mało l). Niektóre połączenia z obustronną 
determinacją słownikową zleksykalizowały się tak dalece, że dziś występują 
w charakterze zrostów, np. nadaremnie, napręd	
			

/348_0001.djvu

			348 


JĘZYK POLSKI 


LIII li 


Tak więc leksykalizują się (syntakteInizują się) połączenia zarówno. 
z jednostronną determinacją słownikową i kategorialną, jak i z determinacją 
słownikową obustronną. Trzeba jednak dodać, że przysłówkowe znaczenie 
komponent a w połączeniach z obustronną determinacją słownikową jest tak 
ekspansywne, że ekspansja ta staje się również ważnym czynnikiem procesu 
leksykalizacji w tych właśnie połączeniach. Dzięki obustronnej determinacji 
leksykalnej możemy mówić o związaniu frazeologicznym partnerów, co w wy- 
padku połączeń z przyimkiem ma wyraźne konstrukcyjne uwarunkowanie 
(prepozycja oraz obligatoryjna zależność wielokrotna). . 
Jakie ostatecznie byłyby czynniki wpływające na syntakteInizację wy- 
rażeń przyimkowych' 
Na pierwszym miejscu należy uwzględnić obustronny charakter zależności. 
bezpośredniej przy jednoczesnym wchodzeniu przyimków w obligatoryjną za- 
leżność wielokrotną. Z kolei doniosłe są również takie rodzaje determinacji: 
l. determinacja szyku - prepozycja 
2. determinacja kategorialna (jednostronna) 
3. determinacja słownikowa (jednostronna i obustronna). 
Obligatoryjna zależność wielokrotna ,przyimka łącznie z typowymi dla. 
danego połączenia determinacjami uniemożliwiają realizację konstrukcji piszę 
w stół. O owej selektywności leksykalnej partnerów wspomina prof. Z. Kle- 
mensiewicz, określając spójność składniową ogólnymi względami sensu 1). Gdy. 
byśtłly chcieli rozbić konstrukcję piszę w stół na połączenia binarne, biorąc pod 
uwagę jedynie determiancję klasową (nie uwzględniając charakteru zależności 
. oraz pozostałych rodzajów determinacji), to otrzymalibyśmy takie przykładowe 
warianty: 


piszę w (szkole) (uderzam) w stół 
(domu) (wbijam) 
(zapamiętaniu) (wpatruję się). 
Zestawiając połączenia w konstrukcję piszę w stół, zauważamy działanie 
innych czynników określonych przez rodzaj zależności i pełny zestaw determi- 
nacji, uniemożliwiających poprawną spójność połączenia. 
Na koniec należy zastanowić się, jakie własności składniowe posiada 
twór syntakteInizacji, jaka jest jego wartość syntaktyczna. Oto grupy przy- 
kładów: 
1. Mtychczas, nadal, natychmiast, niespelna, pomalu, wprzód, itp. 
2. doprawdy, naprawdę, oto, wprost, wreszcie, zapewne, zresztą, itp. 
Przykłady grupy pierwszej posiadają wartość syntaktyczną (w połącze- 
niach przyjmują determinację i same determinują). Przykłady grupy drugiej 
nie posiadają wartości syntaktycznej, są to wyrazy o wartości słownikowej., 


l) Por. Z. Klemensiewicz, Zarys składni polskiej, Warszawa 1963, s. 121.
		

/349_0001.djvu

			LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


349 


Nie wchodzą one w zależność z syntaktemami konstrukcji, bądź uzależniają się 
od syntaktemów dowolnej klasy. 
Syntaktemizacja może zatem prowadzić (jak na to wskazują przykłady 
grupy drugiej) do zatraty wartości składniowej. Jest więc procesem, który wi- 
. nien być analizowany również w płaszczyźnie składniowej. Analiza grafema- 
tycznego systemu składniowego pozwala nam zwrócić szczególną uwagę na to 
. zjawisko, a zasygnalizowanie poruszonych problemów może stać się pomocne 
do opracowania szczegółowej monografii na ten temat. 


Toruń 


Waldemar Tlokiń8ki 


Kaszubskie skwiega 'szpara' 1) 
Wśród wielu nie znanych dotychczas lub słabo poświadczonych we wcześ- 
niejszych źródłach wyrazów zanotowanych w Atlasie językowym kaszub- 
szczyzny i dialektów .sąsiednich (AJK) znajduje się również skwiega. 
Na mapie 221 poświęconej nazwom szpary przedstawiono zasięg tego wyrazu 
występującego w kilku punktach kaszubskich a zapisywanego w postaci skVega 
i (z przejściem ki; 
 kś) skśega 2). Komentarz do mapy informuje, iż wcześniej 
wyraz w tym samym znaczeniu zapisał na północnym Kociewiu K. Nitsch 3). 
Odnotowują go też najnowsze słowniki kaszubskie. Postaci skiJega, skiJega, 
skśega w tym samym znaczeniu przytacza słownik F. Lorentza 4), zaś B. Sychta 
informuje, iż znana na południowych i środkowych Kaszubach skvega ma 
nie tylko znaczenie 'rysa, szpara', ale także znaczenia o mniejszym zasięgu: 
'szpara sromowa" rima pudendi', 'skrytka, schowek', 'dziewczyna chuda, cho- 
rowita' i 'chłopiec lubiący psoty, figlarz' 5). Według AJK w poszczególnych gwa- 
rach kaszubskich występują jeszcze dwa inne znaczenia tego wyrazu: 'płaczące 
dziecko' i 'rodzaj muchy' 6). Odmienność tych znaczeń od znaczenia 'szpara' 
zdaniem autora komentarza do mapy 221 AJK może wskazywać, iż w istocie 
są to dwa różnego pochodzenia jednobrzmiące wyrazy. 
W cytowanym komentarzu do mapy 221 AJK kaszubskie i kociewskie 
, skwiega 'szpara' uznano za wyraz izolowany na gruncie zachodniosłowiańskim. 
Wskazano natomiast na możliwość pokrewieństwa tego wyrazu z rodziną blisko- 
znacznych wyrazów wschodnio- i południowo słowiańskich (np. ros. skvaźina 
-dziura, otwór, p ęknięcie, szpara', scs. Skvozbńa 'rozpadlina, szczelina'), nie tłu- 
l) Z Pracowni Języka Prasłowiańskiego Zakładu Słowianoznawstwa PAN. 
") Atlas językowy kaszubszczyzny i dialekt6w sąsiednich, t. V, Wrocław-War- 
8zawa.-Krak6w 1968, mapa 221, cz. II, s. 118-9. 
a) O. c., cz. II, s. 118. 
') F. Lorentz, PomoIanisches Worterbuch, t. II, Berlin 1969, s. 259. 
. ") B. Sychta, Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej, t. V, Wrocław
 
Warszawar-Kraków 1972, s. 69. 
e) Atlas..., t. V, cz. II, s. 119.
		

/350_0001.djvu

			350 


JĘZYK POLSKI 


LIII"5 


macząc zresztą innych znaczeń wyrazu kaszubskiego. Do sprawy tego nie 
przekonującego moim zdaniem zestawienia powrócę pod koniec artykułu. 
A tymczasem warto się zająć materiałem zachodniosłowiańskim, bowiem do- 
kładne przyjrzenie się słownictwu słowiańskiemu pokazuje, iż wyraz bynaj- 
mniej nie jest odosobniony na gruncie zachodniosłowiańskim. Otóż w gwarach 
wielkopolskich w przeszłości, jak wykazał F. Sławski, występował czasownik 
kwiekać się 'pękać, rozszczepiać się' poświadczony w XVI wieku w tłumaczeniu 
Ksiąg o gospodarstwie Crescencyusza i w XVII wieku w Lustracji Poznania 1). 
Ma on dokładny odpowiednik w górnołużyckim kwekać so 'pękać, pryskać, 
rozrywać się, rozdzierać się', kwekać 'rozszczepiać, łupać, odłupywać, o skórze, 
ziemi', tam też występuje rzeczownik kwek 'pęknięcie, rozdarcie, szpara, szcze- 
lina; rysa'. Szczególnie dla nas ważny jest odpowiednik tego wyrazu na gruncie 
czeskim. Jungmann przytacza czasownik skvCkati 'rozszczepić się, pęknąć', 
ilustrując go przykładem bakno zpukanć a skvekalć od korka 2}. Wyraz znany 
jest także gwarom czeskim: skvikat se 'pękać', rozskviknutej 'rozpękły, pęk- 
nięty' 3). Wskazuje on, iż różnica w nagłosie wyrazu (poL, głuż. kiJ-, kasz. skiJ-) 
nie stanowi przeszkody w łączeniu tych wyrazów. Niewątpliwie w wyrazie 
kaszubskim i czeskim występuje nagłosowe ruchome s-, właściwe nie tylko 
starym wyrazom w rodzaju pol. kora: skóra, ale częste także przed grupami 
spółgłoskowymi, zwłaszcza w wyrazach o charakterze onomatopeicznym, 
np. pol. kwiczeć, sch. kvićati : skvićati, pol. kwilić, ukr. kvyłyty : skvylity, stpol. 
kwi(e)l : brus. skvił, pol. pliszka: dłuż. spliska, kasz. pletfa : śpletfa. 
.,", 
Nie stanowi też przeszkody w łączeniu kwiekać i skwiega różnica -k- : _go. 
Oboczne występowanie spółgłoski bezdźwięcznej i dźwięcznej, zwłaszcza w wy- 
. razach dźwiękonaśladowczych i ekspresywnych, jest dobrze znane wszystkim 
językom słowiańskim. Z licznych i różnorodnych tego typu oboczności warto 
przytoczyć-kilka najbliższych omawianym tu wyrazom przykładów: pol. świe- 
gotać : kasz. śvek
otac, ukr. cvikaty : cvyhaty 'bić batem, uderzać', dłuż. swikaś 
'gwizdać; ciąć rózgą ze świstem', sch. dial. svikati 'gwizdać' : ukr. śvyhaJ,y 
'rzucać, ciskać'. 
Nie nastręcza trudności ustalenie stosunku kasz. skwiega do pol. kwiekać 
się. Niewątpliwie skwiega jest derywatem od nie poświadczonego kaszubskiego 
odpowiednika pol. kwiekać się utworzonym jak kasz. cek a 'okap' od cec, 1 9ka 
'podzięka' od 1ek
ovac, pregarda 'przegroda' od pregar19c, prevara 'polewka' 
od prevar9c 4). Jest to zatem nazwa rezultatu czynności, paralelna (chociaż 
inaczej utworzon a) do głuż. kwek 'pęknięcie, rozdarcie, szpara, szczelina, rysa'. 
1) F. Sławski, Słownik etymologiczny języka polskiego, t. III, Kraków 1969, 
8. 487; tenże, Z lat czterdziestych XVI wieku, JP LII, 1972, s. 250. 
2) J. Jungmann, Slovnik cesko-nemeckj, t. IV, Praha 1838, 8. 129. 
3) V. Machek, Etymologicky slovnik jazyka ceskeho, Praha 1968, s. 615; F. Sław- 
ski, Słownik etymologiczny..., 1. c. Cytowany przez Machka wyraz słowacki śvik 'szew' 
z pewnością tu nie należy. 
4) F. Lorentz, Gramatyka pomorska, t. II, Wrocław 1959, s. 658.
		

/351_0001.djvu

			LIn 5 


JĘZYK POLSKI 


351 


Znaczenia 'szpara sromowa' i 'skrytka, schowek' są z całą pewności\ł wtórne 
w stosunku do 'rysa, szpara'. Nie budzący wątpliwości związek znaczeń 'pę- 
kać' i 'rysa, szpara' potwierdzają też takie przykłady jak pol. pęknięcie : pęka6, 
ros. trić8cina 'pęknięcie, szpara, rysa', ub. triScyna 'ts.' : ros. trieskat', ukr. tri. 
skaty 'pękać'. 
Dotychczas zajmowaliśmy się tylko rzeczownikiem skwiega w znaczeniu 
'szpara'. Ale odpowiednik na gruncie polskim (i w innych językach zachodnio- 
słowiańskich) ma także skwiega w odmiennych znaczeniach 'płaczące dziecko', 
'chorowita dziewczyna', 'rodzaj muchy'. Słownik etymologiczny F. Sławskiego 
omawia poświadczony tylko w XV wieku staropolski czasownik kwieka6 'pła- 
kać, kwilić' 1), mający najbliższy odpowiednik w stczes. kviekanie 'płacz, 
kwilenie (dziecka)' 2), czes. skvek 'krzyk dzieci, kobiet, młodych zwierząt', 
skvććeti 'skomleć, o psie' 3), tu też najeży dłuż. diaI. intensivum kwekotaS 'paplać, 
gaworzyć, odzieciaeh'. Polskie kwieka6 i pokrewne wyrazy innosłowiańskie 
kontynuują czasownik dźwiękonaśladowczy sprowadzający się do pierwotnego 
*(s)kvekati, mający nawiązania także poza językami słowiańskimi 4). Związek 
kasz. skwiega z tym czasownikiem nie ulega wątpliwości. Omówione wyżej 
różnice fonetyczne pary kwieka6 się: skwiega 'szpara' odnoszą się również do 
pary kwieka6: skwiega 'płaczące dziecko, rodzaj muchy itd.'. Nie sprawia 
trudności objaśnienie budowy słowotwórczej i znaczeń wyrazu kaszubskiego. 
Jest to z pewnością nomen agentis do nie zachowanego kaszubskiego odpo- 
wiednika pol. kwieka6 z pierwotnym znaczeniem 'to, eo kwili, płacze, co wydaje 
dźwięk podobny do kwilenia, płaczu'. Z tego nie zachowanego etymologicznego 
znaczenia rozwinęły się konkretne znaczenia w poszczególnych gwarach ka- 
szubskich: 'płaczące dziecko', 'dziewczyna chuda, chorowita' (zapewne 'ta, co 
płacze, kwęka z powodu choroby'), 'chłopiec lubiący psoty, figlarz' (może 
'ten, co dokucza np. płaczem, dokuczliwy chłopiec'), 'rodzaj muchy' (prawdo- 
podobnie 'mucha wydająca dźwięk podobny do kwilenia, płaczu'). Podobnie 
zbudowane rzeczowniki odczasownikowe są dobrze znane językom słowiańskim, 
nierzadkie też są w gwarach kaszubskich, np. Keba 'człowiek skłonny do płaczu, 
beksa, płaska' : 7ćebic 'płakać, beczeć, mazać się', plesta 'człowiek gadatliwy' : 
plestac 'gadać, pleść, bajdurzyć' 5). 
Identyczność postaci głosowej kasz. skwiega 'szpara' i skwiega 'to, co pła- 
cze, kwili' nasuwa myśl, iż jest to w istocie jeden wyraz. Odmienność znaczeń, 
jak postaram się wykazać, nie sprzeciwia się temu. 
Identyfikow anie kaszubskiego rzeczownika skwiega w różnych zna- 
l) F. Sławski, 1. c. 
2) J. Gebauer, SIovnik starocesky, t. II, Praha 1970, s. 191. 
8) J. Jungroann, o. C., s. 477. Tu z pewnością też należą czes. dia1. 8kvekati : skvikati 
'kwiczeć', 8kv
k, skvekot 'kwik', sKveleti : Bkveceti (: śkvieeti, kveeeti) 'wydawać jękliwe 
dźwięki, jęczeć' (PHrucni slovnik jazyka ceskeho, t. VI, Praha 1948-1951, s. 1009). 
4) F. Sławski, 1. c. 
0) B. Sychta, o. c., s. v.
		

/352_0001.djvu

			352 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


czeniach wymaga oczywiście łączenia pol. kwieko,ó się 'pękać' i kwieko,ó 'płakać, 
kwilić'. F. Sławski nie łączy jednak tych wyrazów. Dla kwieka6, jak już wspo- 
minałem, przyjmuje nie ulegające wątpliwości pochodzenie dźwiękonaśladowcze. 
Natomiast etymologię kwieka6 się 'pękać' uważa za niejasną, wskazuje jednak 
na możliwość objaśnienia zachodniosłowiańskiego *kvekati jako czasownika 
kauzatywnego do *kvbknf!ti poświadczonego tylko wyjątkowyni i niepew- 
nym znaczeniowo staroruskim czasownikiem z XVI w. cVbknuti 'zginąć, szczez- 
nąć' 1). Względy znaczeniowe przemawiają jednak raczej za identyfikowaniem 
niewątpliwie zachodniosłowiańskich czasowników *(s)kvekati 'płakać, kwilić' 
i *(s)kvekati sę 'pękać'. Pozornie znaczenia te różnią się tak bardzo, iż nie widać 
łączności między nimi. Ale analiza słownictwa słowiańskiego pokazuje ścisły 
związek znaczeń 'wydawać jakiś dźwięk' i 'pękać'. Niektóre czasowniki pierwot- 
nie dźwiękonaśladowcze występujił w znaczeniu 'pękać', np. pol. pęka6 'łamać 
się, rozłamywać się na kawałki; z siłą się rozrywać, trzaskać', czes. pukati 'ts.', 
sch. pucati 'pękać z trzaskiem, łupać się': 'strzelać; uderzać, o piorunie', pol. trza- 
ska6 'pękać z trzaskiem, pękać': 'wydawać trzask; uderzać', ros. triesnut' 
'pęknąć' : 'uderzyć', trie8ćat' 'pękać, rozpadać się' : 'wydawać trzask; ćwierkać; 
paplać, trajkotać', ukr. triskaty(sia) 'pękać, tworzyć szczeliny'. Prasłowiański 
czasownik *lopati z pierwotnym znaczeniem 'pić chciwie, chłeptać' kontynuują 
np. ros. lópat'sia 'pękać', lópnut' 'pęknąć, trzasnąć', ukr. lópnuty 	
			

/353_0001.djvu

			LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


353 


mucha)' : *(s)kvekati sę 'pękać' wydaje się prawdopodobna. Nie można oczy- 
wiście wykluczyć odwrotnego rozwoju znaczenia ('pękać' > 'płakać, kwilić'), 
ale ponieważ dźwiękonaśladowczy charakter *(s)kveJtati ma oparcie w innych 
pokrewnych czasownikach onomatopeicznych (por. pol. kwikać, kwiczeć, kwilić), 
bardziej prawdopodobny wydaje się właśnie taki rozwój znaczeniowy. 
Wróćmy jeszcze na chwilę do wysuniętego przez AJK zestawienia 
kasz. skwiega z grupą wyrazów wschodnio- i południowosłowiańskich: strus. 
skvaźbnja 'szczelina, szpara, otwór, zagłębienie, jama', skvaźbnb m. 'otwór', 
skvaźbnb f., skvoźbnb 'pę:l1:nięcie, rozpadlina, pieczara', ros. skvazina (w słowniku 
Dala też skvdźniti) 'szczelina, szpara, otwór, dziura, pęknięcie', scs. SkVoZbńa 
'rozpadlina, szczelina', cs. skvaz(b)'ńa, skvoźlw, kvoźńa 'ts.', sch. słabo poświad- 
czone skvaźina 'ts.', słoweń. skvQznja : skijŹnja 'dziura, otwór', skviiźnja 'szcze- 
lina, szpara, rysa'. Wyrazy te różnią się od jasno się tłumaczącej na gruncie 
zachodniosłowiańskim kasz. skwiegi nie tylko jednolitym znaczeniem, lecz także 
postacią głosową. Odmienny wokalizm (a wręcz nieprawdopodobne, by a: o 
wobec e w tych wyrazach można było tłumaczyć tak starą alternacją jak e: a 
w rezati : raza) i inna spółgłoska (-g- w wyrazie kaszubskim jest z pewnością 
wtórne w stosunku do -k- w innych językach zachodniosłowiańskich) przeczą 
możliwości łączenia tych wyrazów. Tym bardziej że zasięg wyrazów południowo- 
i wschodniosłowiańskich pokrywa się z zasięgiem przysłówka skvoze, SkVOZb, 
od którego (i od pochodnych od niego wyrazów) nie można odrywać przyto- 
czonej grupy wyrazów 1). 
Szczątkowo zachowany w kaszubszczyźnie rzeczownik skwiega okazał się 
jeszcze jednym z licznych w tym dialekcie archaizmów leksykalnych. Ohociaż 
sam jest derywatem powstałym na gruncie kaszubskim, świadczy, iż nie za- 
chowany w tym dialekcie zachodniosłowiański czasownik *(s)kvekati, * (S)k1)Ć- 
kati sę łączył gwary kaszubskie z gwarami Kociewia, Wielkopolski, Łużyc 
i Czech. 


Kraków 


Wiesław Boryś 


Po/ano w historii i dialektach języka polskiego na tle 
ogólnosłowiańskim 2) 
u osoby nie znającej dialektów rodzimość wyrazu polano 'kawał drewna 
na opal' nie budzi żadnych wątpliwości. Jednak po bliższym przyjrzeniu się 
historii i geografii wyrazu dochodzimy do ciekawych i z
skakujących wniosków. 
Otóż polano nie jest w ogóle znane staropolszczyźnie. Nie ma go również 
kartoteka Słownika polszczyzny XVI wieku. Linde daje wyraz z gwiazdką 
(oznacza to, że wyraz nie był używany), i to pod hasłem polanka 'parkan, miejsce 
oparkanione, ogrodzone, ogród', 'polana, kawał pola śród lasów'. Przy wyrazie 
' znajduje się zna czeńie 'drewno' i jako źródło - dzieło osiemnastowiecznego 
l) M. Vasmer, o. c., s. 635. 
2) Z Pracowni Języka Prasłowiańskiego Zakładu Słowianoznawstwa PAN. 


23
		

/354_0001.djvu

			354 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


autora Michała Dudzińskiego (wychowanka Uniwersytetu Wileńskiego i pro- 
fesora poetyki w szkołach mińskich) pt. Zbiór rzeczy potrzebniejszych do do- 
skonalenia języka. W dziele tym, wydanym w Wilnie, autor omawia litery, 
interpunkcję, różne znaczenia słów, nazwiska osób, dawną polszczyznę, maka- 
ronizmy i barbaryzmy. 
Jeszcze w XIX wieku wyraz nie jest powszechnie znany. Słownik war- 
szawski przy znaczeniu 'szczapa, kłoda; kawał drewna, bierwiono na ogień' 
cytuje tylko Kraszewskiego (pochodzącego z Wołynia). Słownik języka pol- 
skiego PAN (SJP) daje hasło polano 'kawał drewna, zwykle przeznaczony na 
opał, bierwiono', dawne 'jednostka miary, łokieć', 'polana'. W powyższych 
znaczeniach podaje też deminutivum polanko. W dokumentacji SJP cytuje 
pisarzy dziewiętnastowiecznych pochodzących z Podola, Lwowskiego, Galicji 
wschodniej i Białorusi. W XX wieku polano jest już wyrazem literackim, uży- 
wanym przez pisarzy pochodzących z centralnych regionów Polski. 
Jak przedstawia się geografia wyrazu
 Mały atlas gwar polskich (MAGP) 
nie mapuje go wcale. Nie mają go również atlasy i słowniki poszczególnych 
dialektów. Znajduje się jedynie w Słowniku gwar polskich Karłowicza w na. 
stępujących znaczeniach: 'kawał drewna na opał' z Lubelskiego, 'kawał drzewa 
rąbany' z Sandomierskiego i Litwy, 'miara jednego łokcia długości' z Wileń- 
szczyzny i w wyrażeniu glowa boli polanem 'głowa ciężko boli' z Lubelskiego. 
Tak więc według Karłowicza wyraz jest znany tylko z pogranicza wschodniego. 

. W kartotece pracowni MAGP polano jest zarejestrowane z piętnastu 
punktów, z czego 11 punktów to wsie z wpływami ruskimi, a jedna wręcz ruska: 
Bilwinowo (pow. Suwałki), Żdżary (pow. Łuków), MiłItowice, Skierwiny 
(pow. Siemiatycze), Baciki Średnie (ib.), Dobrzyniewo (pow. Białystok), Huszcza 
(pow. Bielsk Podlaski), Orzechowicze (ib., wieś ruska), Strzeszkowice (pow. Lub- 
lin), Wierzchjedlina (pow. Sok6łka), Czelatyce (pqw. Jarosław) i HyŻIle 
(pow. Rzeszów). Wyraz notowany jest również z trzech punktów Polski po- 
łudniowej. Dwa z nich odznaczają się wpływami czeskimi bądź słowackimi (Kor- 
bielów, pow. Żywiec, i Zebrzydowice, pow. Cieszyn). Trzeci to Książnice Wiel- 
kie, pow. Pińczów, i tu wykluczone są wszelkie wpływy obce. Jak wytłumaczyć 
sporadyczne wystąpienie wyrazu na terenie rodzimym? Czyżby to był archaizm' 
Najprawdopodobniej jednak informator znał wyraz z języka literackiego, 
tym bardziej że informuje: polana to talte patyki na rospolke. 
Poza polszczyną pola1w 'kawał drewna na opał' występuje we wszystkich 
językach słowiańskich prócz łużyckich: czeskie poleno, staroczeskie poleno l), 
słowackie poleno, słoweńskie pole n 9, serbsko-chorwackie gwarowe poljerw 2), 
csł. z zabytków t rzynasto- i czternastowiecznych redakcji serbskiej 00/1'1100 3), 
1 ) V. Flajshans, Klaret a jeho druZina, t. II, Praha 1928, s. 397. 
2) Rjecnlk hrvatskoga ili srpskoga jezika, t. X, Zagreb 1931, s. 638. 
') F. Miklosich, Lexicon Palaeoslovenico.Graeco-Latinum, Vindobonae 1862- 
1865, s. 617.
		

/355_0001.djvu

			LnI5 


JĘZYK POLSKI 


355 


bułgarskie dialektyczne no.lZRlW 1), macedońskie nO.lZellO, staroruskie 00/111"0 
według słownika Sriezniewskiego używane od XIV do XVI wieku, rosyjskie 
no.lZelW, ukraińskie no.lZilW, białoruskie dialektyczne collectivum nO.lZeł.lHe -R 2). 
W językach łużyckich wyraz w omawianym znaczeniu nie jest znany. 
Występuje tylko w dolnołużyckim w liczbie mnogiej polena 'dwa pręty lub 
belki nad drzwiami izby'. Rejestruje go Muka bez dokumentacji. Znaczeniem 
dolnołużyckie polena nawiązują do polskich poleni. Ze względu na różnorodność 
postaci, oznaczających owe pręty, zostaną. one omówione osobno. 
Jeśli przyjmiemy, że powyższe wątpliwości zostały wyjaśnione, możemy 
stwierdzić, że polano 'kawał drewna na opał' znane jest całej Słowiańszczyźnie 
z wyjątkiem grupy lechickiej i łużyckiej. W języku polskim jest zapożyczeniem 
wprowadzonym do języka literackiego przez pisarzy kresowych. 
Kraków Krystyna H erej-Szymańska 


o staropolskim toponimie W qblany 
Idzie o nie objaśnioną dotąd nazwę wsi w powiecie opoczyńskim (ok. 5 km 
na południe od Opoczna, grom. Białaczów), która się zwie teraz Wąglany 3). 
O tym, że dzisiejsza postać nazwy nie jest pierwotną, świadczą dawne 
zapisy: Wamblany 1470-1480 r. 4), Wamblany 1504 r. 6), Wab lani 1508 r. 6 ), 
Vablani 1508 r. 7) - odczytane przez M. Karpluk 8) i M. Kamińską 9) jako 
W ąblany. 
Zmianę: Wąblany ='" Wąglany łatwo wyjaśnić jako wynik adideacji nie- 
zrozumiałego toponimu do apelatywu wągle (stare collectivum do węgiel) 10). 
Wypalanie drewna «na wągle}> mogło być jednym z zajęć mieszkańców tej 
śródleśnej wsi. Tak zmieniona postać nazwy pojawiła się już na początku 
XVI wieku, jak świadczy zapis Waglany z ok. 1520 r. 11). 


1) N. Gierow, Recznik na byłgarskija ezik, t. IV, s. 153, Płowdiw 1901. 
I) L L Nosowicz, Słowar' biełorusskago narieczija, Sanktpietierburg 1870, s.463. 
a) M. Kamińska, Nazwy miejscowe dawnego województwa sandomierskiego, 
Wrocl:aw 1964-1965, s. 211, podaje i dzisiejszą postać gwarową tej nazwy wraz z po- 
chodnym przymiotnikiem: 'VQ'iJglany, vo1lglon, -ach, vo'ligelslce. 
ł) Liber beneficiorum Długosza I 366. 
S) Por. T. Wierzbowski, Matricularum. Regni Poloniae summa,ria III, s. 1572. 
8) Por. A. Pawiński, Małopolska, s. 479. 
7) Tamże, s. 481. 
8) Relikty prasłowiańskiego l epentetycznego w staropolskich nazwach miejsco- 
wych, Onomastica IX, 1964, s. 41. 
9) L. c. 
l') ObocznoŚĆ ę : ą (węgiel: wągle) jest refleksem różnic iloczasowych. Collectiva 
z sufiksem -*bje znamionowała w swoim czasie «wzdłużająca
 intonacja nowoakutowa 
Syl30by przedsufiksalnej (por. Z. Topolińska. Stosunki iloczasowe polsko-pomorskie, 
Wrocław 1964, 
 2.1.3.8.). 
11) Liber beneficiorum Laskiego I 707. 


23*
		

/356_0001.djvu

			356 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


Gwoli ścisłości wypada zauważyć, że najstarsze zapisy można by też 
czytać Węblany. Przyjąwszy tę lekcję i wziąwszy pod uwagę zapis Węgliani 
z 1577 r. 1), mielibyśmy do czynienia z podwójną zmianą brzmienia: Węblany 
 
Węglany 
 Wąglany, przy czym ta druga (ę 
 ą po 1577 r.) byłaby trudna do 
uzasadnienia. Ponieważ jednak sprawy iloczasu staropolskiego nie będą tu dla 
dociekań etymologicznych istotne, nie jest ważne, jaką barwę miała nosówka 
w tej nazwie pod koniec XV wieku (naj starszy zapis). Tak czy owak 
mamy tu niewątpliwie do czynienia z kontynuantem dawnej (przed po- 
mieszaniem w XIV w.) nosówki tylnej (g) z protezą (v). Pozostańmy więc przy 
lekcji Wąblany, traktując ją jako wersję konwencjonalną (ą "= *g). 
Przyjąwszy toponim W ąblany za fakt językowy poświadczony kilkoma 
zapisami, przystąpmy do próby jego objaśnienia. 
Podobieństwo tej pluralnej nazwy do takich toponimów, jak Brzeżany, 
Chrobrzany, Dębiany, -'.Wogilany, Raciborzany, Zegrzany itp., zasadną czyni hi- 
potezę, że i tu mamy do czynienia z taką samą strukturą słowotwórczą. Byłby 
to więc derywat utworzony sufiksem *-jan- 2) od toponimu lub apelatywu .topo- 
graficznego dla określenia ludzi (osadników) jako pochodzących z miejsca 
nazwanego przez podstawę derywacji (bądź jako w tymże miejscu zamieszka- 
łych). Tyle pokrótce o genezie derywatu. Potem tak powstały derywat zmienił 
swą funkcję semantyczną: przestał określać ludzi, stał się nazwą własną za- 
siedlonej przez nich miejscowości. Tyle o genezie toponimu. Możliwości innego 
wyjaśnienia struktury nazwy W ąblany nie widać. A zatem bez wahania zali- 
czym
 ją - według klasyfikacji W. Taszyckiego - do klasy tzw. nazw etnicz- 
nych 3). 
.Ale to dopiero początek naszych dociekań. Dla toponimu Brzeżany i in- 
nych wyżej wymienionych tego typu można bez kłopotu wskazać jako pod- 
stawę derywacji odpowiednią znaną i jasną nazwę. Podstawy takiej dla topo- 
nimu Wąblany wskazać nie umiemy. Pień pozostały po odcięciu sufiksu nie 
kojarzy się nam z żadnym spośród znanych polskich apelatywów ani toponi- 
mów. . 
Podobny pień widzimy jedynie w toponimie W ąblewo, nazwie wsi 
w po w. kościańs kim 4), ale nie",iele Ilam to spostrzeżenie pomoże, bo i to jest 
1) Por. A. PawińBki, o. c., B. 287 (nie s. 237, jak omyłkowo u Kamińskiej l. c.). 
2) Pomijam tu z rozmysłu postać *-en-, przyjmowaną nie bez racji gwoli nawią- 
zaniu do litewskiego -im-, bo nie wierzę (z braku dowodów), żeby polski kontynuant 
tego sufiksu - jak to się czyta w naszych gramatykach - miał polegać na kontami- 
nacji obu psl. postaci, których wzajemny stosunek był raczej diachroniczny (*-en- 
 
-jan-), wyjąwszy kilka reliktów w kanonie scs., a właściwie tylko jeden slovenino (bez l 
epent.!) - inne mogą polegać na dwuznacznej grafii, nie rozróżniającej, jak wiadomo" 
l od ja po spółgłosce. 
3) Por. \V. Taszycki, Rozprawy i studia polonistyczne L Onomastyka, Wrocław 
1958, s. 262. 
&) Por. M. Karpluk, o. c., s. 41.
		

/357_0001.djvu

			LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


357 


nazwa (typu dzierżawczego) o niejasnej podstawie derywacji. Zresztą idzie tu 
tylko o nie zaświadczoną przed XVII wiekiem postać oboczną do W ąbiewo 
(jeszcze w 1580-1581 r. Wambiewo - bez l!). Zatrzymajmy się tu jednak 
na chwilę., Nazwa W ąbiewo 11 W ąblewo wraz z trzema innymi (Chrapiewo II 
Chraplewo, Grąbiewo II Grąblewo, Krąpiewo II Krąplewo) stanowi ciekawą grupkę 
toponimów wielkopolskich. Ich postaci z l pojawiają się w zapisach dopiero 
po XVI wieku 1). Rzecz dziwna. Przyjmujemy wszak - za Z. Stieberem 2)_ 
że <	
			

/358_0001.djvu

			358 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


Apelatywowi temu W. Taszycki przypisał znaczenie 'suche, wzniesione miejsce 
wśród wód i mokradeł' 1) (czyli to samo co grąd, ostrów oraz ich liczne w języ- 
kach słowiańskich synonimy). 
A więc możemy objaśnić genezę toponimu Wąblany, interpretując go 
jako pluralny derywat (z suf. -*jan-) od toponimu W ąwel bądź od apelatywu 
*wąwel i przypisując mu pierwotne (strukturalne) znaczenie 'ludzie z Wąwla 
(tj. pochodzący czy przesiedleni z miejscowości o nazwie Wąwel- nb. nie- 
koniecznie identycznej z Wąwlem krakowskim!)' bądź 'ludzie z wąwla (tj. mie- 
szkający na wąwlu wśród wód i mokradeł)'. Ukształtowanie terenu potwierdza- 
łoby nawet tę drugą wersję. Wieś W ąblany leży nad rzeczką, na skraju roz- 
ległych łęgów, a pobliski las kryje morenowe wzgórki. A więc (	
			

/359_0001.djvu

			LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


359 


(mniejsza, że miękkotematowego, bo jego naj starsze zapisy można by czytać 
i wąwel) 1), z uwagi na pień niewerbalny .można interpretować tylko analo- 
gicznie do formacji typu zalas, opartej na wyrażeniach przyimkowych 2). Naj- 
bliższy wąwlowi byłby tu ewentualnie wąpiór 'wsypa na poduszkę lub pierzynę' 
gdyby wykluczyć możliwość jego związku z czasownikiem pra6 lub przeć 3) 
('to, w co się coś wpiera'?) i łączyć - za Briicknerem - pień tego słowa z pió- 
rem. Mielibyśmy tu do pary z wąwlem przykład słowa na wą- z pniem niewerbal- 
nym. .Ale cóż z tego! Przecież znaczenie strukturalne słowa wąpiór wypada 
interpretować (wedle jego znaczenia realnego) jako 'to, co ma (zawiera) w sobie 
pióra', podczas gdy wąwel nie ma być 'tym, co ma w sobie wodę', ale przeciw- 
nie - 'tym, co jest (tkwi) wśród wody'. Zatem funkcja prefiksu wą- byłaby 
tu wprost odwrotna. Tak więc polski wąwel (lub wąwel) jako kontynuant do- 
mniemanego prasłow. *QVolb (lub *Qvolo) budzi nawet strukturalne wątpliwości. 
Może powstał dopiero na gruncie polskim przez jakąś deformację innego prasłowa? 
Przeto, chcąc jak naj rzetelniej wyjaśnić rodowód toponimu Wąblany, 
musimy jednak ruszyć i w tę drugą, dłuższą i trudniejszą drogę. 
Tu przyjmujemy nienaruszalność zaświadczonej postaci nazwy (W ąblany) 
i szukamy jej podstawy derywacyjnej w jakimś prasłowie z fonemem b, które 
(po odrzuceniu nagłosowego w jako późniejszej protezy) powinno mieć temat 
*Qbl-, *(Jbol- lub *Qbbl-. 
Szukać długo nie trzeba. Mamy oto najpierw w serbsko-chorwackim słowo 
ubao, G. ubla m. 'studnia' i jego bułgarski odpowiednik vobel m.'ts.' 4), oba 
używane jeszcze dziś (w dialektach) jako apelatywy i wykazywane nawet 
w pomniejszych słownikach 5). J. Schiitz 6) wymienia sch. ubao wśród terminów 
topograficznych związanych z wodą, podając zapisane w Ozarnogórze znaczenie 
'jama, w: której się woda zbiera jak w studni'. Dowodem starodawności tych 
słów jest ich odpowiednik ubolo, użyty w rusko-cerkiewno-słowiańskim zabytku 
z XI/XII wieku (<	
			

/360_0001.djvu

			360 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


o tym, że nie idzie tu tylko - jak przypuszczano - o południowo- 
słowiańską pożyczkę z greckiego 
fL
OAOV l), świadczy słowo vobal 'studnia', 
zapisane w dwu starych słowniczkach. słowiańskiego dialektu połabskich Drze- 
wian 2). Słowo to uznał za odpowiednik bułgarskiego i serbsko-chorwackiego 
już P. Rost 3), a za nim J. Rozwadowski 4). Trudno więc wątpić, że mamy tu 
do czynienia z prasłowiańskim już słowem *(!bolo 5) o znaczeniu 'jama z wodą, 
miejsce czerpania wody, studnia', skoro jego kontynuanty (z tymże znaczeniem) 
znane są z dwu tak odległych krańców Słowiańszczyzny. 
Ślady tego słowa przechowały się i w toponimii. Jako niewątpliwe mo- 
żemy tu wymienić zarówno sch. Ubli 6), jak i czes. Ublo 7) czy ukr. Ublisce 
(1583 r.) 8). P. Rost w toponimii Hanoweru dopatruje się też drzewiańskiego 
derywatu vobMiste lub v6blac 9). 
Etymologia prasłow. *Qbolo jest już tu dla nas sprawą marginalną, wy- 
kraczającą poza obowiązki toponomasty. Pozwólmy sobie jednak wyrazić taką 
oto hipotezę: *(!bol'b może być prapokrewny z greckim słowem 0fL	
			

/361_0001.djvu

			LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


361 


ponimy z suf. -*jan- 1), powstała dla określenia ludzi albo od nazwy miejsco- 
wości, skąd pochodzili 2), albo od apelatywu oznaczającego miejsce, gdzie się 
osiedlili 3). .A więc jest to derywat utworzony albo bezpośrednio od apelatywu 
*wąbel - dla określenia ludzi jako zamieszkałych przy miejscu czerpania wOdy" 
albo od nie zaświadczonego toponimu *W ąbel, albo nawet - jeśli wziąć pod 
uwagę możliwość tzw. derywacji wymiennej 4), nierzadko występującej w to- 
ponimii polskiej - od jakiegoś innego toponimu-derywatu o pniu *f!b'bl- (jak 
np. Wąbl-ewo 5)). 
N a zakończenie rozpatrzmy jeszcze pewne spostrzeżenia poczynione na 
dwu naszych drogach. 
W toponimii polskiej mamy jeden lub dwa' ślady słowa *wąbel, którego 
rodowód jest co najmniej prasłowiański, oraz nieco więcej śladów słowa *wąwel 
lub *wąwel, nie zaświadczonego w innych językach słowiańskich. Mamy także 
powtarzające się po czterykroć w f1inkcji toponimu słowo wąwa1 6 ), które ma 
dokładny odpowiednik np. w czeskim uval 'parów, dolina' 7) i wygląda na stare 
deverbativum z prefiksem. Ponadto są tu jeszcze twory pokrewne - jak się 
wydaje - z zachowanym do dziś apelatywem bąbel, jak np. Bębelno (Bambelno 
1402 r.), Bęblo, Bąbla i Bąblin. Jak więc widać --" w staropolszczyźnie współ- 
żyło przez czas jakiś kilka podobnych słów. Sytuacja taka sprzyja kontami- 
nacjom i eliminacjom. Najmniej szans na dłuższe utrzymanie się w języku 
miał wąbel
 Odkąd proteza przed nosówką tylną w pozycji nagłosowej zaczęła 
być wymawiana jako spółgłoska wargowo-zębowa (v zamiast dawno !!), trudniej 
było to słowo wym awiać. Wyparł je z użycia synonim studnia itp. Zanim jednak 
1) Występujące, zarówno -w Polsce, jak i w innycn krajach słowiańskich, naj. 
gęściej - w zachodnich częściach Białorusi i Ukrainy. 
2) Jak np. toponim Ohrobrzany (dziś Oho brzany, wieś w pow. sandomierskim) 
powstał przez derywację od toponimu Ohroberz (prastara wieś w pow. pińczowskim), 
określając pierwotnych osadników jako pochodzących z Chrobrza (por. M. Kamińska, 
o. c., s. 45). 
3) Jak np. powtarzający się w różnych dzielnicach Polski toponim Stroniany 
(dziś Strumiany) , interpretowany: 'ludzie zamieszkali na stronie (tj. na uboczu)'- 
por. np. W. Uubaś, Nazwy miejscowe południowej części dawnego województwa kra- 
kowskiego, Wrocław 1968, S. 144. 
4) Polegającej - krótko mówiąc - na odrzuceniu jednego sufiksu przed doda- 
niem drugiego. Idzie o zjawisko pospolite (w staropolszczyźnie i dziś jeszcze w gwarach) 
przy tworzeniu przymiotników odmiejscowych oraz nazw mieszkańców. 
6) Ta nazwa typu dzierżawczego - jeśli założyć, że zawiera l nieepentetyczne _ 
świadczy o podstawie w postaci *wąbel (= *Ob3lb), bo od *wąbel oczekiwalibyśmy *Wą- 
blowo. Być może wchodzi też w grę collectivum na obje' 
6) Por. W. Taszycki, O. c., s. 203. 
7) Znane mi z autopsji tereny wsi Wąwal (dawniej też Wąwaly) w pow. opo- 
czyńskim znamionują rzadkie w Polsce zjawiska krasowe. Są tu ciekawe zapadliska- 
leje. Wsiąkająca w nie woda ścieka podziemnymi nurtami do słynnego wywie- 
rzyska o nazwie Niebieskie Źródła (dawniej Modre Wody) - rezerwat przyrody na 
prawym brzegu Pilicy naprzeciw Tomaszowa Maz.
		

/362_0001.djvu

			362 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


znikło całkiem, zmieniło chyba tu i ówdzie swą postać na łatwiejszą - przez 
asymilację na odległość: 'V - b 
 'V - 'V. Można tu przypuszczać i wpływ słowa 
wąwal (o dość podobnym znaczeniu 'wklęsłość itp.'), ale mamy przecież przy- 
kład identycznej zmiany eufonizacyjnej bez kontaminacji, 
 mianowicie nieźle 
zaświadczoną postać węworek II wąworek l) obok dawnej węborek II wąborek 
('wiadro'), zachowanej zresztą do dziś w niektórych gwarach; podobnie też 
w toponimie Wąworków < Węborków 2 ). 
Trudno więc wykluczyć możliwość, że i dawna nazwa Wawelskiego wzgó- 
rza zawdzięcza swe początki np. tryskającemu u jego stóp źródłu jako miejscu 
czerpania wody w czasach zamierzchłych. A podobnie i pobliska Wąwelnica, 
bo - jak to odkrył czy przypomniał W. Taszycki 3) - tak właśnie brzmiała 
dawna nazwa dzisiejszej Skałki, klasztoru ze starą sadzawką i studnią. Wszak 
Wąwelnica w pow. puławskim była pierwotnie nazwą rzeczki, a Wąwelnia 
w pow. pleszewskim nazwą stawku 4). 


Piotrków Trybunalski 


Andrzej Bańkowski 


Pisownia śródgłosowego ę u niektórych autorów xvrr i xvmw. 5 ) 
Materiał przykładowy został wynotowany z następujących autografów: 
1. listów Elżbiety Sieniawskiej do męża Adama z lat 1688-1706, 2. pism Hie- 
ronima Radziwiłła sprzed r. 1760, 3. powieści i komedii Ignacego Krasickiego, 
4. komedii Franciszka Zabłockiego; ponadto zaś z pierwodruku Bieg roku ca- 
łego Benedykta Ohmielowskiego, Lwów 1728 (zob. Wykaz skrótów). 
Najstarszym źródłem są tu listy Sieniawskiej. Uderza w nich spora ilość 
zapisów z e zamiast ę, i to nie tylko przed spółgłoskami szczelinowymi, np. me- 
zuw 29, Xiezych 51, ale również przed spółgłoskami zwarto-wybuchowymi 
i zwarto-trącymi o różnych miejscach artykulacji: a) przed zębowymi: maiet- 
nosci 348, pamietac 78, naswietszą 473, dziesiec 489, piec 'pięć' 362, pamiec 61,77, 
Xiedza 122, 123, piniedzy 247, 376, b) przed dziąsłowymi: wdziecznosc 118, 
c) przed środkowojęzykowymi: zieciowi 223, d) przed tylnojęzykowymi: dzi
- 
kuie 77, 120, nie lekliwy 238, wieks,zy 14 itd. 
Towarzyszą im zapisy hiperpoprawne, świadczące o tym, że Sieniawska 
zdawała sobie sprawę, że jej wymowa odbiega od ogólnopolskiej: bęz 278, Się- 
bie 102, 237, krędyt 138, bęczek 340, Szwędzi 'Szwedzi' 347 i in. 
Autorka p ochodziła z małopolskiej rodziny Lubomirskich, była córką 
1) Por. A. Briickner, SE 608; S. Reczek, Podręczny słownik dawnej polszczyzny, 
s. 544. 
0) Por. M. Kamińska, o. c., s. 211. 
3) O. c., s. 196. 
4) Tamże, s. 197. 
") W artykule nie zajmuję się powszechnie znanymi przykładami odnosowienia 
przed płynnymi typu wziol, wzieła ani też wahaniami typu szczęście 11 szczeście, pięk,na II 
piekna.
		

/363_0001.djvu

			LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


363 


Stanisława Herakliusza, marszałka wielkiego koronnego, i Zofii Opalińskiej. 
Od zamążpójścia była związana głównie z rezydencją męża - Sieniawą l). 
Jej wymowę odnosowioną można chyba wiązać z dialektycznym podłożem 
małopolskim. 
Pozostali autorzy reprezentują natomiast polszczyznę południowokre- 
sową: Ohmielowski i Zabłocki pochodzą z Wołynia, Radziwiłł z Podlasia, Kra- 
sicki z Rusi Ozerwonej. Oto przykłady z ich utworów: 
Chmiel: cieszkie 141, oziebłości 185, Swiety 136, pamiec 180, pieciu 180, 
podziekowac 14, pielegnowala 117, przysiegam 236 II nięch 178, Wszęchmogącemu 
123, mięc 184. 
Zabł: geste P 152, od ledźwi K 97, Wegierskim Z 95. 
Radz: Meżu 176, Gałeźistych 312, zdebiny 147, Urzednik 203, wypedzenie 66, 
Sedziami 129 II sięcią 83. 
Kras: jezyka D 99, Cieszko H 150, uczeszczanie D 48, trzesieniem H 103, 
do. .. 'wiezienia H 91, dziewie6 H 201, kleknął H 201, pielegnuiąca H 107 II zaczę- 
sana D 189, na częś6 Bogow H 177, stępy H 199, karętę Sol 12v, Rygnętow H 237, 
blędnieje Sol 28v, rzęke 	
			

/364_0001.djvu

			364 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


nia Chmiel 3, rostompiwszy Chmiel 45; rzempaki ZabłK 100, natrenta Zabł G 98, 
gawendy Zabł S 151; oźiembieńia Radz 70, dotond Radz 11, 107, Widząnc Radz 
268, M ąnż Radz 172; na londzie Kras D 224 itd. 
W związku z tym wyłania się następująca wątpliwość: czy można przyjąć, 
że odbijają one rzeczywistą wymowę autorów, czy też trzeba by je raczej uznać 
za swoistą manierę graficzną, dość częstą podówczas w rękopisach i przenika- 
jącą do druków. Trudności w opanowaniu pisowni nosówek u wymienionych 
autorów 1) przemawiają w każdym razie za tym, że nie mieli oni w swym syste- 
mie S"amogłoskowym samodzielnych fonemów ę Q. W ich miejsce pojawiały się 
fakultatywnie ustne e o lub połączenia e o ze spółgłoskami nosowymi. 
W toku dalszych badań nad denazalizacją śródgłosowych nosówek histo- 
rycy języka powinni odpowiedzieć m. in. na następujące pytania: 
Po pierwsze, czy granice obszaru odnosowienia małopolskiego pokrywały 
się w przeszłości ze stanem we współczesnych gwarach. Wiele do myślenia daje 
tu np. występowanie zapisów typu reką 29, Zleknie się 25, Przysiegalam 17, 
Swiatnice 225 itd. u Potockiego, związanego z południową Małopolską (Łużna, 
Biecz w Gorlickiem) 2). 
Po drugie, czy przykłady odnosowienia w polszczyźnie południowokre- 
sowej musi się uznawać za wpływ ukraiński, czy też za cechę małopolską pr
e- 
niesioną na Kresy przez osadników (istnieją pewne przesłanki na poparcie hipo- 
tezy, że dialekt kresów południowych wykazuje łączność z dialektem mało- 
polskifu) 3). 
Wreszcie po trzecie, jak autorzy reprezentujący wymowę typu meso, 
peta wymawiali połączenia eN oN i pod. w wyrazach zapożyczonych i swoj- 
skich. Powszechnie znane są liczne zapisy w rodzaju aręda, Kąstancja (u pi- 
sarzy z Kresów także malżęstwo, pączochy itp.). U naszych autorów notujemy 
np. pęsyi Sien 117, kąjidęcyia Sicn 143, z kąplementem Sien 32 (II dok1tmęnt 
Sien 32), nawet wtęczas Sien 236 4 ), niebespieczęstw Chmiel 123, uwięczonego 
Chmiel 43; Reięcie Za
ł S 89, rnalęcy Zabł Z 88; Tąba.ku Radz 88; Aręda Kras 
Sol 29r, v. 
Z jednej strony może to być przejaw adaptacji do pisowni polskiej, z dru- 
giej z aś strony zapisy te mogą odbijać wymowę (por. np. usankcjonowane 
1) Także w pozycji wygłosowej obok zapisów (donetycznych
 typu opieke Kras 
H 101, bede Sien 27, za sobo Radz 300 itp. pojawiają się oczywiście hiperpoprawne, 
np. w... interesię Sien 195, łacną 'łacno' Kras H 231 itd. 
2) Syloret, autograf Bibl. Jag., sygn. 132. 
2) Zob. na ten temat uwagi L Bajerowej, Kształtowanie się poJskiego języka li- 
terackiego XVIII wieku, Prace Językoznawcze PAN nr 38, Wrocław-Warszawa-- 
Kraków 1964, s. 225--6. 
4) Por. natęczas 9, 20, 29, 53, 125, po tę czas 3, potęczas 86, 95, 98, 102, 139, p
. 
tęozasz 94 (2 razy) w rękopisie nr 200 ArchiWUlIl Zamku Krasickich w Lesku (obec
6 
w Archiwum Wojewódzkim w Rzeszowie, Oddział w Przemyślu), zawierającym kOpIe 
i autografy L Krasickiego.
		

/365_0001.djvu

			LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


365 


przez obowiązujące współcześnie zasady pisowni zapisy brąz, pąs zamiast daw- 
nych bronz, pons). Rzeczą istotną są tu przykłady pisania e o a i pod. w miejsce 
połączeń eN oN aN i pod., np. korespodenćiy Radz 90, fradzlą Radz 53, sto- 
sunkowo liczne w cennych autografach fredrowskich: talet, pomaraczowa, fu- 
damenta, W tryuJie, także z później nadpisanym n: drabat, grutowne, kuzyka; 
skrzyka 1 ), por. też w języku ogólnopolskim derywaty od imienia Konstanty: 
Kostek, Kocio, czy też wymówienia typu izyńer w gwarach. Powyższe zapisy 
są chyba dowodem, że u autorów wymawiających peta zamiast pęta lub penta 
także w połączeniach eN oN i pod. może dojść do osłabienia czy też całkowitego 
zaniku elementu nosowego 2). 


Wykaz skrótów 
Chmiel: Bieg roku całego na Chwałę y cześć Boga w Troycy Iedynego... albo 
Modlitwy Na wszystkie Święta... przez kapłana Swieckiego Joachima Benedykta Chmie- 
lowskiego napisane..., Lwów 1728. - Kras D: Ignacy Krasicki, 
Iikołaja Doświadczyń- 
skiego przypadki, autograf Bibl. Czart., sygn. 1845. - Kras H: Ignacy Krasicki, Hi- 
storya, autograf BN, sygn. 6104. - Kras Sol: Ignacy Krasicki, Solenizant, autograf 
Bibl. Ossol., sygn. 440/III. - Radz: Hieronim Radziwiłł, Pisma treści gospodarczej, 
wychowawczej i :myśliwskiej, autograf Bibl. Czart., sygn. 1721. - Sien: Elżbieta Sieniaw- 
ska, Listy do Adama Sieniawskiego, autograf Bibl. Czart., sygn. 2514. - Zabł G: Franci- 
szek Zabłocki, Gamrat, autograf Bibl. Czart., sygn. 2491. - Zabł K: Franciszek Za- 
błocki, Król w kraju rozkoszy, autograf Bibl. Czart., sygn. 2496. - Zabł P: Franciszek 
Zabłocki, Pasterz szalony, autograf Bibl. Czart., sygn. 2492. - Zabł S: Franciszek 
Zabłocki, Sarmatyzm, autograf Bibl. Czart., sygn. 2489. - Zabł Z: Franciszek Zabłocki, 
Zabobonnik, autograf Bibl. Czart., sygn. 2483. 


Kraków 


Maria Brzezi1Wwa 


Glos W dyskusji O odczytanie Epilogu Pana Tadeusza 


Poszukujący przykładów misternych 
wieloczłonowych wypowiedzeń złożonych 
do analizy syntaktycznej chętnie się- 
gają do tekstu Pana Tadeusza. Nie ma 
chyba studenta polonistyki, który by się 
uczył rozbioru zdania i wykresów jego 
konstrukcji bez Zarysu składni polskiej 
i Podstawowych wiadomosci z gramatyki 
języka polskiego Zenona Klemensiewicza 
i nie pamiętał powtórzonego w obu pod- 
ręcznikach wypowiedzenia dziesięciokrot- 
nie złożonego: Przed burzą bywa ohwila 
cicha i ponura... Trudna, ale bezbłędna 


składnia Mickiewicza może być wzorem 
możliwości stylistycznych pisarza, a także 
przeglądem kompletnego inwentarza struk- 
tur tworzących system składniowy ję- 
zyka. 
Właśnie obecność licznych w Panu Ta- 
deuszu swoistych konstrukcji, których 
nie mieściły w sobie wcześniejsze opisy 
polskiego systemu składniowego, skło- 
niły prof. :Klemensiewicza do wyróżnie- 
nia typu nazwanego wypowiedzeniem we- 
wnętrznie nawiązanym. 'Wprowadził go 
wraz z przykładem z księgi XII: Nad 


1) J. Zaleski, o. c., s. 110. 
2) W związku z poru.szanym tu problemem zob. też rozprawę K. Siekierskiej 
Zanik rezonansu nosowego w śródgłosie w języku polskim XVII/XVIII w., PF XX, 
110-22, która ukazała się już po oddaniu niniejszego artykułu do Redakcji.
		

/366_0001.djvu

			366 


.JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


murawą czerwon" połyskają buty, bije 
blask z karabeli, świeci się pas suty, a on 
stąpa powoli niby od nieohcenia; ale z każ- 
dego kroku, każdego ruszenia można tancerza 
c;mcia i myśli wyczytać. . . do Zarysu składni 
i opisał szczegółowo jako Znamienną 
strukturę syntaktyczną w Panu Ta- 
deu.szu 1). Jest to «twór pośredni między 
wypowiedzeniem skończonym, poje- 
dynczym i złożonym, a związkiem samo- 
dzielnych wypowiedzeń przynależnych 
do siebie w kontekście
 2). O luźności sto- 
sunków składniowych między odcinkami 
takich wypowiedzeń, o ich funkcji styli- 
stycznej: poszukiwaniu prostoty wy- 
razu i zbliżenia do mowy potocznej, 
o charakterystycznym dla nich znaku 
interpunkcyjnym: średniku, pisze Kle- 
mensiewicz szczegółowo w cytowanym 
artykule, w 1955 roku. Ów dokładny 
opis pozwala ją łatwo rozpoznać i takiej 
też struktury dopatrywałam się zawsze 
w dotychczasowych wydaniach Pana 
Tadeusza w jego Epilogu. 
Tymczasem nowe krytyczne wydanie 
przygotowane przez Konrada Górskiego 3) 
na p'ódstawie pierwodruku, zachowanych 
autografów i przedruków autografów 
, z3,ginionych oraz własnoręcznych popra- 
wek Mickiewicza na egzemplarzach v.y. 
dania z 1844 r. zmienia dotychczasowy 
układ ostatnich osiemnastu wierszy Epi. 
logu tak, że ginie w nim 
wewnętrzne na- 
wiązaniet. 


a. O gdybym kiedy dożył tej pociechy, 
Żeby te księgi zbłądziły pod 
strzechy, 
Żeby wieśniaczki, kręcąc kołowrotki, 
110 Gdy odśpiewają, ulubione zwrotki, 
O tej dziewczynie, co tak grać 
lubiła 
1) JP XXXV, 1955, s. 364-71, prze- 
druk w Ze studiów nad językiem i stylem, 
Warszawa 1969, s. 227-33. 
3) O. c., s. 231. 
3) Adam Mickiewicz, Dzieła wszystkie. 
Pod red. Konrada Górskiego, t. 4: Pan 
Tadeusz, opracował Konrad Górski, 
(recenzenci tomu: L. Płoszewski, H. Safa- 
rewiczowa), Wrocław-Warszawa-Kra- 
ków 1969, SB. LXVU, 388. 


Że przy skrzypeczkach gąski 
pogubiła. 
O tej sierocie, co piękna jak zorze. 
Zaganiać gąski szła w wieczornej 
porze, 
115 Gdyby też wzięły na koniec do ręki, 
Te księgi proste jako ich piosenki. 
b. A przy stoliku drzemiący pan 
włodarz 
Albo ekonom lub nawet gospodarz, 
Nie bronił czytać, i sam słuehać 
raczył, 
120 I młodszym rzeczy trudniejsze 
tłumaczył 
Chwalił piękności a błędom 
wybaczył. 
c. Tak za dni moich przy wiejskiej 
zabawie, 
Czytano nieraz pod lipą na trawie 
Pieśń o Justynie, powieść 
o Wiesławie. 
125d. I zazdrościła młodzież wieszczów 
sławie, 
Która tam dotąd brzmi w lasach 
i w polu, 
I którym droższy niż laur Kapitolu, 
Wianek rękami wieśniaczki osnuty, 
Z modrych bławatków i zielonej 
ruty. 


Zamiast dawnej kolejności segmentów 
a - c - b - d, otrzymujemy kolejność 
powyższą (a - b -- c - d) i w odcinkach 
a - b, czyli wierszach 107-121 wypo- 
wiedzenie złożone trzynastokrotnie bez 
nawiązań wewnętrznych. N owy układ 
zmienia nie tylko składnię tekstu, ale pro- 
wadzi także do istotnych zmian sensu. 
Zmiany budzą poważne wątpliwości 
Wiktora Weintrauba 1), na które odpo- 
wiada Konrad Górski, następuje replika 
Weintrauba, post scriptum Górskiego 
do repliki, jednym słowem na łamach 
Pamiętnika Literackiego 2) roztacza się 
1) Wiktor Weintraub, recenzja WJ- 
dania A. Mickiewicz, Dzieła wSzystkIe, 
t. 4. Pan Tadeusz, 1969, PamLit LXII, 
1971, z. 1, s. 306-23 (s. 316-8). 
3) K. Górski, O wydaniu krytyczny,? 
Pana Tadeusza głos edytora, PamLIt 
LXII, 1971, z. 1, s. 323-34 (B. 329-30);
		

/367_0001.djvu

			LIlI5 


JĘZ YK POLSKI 


obraz. pasjonującego pojedynku dwóch 
wybitnych uczonych o _miejsce dla 
pana włodarza
. Obaj uczeni przytaczają 
wiele argumentów. Istotny jest meryto- 
ryczny. Istotny jest układ rymów. Istotne 
jest miejsce, w autografie: pięciowiersz 
oznaczony tu jako cząstka b (A przy 
st()liku drzemiący pan wł()darz...) został 
dopisany na marginesie i «zaczyna się tam 
na wysokości wiersza 114 (Zaganiać gąski 
szla w wieczornej porze), kończy na wyso- 
kości wersu P.ieś.ń o JU8tynie, powieść 
o Wiesłatcie. Gdyby poeta chciał go umieś- 
cić tak, jak to czynili dotychczasowi wy- 
dawcy, po tym właśnie wersie, napisałby 
go niżej. Ale poeta tak miejsca na margi- 
nesie nie obliczał.> pisze Górski 1). 
Polemikę z Górskim rozpoczyna 
Weintraub zarzutem wytoczonym z po- 
zycji syntaktycznej i ten właśnie za- 
rzut wypada rozpatrzyć w piśmie języ- 
koznawczym. \Vedług Weint!'auba (iO ta- 
kim odczytaniu tekstu powiedzieć trzeba 
przede wszystkim, że kłóci się z nim 
składnia, Pięciowiersz, jak przystało na 
relację z przeszłości, pisany jest w czasie 
pl'zeszłym trybu oznajmującego. Ustęp 
zaczynający się od słów O gdybym 
kiedy dożyl tej pociechy jest utrzymany 
w trybie PTZypuszczającym, jak przy- 
stało na wyraz marzeń, których urzeczy- 
wistnienie, mimo iż poeta gorąco go sobie 
życzy, wcale jeszcze nie należy do pewni. 
ków. \Yydrukowanie pięciowiersza z margi- 
nesu jako zakończenie tego u8tępU daje 
rragml'nt składniowo, a więc i stylistycznie 
nieskładny» 0). 
Zdaniem Górskiego, który odczytywał 
oba urywki w swoim układzie nie uprze- 
dzonym słuchaczom. aby znaleźć po- 
twierdzenie swoi.,j intuicji, orzeczenie 
W. Weintraub, --Replika recenzenta, 
ParnLit LXII, 1971, z. 2, s. 377-- 
81 (377-8); K. Górski, Post scriptum 
edytora do repliki recenzenta, PamLit 
LXII, 1971, z. 2, s. 381-2. 
1) Adam Mickiewicz, Dzieła wszyst¥-e, 
t. 4. Pan Tadeusz, o. c., s. LV. BrulIOn 
Epilogu Pana Tadeusza znajduje się we 
Wrocławiu i je8t własnością Biblioteki 
Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. 
') Por. Weintraub, o. c. (roo wydania). 


367 


Ul:y-wku b jest również optatiwem a myśl 
wyrażona «składnie
 1). Do takiego też 
wniosku prowadzi szkolny rozbiór zdania, 
jeżeli się usunie zbędną kropkę na końcu 
wersu 116 i zastąpi ją przecinkiem. Stanie 
wtedy przed nami typowy Mickiewiczowski 
rozbudowany bezbłędnie okres, wypowie- 
dzenie złożone trzynastokrotnie. oto jego 
wykres: (patrz tu dalej, s. 368). 
Interpretując. zdania :!., 3ab. jako 
pTZydawkowe do 1., nie chcę im odmówić 
ukrytej funkcji optatywnej. Wykładniki 
formalne tej funkcji umieścHy się jednak 
w zdaniu głównym: chciałbym dożyć tej 
pociechy (tyoh czasów), to, co następuje 
po nim, jest trybem zależnym, Byntaktycz- 
nym. Pojawia się on w postaci szczątko- 
wej w polszczyźnie jako wykładnik za- 
leżności od zdania nadrzędnego. Wpro- 
wadza najczęściej zdanie dopełnieniowe: 
chcę, żebyś powiedzial pra'l1'dę lub podmio- 
towe: korci mnie, żebyś powiedzial prawdę; 
czas, żebyś potciedzial pmwdę. Orzeczenie 
zdania podrzędnego ma formy podobne 
do form trybu przypuszczającego: imie- 
słów czasu przeszłego + ruchoma koń- 
cówka osobowa + partykuła by wtopiona 
w spójnik, ale jego funkcja jest syn- 
taktyczna, przejawiająca daleki refleks 
rzekomo nie znanego polszc.zyźnie con- 
secutio temporum. Dzięki temu refleksowi 
imiesłów przyszły "Taz z końcówkami 
osobowymi (żeby) zbłądzily, (gdyby) wzięly, 
nie bro'nil ozytać, sam słuchać raczyl, 
tłumaczyl, chwaUl, wybaczyl nie odnosi się 
do przeszłości, podobnie jak np. w zda- 
niu: chcę, żebyś mi to powfćrzyl za rok '). 
Nie dziwi więc forma przeszła w życze- 
niu Mickiewicza odniesionym do przy- 
szłości, innej formy w takiej konstrukcji 
polszczyzna nie dopuszcza. 
Zrozumiałe też wydaje 8ię, dla,czego 
Mickiewicz nie powtórzył spójnika 
z c.ząsteczką by, która należy do sumy 
wykładników formalnych trybu zależ- 
-- 
1) Por. PamLit LXII, 1972, z. l, 
s. 329-30. 
") Por. K. Pisarkowa, Tryb przypu- 
szczający i czas zaprzeszły w polszczyźnie 
współczesnej (formy i funkcje), JP LII, 
1972, s. 185 i 186.
		

/368_0001.djvu

			368 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


l 


-l2 
--: l
 5 
=
n
 
I
 


...3a 


'00 3 b 


_L 9 


+ 10 


+ 11 + 12 + 13 


L O gdybym:kiedy dożył tej pooieohy, zdanie główne; 2. żeby te księgi zbłądziły pod 
strzeohy, z. przydawkowe do L (jakiej pociechy¥); 3a. żeby wieśniaozki (00.4, 5a, 6, 7, 
5 b, 8) - 3 b. giJJyby też wzięły na konieo do ręki te księgi. 00 z. przydawkowe do L (jakiej 
pociechy¥); 9. a przy stoliku drzemiąoy pan włodarz. 00 nie bronił ozytać, z. przydawkowe 
do L, współrzędne do 2. i 3ab.; 10. i sam słuo1u:tć raozył, przydawkowe do L, współrzędne 
do 2., 3ab., 9.; 11. i młodszym rzeozy trudniejsze tłumaozył, z. przydawkowe do L, współ- 
rzędne do 2., 3 ab., 9., 10.; 12. ohwalił piękrtośoi, z. przydawkowe do L, współrzędne do 2., 
3ab., 9., 10., II.; 13. a błędom wybaozył, z. przydawkowe do 1., współrzędne do 2., 3ab., 
9., 10., H., 12; 4. kręoąo kołowrotki, równoważnik imiesłowowy (oznaczony w wykre- 
sie linią podwójną) w funkcji zdania okolicznikowego czasu do 3ab.; 5. gdy odśpie- 
wają... z. okolicznikowe czasu do 3 ab.; 6. 00 tak grać lubiła, z. przydawkowe do 5. 
(o jakiej dziewczynie¥); 7. że przy skrzypeozkaoh gąski pogubiw, z. okolicznikowe 
skutku do 6.; 8. 00 (piękna jak zorze) zaganiać gąski szw w wieozornej porze, z. przy- 
dawkowe do 5. (o jakiej sierocie¥). 


nego. 'Wystąpiła ona przecież w dwóch 
pierwsżych z ośmiokrotnie złożonego 
ciągu wypowiedzeń współrzędnych. Dru- 
gie z tych wypowiedzeń jest przerwane 
wtrąconą konstrukcją hipotaktyczną. Po 
przerwaniu wątku, Mickiewicz odnawia 
związek zdania 3. ze zdaniem 1. przez 
powtórzenie spójnika z cząsteczką by, 
zmienia jednak już teraz sam spójnik ze 
względu na groźbę rażącej monotonii: 
'chciałbym 'dożyć tych czasów', żeby 
te księgi zbłądziły pod strzeohy, żeby 
wieśniaozki, kręoąo kolowrotki (.. .), gdy byl) 
(wieśniaczki) wzięły do ręki księgi, a (żeby) 
pan włodarz nie bronił ozytać itd. W sze- 
regu ośmioc złonowym ośmiokrotne po- 
l) Gdyby mogło mieć w polszczyźnie 
historycznej znaczenie i funkcję 'żeby', 
'aby'. W Słowniku języy Adama Mickie- 
wicza znajduję następującą dokumentację: 
żyozyć by należało, gdyby je poeta zaraz po 
opisie nooy umieśoił (UwDumGied 68); 
i wyróżnienie funkcji: «2. wprowadza zda- 
nie podmiotowe lub dopełnieniowe [...] 
a. w znaczeniu spójnika 'aby' [prow.]
 
(l przykł.) SJA:M, t. II, D-G, 1964, s. v. 
gdyby, s. 451. 


wtarzanie spójnika tworzyłoby ciężar 
nieznośny. Wydaje się, że podobną 
ucieczkę od powtórzeń musi zaBtosować 
każdy przeciętny Polak, kiedy mu przyj- 
dzie wiązać szereg wyszczególnionych ży- 
czeń: ohciałbym, żeby ojoieo wróoi! do zd;ro- 
wia, żeby na nowo zakwitły jabłonie, 
a matka przestaw narzekać, zaozęw się 
oieszyć żydem, ohwaliła nasze uozynki 
i wybaczała błędy. 
Odcinek Epilogu, który tu ozna- 
czam jako c., jest prostym nawiązaniem 
do poprzedzającej go całości życzenia. 
Funkcję nawiązującą pełni w nim 
partykuła tak anaforycznie odnosząca 
do tekstu a. i b. I to nawiązanie brzmi 
równie po Mickiewiczowsku jak nawią- 
zywanie zaimkiem taki, np. Śród takioh 
pól przed wty, nad brzegiem ruozaju (...) stał 
dwór (. ..). . 
W dyskusji o miejsce pięciowiersza 
o panu włodarzu i ekonomie w Epilogu 
potrącono strunę instrumentu syntaktyka. 
Jest tym instrumentem rozbiór zdania. 
Nawet rozbiór przeprowadzony na pO-
		

/369_0001.djvu

			LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


369 


ziomie elementarnym pokazuje, że układ 
wersów zaproponowany przez Konrada 
Górskiego nie tylko nie burzy składnio- 
wej spójności tekstu Mickiewicza, ale 
wręcz zacieśnia związki składniowe 
między członami, które wszak w wy- 
powiedzeniu wewnętrznie nawiązanym są 
luźniejsze niż w wypowiedzeniu złożo- 


nym. Interpretacja Górskiego sprawia, 
że zdanie na nowo ułożone może wejść 
do podręczników szkolnych jako materiał 
dydaktycznie do nauki rozbioru zdań od- 
powiedni, czyli nie nastręczający wątpli- 
wości 1). 


Kryst
na Pisarkowa 


Podhalańskie na kirkak nieść, na kirki wziąć 


W Dzienniku podróży do Tatrów 
Seweryna Goszczyńskiego, a ściślej 
w znajdującym się tam Słowniczku ję- 
zyka podhaIan występuje hasło kirkak 
objaśnione przez autora 'na plecach 
(nieść)' 1). Zapis ten mylny formalnie, 
bo przypadek zależny (miejscownik), i to 
bez przyimka, umieszczony został w haśle 
(tak jakby zwrot na barana zanotowało 
się pod hasłem barana), spowodował dość 
duże zamieszanie wśród językoznawców 
XIX w. Hasło kirkak cytuje bezkrytycznie 
za Goszczyńskim Jan Karłowicz w Słow- 
niku gwar polskich. Jako postać mianowni- 
kową pojmuje je także przyrodnik 
A. Wrześniowski. Za Karłowiczem przy- 
tacza kirkak Słownik warszawski. Do- 
piero w roku 1952 Nitsch i Zborowski 
zajmują się sprawą w sposób naukowy Z). 
'V kartotece Pracowni Słownika 
i Atlasu Gwar Polskich PAN w Krakowie 
nie ma żadnego zapisu interesującego nas 
zwrotu, co jest zrozumiałe, ponieważ 
Słownik gwarowy PAN nie powtarza 
materiałów Karłowicza, a w badaniach 
terenowych, jak widać, na zwroty takie 
nie natrafiono. Inna sprawa, że wobec 
bałamutnego zapisu Karłowicza trzeba 
by kartotek ę Słownika PAN uzupełnić, 
1) Oprac. Stanisław Sierotwiński, Wroc- 
ław-Kraków 1958, s. 132. Nb. nie można 
przyjąć wyjaśnień wydawcy (tamże), ja- 
koby Goszczyński popełnił omyłkę, 
podając fałszywe znaczenie 'na plecach' 
zamiast 'cmentarz żydowski'. Istotnie 
kirkak występuje w okolicy Nowego 
Targu jako homonim miejscownika 
L mn. (na) kirkak, ale nie o ten homonim 
chodziło Goszczyńskiemu, lecz o stary 
gwarowy rzeczownik kirki 'plecy'. 
Z) Język Polski XXXII, 1952, s. 83-4. 


zwłaszcza że uzyskujemy dodatkowe 
dane geograficzne. 
Jak dotychczas więc Słowniczek 
Goszczyńskiego był jedyną naUkową 
dokumentacją zwrotu, który w gwarze 
Nowotarszczyzny żyje do dziś, choć 
mocno zleksykalizowany ograniczony 
do pewnych tylko wsi. 
Na sprawę tę zwrócił mi uwagę stu- 
dent II roku polonistyki UJ Jan Szcze- 
chowicz rodem z Chochołowa pod N owym 
Targiem, uczestnik moich ćwiczeń, który 
dostarczył materiału gwarowego, zlokali- 
zowanego geograficznie. 
Zna on ze swojej gwary zwroty na kirki 
wziąć, na kirkak nieść (z przejściem wy- 
głosowego ch w k) w znaczeniu 'nieść na 
grzbiecie, na plecach'. Obok formy kirki 
używana jest w tym samym zwrocie 
druga postać słowotwórcza rozszerzona 
przyrostkiem -oly: kirkoly, kierkoly. 
Zwrot na kirki, na kirkach, na k'irko- 
laoh zanotował p. Szczechowicz w czte- 
rech wsiach: w Chochołowie, 'Witowie, 
Cichem i Kaniówce. Informatorzy w licz. 
bie 25 należą przede wszystkim do poko- 
lenia starszego (ponad 60 lat) i śred- 
niego (od 40 lat). Pokolenie młodsze, 
młodzież, dzieci zwrotów tych już nie 
używają lub nawet nie znają. Charakte- 
rystyczne, że w sąsiednim Kościelisku 
kirki zupełnie nie są rozumiane. Z wy- 
powiedzi informatorów z podanych 
1) Kropka zamykająca wiersz U6 w wy- 
daniu szkolnym oczywiście będzie my- 
liła. W wydaniu Konrada Górskiego do. 
wodzi ona tylko wierności autografowi, 
zaś w autografie świadczy po prostu o tym, 
że fragmentu o włodarzu nie było w pier- 
wotnym zamyśle poety. 


24
		

/370_0001.djvu

			370 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


czterech wsi wynika, że zwrotów na kirki, 
na kirka
h używa się głównie w sto- 
sunku do dzieci: 


Cheboj na kyrki. To jest takie pierse 
słowo, co sie gado dzieciom, jak np. pa- 
paj zamiast jedz. Kyrki to 'plecy'. Nie 
kierki a kyrki (Maciej Krupa, lat 76, 
Chochołów): Przychodź na hyrbik albo 
na kierki, na kyrki, racej to ino do 
dzieci (Antonina Sojka, lat 60, Chocho- 
łów); cheboj na kyrki; worek niy! Ino do 
dzieci (Anna :Mniszek, lat 50, Chochołów); 
Pódź na kyrki. Worek nie na kyrkak 
(Anna Krupa, lat 66, Chochołów); 
Siadaj na kierki (Stanisław Staszel, 
lat 47, Chochołów); Pódź na kyrki 
(Aniela Jasionek, lat 73, '\Vitów); na 
kyrki - racej ino do dziecka (Maria 
Ogiela, lat 71, Ciche); Niesym na kier- 
koły, chebaj na kierkoły (Paulina Dłu- 
gosz, lat 69, Ciche). 
:Mniej jest wypowiedzi świadczących 
o zastosowaniu wyrażenia na kirki do in- 
nych przedmiotów niesionych na ple- 
cach: . 


Na kierki brać worek, o>\ies, brzemię; 
Bier na ki'erki i niyś (Michalina Wetula, 
lat 52, Chochołów); Na kierki - worek 
tp .(Stanisław Bator, lat 81, Chocho- 
łow); Na ky-rki. - dziecko, worek, 
brzemie tyz (Fiedor Wojareczek, lat 51, 
Kaniówka); Gadało sie o syćkim: na 
grzybiet albo na kyrki (Maria Ogiela, 
lat 71, Chochołów). 


Podstawą związku frazeologicznego 
na, kierki, na kierkak, na kierkoły, na 
kierkolak nieść 'na plecy, na plecach' jest 
rzeczownik kirki użyty w l. mn. Etymo- 
logicznie łączy się on z wyrazem kark, 
lecz w brzmieniu słowackim (i czeskim) 
krk przejętym w gwarze polskiej jako 
kirk(i), kyrk(i), kierk(i). Słowackie r mię- 
dzy spółgłoskami < *r jest tu przyswojone 
jako ir, y-r oraz z obniżeniem i(1/) we przed 
sonorną. Substytucja taka potwierdza się 
jeszcze w innych wyrazach, np. kirpce, 
kyrpce, kierpce, słowac. krpec; kirdel, kyr- 
deI, kierdel, słowac. krdeZ (por. F. Sławski, 
Słownik etym. jęz. pol., s. v.). 
Czysto czeska postać krk zanoto- 
wana jest w magazynie Słownika i Atlasu 
Gwar Polskich P AK z Korniowa 
pow. Głubczyce oraz przyswojona nieco 


kyrk z Tworkowa pow. Racibórz, a WIęC 
obie z południowego Śląska. 
Drugi problem w interesującym nas 
zwrocie stanowi pluralne użycie rzeczow- 
nika w odniesieniu do pojedynczego pod- 
miotu oraz przesunięcie znaczenia na 
'plecy'. IV Słowniku etymologicznym 
F. Sławskiego znajdujemy informację, iż 
rzeczownik karki występował w staro- 
polszczyźnie jako plurale tantum. Dowód 
na to stanowi istotnie przykład ze Słow- 
nika Lindego zaczerpnięty z Morsztyna: 
Bakałarza ci wsadzę na karki. Podobnie 
pluralne formy poświadczone są w in- 
nych językach słowiańskich, np.: ukr. kor- 
kośi, ros. zakorki, sch. krkaca. (Por. 
F. Sławski, o. c.). 
Rzeczownik ka-rk ma w języku li- 
terackim znaczenie: 'tylna część szyi'. 
Tymczasem w gwarze podhalańskiej kirki 
są synonimem 'grzbietu, pleców'. I to 
znaczenie znajduje szersze potwierdzenie. 
IYprawdzie Mały atlas gwar polskich pod 
red. M. Karasia notuje kark 'grzbiet' 
tylko z Suwalszczyzny (por. t. VIII, 
mapa 393), ale to samo znaczenie lub 
bardzo zbliżone potwierdzają inne' języki 
słowiańskie: ros. 'górna część pleeów', 
ulu. 'barki', sch. 'plecy, grzbiet'. (Por. 
F. Sławski, o. c.). 
Podhalańskie kirki kontynuują więc 
staropolskie i ogólnosłowiańskie plurale 
tantum w znaczeniu 'plecy' (por. uwagę 
informatora: na kirkak tó 'na plecak', 
nie 'na ramienak' M. Krupa, Chochołów) 
ze zmienioną pod wpływem języka ościen- 
nego fonetyką :r jako i'r, yr, er zamiast ar. 
Ciekawy jest dalej zakres znaczeniowy 
i geograficzny oma wianego rzeczownika. 
Rzeczownik kirki występuje tylko 
w bierniku lub miejscowniku w połącze- 
niu z przyimkiem na, a więc tylko w sta- 
łym wyrażeniu przyimkowym. Wydaje się 
więc., że zakres jego zastosowania za- 
cieśnił się do związku frazeologicznego: 
nieść na ki-rkak, 
cziąć, brać na kirki. 
Użycie tego przysłówkowego prawie 
zwrotu, bo nie mającego oparcia w in- 
nych fonnach przypadko-wych, zawęża się 
coraz bardziej, usuwając się do języka
		

/371_0001.djvu

			LIn 5 


JĘZYK POLSKI 


371 


dziecięcego lub do dzieci skierowanego, 
np. Józef Kors (lat 58, Chochołów) wspo- 
mina: Dzieci, jak się bawiły, wołały: 
poć na kierki, biel' na kierki. Występuje 
w zasobie słownikowym ludzi starszych, 
a i to nie wszystkich. Wygląda na to, 
że jest frazeologizmem ginącym, bo- 
wiem inna grupa informatorów nawet 
z badanych czterech wsi nie umie o nim 
nic powiedzieć: na kirki - to więcej 
słowieńskie, nie slysałek (Maciej Długo- 
polski, lat 63, Witów); na kierki sie nie 
gadało (Katarzyna Stelmach, lat 74, 
Ciche); Maria Ogiela z Cichego twierdziła, 
że zwrot ten słyszała u swojej matki, 
sama go nie używa, a Jan Kałtaś z Wi- 
towa (lat 35) utrzymywał, że słowo jest, 
«ino go nie uzywajom.). 
Należy więc przypuszczać, że na kirki 
(-ak) jest archaizmem cofającym się z ję- 
zyka pokolenia młodszego. Lokalizacja 
geograficzna też świadczy o tym, że 
omawiany zwrot frazeologiczny jest zja- 
wiskiem ściśle pNyferycznym, poza po- 
granicze polsko-słowackie nie wycho- 
dzącym. Z powodu słabej dokumentacji 
i historycznej, i współczesnej trudno 
orzec, czy miał on kiedyś zasięg szerszy. 
Można wprawdzie pośrednio o tym wnio- 
skować na podstawie dziennika podróży 
Goszczyńskiego: okazuje się bowiem, że 


nigdy nie był on osobiście w Chochóło- 
wie, Witowie, Kaniówce, Cichem, a więc 
w miejscowościach, w których dziś zwrot 
ten znają, naj dalej zawędrował do Koście- 
liska, tam więc na kirkak musiał usłyszeć, 
ale od kogo i skąd pochodził informator 
poety, nie wiadomo. 
Wracając na zakończenie do punktu 
wyjścia, tzn. zapisu Goszczyńskiego, od 
którego cała sprawa się zaczęła, należy 
stwierdzić, że oprócz błędu formalnego 
(o czym była mowa na początku) nic za- 
rzucić notatce Goszczyńskiego nie można. 
Podał on nie tylko dobre znaczenie 'plecy', 
ale też zaznaczył ograniczanie omawia- 
nego rzeczownika kirki do zwrotu z cza- 
sownikiem nieść. Co dziwniejsze, że zna- 
czenie to zakwestionowali i Nitsch, i Zbo- 
rowski, ten ostatni powołując się na różne 
autorytety znawców Podhala "). Tym- 
czasem rację miał właśnie Goszczyński, 
który na zwrot ten musiał osobiście na- 
trafić i zanotować ze słyszenia. Wszyscy 
następni zaś anaJizowali już tylko formę 
papierową. Nic dziwnego, że nie dopi- 
sało im szczęście, które przypadkowo 
chyba stało się udziałem Goszczyńskiego, 
jeśli zważy się tak wąski geograficznie 
zasięg wyrażenia na kirkak. 


Kraków 


Zofia Kurzowlt 


Uwagi o poezji lingwistycznej 
(na marginesie wystąpienia najmłodszej poezji polskiej w miesięczniku Poezja 
nr 12, r. 1971) 


Grudniowy numer miesięcznika Poezja 
z ]971 roku zawiera wiersze i wypowiedzi 
teoretyczne młodych poetów, w których 
mówią oni zarówno o sobie, jak i o ten- 
dencjach artystycznych i troskach ideolo- 
gicznych poezji w ogóle. Myślę tu 
o artykułach K. Nowickiego, R. Krynic- 
kiego, K. Kara,ska, Marii Marszałek, 
K. Mętraka, B. Ul'bankowskiego i J. To- 
maszkiewicza. Rezultaty przemyśleń i de- 
klaracje programowe w dużym stopniu 
dotyczą zagadnień językowych i dlatego 
też wydaje się, że warto przedstawić to 


zjawisko w piśmie językoznawczym 2). 
Stwierdzić bowiem wypada, że dla kształtu 
i znaczenia współczesnej poezji, zwłaszcza 
poezji najmłodszego pokolenia, naj- 
istotniejszą wartością jest sposób wy- 
zyskiwania języka w procesie tworzenia 
utworu poetyckiego. Co prawda problem 
języka poetyckiego stał zawsze na czele 
spraw, jakimi zajmowali się poeci i teore. 
tycy poezji, ale najmłodsza poezja za- 
") JP jw. 
2) Zwłaszcza, że pojawienie się tego 
numeru miesięcznika Poezji wywołało 
24'"
		

/372_0001.djvu

			372 


JĘZYK POLSKI 


LIn 5 


akcentowała go jeszcze silniej, a także 
w' pewnym sensie odmieniła sposoby sta- 
wiania tego problemu i - rozwiązywa- 
nia go. 
Dotychczasowe tendencje wyzyskiwa- 
nia języka przez poetów sprowadzały 
się zawsze do zagadnień artystycznej 
ekspresji, w ramach poetyckiej parole, 
w mniejszym lub większym stopniu przy- 
należnych jednostce i z jej przeżyciami 
związanych. Działalność poetycką ce- 
chowała wiara w język, wiara w to, że 
przez systematyczne doskonalenie może on 
osiągnąć swój ideał artystyczny, uniknąć 
banalności i automatyzmu użyć języko- 
wych, uchronić się przed codziennością. 
Ta pozytywna wiara prowadziła poetów 
z ufnością w estetyczny świat stylistycz- 
nych konstrukcji. Istniało przekonanie, 
że język, którym dysponujemy, umie 
wyrazić wszystko, co chce wyrazić, a zdol- 
noŚĆ tę można precyzować i bogacić 
wymyślając metafory i neologizmy. 
Poezja, o której chcę tutaj mówić, traktuje 
język zasadniczo odmiennie. I nie o to 
tylko chodzi, że młodzi poeci mówią 
o sob'e, iż są poetami lingwistami 1), 
chociaż i to jest znaczące, ale o to, że 
wybierając taki a nie inny sposób używa- 
nia języka, realizują określoną postawę 
myślową motywowaną przez pewne istotne 
zjawiska współczesnej kultury. 
W teoretycznych wyznaniach poetów 
przewijają się zasadniczo dwie sprawy: 
myśl o tradycji i kłopoty z rzeczywistością 
współczesną. Ta 't>ierwsza - realizuje się 
żywą reakcję środowiska literackiego w po- 
staci recenzji, polemik, materiałów dysku- 
syjnych. 
1) Termin poezja lingwistyozna został 
wprowadzony do krytyki literackiej przez 
J. Sławińskiego w artykule Próba po- 
rządkowania doświadczeń (Z problemów 
literatury polskiej XX wieku, Warszawa 
1965, t. 3) w odniesieniu do poezji Z. Bień- 
kowskiego, M. Białoszewskiego, T. Kar- 
powicza. Na s. 268 autor tak charakte- 
ryzuje jej odmienność: «Dla wymienionych 
wyżej poetów język nie jest bowiem na- 
rzędziem, za pomocą którego pragnęliby 
opisywać jakąś inną istniejącą poza 
nim rzeczywistość. Jest właśnie rze- 
czywistością
. 


w estetycznych zakamarkach neoklasy- 
cyzmu, druga - to właśnie najczęściej 
poszukiwania lingwistyczne. Problemy te 
łączą się, bo obie tendencje są wyrazem 
niezgody na teraźniejszość w jej płaszczyź- 
nie polityki i kultury. 
Postawa lingwistyczna l postawa 
neoklasyczna, będąc niezgodą na 
synkretyzm i eklektyzm epoki, opo- 
wiadają się za pewnymi tradycjami 
literackimi, za pewnymi świato- 
poglądami. Są to tradycje i świato- 
poglądy odmienne. Dzieli też poetów 
lingwistycznych od neoklasyków ro- 
zumienie roli poety, powinności, którą 
musi on spełniać wobec teraźniejszości, 
wyrażające się w odmiennym pojmo- 
waniu roli języka poetyckiego w po- 
równaniu z językiem publicznym. Ję- 
zyk zinstytucjonalizowany, fetyszy- 
styczny, język gazetowych sloganów, 
będący odbiciem ogólnego zafałszowa- 
nia obrazu rzeczywistości - w poezji 
lingwistycznej ulega obnażeniu, de- 
maskacji i zaprzeczeniu. U poetów 
neoklasycystycznych natomiast nie- 
chęć do zafałszowania języka współ- 
czesności przejawia się w próbie 
powrotu do języka zmitologizowanego 1). 
Neoklasycyzm jako ucieczka od rze- 
czywistości w sferę stylizacji uznany jest 
przez omawianą grupę poetów za rozwią- 
zanie pozorne i artystycznie kłamliwe. 
Stylizacja bowiem nigdy nie była 
i nie może być sposobem na pokonanie - 
między innymi językowych - problemów 
rzeczywistości. Nie próbując podjąć 
dialogu z językiem naszej kultury, kapi- 
tuluje, udaje się w bezpieczną przeszłość. 
Taki natomiast niebezpieczny dialog na- 
wiązuje poezja lingwistyczna, która jed- 
nak - nie chce mieć nic wspólnego ZE! 
«słowiarstwem') I) i neologizmowaniem, ale 
staje się świadomym własnego języka 
opisem rzeczywistości. Poezja lingwi- 
styczna nie udaje bowiem, że (,ej rzeczy- 
wistości nie ma; przeciwnie - chce o niej 
mówić. Komponuje swe utwory z elemen- 


1) R. Krynicki, Czy istnieje już poezja 
lingwistyczna
 Poezja, 1971, nr 12, s. 47. 
2) Umowny felietonowy termin uż;y- 
wany w krytyce literackiej dla oznaczema 
eksperymentów językowych poezji typu 
Karpowicza czy Białoszewskiego.
		

/373_0001.djvu

			LIII5 


JĘZYK POLSKI 


373 


tów językowych branych wprost z ota- 
czaj ącej nas rzeczywistości wraz ze 
wszystkimi znaczeniami właściwymi ich 
społecznemu zaistnieniu. Ten określony 
pod względem tradycji i kultury bagaż 
semantyczny będzie później wykorzystany 
w budowie obrazu poetyckiego. Wtórne 
znaczenie elementu językowego użytego 
w wierszu staje się tym nowym, nie- 
zwykłym znaczeniem zawsze przez poezję 
poszukiwanym. I dlatego też nie o neolo- 
gizmy, tropy i figury retoryczne tu chodzi, 
gdyż problematyka tej poezji rozgrywa 
się na innym poziomie językowego prze- 
kazu. W poezji lingwistycznej język, po- 
rzucając funkcję estetyczną a przenosząc 
się w sferę funkcji reprezentatywnej i ko- 
munikatywnej, przeniesiony jest z pła- 
szczyzny poetyckiego wyrażania na 
płaszczyznę treści, a elementy, którymi 
operuje, należą do zespołu różnorodnych 
«paroles», niekoniecznie wyrażanych w ję- 
zyku ogólnym, a nie do abstrakcji poetyc- 
kiej «langue», tej idei języka wytworzonej 
przez tradycję poetyckiego hermetyzmu 
i estetyzmu, zwłaszcza przez parnasizm, 
a kontynuowanych przez działalność awan- 
gardy. Powstaje więc szczególna sytuacja, 
kiedy 1ęzyk i jego elementy, mając wagę 
elementów płaszczyzny. treści i będąc 
tak opisywane, równocześnie pozostają 
fragmentami, z których budowany jest 
obraz poetycki. Byty językowe, całostki 
frazeologiczne funkcjonują tu na równi 
z obrazem reklamowym czy fotografią 
gwiazdy filmowej. Zilustrujmy powyższą 
tezę wierszem, dla którego materią słowno- 
frazeologiczną jest notatka z gazety: 
N owa pasza 
Problem, co robić ze starymi 
gazetami - wydaje się być rozwiązany. 
[Uczony 
amerykański, dr David Dinius, stwier- 
[dził doświadczalnie, 
że gazety zmieszane z soją, witaminami 
[itp. stają się doskonałą 
paszą dla krów. Jak oświadczył uczony, 
[jedna 
krowa może skonsumować przeszło 80 
[stron 
pociętych w paski gazet dziennie. N owa 
[metoda żywienia 


zmniejsza koszt utrzymania zwierząt, 
[a jednocześnie 
- mówi dr Dinius - _ 
stanowi przyczynek do rozwiązania pro- 
[blemu 
zanieczyszczania miast l). 
" 
Czytelnikowi może nasunąć się py- 
tanie, jaki jest wkład poety w tworzenie 
dzieła sztuki, skoro pozornie mamy tu 
tylko do czynienia z przepisaniem in- 
formacji prasowej. I tym samym za- 
pytać możemy o zasady tego wiersza, 
zakładając, że jest to poezja. Pytania te 
rozwiązuje odwołanie się do istniejącego 
w poetyce i wersologii zespołu twierdzeń, 
spostrzeżeń i analiz, który nazywa się 
czwartym systemem wersyfikacyjnym, 
a którego pojęcie zostało sprecyzowane 
przy okazji analizowania składni poetyc- 
kiej Tadeusza Różewicza 2). W zacyto- 
wanym wierszu, kieruj ącym się tymi 
właśnie zasadami, efekty poetyckie zwią- 
zane są z rozdzieleniem i powiązaniem 
w wersy członów zdaniowych, które w for- 
mie niepoetyckiej organizowane są w ca- 
łoŚĆ tylko przy pomocy zasad syntak- 
tycznych współczesnej polszczyzny. W ten 
sposób do układu składniowego dodany 
zostaje układ innych reguł, który nazy- 
wany bywa intonacyjnym, a którego 
funkcja polega na kontrastowaniu i współ- 
grającej zależności między porządkiem 
składniowym z jednej, a wersowym z dru- 
giej strony. Punkty szczególnie ekspono- 
wane to zakończenia wersów, gdzie ku- 
mulują się semantyczne wieloznaczniki 
wynikłe ze zderzenia się, w tych miejscach 
właśnie, zasad składni z zasadami poezji. 
I tak pierwsza linijka, która brzmi: 
«problem, co robić ze starymi», sugeruje 
nam pytanie-problem dotyczący starości, 
starych przedmiotów, a może i ludzi, 
o 
w potocznym języku Sta1'Y to praWIe 
zawsze stary człowiek (zwłaszcza ojciec, 
a czasem i mąż). W zestawieniu z tytułem 


l) R. Krynicki, Nowa pasza, Poezja, 
1971, nr 12, s. 44. .. 
2) Z. Siatkowski, WersyfikacJa Ta- 
deusza Różewicza wśród współczesnych 
metod kształtowania wiersza, PamLit 1958, 
z. 3, s. 119.
		

/374_0001.djvu

			37.4 


JĘZYK POLSKI 


LIn 5 


utworu takie rozumienie daje doŚĆ spe. 
cjalne, choć niezbyt przyjemne skojarze- 
nia. Nagłe, zaskakujące ograniczenie za- 
kresu «starych» do starych gazet przy- 
nosi nam wiersz następny. 
Dalej czytamy: ('gazetami - wydaje się 
być rozwiązany. Uczony
. Gdyby pomi- 
nąć pozostałą po poprzednio istniejącym 
w tym tekście systemie składniowym 
interpunkcję, to znów otrzymalibyśmy 
dość dziwaczny, ale przecież znaczący 
w pewnych kontekstach sens, który po- 
wiadałby, że uczony przy pomocy gazet 
jest «rozwiązany') lub że gazety ('l'ozwią- 
zują
 uczonego; można tu mówić o roz- 
wiązaniu tak w odniesieniu do organizacji, 
komitetu, akademii jak i do kobiety cię- 
żarnej w metaforycznym znaczeniu ro- 
dzenia nowego. 
Stwierdzenie: «że gazety zmieszane 
z soją, witaminami itp. stają się')' może być 
odczytane tak, że' dopiero zmieszanie 
gazet z soją i innymi pożytecznymi skład- 
nikami, jak witaminy, powoduje, że. stają 
się, czyli zaczynają istnieć. Gazety te 
stają 
ię: «doskonałe,), przymiotnik ten 
o nie sprecyzowanym zakresie znaczenio- 

m zostaje w następstwie związany 
z <'paszą dla krów.). Ten niespodziewany 
efekt semantyczny możemy interpreto- 
wać tak, że prasa, gazety są paszą, która 
żywi nas, chociaż w porównaniu z natu- 
ralną paszą jest czymś zdecydowanie za- 
stępczym, namiastką. 
Informacja, że: 
krowa może skonsumować przeszło 
80 stron pociętych w paski gazet dzien- 
nie 


to również wieloznacznik i aluzja do me- 
tafory o konsumowaniu prasy czy gazet, 
a mająca oznaczać przyswajanie zawar- 
tych w niej wiadomości. Dodatkowo 
jeszcze - mieszanie gazet z soją i wita- 
minami, czyli przygotowywanie papki 
gazetowej do spożycia, może kojarzyć się 
z preparowaniem prasowych infonnacji. 
Szerokie, nieokreślone bliżej a sugeru- 
jące ogólno humanitarne znaczenie ma 
fraza: 


Nowa metoda żywienia 


stanowi przyczynek do rozwiązania 
problemu 


oczekiwalibyśmy - głodu, niedożywienia, 
a otrzymujemy: «zanieczyszczania miast,). 
Wynikające z rozczłonkowania na- 
stępowanie po sobie znaczeń ogólnych 
(stary, doskonaly, problem) i zaskakujące 
ich szczegółowe ograniczanie (gazety, pasza 
dla krów, zanieczyszczanie miast) to se,- 
mantyczne efekty, cechy naddane, spra- 
wiające, że nie jest to już gazetowa no- 
tatka, ale poetycki przekaz. 
Trzeba jednak pamiętać, że zauwa- 
żone w trakcie analizy wieloznaczności 
są dla tej poezji umgorzędne. Prymarną 
funkcją tego wiersza jest przetworzenie 
gazetowej notatki, rozbicie jej, unaocz- 
nienie tkwiących w niej możliwych sko- 
jarzeń. 
Poeci lingwiści nie ufają językowi. 
Nie wierzą w możliwość udoskonalenia go, 
uczynienia prawdziwym drogą wy- 
myślania neologizmów i metafor. Język 
«zabrany') przez gazety, radio, przesycony 
sloganami, najeżony zmitologizowanymi 
frazeologizmami nie jest w stauie spełnić 
swej funkcji wyrażania świata. Poeta, 
który mimo wszystko nie chce milczeć, 
zmaga się z automatyzmem użyć języko- 
wych, wciągając na teren poetyckiego wy- 
znania te bezużyteczne artystycznie 
stereotypy językowo-myślowe, aby je tu- 
taj poddać przetwarzającym zabiegom 
stylistycznym. Bunt przeciwko światu 
gotowemu, polegający na wtórnym, 
cudzysłowowym wyzyskiwaniu jego ele- 
mentów, dokonywał się w innych 
dziedzinach sztuki i dawniej; obecnie 
obserwujemy to zjawisko w poezji, gdzie 
mamy do czynienia z traktowaniem ele- 
mentów języka jako tzw. przedmiotów 
gotowych (<	
			

/375_0001.djvu

			LlI15 


JĘZYK POLSKI 


375 


poetyckie pokonanie rzeczywistości. 
I tylko takie, wtórne wykorzystanie języka 
jest możliwe w naszej kulturze. Nie do- 
puszcza ona traktowania języka z ufnością. 


Dzisiaj poeci rodzą się w gardle piekła 
Drogę ku słońcu odnajdują sami 
I sami bronią się słowem - niemową 1). 


Każde ze słów, chcąc nie chcąc, wlecze 
za sobą semantyczne ogony skojarzeń 
i jeżeli trzeba użyć takiego obciążonego 
elementu, to można to zrobić jedynie na 
zasadzie cudzysłowu, aby w intencji swej 
prostoduszny i szczery nie zabrzmiał fał- 
szywie lub co najmniej śmiesznie. 
Dlatego też nawoływania do roman- 
tyzmu w wypowiedziach B. Urbankow- 
skiego i J. Tomaszkiewicza nie obwaro- 
wane zastrzeżeniami natury językowo- 
semantycznej wyglądają naiwnie i nie 
bronią twórczości omawianych poetów 
przed rozumieniem ich poezji jako ucieczki 
w stylizację, czyli w efekcie - przed za- 
rzutem niesprostania trudom bezpośred- 
niego opisu teraźniejszości. 
'Wiele miejsca w rozważaniach !JOetów 
zajmuje drażliwa w tym świetle kwestia 
sentymentalizmu. Pisze w swej wypo- 
wiedzi B. Urbankowski, że związawszy się 
z klasycyzmem (bo określony i skostniały) 
sentymentalizm odszedł od życia. 
Krzysztof N owicki widzi we współ- 
czesnej poezji próbę przezwyciężenia 
sentymentalizmu dwoma różnymi spo- 
sobami; jednym jest ucieczka w doktrynę 
artystyczną (i tu - błędnie zresztą - wi- 


dzi poetów lingwistów), drugim - ucieczka 
w doktrynę światopoglądową (jaką repreze- 
ntuje według niego S. Barańczak). Ominąć 
«niebezpieczeństwa sentymentalizmu i złu- 
dzenia doktryny» to konkluzja autora 
szkicu. Warto może wspomnieć też o arty- 
kule K. Karaska, którego zafascynowanie 
środkami masowego przekazu i tym, czym 
się one w warstwie językowej charaktery- 
zują, bardzo przypomina futurystycznie 
pozytywne zachwyty nowoczesnością 
i techniką. Poezja lingwistyczna to nie 
odejście w eksperymenty językowo-styli- 
styczne, jak chcą niektórzy (Nowicki), 
i nie prostackie zafascynowanie prymityw- 
nym stylem radiowych komunikatów (Ka- 
rasek), nie jest też ucieczką przed 8enty- 
mentalizmem (M. MarszaJek), ale jest to 
spojrzenie na rzeczywistość jej własnymi 
ocwami, a takie tylko spojrzenie wedle 
prawa podwójnej negacji pozbawione jest 
semantyczno-ideologicznych złudzeń. I tu 
pewnie leżą zadania młodej poezji - 
oczywiście w miarę jej możliwości- 
bo leniwi i mający dużo czasu (jak pisze 
A. Zagajewski) poeci nie zawsze mogą 
pisać to, co pisać powinni. 
Poszukiwania nowego sposobu wy- 
zyskiwania języka ogólnego i przeniesienia 
go w materię języka poetyckiego spra- 
wiają, że spotykamy w tej poezji nie 
znane dotąd typy zjawisk stylistycznych. 
Wymagają one szczegółowego i na nowych 
zasadach opartego opisu krytycznego. 


Kraków 


J1!agdalena Szybistowa 


Uwagi i dodatki do poprzednich artykułów 


Czy «Mit o panu Kowalskim*? 
W artykule, który pod takim tytułem 
ukazaJ się w .TP LII, s. 375-6, jego 
autor stara się dowieść metodą staty- 
styczną, że polska publicystyka niesłusznie 
za typowego Polaka podaje pana Kowal- 
skiego, a nie pana Nowaka. Autor spraw- 


1) A. Nawrocki, Bez przewodników, 
Poezja, 1971, nr 12, s. 93. 


dził na podstawie książek telefonimmych, 
że wprawdzie naj częstszym nazwiskiem 
na Mazowszu i Pomorzu (w 'Warszawie itd.) 
jest nazwisko Kowalski, więc częstszym 
niż Nowak, ale że na zachodnim tery- 
torium polskim przewagę ma pan No- 
wak nad panem Kowalskim (w Krakowie, 
w Poznaniu, w Katowicach itd.); na 
pierwszym terytorium stosunek obu 
nazwisk z grubsza biorąc jest 3:2 na
		

/376_0001.djvu

			376 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


, 
korzyść pa.na Kowalskiego, na drugim - 
na korzyść pana Nowaka. Ze stanowiska 
czystej frekwencji miałby autor rację, 
choć przewaga pana Nowaka nie jest tak 
wielka, jak autor przyjmuje: że miano- 
wicie pan Nowak reprezentuje 6 milio- 
nów ludności, a pan Kowalski tylko 3 mi- 
liony; ich stosunek w miejscach przez 
autora zbadanych jest 55%:45%. Idzie 
tu jednak także o pouczający przykład 
na to, że w języku nie zawsze rozstrzyga 
frekwencja, i tylko frekwencja, ale że 
dochodzą do głosu także inne czynniki, 
Autor przeoczył, że pan Kowalski jako 
nazwisko typowo polskie ma określone 
zalety w porównaniu z panem Nowakiem. 
l. Pan Nowak jest stanowczo naj. 
bardziej rozpowszechnionym nazwiskiem 
u polskich sąsiadów, na ziemi czeskiej, 
gdzie ma absolutną przewagę nad innymi 
nazwiskami (w praskiej książce telefo- 
nicznej jest 1130 Nowaków), a Herr Novak 
(Nowak) np. w Wiedniu, w Dreźnie itd. 
uchodzi oczywiście za nazwisko czeskie, 
bądź za czeskie z pochodzenia. Nowako- 
wie s\ też u Słoweńców i ChoI'wat6w, 
choć z mniejszą frekwencją. Brak więc 
,polskiemu Nowakowi dostatecznej dy- 
ferencyjnej cechy nazwiska czysto pol. 
skiego. 
2. Typowo polskim, najbardziej roz- 
powszechnionym tworem nazwiskowym 
są nazwiska na .ski (-eki). Nie chodzi nam 
tu o ich powstanie ani o to, czy wiążą się 
tylko z miejscem, czy też są także patro- 
nimiczne, o co się niedawno toczyła pole- 
mika. Idzie nam o prosty fakt, że i polska 
onomastyka tę .typowość nazwisk na -ski 
jako wyraźnie polską uznaje. Por. np. naj- 
świeższe szczegółowe studium o tych 
nazwiskl,ch Pawła Smoczyńskiego: 


Nie ma wątpliwości, że w nazwiskach 
polskich sufiks -ski jest naj częstszy 
i na tle nazwisk innosłowiański<:h i po- 
zasłowiańskich najbardziej charaktery- 
styczny. Już parę wieków temu zda- 
wali sobie z tego sprawę rodacy i obcy 
podróżnicy, chociaż podkreślali także 
stosowanie jego przeważnie tylko 
w Koronie, nie na ziemiach pruskich 
i litewskich. (Studia językoznawcze po- 


święcone prof. S. Rospondowi, Wroc- 
ław 1966, s. 435). 
Także amerykański badacz ImIOn 
własnych, E. C. Smith, w pracach pt. The 
Story of Our Names (1950) i Dictionary 
of American Family Names (1956) za 
naj częstszy typ nazwisk Polaków amery- 
kańskich uważa formację z przyrostkiem 
-ski. Ma więc nazwisko na -ski znamienn
 
wartość dyferencyjną nazwiska typowo 
polskiego. 
3. Choć nawet imiona są ściśle spojone 
z optycznym obrazem, to jednak obraz 
ten ma za podstawę także wyobrażenie 
dźwiękowe; od strony tej podstawy dźwię- 
kowej pan Kowalski z przyciskiem na 
przedostatniej do bitniej typizuje nazwi- 
sko polskie niż pan N owak z przyciskiem 
na pierwszej sylabie tak jak czeskie 
Novak. 
Dlatego wątpię, aby polska publicy- 
styka zamieniła swojego typowego 
pana Kowalskiego na pana Nowaka, 
i myślę, że nie jest to potrzebne, skoro 
pan Kowalski ma na oznaczenie typowego 
polaka i cechę dyferencyjną, i szczególnie 
polskie znamiona, jakich bezwzględnie 
brak panu Nowakowi (jeśli oczywiście po- 
miniemy ewentualną rywalizację między 
krakowskim panem Nowakiem a warszaw- 
skim panem Kowalskim). - Równocześnie 
jest to pouczający przykład, że w zja- 
wiskach językowych nie może roz- 
strzygać tylko jednostronne spojrzenie, 
tutaj ze stanowiska frekwencji, że zawsze 
jest wskazane uwzględnienie także innych 
czynników i że nie jest dobrze, gdy się 
lekceważy ogólne poczucie językowe nosi- 
cieli odpowiedniego języka, które im 
właśnie umożliwia swobodne mówienie 
w tym języku. 
Praga Bohuslav Hawanek 
Po ukazaniu się artykułu prof. W. Mań- 
czaka Redakcja otrzymała także notatkę 
od anonimowej autorki, która kwestionuje 
słuszność wniosku o liczebnej .przewadze 
nazwiska N owak w Polsce. Zdaniem autorki 
metoda statystyczna nie pozwala na 
uogólnienia na podstawie różnicy liczbo-
		

/377_0001.djvu

			LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


377 


wej, która jest zbyt mała, aby była zna- 
mienna. Oczywiście, nie znaczy to, by 
odwrotnie, Kowalskich było więcej niż'No- 
wak6w. 
Zdaje się, że najważniejszy:m wnioskie:m 
z obliczeń prof. Mańczaka jest stwierdze- 


nie geograficznych różnic rozpowszech- 
nienia obu nazwisk, z przewagą Kowal- 
skich na Po:morzu i na Mazowszu, a Nowa- 
k6w w innych dzielnicach Polski. 
Redakcja 


Recenzje i sprawozdania 


Indeks a tergo do Słownika języka pol- 
skiego pod redakcją Witolda Doroszewskiego. 
Opracował zesp6ł pod kierunkiem Renaty 
Grzegorczykowej i Jadwigi Puzy- 
niny. 'Warszawa, PWN, 1973, s. 558. 


J ak w wielu innych dziedzinach, tak 
i w tym zakresie inicjatywa sporządzania 
indeksów a tergo wyszła z filologii kla- 
sycznej. Już w r. 1904 ukazało się wy- 
dawnictwo zatytułowane «Laterculi 
vocu:m Latinarum
> (autore:m był Otto 
Gradenwitz), obejmujące spis haseł ła- 
cińskiego słownika w szyku zwykłym 
(afronte) i odwróconym (a tergo). Początko- 
wy:m celem autora było ułatwienie pracy 
badaczom papirusów, zachowanych 
frag:mentarycznie i wymagających uzu- 
pełnień tekstu. Ale wkrótce okazało się, 
jak bardzo są przydatne takie spisy a tergo 
dla badań ściśle językoznawczych, mia- 
nowicie słowotwórczych. Toteż sporzą- 
dzono takie indeksy dla języka greckiego, 
a później także dla wielu języków nowo- 
żytnych. Dla języka rosyjskiego ukazały 
się aż dwa takie indeksy. 
Językoznawstwo polskie pozostało 
w tym względzie w tyle. Dopiero w r. 1965 
Uniwersytet Warszawski wydał Indeks 
a tergo do słownika Lindego (pod redakcją 
W. Doroszewskiego opracowały R. Grze- 
gorczykowa, Z. Kurzowa i J. Puzynina). 
Nie zaspokajało to jednak potrzeb polo- 
ni8tów, ponieważ słownik Lindego liczy 
sobie już przeszło półtora wieku. Ty:m- 
czasem w r. 1969 doszedł do końca 11- 
to:mowy Słownik języka polskiego, wyda- 
wany pod redakcją W. Doroszewskiego. 
Zbierał on cały współczesny materiał 


słownikowy, aktualnie będący w użyciu. 
Potrzeba sporządzenia na jego podsta- 
wie indeksu a tergo była oczywista. 
Redakcją nowego wydawnictwa za- 
jęły się dwie autorki poprzednio wyda- 
nego indeksu do Lindego: R. Grzegorczy- 
kowa i J. Puzynina. Nowy indeks za- 
wiera pełny materiał Słownika wydanego 
przez W. Doroszewskiego. Opracowanie 
indeksu sprawia wrażenie jak najlepsze. 
Co najważniejsza, jego struktura jest 
bardzo prosta. Taki, jak: ten, indeks nie 
stanowi oczywiście Bam przez się pracy 
naukowej: jest to narzędzie, ułatwiające 
pracę badaczowi, który wybierze stąd 
sobie materiał do najrozmaitszych celów. 
Dlatego też jego struktura winna być 
jak najbardziej przejrzysta, tak by użyt- 
kownik nie musiał czynić dodatkowych 
wysiłków przy korzystaniu z indeksu. 
Im prostsza jest budowa narzędzia, tym 
bardziej narzędzie jest użyteczne. 
Rozumiejąc to, autorki wprowadziły 
układ ściśle alfabetyczny, :mechaniczny, 
nie ulegając pokusom podawania dodatko- 
wych informacji o wyrazach. Szczegóły, 
które tu można było uwidocznić bez 
obawy utrudnienia korzystania z in- 
deksu, to po pierwsze, zaznaczenie skró- 
tem s. haseł, pojawiających się w Suple- 
mencie do Słownika (tj. w XI tomie 
Słownika), a po wtóre, przytoczenie nie- 
których kwalifikatorów, charakteryzują- 
cych wyrazy jako «dawne
 (skrót: d), 
«gwarowe}) (g), (dndywidualne
 (i), «prze- 
sta.rzałe
 (p); oczywiście, w wypadku, gdy 
w sa:my:m Słowniku w taki właśnie sposób 
scharakteryzowano odnośne hasło. 
W ten sposób indeks podaje materiał
		

/378_0001.djvu

			378 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


uporządkowany i nadający się do wielo- 
rakiego zużytkowania. }Iatel'iał słowni- 
kowy zaczyna się na s. 11 i na każdej 
stronicy podaje się w 4 szpaltach po 
58 haseł, tj. po 232 wyrazy na stronicy 
(na ostatniej stronicy jest tylko 175 haseł). 
Łatwo obliczyć, że całość obejmuje ponad 
127 tysięcy wyrazów, 
Krótkie objaśnienia wstępne oma- 
wiają układ indeksu. Właściwie jedyny 
szczegół, który rzeczywiście wymagał wy- 
tłumaczenia, to rzymski numer, poja- 
wiający się przy jednakowo brzmiących 
hasłach. np.: I tron, II tron, III tron. 
Oznacza to homonimy, ponumerowane 
w ten sposób w samym już Słowniku. 
.:\fożna by wysunąć postulat, by objaśnie- 
nia nielicznych stosowanych w In- 
deksie kwalifikatorów zebrane były 
osobno, np. na s. 10, która pozostaje 
pusta: chodzi tylko o skrót s., o kwalifi- 
katory d, g, i, p, wreszcie o rzymskie cyfry. 
Wszystko to podano, rzecz prosta, we 
wstępie, ale użytkownik nie zechce za 
każdym razem czytać czterech stronic 
wstęp1ł, by odnaleźć rozwiązanie skrótu; 
praktyczniej więc zebra'ć je osobno. To 

czywiście drobny szczegół, bez istotnego 
znaczenia. 
Redaktorkom, jak i zespołowi, który 
indeks sporządził, należy się wielka 
wdzięczność ze strony wszystkich polo- 
nistów, zwłaszcza zaś od językoznawców, 
za dostarczenie im tak użytecznego 
narzędzia pracy. 


J. Safarewioz 


Halina S afarewicz owa, Polszczyzna 
xvm wieku w podręczniku gramatyki polskiej 
M. Siemiginowskiego (Kijów 1791). PAN, 
Oddział w Krakowie, Prace Komisji Ję- 
zykoznawstwa nr 29. Wroclaw-'Var- 
szawa---Kraków-Gdańsk, Zakład Xaro- 
dowy im. Ossolińskich 1971, s. 84. 


Książka Haliny Safarewiczowej musi 
zastąpić czytelnikowi polskiemu nie- 
dostępną już co najmniej od XIX w. 
w Polsce osiemnastowieczną gramatykę 
Siemiginowskiego. Autorka sporządziła 


JeJ opis, zapoznawszy się w :Moskwie 
z jednym z trzech egzemplarzy istni6-ją- 
cych w bibliotekach radzieckich. Pod- 
ręcznik wart jest takiego opisu, ponie- 
waż l. stanowi interesujące źródło dla 
historyka języka polskiego, 2. dostarcza 
nie znanych szczegółów do historii języka 
polskiego na Kresach, bo dotyczy XVIII- 
wiecznej polszczyzny Kijowa, 3. ma 
dwie cechy ze stanowiska metodologicz- 
nego jak na owe czasy niezwykłe: 
jest normatywny kontrastywny, 
polsko-rosyjski. 
Po porównaniu podręcznika Siemi- 
ginowskiego ze współczesnymi mu in- 
nymi, polskimi i obcojęzycznymi grama- 
tykami języka polskiego okazało się, 
że Siemiginow8ki uchwycił sporo szcze- 
gółów istotnych, a nie notowanych przez 
innych. Tym właśnie faktom, nie odno- 
towanym gdzie indziej, poświęca Autorka 
najwięcej uwagi. 
Aby się jednak ustrzec od niesłusznego 
zarzutu, że różnice między podręcznikiem 
opisywanym a innymi znanymi szerzej 
mogly wynikać " osobliwości indywidual- 
nych i wpływów rosyjskich na język 
gramatyka, poprzedza ona systema- 
tyczne przedstawienie interesującego 
materiału danymi biograficznymi o sa- 
mym autorze. Z życiorysu Siemiginow- 
skiego, urodzonego w 1760 r. (t1822) 
na Wołyniu, wynika, że język polski znał 
dobrze, bo mówił nim od dzieciństwa. 
Choć uczył oprócz łaciny, rosyjskiego, 
polskiego także geografii i historii, miał 
szczególne zamiłowanie do gramatyki. 
Uczył w Akademii Kijowsko-)fohylań- 
skiej. Jego podręcznikiem, wydawanym 
dwukrotnie (wyd. II 183!!) l) posługiwano 
się ponad pół wieku: od 1791 r. do zwi- 
nięcia katedry języka polskiego w Aka- 
demii, w 1 844 roku. 'Variość i przy. 
l) Trudno się oprzeć chęci powtórzenia 
za Safarewiczową ciekawostki związa- 
nej z tym wydaniem: przygotował je Ba- 
zyli Anastasiewicz, ucz ell i przyjaciel 
Siemiginowskiego, ale też byly cenzor, 
który przypłacił dopuszczenie do druku 
Konrada 'YalIenroda utrata stanowiska 
i praw do emerytury. -
		

/379_0001.djvu

			LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


379 


datność podręcznika oceniano. wysoko, 
jak dowodzą świadectwa przytaczane przez 
Safarewiczową. Wynika z nich, że oabsol- 
wenci uczelni opuszczali ją z dobrą 
znajomością języków,) a «naucząnie ję- 
zyka polskiego odbywało się Sl'cze- 
gól nie sprawnie dzięki wysoko kwalifi- 
kowanym nauczycielom,) (s. 8). 
Z wcześniejszych podręczników pol- 
skich najwięcej pomocy dostarczyły 
Siemiginowskiemu Gramatyki Kopczyń- 
skiego, ale Siemiginowski korzystał 
z nich, kierując się własnym zmysłem 
krytycznym, a przede wszystkim potrze- 
bami czytelnika rosyjskiego. Stąd zna- 
mienne różnice proporcji. między po- 
szczególnymi częściami gramatyki, i jej 
charakter kon trastywny . 
Safarewiczowa stwierdza, że Siemi- 
ginowski 1. nawet kiedy «(referuje za 
Kopczyńskim zjawisko polskie. . . - zwraca 
uwagę na podobieństwa czy różnice z j..- 
zykiem rosyjskim,), 2. poświęca rozdział 
«(wymowie», podając przykłady w dwoja- 
kiej pisowni (polskiej i grażdanką), 3. sze- 
l'Zej niż Kopczyński zajmuje się składnią, 
4. dodaje do gramatyki wykaz idiomów 
(,zwrotów polskich,»). Książka Safarewi- 
czowej omawia rozdziały gramatyki w ko- 
lejności, w jak,iej one tam występują: 
wymowa, odmiana, słowotwórstwo, fra- 
zeologia i składnia, słownik. Dużym udo- 
godnieniem dla czytelnika jest dodany 
przez autorkę indeks wyrazów i zwrotów 
występujących u Siemiginowskiego. 
Dane zawarte w rozdziale poświęco- 
nym wymowie, a także polemika z orto- 
grafią Kopczyńskiego, pozwalają Safa- 
rewiczowej odtworzyć system fonolo- 
giczny ówczesnej polszczyzny kresowej, 
który się zresztą pokrywa z opisami 
już dokonanymi: samogłoski pochylone 
nie były już fonemami. Nawet e, jak się 
okazuje (zgodnie z twierdzeniem Ba- 
jerowej o cofaniu się tego fonemu już 
w XVIII w.), występuje w zasięgu ogra- 
niczonym. (,System wokaliczny kresów 
południowych XVIII w. różnił się zatem 
od ogólnopolskiego nie tyle jakością po- 
siadanych fonemów, co ilością: po prostu 


było ich mmeJ') (s. 16). System konso- 
nantyczny różnił się od ogólnopolskiego 
obecnością fonemów f i h, odpowiednioś- 
cią l: l, h: X' utrzymywaniem palatal. 
ności wargowych w wygłosie i większą 
skłonnością do palatalizacji i do upro- 
szczeń grup spółgłoskowych. 
Ciekawe uwagi o wysokości tonu samo- 
głoski akcentowanej i lista wyrazów o nie- 
zwykłym miejscu akcentu zamykają roz- 
dział poświęcony fonetyce. 
Rozdział o fleksji, bardziej niż inne 
zadłużony u Kopczyńskiego, zawiera jed- 
nak także kilka osobliwości kresowych 
(np. miejsc. damie, synie zam. domu, 
synu, l, os. L mn. dajem, prosim, oce- 
nione jako 	
			

/380_0001.djvu

			380 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


własnym wcześniejszym badaniom mogła 
więc sobie autorka pozwolić na szczegółową 
stylistyczną i składniową ocenę trzynastu 
zalecanych przez Siemiginowskiego z kilku- 
dziesięciu zarejestrowanych przez Słow- 
nik wileński i SJP fol'IIluł grzeczno- 
ściowych. Poza wartością dla historii 
języka i obyczajów przyniosą te uwagi 
,póżytek składni historycznej, ponieważ 
informują o zakresie połączeń osobli- 
wych jednostek leksykalnych w funkcji 
tytułu grzecznościowego z odpowiednią 
(2. lub 3.) osobą i liczbą (mnogą lub po- 
jedynczą) orzeczenia i o różnicach zna- 
czeniowych związanych z owymi róż- 
nicami formy składniowej. 
W kresowym zasobie przyimków 
XVIII-wiecznych udaje się Safarewi- 
czowej na podstawie relacji Sie:miginow- 
skiego ustalić obecność archaizmów 
i dialektyzmów. I tak przyimek gwoU 
okazuje się wbrew świadectwu Kopczyń- 
skiego archaizmem odnotowanym, ale 
)Vychodzącym pod koniec XVIIIw. 
z użycia. Także przyimki krom i podle 1) 
wygiądają na archaizmy, a miasto na pro- 
wincjonalizm '). Ciekawe są obserwacje 
łączliwości frazeologicznej przyimków 
(zwłaszcza między, na, mimo 3), o 4)) i zna- 


l) Obserwacja ta znajduje częściowo 
potwierdzenie także w magazynie Pra- 
cowni Składni Języka Polskiego IBL PAN 
w Krakowie; przyimków gwoU i krom brak 
w oddanych. do druku zeszytach Za- 
pomniane konstrukcje składni średnio- 
polskiej (wiek XVII i okres 1700-1775); 
podle i okrom mają jednak oprócz doku- 
mentacji z Troca także ilustracje w tek- 
stach ciągłych. 
2) W materiałach PriWowni Składni 
dokumentacja z XVIII w. pochodzi z Nie- 
sieckiego i Wojciecha Bystrzonowskiego. 
3) Spostrzeżenie o archaiczności przv- 
imka mimo w konstrukcji z biernikiem, 
nazywającej okoliczność miejsca, po- 
twierdza się w materiale Pracowni Składni. 
4) Przyimek o z miejscownikiem w oko- 
liczniku czasJl precyzującym datę wy- 
stępuje w Zapomnianych konstrukcjach 
składni staropolskiej (XVI w.), np. o świę- 
tym Janie krowa z pola przydzie (Rej), 
ale w materiałach późniejszych już jej 


czenia niektórych wyrażeń przyimko- 
wych. Orzeczenie Safarewiczowej o archa- 
iczności połączeń względem + dopełniacz, 
np. względem pieniędzy 'w sprawie pie- 
niędzy', 'co do pieniędzy', może budzić 
wątpliwość, czy jest to rzeczywiście, 
jak twierdzi autorka, archaizm kre- 
sowy (s. 42). W materiałach Pracowni 
Składni Języka Polskiego istnieją wy- 
brane ze źródeł XVIII w. (dalszych jeszcze 
nie ekscerpowano) ilustriWje 2IDalezione 
m. in. w tekstach Niesieckiego, w Ka- 
lendarzu Stanisława Duńczewskiego 
(r. 1749), ale i z tekstów Krzysztofa 
Kluka. Np.: Dosyć będzie wspomnieć, 
że względem wzrostu Patagonowie są bar- 
dzo wysocy itd. Względem skóry, Euro- 
pejczykowie mają białą, Azjatycy szarą, 
Afrykanie czarną, Amerykanie koloru 
miedzianego itd. Względem kształtu Ta- 
tarzy, Kałmucy są twarzy płaskowatej, 
małych oczu itd. 1). 
Przykłady użycia czasowników w zwro- 
tach bezprzyimkowych i z przyimkami 
ukazują rodowody niektórych dziś już 
nie używanych lub używanych tylko pro- 
wincjonalnie konstrukcji składniowych. 
Niemal wszystkie one stanowią jednak 
wyraźnie jednostki frazeologiczne i albo 
wcale, albo niewiele się różnią pod wzglę- 
dem stopnia leksykalizacji od zwrotów 
omówionych w osobnym paragrafie: Łącz- 
liwoŚĆ frazeologiczna czasowników i zna- 
czenie pewnych zwrotów. I tak wśród 
przykładów nazywanych <,zwrotami 
z przyimkami» (s. 
6) omawia Safarewi- 
czowa konstrukcje z mieć typu mieć z sie- 
bie czego (
am z się strawy 'pod dostatkiem', 
'dość'), a wśród zwrotów frazeologicznych: 
będzie ze mnie 'mam dość' (s. 51). Także 
w rozdziale Słownik (s. 57-71) znajdzie 
się pewna grupa przykładów istotnych 
przede wsz ystkim z racji pełnionych 
brak, choć zdarza się podobna dla ozna- 
czania pory dnia: o jutrze (w. ko- 
respondencji Józefa Andrzeja Załusk!ego
. 
1) K. Kluk, Zwierząt domowych..l dZI- 
kich osobliwie krajowych, historII na- 
turalnej początki, gospodarstwo. .. t. I, 
Warszawa 1779, s. 58.
		

/381_0001.djvu

			LIII5 


JĘZYK POLSKI 


381 


funkcji składniowych i charakteru styli- 
stycznego. 
Myślę o kolokwializmach składniowych 
ujętych przez Safarewiczową jako oso- 
bliwości leksykalne, np.: a jako party- 
kuła intensyfikująca nio a nio, idą 
a idą, nigdy a nigdy; a - to: a grać to 
grać; aby jako partykuła ograniczająca: 
aby raz, aby troohę, aby tylko; ohoćby 00: 
c7wćby co... to zrobi; 00 dać to dać, byle 
kupić; że : czy on że się zna na tym! 
Ale i zwroty frazeologiczne, np. mało 
na tym, dosyć na tym, które by się prosiły 
o zaszeregowanie uwzględniające ich 
charakter idiomatyczny, znalazły się 
w rozdziale Słownik. Taka klasyfikacja 
nasuwa wątpliwości o tyle drobne i nie- 
istotne, że właściwe odszukanie odpo- 
wiednich konstrukcji ułatwia dodany 
do pracy indeks omówionych wyrazów 
i zwrotów. Jest ich ponad trzysta, czyli 
dużo, jeśli się pamięta, że autorka wyno- 
towała z podręcznika Siemiginowskiego 
przede wszystkim rzeczy osobliwe, nie- 
obecne w innych współczesnych mu gra- 
matykach. 
Celowość zapoznania się choć tą 
pośrednią drogą; umożliwioną przez 
Safarewiczową, z niedostępnym w Polsce 
podręcznikiem nie ulega wątpliwości. Jako 
wartość najważniejszą, a przecież nie 
jedyną, wymienia sama autorka relacji 
fakt, że nie mieliśmy dotąd «informacji 
z terenów tak daleko wysuniętych na po- 
łudniowy wschód od zwartego obszaru 
polszczyzny
 (s. 72) 1). Wartości tych nie 
umniejszy w oczach historyka języka 
wniosek wynikający z analizy materiału, 
że różnice między opisywaną dotąd już 
polszczyzną kresów północnych a połud- 
niowych dalszych reprezentowanych przez 
Siemiginowskiego są nieliczne, zaś róż- 
nic między polszczyzną kresową bliższą 
a dalszą, ({Siemigininowską$ - brak. 
Krystyna Pisarkowa 
1) Istniejące i omówione w. porówna- 
niach z materiałem Siemiginówskiego opra_ 
cowania polszczyzny kresowej zestawia 
autorka w szczegółowej bibliografii. 


Prace Językoznawcze I, pod redakcj ą 
J. Zaleskiego, Rocznik N aukowo- 
Dydaktyczny z. 38, Wydawnictwo Nau- 
kowe Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Kra- 
ków 1970, s. 155. 


Choć z opóźnieniem, warto jednak 
przedstawić czytelnikom JP pierwszy 
zbiorowy tom językoznawczy krakowskiej 
Wyższej Szkoły Pedagogicznej, składający 
się z 11 artykułów pracowników Katedry 
Języka Polskiego WSP. Tematyką tych 
prac są zagadnienia gramatyczne, leksy- 
kalne, a także ogólnojęzykoznawcze. 
Charakter ogólny ma artykuł L. B ed- 
narczuka, Stanowisko składni w obrębie 
nauk badających wypowiedź językową 
(s. 5-13). Wychodząc od słusznego stwier- 
dzenia, że wypowiedziami językowymi 
zajmuje się nie tylko językoznawstwo, 
omawia autor stosunek składni do styli- 
styki, psychologii i logiki, reasumując 
w zakończeniu: «składnia gramatyczna, 
stylistyczna i psychologiczna badają bu- 
dowę wypowiedzi w językach naturalnych, 
podczas gdy składnia logiczna ogranicza. 
się do konstrukcji sztucznych, a zbliża się 
do składni gramatycznej tym, że obie 
interesują się systemem, w przeciwień- 
stwie do składni stylistycznej, która 
zajmuje się przede wszystkim cechami 
indywidualnymi. Trudno natomiast okreś- 
lić zakres i charakter składni psycholo- 
gicznej; bada ona przede wszystkim psy- 
chiczne podłoże i zakłócenia wypowiedzi 
językowej». 
Ogólne stwierdzenia z zakresu syno- 
nimii, ilustrowane licznymi przykładami 
(w artykule Bednarczuka przykładów' 
nie ma), zawiera artykuł M. Scha- 
bowskiej, Poznawcza wartość syno- 
nimu (8. 109-15). Jest w nim mowa o wy- 
korzystywaniu w wypowiedziach wyra- 
zów jednoznacznych oraz o funkcjach 
i różnych zastosowaniach wyrazów blisko- 
znacznych. 
Również 
I. Z arę bina, Z problema- 
tyki afazji mieszanej. (s. 145-54), wy- 
ciąga ogólne wnioski ze zbadania lIrzy-
		

/382_0001.djvu

			382 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


padku afazji tzw. mieszanej u 13-letniej 
dziewczynki. Przy afazji tego typu wy- 
stępują zaburzenia zarówno w związkach 
syntagmatycznych, jak i paradygma- 
tycznych, co się objawia w zaburzeniach 
fonetycznych, fleksyjnych i składniowych, 
a także semantycznych. 
Słownictwa dotyczą 3 artykuły, 
. nie licząc wspomnianego artykułu:M. Scha- 
bowskiej o synonimach. K. Nadurska 
omawia Niektóre terminy teatralne na tle 
słownictwa ogólnopolskiego (s. 55-60), 
i to zarówno terminy oficjalne, ogólne, 
jak i nieoficjalne, żargonowe, takie jak 
waruniarz 'aktor obdarzony przez naturę 
świetnymi predyspozycjami zewnętrz- 
nymi do zawodu aktorskiego', krowienta 
'aktorka (pogardliwie)', zadeptywanie 
tekstu 'odwracanie uwagi publiczności od 
partnem wypowiadającego tekst przez 
wykonywanie niepotrzebnych ruchów', 
greps, chałtura itp. 
Artykuł J. Ożdżyńskiego, Połą- 
czenia bliźniacze w słownictwie sporto- 
wym (s. 61-74), jest nawiązaniem do 
pracy S. Jodłowskiego o zestawieniach 
bliźrl'iaczych (Biuletyn PTJ XXI, 1962, 
s. 49-60). Są to połączenia typu powieść- 
reportaż, kawiarnia-bar, w terminologii 
sportowej bardzo częste, np. piłka-ma- 
czuga, start-maszyna, kolarz-szosowiec, tre- 
ner-wychowawca, 1'zut-pchnięcie, skok-wy- 
pad. Ożdżyńsld zalicza tu również 
połączenia typu center-kiero't
mik napadu, 
system cztery-dwa-czte'ry, nazywając je po- 
łączeniami d
'1lczłonowymi wieloogniwo- 
wyroi (w artykule wydrukowano: Połą- 
czenia dwuczłonowe wieloogniowe). 
Autor przeprowadza klasyfikację for- 
malną i znaczeniową zestawień bliźnia- 
czych, omawia, ich funkcjonalno-styli- 
styczne zróżnicowanie oraz stosunek ich 
znaczenia do znaczeń komponentów. 
E. Pawłowski przedstawił Przegląd 
najważniejszych zagadnień Słownika 
nazw roślin polskich (s. 75-90). Jak 
się z tego artykułu dowiadujemy, przy 
WSP w Krakowie podjęto prace nad 
przygotowaniem słownika nazw bota- 


nicznych o szerokim zakresie (nazwy 
potoczne i naukowe, współczesne, histo- 
ryczne, gwarowe). Autor, zarazem kie. 
rownik tej pracy, pisze o stanie badań 
nad polskim słownictwem botanicznym, 
o zadaniach w tym zakresie, proble- 
matyce przyszłego słownika, trudnościach 
napotykanych przy opracowywaniu. Pod- 
daje pod dyskusję szereg problemów cha- 
rakteru ogólnego i redakcyjnego. Nie tu 
miejsce na podjęcie szerszej dyskusji, 
na jedno tylko chciałbym zwrócić uwagę. 
:Mianowicie nazwy roślin ze względu na 
niezmienność desygnatów są wdzięcz- 
nym materiałem do przedstawiania 
kartograficznego. Wskazują na to opra- 
cowania dotychczasowe. Czy wobec tego 
nie wa
to by w projektowanym słow- 
niku połączyć w pewnym sensie słow- 
nikowego i atlasowego sposobu opracowa- 
nia? Chodziłoby o zilustrowanie niektórych 
przynajmniej haseł mapkami pokazują- 
cymi choćby schematycznie geogra- 
ficzne rozmieszczenie nazw poszczegól- 
nych roślin. Niekoniecznie przy tym 
hasłami musiałyby być desygnaty, 
mapki można by bowiem umieszczać 
przy wybranych z grup synonimicznych 
nazwach, a przy innych odsyłać do tam- 
tych. W wypadku przyjęcia tej koncepcji 
nie wystarczyłyby jednak <,dodatkowe 
badania terenowe, przeprowadzane w kilku 
czy kilkunastu punktach Polski» (s. 80). 
Ilość punktów musiałaby być znacznie 
większa, a badania traktowane nie jako 
dodatek do zbierania materiałów z do- 
tychczasowych opracowań, ale jako jedna 
z prac podstawowych. Badania terenowe 
winny być nie ostatnim etapem zbierania 
materiałów, jak się planuje, ale jednym 
z piCIwszych, jeśli nie pierwszym, choćby 
z tego względu, że 	
			

/383_0001.djvu

			LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


383 


sięwzięcia leksykograficznego nie prze- 
ciągnęła się w zbyt odległą przyszłość. 
Określonych zagadnień gramatycznych 
dotyczą w omawianym zbiorze cztery 
artykuly. A. Dyduchowa, Dopełniacz 
w funkcji biernika liczby pojedynczej 
u męskich rzeczowników nieżywotnych 
(s. 15-26), zebrała dużo przykładów 
ze współczesnego języka pisanego i mówio- 
nego na «żywotne,> końcówki biernika 
w różnych grupach rzeczowników, mia- 
nowicie w nazwach tańców. utworów mu- 
zycznych, gier, figur w kartach i sza- 
chach, terminów bridżowych, monet, ga- 
tunków napojów, rodzajów broni, ma- 
rek papierosów, marek samochodów 
i samolotów, produktów spożywczych, 
drzew, kwiatów i grzybów, oraz w utar- 
tych 1vyrażeniach i zwrotach, np. wy- 
stukiwać twista., grać w go
fa., wymienić 
dolara, mieć pilznera, obiecywać colta, dać 
giewonta, mieć cadillaca, wziąć ct
k'ierka, 
zjeść ogórka, znaleźć fiolka, mieć pecha, 
zeza, itp. Zestawienia liczbowe i procen- 
towe, oddzielnie z literatury współczesnej, 
oddzielnie z mowy żywej otoczenia, po- 
kazują, że tego rodzaju formy szerzą się 
głównie w języku potocznym, mówionym. 
Artykul ten jest wyciągiem z rozprawy 
doktorskiej autorki. Ponieważ na badania 
współczesnego języka polskiego kładzie się 
dzisiaj duży nacisk - i słusznie -, 
pożyteczne by było ogłoszenie drukiem 
ca,łej rozprawy dr Dyduchowej. 
N a o bfitym materiale historycznym 
i dialektologicznym, również ujętym licz- 
bowo i procentowo, jest oparty artykuł 
Teodozji Rittel, Polski czas przeszły 
i tryb przypuszczający z zaimkiem (s. 91- 
108). Rozpatruje w nim autorka rozwój 
form typu jakom ja był, jako ja był, jako 
by ja był itp., odrzucając hipotezę o wpły- 
wach wsehodniosłowiańskich na j
zyk 
polski w tym zakresie i przyjmując 
ewolucję: jakom przy tym był ==" jakorn ja 
przy tym był ==" jako ja przy tym był. 
Zawarte w tym artykule twierdzenia są 
interesujące i przekonująee, nie zgodził- 
bym się tylko na uznawanie gwarowych 


form typu myślelimy za formy anali- 
tyczne z zaimkiem, -my jest tutaj bo- 
wiem niewątpliwie końcówką osobową, 
a nie zaimkiem. Nie jest również formą 
z zaimkiem staropolski przykład z De 
morte przytoczony na s. 96: Cosz mysza 
w nyem koc'Jwly, czytać go bowiem trzeba: 
Cos'lny się. w niem kochali, a nie: Coż my 
się w niem kochali. 'Wyrażenie na s. 105: 
«wpływy obce - połabskie i niemieckie- 
na Kaszubach,> to pewno stylistyczna 
niedokładność (znane są wspólności po- 
łabsko-kaszubskie, o wpływach mówić tu 
nie można). 
Fleksji dotyczy równlez artykul 
J. Zaleskiego, (,Panie majster, proszę 
waści. . ">, czyli Mianownik w funkcji 
wołacza u rzeczowników męskich (s. 133- 
43). Przedstawił w nim autor szerzenie 
się form mianownikowych w wołaczu 
od średniowiecza do czasów dzisiejszych, 
przede wszystkim w imionach męskich 
i nazwiskach, w nazwach własnych zwie- 
rząt, w tytulach i nazwach zawodów, 
nazwach pokrewieństwa, określeniach 
zespołów ludzi (oddzial!, plutonl - w ko- 
mendzie wojskowej). Dzisiaj nazwiska 
i nazwy zwierząt mają z reguły w funkcji 
wołacza formy mianownika, a w imio- 
nach, nazwach pokrewieństwa (wujek!, 
tatuś!, szwagier!), nazwach zawodów (kel- 
ne
'!, panie majster!) formy takie dalej 
się szerzą. Co prawda, twierdzenie, że dziś 
wszystkie bez wyjątku nazwiska mają 
w wołaczu wyłącznie formy mianownika, 
jest ujęte chyba zbyt rygOI'ystycznie. 
Wszak przy nazwiskach mających formy 
deminutywne słyszy się nieraz w zwrotach 
poufałych formy wołacza, np. Chodź do 
nas, Word/.iczku; Nie wiesz, Reczku, kto 
pisał o... Z reguły formy wołacza stosuje 
się przy występujących czasem zdrobnie- 
niach nazwisk, np. Tak Zu.czku (nazwisko 
Zu,k); Co się tak, Kn , apku patrzysz f 
(n. Knap); Pokaż, Kozaczku, zadanie 
(n. Kozak). 
Problematyką słowotwórczą zajęła się 
J. Kobylińska w artykule pt. O rodzaju 
czynności 11 rzeczowników od8łownych na
		

/384_0001.djvu

			384 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


-ca (s. 27-54). Chodzi o to, czy jedno- 
krotność i wielokrotność (też duratywność) 
czynności wyrażana przez czasowniki 
jest widoczna tak samo w pochodzących 
od nich rzeczownikach na -oa (w języku 
współczesnym). Najczęściej panuje tu 
zgodność, tzn. rzeczowniki pochodzące od 
czasowników jednokrotnych ozn/tczają wy- 
konawcę czynności jednokrotnej, np. na. 
stępca : nastąpić, stwóroa: stworzyć, a po- 
chodzące od cz. wielokrotnych i dura- 
tywnych wykonawcę czynności powta-. 
rzającej się lub stałej, np. rozdawca: 
rozdawać, spożywoa: spożywać. W kilku- 
nastu przykładach widoczna jest zgod- 
noŚĆ częściowa, np. dawca (wykonawca 
czynności jedno- lub wielokrotnej): dawać 
(cz. wielokrotny), w kilku niezgodność, 
np. uclwdźoa (wykonawca czynności jedno- 
krotnej) : uchodzić (cz. wielokrotny). Przy 
ostatnio wymienionych przykładach, 
jak i przy wielu innych, rodzi się wątpli- 
woŚĆ, czy słusznie się określa dane cza- 
sowniki jako wielokrotne względnie ciągłe 
(duratywne). Często chodzi po prostu 
o dokonaność i niedokonaność, a nie 
o jednokrotnoŚĆ i wielokrotność. Wszyst- 
kie będące podstawami dla rzeczowników 
na -ca czasowniki dokonane określa się 
jako jednokrotne, a wszystkie niedoko- 
nane jako wielokrotne lub duratywne. 
Tymczasem opozycje typu spożyć: spo- 
żywać, dać: dawać itd. to w pierwszym 
rzędzie ąpozycje aspektowe, a wtórnie 
«czynnościowe.> (jedno-: wielokrotność). 
Spożywać, dawać itp. równie często mają 
znaczenie wielokrotne czy trwałe jak 
jednokrotne, np. widziałem, że konduktor 
daje (dawal) pasażerowi bilet. Przyznać 
trzeba, że, w większości przytoczonych 
w pracy czasowników niedokonanych zna- 
czenie wielokrotne bądź duratywne jest 
wyraźne. Słusznie zauważa autorka «skłon- 
noŚĆ do przechodzenia tego typu słowo- 
twórczegQ w nazwy wykonawców zawo- 
dów
. 


Językiem pisarza, mianowicie Anto- 
niego Malczewskiego, zajął się E. Sta- 
churski, Regionalizmy kresowe w po- 
wieści poetyckiej Antoniego Malczew- 
skiego (s. 117-31). Z rękopisu «Marfu 
wynotował zjawiska językowe różne od 
ogólnopolskich i omówił je, grupując we- 
dług działów gramatyki. W zakresie fone- 
tyki najważniejsze jest częste występo- 
wanie o zamiast ó, np. upior, moj, wrooić, 
rowny, kwiatow (z drugiej strony dóm, 
ozuoióm, panóm) , dalej denazalizacja wy- 
głosowego -ą, widoczna w rymach typu 
lubo - zgubą, niemiękkie ś, np. pisownia 
smialy, spiew, mysleć, twarde n przed 
spółgłoskami, np. slonce, rantuohy, rż za- 
miast rz, np. brżegi, gorszki; w zakresie 
fleksji szerszy zakres -ów w dopełnia- 
czu 1. m., np. lioów, oczów, trosków, w cz. 
przeszłym formy z zaimkiem, np. ja od- 
dyohaJ, ozy (ty) zaoozył!; w składni 
np. orzecznik w narzędniku: Śmierć jego 
poprzedzoną była niepojętym ostrzeże- 
niem; w słowotwórstwie m. in. dużo 
zdrobnień, np. maszkarki, objażdżka, chlo- 
pię; w słownictwie rutenizmy, np. burjan, 
bodiak, sumaki, dumka, parość, szow- 
droty itd. 
Zawartość omówionego tomu jest, 
jak widać, urozmaicona, problematyka 
interesująca, rozwiązania przez autorów 
wypracowane - przekonujące. Co prawda, 
można by się spodziewać, że w zeszycie 
naukowym WSP znajdzie się jakiś artykuł 
z zakresu metodyki nauczania języka 
polskiego. Jest bowiem rzeczą niepoko- 
jącą, że w dobie powstawania coraz no- 
wych szkół nauczycielskich sprawami ję- 
zyka polskiego w szkole mało kto się nau- 
kowo zajmuje. Warto by o tym pamiętać 
przy planowaniu zeszytów naukowych 
uczelni pedagogicznych. 


Marian K1wala
		

/385_0001.djvu

			LIII 5 


JĘZYK POLSKI 


385 


Konferencja naukowa Międzynarodowej 
Komisji Budowy Gramatycmej Języ- 
ków Słowiańskich 


W dniach 1-3 XI 1972 odbyla się 
w Belgradzie konferencja naukowa Między- 
narodowej Komisji Bud owy Gramatycznej 
Języków Słowiańskich przy Międzynaro- 
dowym Komitecie Slawistów; brało w niej 
udział około 60 językoznawców z różnych 
slawistycznych ośrodków naukowych Buł- 
garii, Czechoslowacji, Jugosławii, NRD, 
Polski i ZSRR. Obrady poświęcone były 
omówieniu dwóch tematów: l) stosunku 
między semantycznymi i gramatycz- 
nymi właściwościami wyrazu, 2) spo- 
sobów opracowywania gramatyk opi- 
sowych języków słowiańskich. Podczas 
konferencji wygłoszono 20 referatów, 
z których 11 dotyczyło pierwszego te- 
matu (pierwszy dzień obrad), a 9 - dru- 
giego tematu (drugi dzień obrad). W trze- 
cim dniu obrad kontynuowano dyskusję 
nad obydwoma tematami. 
Referaty dotyczące pierwszego te- 
matu wygłosili: J. Mistrik (Bratysława): 
Udział w wypowiedzi gramatycznego i le- 
ksykalnego składnika wyrazu, J. K 0- 
rensky (Praga): Uwagi o stosunkach 
systemowych i funkcjonalnych między 
semantyką i gramatyką jezyka natural- 
nego, A. E. Michniewicz (Mińsk): Struk- 
tura zdania a wtórne funkcje znaczeń 
leksykalnych, M. Grepl (Brno): Seman- 
tyczne uwarunkowania realizacji struk- 
tur zdaniowych, M. Ivić (Nowy Sad): 
'O niektórych konstrukcjach syntaktycz- 
hych z kwantyfikatorem w literackim 
języku serbsko-chorwackim, K. Pi sar- 
kowa (Kraków): Leksykalne sygnały 
segJnentacji tekstu mówionego (w ję- 
zyku polskim), R. Ruzioka (Lipsk): 
Współzależności między semantycznymi 
i gramatycznymi właściwościami za- 
i.nlków nieokreślonych, S. I wanczew 
(Sofia): Funkcjonalno-semantyczna ana- 
liza zaimków osobowych z punktu wi- 
dzenia teorii akt,ualnego' rozc?,łonkowania 


Kronika 


zdania, J. Toporisio (Lublana): Części 
mowy języka słoweńskiego, B, Korubin 
(Skopje): Nie1ł:t6re wypadki semantycznej 
dyferencjacji form liczby mnogiej w ję- 
zyku macedońskim, H. Faska (Bu- 
dziszyn): O funkcji ekspresywnej spój- 
ników kopulatywnych w językach łu- 
życkich (referat opracowany przez F. Mi- 
chałka). 
Dyskusja nad tymi referatami kon- 
centrowała się wokół problematyki sto- 
sunku między strukturą gramatyczną i se- 
mantyczną typów zdaniowych oraz me- 
tod ustalania syntaktycznie relewantnych 
cech semantycznych poszczególnych klas 
wyrazowych. Centralne miejsce w dy- 
skusji zajęły m. in. zagadnienia: aktual- 
nego rozczłonkowania zdania, zakresu 
możliwości stosowania reguł transfor- 
macyjnych w opisie języka naturalnego, 
opisu niektórych kategorii gramatycz- 
nych (problemy kwantyfikacji i określo- 
ności), interpretacji semantyczno-syn- 
taktycznej czasowników, zaimków i li. 
czebników. 
Referaty dotyczące drugiego tematu 
wygłosili: M. Stevanović (Belgrad): 
Przedmiot składni w gramatyce opi- 
sowej (normatywnej), Z. Topolińska 
(Warszawa): Metody opisu problematyki 
składniowej w' nowej gramatyce opi- 
sowej języka polskiego, R. Laskowski 
(Kraków): Morfologia w gramatyce 
współczesnego języka polskiego, M. Gro- 
chowski (Warszawa): Syntaktyczne 
a semantyczne składniki zdania (w świetle 
analizy polskiej frazy nominalnej), L. An- 
drejczin (Sofia): Klasyfikacja morfolo- 
giczna czasowników bułgarskich, J. R u- 
tioka (Bratysława): Dynamiczność 
systemu języka w przekroju synchronicz- 
nym, M. Pavlović (Belgrad): O nieroz- 
dzielności morfologii i składni, R. R u- 
zioka (Lipsk): Podstawy koncepcji gra- 
matyki opisowej języków słowiańskich, 
F. Miko (Koszyce): Metoda generatywna 
a analiza strukturalna w opisie zdania. 
Dyskusja nad drugim tematem poświę- 
25
		

/386_0001.djvu

			386 


JĘZYK POLSKI 


LIIt5 


cona była głównie zagadnieniom: opisu 
systemów syntaktycznych języków sło- 
wiańskich, wzajemnego stosunku morfo- 
logii i składni (m. in. w świetle koncepcji 
semantycznych), koncepcji gramatyki. 
Referaty polskie wywołały żywą i po- 
zytywną dyskusję. 
Obrady podsumował przewodniczący 
komisji B. Havranek, składając na ręce 
M. Stefanovicia podziękowania organiza- 
torom konferencji. Serbska Akademia 
Nauk, która patronowała sesji, zapew- 
niła druk materiałów z konferencji w for- 
mie osobnej księgi. 
Następna sesja naukowa komisji 
odbędzie się w Moskwie w dniach 23- 
25 V 1973 r., a przedmiotem obrad będą 
problemy: a) koncepcji i metod opraco- 
wywaniagramatyk opisowych (kon- 
tynuacja dyakusji belgradzkiej), b) szyku 
wyrazów w związku z interpretacją struk- 
tury zdania. W roku 1974 w Lipsku na 
kolejnej konferencji delegacje czterech 
lingwistycznych ośrodków naukowych 
'(w tym delegacja polska) przedstawią 
proj
ty opisowych gramatyk języków 
słowiańskich. Drugim tematem lipskiej 
konferencji będzie kondensacja syntak- 
tyczna. Gotowość współpracy z ośrod- 
kiem polskim wyrazili M. Ivić i A. E.Mich- 
niewioz. 


Warszawa 


Maciej Groohowski 


Konferencja poświęcona strukturze 
tekstu 


Pracownia Poetyki Teoretycznej 
i Języka Literackiego Instytutu Badań 
Literackich PAN zorganizowała w dniach 
25-27 października 1972 r. konferencję 
poświęconą strukturze tekstu. Konfe- 
rencja skupiła w "\Varszawie teoretyków 
literatury i językoznawców z Czechosło- 
wacji, Związku Radzieckiego oraz Kra- 
kowa, Lublina, Torunia, Wrocławia 
i Warszawy, zainteresowanych problema- 
tyką spójności tekstu oraz wszelkimi 


aspektami semantycznymi jego struk- 
tury. 
Referat pt. Stosunek między tema- 
tyczną a semantyczną strukturą tekstu 
wygłosił F. Danes. Jego odczyt rozwinął 
teorię V. Mathesiusa z czeskiej szkoły 
strukturalnej. Teoria ta głosi dwuczło- 
nową strukturę zdań włączonych w tekst; 
zdanie dzieli się mianowicie na temat - 
to, o czym się mówi, oraz remat - część 
orzekającą o temacie, wnoszącą nową 
informację. Człony te mogą być zidenty- 
fikowane jedynie w obrębie tekstu; są 
różne od podmiotu i orzeczenia, wydzie- 
lanych na podstawie formalno-znaczenio- 
wej.. Podział taki nazywany jest aktual- 
nym rozczłonkowaniem wypowiedzi lub 
perspektywą funkcjonalną zdania. Re- 
ferent omówił różne typy powiązań 
międzyzdaniowych w oparciu o powyższe 
rozróżnienia. 
Tematykę tę podjął oraz wskazał na jej 
swoiste komplikacje w obrębie tekstu 
poetyckiego (poezja Bfeziny) M. Cer- 
venka. W referacie pt. Uwagi o .dyna- 
mice tematycznej
 na materiale czeskich 
utworów poetyckich, autor zwrócił uwagę 
na odmienne podstawy koherencji w teks- 
tach lirycznych, gdzie spójność wypo- 
wiedzi opiera się często na prawidłowoś- 
ciach kojarzenia, przeżywania oraz 
jednorazowych, niekonwencjonalnych 
związkach tematycznych. Stąd ko- 
nieczność aktywnego udziału czytelnika 
w odtwarzaniu więzi tematycznej utworu. 
Zjawisko narastania treści w oparciu 
o dwuczłonową strukturę zdania, podej- 
mującą tematyczne lub rematyczne ele- 
menty poprzedzającego tekstu, referent 
nazwał dynamiką tematyczną; pokazał 
różne jej realizacje w badanych utworach 
poetyckich. 
Rozczłonkowanie treściowe tekstu 
poetyckiego i jego relacje do formy 
wierszowej przedstawiła M. Lekomcewa 
w odczycie pt. Niektóre obserwacje do- 
tyczące semantycznej struktury tekstu 
poetyckiego (referat odczytano w za- 
stępstwie nieobecnej autorki). Autorka
		

/387_0001.djvu

			LIII l) 


JĘZYK POLSKI 


387 


wypracowała metodę skróconego (od- 
notowującego relacje międzyelementowe, 
a nie elementy same) zapisu przy pomocy 
symboli graficznych. 
J. Sambor w referacie pt. Z zagadnień 
semantyki derywatów rzadkich przed- 
stawiła wyniki badań statystyczno- 
semantyeznych współczesnej publicy- 
styki. Autorkę interesowała zależność 
polisemii formacji na -ość od frekwencji. 
W ramach wysokiej frekwencji derywaty 
te wykazują wieloznaezność; badane zna- 
czenia kategorialne obejmują następu- 
jące typy znaczeniowe: nomen essendi 
(bycie jakimś), nomen actionis (to, że 
ktoś czyni) oraz rzadziej występujące 
znaczenio podmiotowe i nomen attri- 
butiV1llll (coś jakiegoś) jako nosiciel cechy. 
W pasmach o niskiej frekwencji dery- 
waty wykazują przeważnie znaczenie pod- 
stawowe, są jednoznaczne. 
Semantyczne podstawy zmian ro- 
dzaju gramatycznego w polszczyźnie 
XVI wieku - to tytuł referatu M. Karp- 
lukówny. W oparciu o materiał Słownika 
polszczyzny XVI wieku referentka omó- 
wiła zmiany rodzaju gramatycznego wy- 
razów pod wplywem ich rodzaju natu- 
ralnego oraz, w wypadku słów o rodzaju 
konwencjonalnyxn, pod wpływem różnych 
czynników systemowych; omówiono 
wpływ synonimii, antonimów, hipero- 
nimów - nazw klasy nadrzędnej, homo- 
nimów, przyczyny formalno-znaczeniowe 
i fonetyczne powodujące przeklasyfiko- 
wanie rodzajowe wyrazów zapożyczo- 
nych. 
R. Grzegorczykowa mówiła o Se- 
mantyce przysłówków temporalnych. 
Referentka przedstawiła pięć sposobów 
wyznaczania momentu czasowego (wy- 
liczone tu klasy należą łącznie do'kate- 
gorii wyrażeń ściśle temporalnych): 
l) przez odniesienie do innej czynności 
sprooyzowanej czasowo, 2) przez nazwa- 
nie okresu czasu, np. rok 1972, godzina 10, 
3) przez zrelacjonowanie danego momentu 
do momentu mówienia, 4) - do wyzna- 
czonego momentu znanego rozmówcom, 


5) - do momentu będącego normalnym, 
przewidywanym czasem zajścia jakiejś 
czynności lub stanu. Omówiono szcze- 
gółowo wyrażenia należące do trzech 
ostatnich klas. 
Propozycje eksplikacji (czyli parafraz 
przy użyciu elementów semantycznych 
maksymalnie zbliżonych do elementar- 
nych jednostek znaczeniowych) nazw 
części ciała ludzi i zwierząt, substaitcji 
cielesnych i czynności fizjologicznych 
przedstawiła A. Wierzbicka w refe- 
racie O błędnych kołach w eksplikacji nie- 
których wyrazów. Dążeniem autorki było. 
zbudować taki system definicji seman- 
tycznych, w którym wyeliminowana zo- 
stanie cyrkularność, częsta cecha de- 
finicji słownikowych. 
Obserwacje dotyczące eliminacji 
niektórych określeń czasownika w kolej. 
nych zdaniach tekstu przedstawił 
Z. Saloni w referacie O możliwościach 
elipsy określenia czasownika w polskim 
tekście wielozdaniowym. Możliwości te 
są różne w zależności od rodzaju określe- 
nia (najłatwiej redukcji podlega podmiot), 
od jakości sąsiedniego zdania (maksy. 
maIna eliminacja określeń zachodzi w od- 
powiedziach na pytania alternatywne: 
«Czy... h), od stylu wypowiedzi (najlicz- 
niejsze elipsy występują w stylu po. 
tocznyxn). 
Skomplikowaną sytuację w zakresie 
spójności pieśni ludowej przedstawił 
J. Bartmiński w referacie pt. O spój. 
n
ści pieśni ludowej. Wskazał na. konta- 
minacyjny charakter wielu tekstów folklo- 
rystycznych należących do tego ga- 
tunku, na plynny status tekstowych 
utworów będących zlepkiem formuł wy- 
stępujących w różnych konfiguracjach 
w wielu tekstach. Koherencja tekstu 
pieśni ludowej jest często oparta je. 
dynie na wyznacznikach sytuacyjnych; 
w trakcie łączenia fragmentów w całość 
zachodzi wprawdzie przefonnułowanie za. 
równo w planie semantycznym, jak i for- 
malnym, w wielu jednak pieśniach za- 
chowane są ślady dołączeń wyrażające się 


25*
		

/388_0001.djvu

			388 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


niespójnością sąsiednich fragmentów, bę- 
dące rezultatem ich szczególnego powsta. 
wania. 
K. Pisarkowa w referacie: O spój- 
ności "tekstu mówionego, przedstawiła wy- 
niki badań rozmów telefonicznych w za- 
kresie wyrażeń wyznaczających punkty 
graniczne kontaktu językowego (nawią- 
zujące kontakt i kończące), służące 
podtrzymaniu napięcia komunikacji. 
potwierdzające odbiór i segmentujące 
tekst. Ciekawą klasę stanowią wyrażenia 
nadawane przez mówiącego w zastępstwie 
odbiorcy - o charakterze potwierdza- 
jąco-aprobującym; referentka nazwała je 
sygnałami fatycznymi symulowanymi. 
Wszystkie wymienione zwroty stoją na 
innej płaszczyźnie tekstowej niż sama 
wypowiedź przedmiotowa. Stąd teza 
autorki o polifoniczności badanych teks- 
tów. 
O pewnych typach zakończeń bajki 
zwierzęcej mówiła T. Dobrzyńska, re- 
ferując badania nienarracyjnych fragmen- 
tów końoowych przekładów bajek 
La Ęontaine'a. Materiał ten stanowił 
egzemplifikację dla ogólniejszych tez 
autorki dotyczących problemu wyzna- 
'czania granicy tekstu - delimitowania. 
Postulowała ona badania w zakresie 
funkcjonalnej tożsamości różnego typu 
wyrażeń związanych z granicznymi 
miejscami tekstu, ujawnienie ich uwa- 
runkowań kontekstowych, związku z po- 
szczególnymi rodzajami i gatunkami, 
zbadanie fakultatywności ich wyboru 
w tekstach określonego typu, prześle- 
dzenie ich współwystępowania w postaci 
"wiązki znakowej, opracowanie opozycji 
delimitatorów początku i końca tekstu. 
L. Pszczołowska - w referacie Me- 
tafory dźwiękowe w poezji i ich moty- 
wacja - podjęła polemikę ze stanowiskami 
widzącymi w onomatopejach czy innych, 
innego typu powtórzeniach dźwiękowych, 
będących aluzją do nieakustycznych wra. 
żeń zmysłowych - motywowane, natu- 
ralne znaki. Referentka wykazała, że 
nadbudowane znaczenie, którego wy- 
kładnikiero jest aliteracja (powtórze
:lie 


głosek) opiera się na konwencjonalnym 
znaczeniu wyrazów objętych tym powtó- 
rzeniem. Zjawisko wtórnej semantyzacji 
tego typu nazwała metaforą dźwiękową. 
Referat B. Uspienskiego: Imię- 
mit - kultura, wprowadzał problematykę 
semiologii kultury oraz przedstawiał za- 
stosowanie pojęć językoznawczych do 
badań kulturowych, wypracowane w ra- 
dzieckiej szkole semiologicznej. Autor za- 
jął się istotą myśJcnia mitologicznego 
(rozumianego jako zasada mitologiczności, 
a nie mit jako tekst). Charakterystyka 
mitologiczności przebiegała w opozycji do 
języka naturalnego. 'Wspólne obu struk- 
turom jest operowanie nazwą własną, 
przy czym w myśleniu mitologicznym 
funkcjonuje ona nie jako konwencjonalna 
etykieta rozpoznawcza I'zeczy, lecz jako 
jej atrybut, określający rzecz samą i mo- 
tywowany przez tę rzecz. :Miejsce zdań 
języka naturalnego zajmują w ujęciach 
mitologicznych wyrażenia utożsamiające 
rzeczy z rzeczami. Inny też jest status 
pojęc przestrzennych i czasowych. Szcze- 
gólna struktura tego myślenia wyklucza 
również ujęcia metaforyczne. 
l\1. R. l\Iayenowa - w referacie zamy- 
kającym konferencję: Problem spój- 
ności tekstu jako zagadnienie poetyki - 
wskazała na donioslość badań spójnoś- 
ciowych dla lingwistycznie zorientowanej 
poetyki, pragnącej uchw-ycić pełną zna- 
kową wartość tekstu literackiego. Refe- 
rentka polmzała zmienny spójnościowy 
status tekstu na przykładzie niespójnego 
ciągu zdań, który staje się tekstem kohe- 
rentnym dzięki włączeniu go w szerszy 
kontekst jako znaku ikonicznego - <	
			

/389_0001.djvu

			LUI5 


JĘZYK POLSKI 


389 


jest też posżukiwanie 
zasady konstytuującej 


wych. Możliwe 
na tej drodze 
tekst liryczny. 
, Referaty wzbudziły żywą dyskusję; zo- 
staną one opublikowane w 1973 r. w Osso- 


lineum w tomie zbiorowym: Tekst i ję- 
z
k, problemy semantyczne, redagowa- 
nym przez M. R. :Mayenowa. 


, 'Warszawa 


Teresa Dobrzyńska 


Ze zjawisk współczesnego języka 


o zwrocie mieć miejsce 
Posługiwanie siQ zwrotom mieć 1łHe)SCe 
w znaczeniu 'odbyć się, zdarzyć się, wy- 
darzyć się, zajŚĆ' wywołuje pewne za- 
strzeżenia. Potępia je jD,ko niepoprawne 
S. Słoński 1), M. Kniagininowa 2) oraz 
(,Poradnik językowy'> M. Kniagininowej 
i \V. Pisarka 3). W 20. zeszycie Języko- 
znawcy poświęciła mu cały artykuł 
M. Polańska 4), zwracając głównie uwagę na 
to, jak ten zwrot wypiera z jQzyka inne 
prostsze, wyrazistsze i mniej ogólnikowe 
określenia. 
Zwrot m'ieć miejsce rzeczywiście zrobił 
niebywałą karierę w polszczyźnie, co 
autorka wykazuje na przytoczonych 
przykładach, chciałbym tu jednak za- 
stanowić się nad tym, czy - jak sugeruje 
Polańska powołując się na wymienio- 
nych wyżej autorów - 1. jest on germa- 
nizmem, 2. jest obcy językowi polskiemu, 
3. można go zastąpić innym wyra:;;eniem. 
1. Jeśli nawet przyjmiemy, że rzadsze 
niem. statthaben to po polsku mieć miejsce 
(częstsze, zwykłe w jęz. niem. stattJindcn 
z Jinden 'znajdować; uważać' jako pod- 
stawa kalki tu chyba w ogóle nie wchodzi 
w grę), trudno nie zauważyć, iż zwrot ten 
jest znany wielu innym językom europej- 
skim. Z ogólnie dostępnych słowników 
obcojęzyczn o-polskich i obcojęzyczno- 
1) S. Słoński, Słownik polskich błędów 
językowych, Kraków 1947, s. 92; 
por. jednak bardzo krytyczną ocenę tej 
książki przez Z. Klemensiewicza, 
JP XXIX, 1949, s. 173-82. 
2) W artykule pt. Struktury opisowe- 
znamienna cecha stylu dziennikarskiego, 
JP XLIII, 1963, s. 151. 

 S) Kraków 1965, s. 151. 
') Mieć miejsoe - przykład paupery- 
zacji frazęologicznej, Językoznawca. 
Studenckie ogólnopolskie pismo języ- 
koznawcze XX, Lublin 1969. s. 18-23. 


rosyjskich zebrałem następujący ma- 
teriał: 
sch
rw. od XVII w. imati mjesło 
'być, znajdować się, zdarzać się', 
ros. imiet' miesto 'zdarzyć się', ukr. kan- 
celaryjne maty misce 'bywać, zdarzać 
się', ang. to take place 'zdarzyć się, wy- 
darzyć się, mieć miejsce', szwedz. aga 
rum 'zdarzyć się, mieć miejsce', holend. 
plaats hebben 'mieć miejsce, zdarzać się, 
zachodzić', franc. avoir Ueu 'mieć 
miejsce, odbyć się, zdarzyć się', 
wł. aver luogo 'mieć miejsce, odbyć się, 
zdarzyć się', hiszp. tener lugar 'zdarzyć 
się', rum. a avea loc 'dziać się, zdarzyć się'. 
Wolno chyba już na podstawie tego 
zestawienia przyjąć, że jest to wyrażenie 
og6!noeuropejskie (podobnie jak np. być 
w stanie 1): im Stande sein, estar en estado, 
etre en etat, byt' 10 sostojanii) i zapewne 
istniejące w innych jeszcze językach. Za 
europeizm uważał też zwrot mieć miejsce 
Poradnik Językowy z r. 1936/37 na s. 12? 
w notatce podpisanej S. S. Przemawia 
również za tym jego funkcjonowanie 
w łacinie klasycznej, na co dowodem 
jest cytat z Cyeerona: «nullum miseri- 
cordiae locum habuerunt!> 0). O tym, jaką 
1) I ten zwrot bywa uważany za germa- 
nizm, por. M. Smogorzewski, Potknięcia, 
szablony i partactwo, PorJ 1970, B. 395. 
Pozytywna ogólna opinia prof. W. Do- 
roszewskiego o tym artykuliku, tamże na 
s. 398, pozwala przyjąć, że podziela on 
pogląd autora. Warto z tym porównać 
odmienne zdanie J. Rozwadowskiego 
(JP IV, 1919, s. 64), oraz przytoczyć jego 
wypowiedź: «Nie trzeba się zbyt spieszyć 
z piętnowaniem jakiegoś zwrotu jako 
germanizmu czy innego -izmu, bo wszyst- 
kie języki europejskie posiadają wspólny 
i duży zasób charakterystycznych wyra- 
żeń
 (JP I, 1913, s. 294). 
0) Prawie dosłownie: 'miłosierdzie nie 
mialo miejsca'. Cytuję za słownikiem 
Georgesa (K. E. Georges, Ausfiihrliches 
lateinisch-deutsches Handworterbuch..., 
Bd. 2, Leipzig 1880, s. v. locus), gdzie
		

/390_0001.djvu

			390 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 


drogą ten europeizm przywędrował do ję- 
zyka polskiego, będzie jeszcze mowa. 
2. Słownik języka polskiego pod 
red. W. Doroszewskiego interesujący nas 
zwrot. notuje dwukrotnie: 
s. v. mieć, t.. IV, s. 628: 2'!ieć 'lłbiejsce 
(gdzie, kiedy) 'istnieć, dziać się (gdzie, 
kicdy)': Mial miejsce wczoraj maleńki 
pożarek (Uniłowski, Człowiek w oknie 
218). Rada wojenna istotnie miala 
mi.ejsce i wojewoda poznański na niej 
prezydował (Sienkiewicz, Potop I 171). 
Pogarda ku niewiastom i ich upodlenie, 
zdaje się, iż t.ylko w czasach najdaw- 
niej szych 1 i zupełnie barbarzYliskich 
mialo miejsce (Mickiewicz, Grażyna 64). 
s. v. miejsce, t. IV, s. 638: Coś ma, 
miewa miejsce 'coś się zdarza, zachodzi, 
odbywa': Badanie ustaliło, że ten za- 
mach samobójczy mial miejsce po 
północy (Żeromski, Uroda życia 196). 
Snuli z fant.azji powieści, które wcale 
miejsca nie miały. (Kornel Zielonka, 
Wspomnienia z powstania 1863 roku 
i życia na wygnaniu w Syberii, Lwów 
1913, 139). b. przestarz. To nie ma 
miejsca 'to się nie powinno zdarzyć'. 
Są to z pewnością tylko przykłady 
wybrane, jak na to wskazuje choćby 
Sło
ik języka Adama Mickiewicza, gdzie 
na s. 299 t. IV czytamy: 
mieć miejsce = zachodzić (10): rzec 
można, iż takie [00'] igrzyska, w staro- 
żytności nawet po czas
),Ch Trojań. 
skich miejsca nie miały. Jag 607-8; 
ambicja dziecinna nie ma tu miejsca 
PisFi1 8 100-1; dlaczego rozprawy 
obszerne z jednej gałęzi nauk miejsca 
tu mieć nie mogą. PisFil 20 63-4; wątpić 
nie powinieneś, że ambicja nigdy miejsca 
w sercach naszych nie miala Ll 37; po- 
garda ku niewiastom i ich upodlenie 
zdaje się iż tylko w czasach najdawniej- 
szych [...] mialo miejsce. GPrzyp 1086; 
obiad zapowiedziany na sobotę miejsca 
mieć nie może Ll 389; Tu mają miejsce 
opisy naszych lasów, dróg, miast, do- 
omów Wezwanie 58-9; rozrządzenie 
tymi funduszami nie może [...] mieć 
miejsca bez upoważnienia jenerała 
Rybińskiego La 303; wyraz [00'] nie 
znajdujący się w modlitwie kościelnej 
łacińskiej, który przet.o nie mógł mieć 
miejsca w oryginale PiśJ\l[aciej 52-4; 
Te ułatwienia od trzeoh przeszło mie. 
sięcy już nie mają miejsca La 523. 
znaczenie niemieckie podano 'es fand 
kein Mitleiden mit ihnen statt', a samego 
zwrotu locum habcre - 'stattfinden'. 


Trzeba zatem przyjąć, że co najmniej 
od Mickiewicza zwrot ten w podanym 
znaczeniu jest w polszczyźnie zadolIlo-: 
wiony. 
Słownik poprawnej polszczyzny Szo- 
bera (wyd. 5, s. 276a) notuje zwrot mieć 
miejsce. w znaczeniu 'odbywać się, zacho. 
dzić, zdarzać się, występować' - i nie daje 
żadnej uwagi co do jego ewentualnej nie- 
< i 
poprawności. 
W Słowniku warszawskim (t. II, 
s. 948--;-9) pod hasłem mieć na mieć miejsce 
w znaczeniu 'przyjść do skutku, istnieć, 
zajść, odbywać się, zdarzyć się, wydarzyć 
się' jest 10 różnych przykładów (m. in. wy- 
żej wspomniany z Mickiewiczowskiej 
Grażyny, z Odyńca, Antoniego Małeckiego, 
Leonarda Sowińskiego, Aleksandra Ty- 
szyńskiegtJ - wszyscy albo pochodzący 
z kresów wschodnich, albo swym życiem 
i działalnością silnie z nimi związani), 
wszystkie oznaczone wykrzyknikiem jako 
takie, których unikać należy. Pod hasłem 
miejsce zwrot mieć miejsce w znacz. 'zda- 
rzać się itp.' jest oznaczony wykrzykni- 
kiem, ale w znacz. 'być uwzględnianym, 
branym w rachubę; coś znaczyć, popła- 
cać; godzić się, być na miejscu, być możli- 
wym' jest 8 różnych przykładów z XVI, 
XVII i XVIIIw. 
Wyłącznie te znaczenia ma Linde i Słow- 
nik Paska: 
a) 'być uwzględnianym, branym w ra- 
chubę': Płacze żałości, ciężkie narze- 
kania, :Miejsca nie mają u niej, ni słu- 
chania (pastor Fido w tłum. S. H. Lu- 
bomirskiego XVII w.); Na ostatek, 
kiedy już żadne nie miały miejsca' 
perswazyj e i prośby, rzecze tenże Ozga... 
(J. Ch. Pasek 227v.; Słownik Paska 
417 - XVII w.); 
b) 'coś znaczyć, popłacać': Cnota 
wszędy ma miejsce; Cnota, pokora,. ni. e 
ma miejsca u dwora (Arnulf Żeglioki, 
Adagia 1751); 
c) 'godzić się, być możliwym', do- 
puszczalnym': Siła rzeczy prawo do- 
puszcza, które by same w sobie miejsca 
mieć nie miały (Szczerbic, Specul um 
SaxonulIl... 1581). 
N a to ostatnie znaczenie przytacza teź,'< 
Słownik staropolski (t.. 4, s. 222a, w.46) 
cytat z Kodeksu Świętosława (II pot
		

/391_0001.djvu

			LI1I5 


JĘZYK POLSJtI 


391 


XV w.): d'odług świętych praw miano- 
wania zachoćce w grzeBzech nie '1Iw, 

ieśćoa», będący tłm:naczeniem łacińBkiego 
non vendioat sibi locum 'nie zdobywa, 
nie zyskuje sobie miej Bca' , a więc tłuma- 
c
eniem nie dosłownym, zwykłym przy 
mechanicznych ..kalkach, i określa zna- 
czenie zwrotu «mieć miejsce, zYBkować 
miejsce» jako 'być możliwym, dopuszczal- 
nym, fieri posBe' l). 
Z powyższych faktów wypływa 
wniosek następujący: zwrot mieć miejsce 
znany jest polBzczyźnie od 'bardzo dawna. 
W dzisiejszym znaczeniu 'zdarzyć się itp: 
. zwrot ten występuje od początku XIX w. 
i Słownik warszawski notuje go u autorów 
Związanych z kresami wschodnimi. 
.reśli nawet pierwotnie był on w tym zna- 
c
eniu polszczyźnie obcy (por. wykrzyk- 
nilri w SW) i bezpośrednio dostał się do 
niej z języka rosyjskiego t) (Mickiewicz, 
kresy wschodnie,. pisarze z zaboru rosyj- 
skiego), używali go nie byle jacy pi- 
sarze (Sienkiewicz, Żeromski), a dziś jest 
w powszecbnym użyciu a). 


, l) Warto tu wspomnieć, że w klasycznej, 
łacinie, zwrotu locum habere używano 
też w podobnym znaczeniu: 'być w zwy- 
czaj
', oraz że ścisły odpowiednik zna- 
czemowy przytoczonego przykładu 
sta
opolskiego mieć miejsce znajdujemy 
w Języku bułgarskim, gdzie ima miasto 
'może, jest możliwe' i niama miasto 'nie 
należy, nie godzi się, nie przystoi'. Por. też 
słowackie ty tu nemas '1!łiesta 'nepatris sem' 
:nie pasujesz tu, nie przynależysz tu, nie 
Jesteś tu na swoim miejscu'. 
I) Słowar' 80wriemiennogo russkogo 
litieraturnogo jazyka wyd. przez AN SSSR, 
ob?jmujący materiał z XIX-XX w., po. 
daje (t. V, Moskwa 1956, sz. 299) naj- 
starszy cytat z Lermontowa: W poria- 
do?z
0Il!- o bszczestwie i w poriadooznoj 

gIe Jawuaja bran' nie możet imiet' 
!»,
esto (W przyzwoitym społeczeństwie 
I',,!,. przyzwoitoj książce nie mogą mieć 
'HIAe:Jsca Jawne obelgi). Dla wcześniejszego 
okres
 brak; dokumentacji. Może zresztą 
w pOJ3;W1emu się tego zwrotu w j. ros. 

 także w polBkim) odegTał jakąś rolę 

llny przecież pod koniec XVIII w. wpływ 
Języka francuskiego. 
a). M: i
. J;losługuje się nim tak świetny. 
stylista, Jakim jest prof. dr W. Taszyoki, 
/który w .rP LII, 1972, s. 16/17 pi!'
e: 

o wcieleniu Krakowa w granice Austrii... 


Wyraźnie dająca się zauważyć prężność 
tego zwrotu i ogarnianie przezeń coraz 
szerszych kręgów znaczeniowych w okre- 
sie międzywojennym osiągnęły szczególne 
natężenie po drugiej wojnie światowej, 
i to zwłaszcza w języku prasy i radia. 
Choć zwrot ten jest znanym powszechnie 
europeizmem, jego nadspodziewaną ka- 
rierę w języku polskim tłumaczyć należy 
wpływem języka rosyjskiego, który od- 
grywa znaczną rolę w kształtowaniu się" 
języka informacji praBowej, a przez jej 
powszechnoM oddziaływa silnie na język 
ogólny. 
3. M. Polańskiej nie można odmówić 
słuszności, kiedy przytaczając przykłady 
na niepotrzebne i nieporadne użyoie oma- 
wianego zwrotu twierdzi, że w wielu wy- 
padkach zwrot ten nie powinien być 
użyty. Np. zamiast Stwierdzono, że mialo 
,'1!/'iejsce nieupj'zejme zaohowanie si
 kon- 
duktorów - byłoby oozywi
cie lepiej: , 
konduktorzy zachowaU si
 nieuprzejmie. 
Z drugiej jednak strony zwrot mieć. 
miejsce jako znaczeniowo ogólniejszy i szer- 
szy nie zawsze da się bez zmiany treśąi 
zastąpić konkretnym czasownikiem. 
Przede wszystkim dlatego, że należy 
do innej warstwy stylistycznej języka, 
może więc dziwić czy nawet razić w bar- 
dziej konkretnym stylu potocznym, na- 
tomiast w bardziej ogólnikowym zwykle 
stylu oficjalnym, urzędowym czy uro- 
czystym często okazuje się bardzo 
poręczny. 
Ponadto w moim odczuciu, a wydaje 
mi się, że nie jestem w tym odozuciu 
odosobniony, 00 innego znaczy pomr wy- 
buohl, a co innego pożar mial miejsce; 
zmieniły się warunki pracy, a mialy 
miejsce zmiany warunków pracy; a naw,et 
zdarzyl się wypadek, a wypadek. m
 
miejsM. W pierwszych przy
dach chodzI 
o jakiś moment, gdy w drugIch - li uży
 
cieDl mieć miejsce - odczuwamy wyr
-_ 
nie trwanie w czasie danego zdar.JJeJlla.
 
w pisDlach oficjalnych uż:ywan o jUż nazw:r 
Uniwersytet Krakowski.. Szkoda,.. te 
autorka... przytoez	
			

/392_0001.djvu

			392 


JĘZYK POLSKI 


LIII 5 . 


Przykładowo: zdanie pożar wybuchl mówi 
tylko o momencie rozpoczęcia się pożaru, 
gdy zdanIe pożar mial miejsce mówi też 
o tym, że pożar trwał jakiś czas i został 
ugaszony. 
Nie tylko więc nie jest zwrot mieć 
miejsce germanizmem, nie tylko nie 
jest obcy polszczyźnie, ale w dodatku jest 
wygodny dla wyrażenia bardziej ogólnej 
treści niż treŚĆ jakiegokolwiek z propono- 
wanych przez Polańską czasowników. 


Inna sprawa, że należy go używać z roz
 
sądkiem i umiarem, a świadczy o tym takie 
choćby zdanie z artykułu J. Hennelowej 
w Tygodniku Powszechnym z 12 9 1971 
(s. 1, szp. 5): «planowano... i programo- 
wano tak, jakby Sobór Watykański II 
w ogóle nie mial miejscw>, gdzie z pewnością 
wystarczyłoby napisać krócej, prościej 
i zrozumialej nie odbyl się. 


Kraków 


Waclaw Fedorotvioz 


Odpowiedzi Redakcji 


519. P. Jan Kościołek z Bytomia skie- 
rował do Prezesa Rady Ministrów list, 
), wzywający do powołania organu, który by 
) się zajął naprawą ortografii polskiej i oczy- 
szczeniem języka z obcych wJ,'azów. 
List ten przekazano naszej Redakcji. 
- Wyjaśniamy, że sprawami poru- 
szonymi w liście zajmuje się Komisja Kul- 
tury Języka przy Komitecie Językoznaw- 
stwa Polskiej Akademii Nauk. Prze- 
wodJ1iczącym tej Komisji jest prof. Wi- 
told Doroszewski. 


520. P. Jan Zagrodnik ze wsi Maszki 
(pow. Bełżyce) wystosował list do Kance- 
larii Rady Państwa, skarżąc się, że pi- 
sownia polska jest, jego zdaniem, trudniej- 
sza niż pismo klinowe, chińskie czy grec- 
, kie; konkretnie zaś autor listu proponuje 
usunąć odróżnianie w pisowni ch od h, 6 
od u, rz od ż i zastąpić, za wzorem rosyj- 
skim, pisownię sz, cz, szcz pojedynczymi 
literami. Również i ten list przekazano 
. naszej Redakcji. 


- Propozycje radykalnych zmian pi. 
sowni polskiej wysuwano już niejedno- 
krotnie, ale zawsze przy głębszym ro
a. 
żeniu sprawy okazywało się, że zmiany 
pociągałyby za sobą więcej nowych trud. 
ności niż ułatwień. 'Wprowadzanie no- 
wych znaków, np. za wzorem czeskim 8, Ć, 
powiększyłoby i tak już dużą liczbę liter 
ze znakami odróżniającymi: por. ś, ć 
(obok ż, ź, 11. itd.). Zastąpienie rz przez ż 
nie usunie wszystkich wehodzących. tu 
w rachubę trudności, bo przecież rz nie 
zawsze czytamy jako ż, często jako 8Z 
(przy, przez, trzy itd.; a w końcu wyrazu: 
piekarz, kurz itd.). Są też trudności z 6. 
Najmniej chyba z pisownią ch i h, ale i tu 
byłyby opory ze strony poważnej liczby 
Polaków ze wschodu, którzy odr6żniają 
dźwięczne h od bezdźwięcznego ch. Pro- 
pozycja pisania połączenia szcz jedną 
literą polega na niepoTozumieniu: są tu 
dwa fonemy, sz i cz, a więc zapisywanie ich 
jednym znakiem byłoby metodycznie 
nie uzasadnione. 


Dostrzeżony 


a. 289, w lewej szpalcie, w.
		

/393_0001.djvu

			Nowości z językoznawstwa polskiego 


Atlas językowy Kaszubszczyzny i dialektów sąsiednich. Opracowany przez 
Zespół Zakładu Słowianoznawstwa PAN pod kier. H. Popowskiej-Taborskiej. 
Zeszyt X. Cz. I: Mapy 451-500. Cz. II: Wykazy i komentarze do map 451-500. Wroc- 
ław. Ossolineum, 1973, s. 233+1 nlb. + mapy. 
Prace Językoznawcze. II. - Prace Naukowe Uniwersytetu Śląskiego w Ka- 
towicach nr 35. Katowice, UŚl., 1973, s. 142. 
Prace Językoznawcze. Travaux Linguistiques. II. Pod red. J. Zaleskiego.- 
Rocznik Naukowo-Dydaktyczny, z. 47. Kraków, Wydawnictwo Naukowe WSP, 1973. 
s. 216. 
Słownik języka Jana Chryzostoma Pa8ka. T. II: O-Ż. - Komitet Języko- 
znawstwa PAN. Wrocław, Ossolineum-PAN, 1973, s. 795+5 nlb. 
Słownik staropo18kich nazw osobowych. T. III, z. 3: Mar8zko - Mśurow- 
ski. Pod red. W. Taszyckiego. - Komitet Językoznawstwa PAN. Wrocław, 088oli. 
neum-:-PAN, 1973, s. 409-593+1 nlb. 
Sobierajski Zenon, Atlas polskich gwar spiskich na terenie Polski i Czecho- 
słowacji. III. - Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk. Wydz. Filol.-Filoz. Prace 
Komisji Językoznawczej. T. V, z. 3. Poznań, PTPN, s. 144 + tablice. 
Stieber Zdzisław, Zarys gramatyki porównawczej języków słowiańskich. Cz. II. 
Z' 2: Fleksja werbalna. Warszawa, PWN, 1973, s. 74. 
Taszycki Witold, Rozprawy i studia polonistyczne. T. V. Onomastyka i historia 
języka polskiego. Wrocław, OS8olineum-PAN, 1973, 8. 304. 
Tematyka językoznawcza w programach Międzynarodowych Zjazdów Slawi- 
stów (1929-1968). - Komitet Językoznaw8twa PAN. Wroclaw, 08solineum, 1973, 
s. 211 + l nlb. 


Nakładem T:MJP i Ossolineum ukazalo się następujące wydawnictwo: 


PRA WIDŁA POPRAWNEJ WYMOWY POLSKIEJ 


str. 32 


Opracowal Zenon Klemen8iewicz 
Wydanie szóste 


Cena 6,-zł 


Nakładem TMJP ukazalo się wydawnictwo 


Franciszek Sławski 


SŁOWNIK ETYMOLOGICZNY JĘZYKA POLSKIEGO 


str. 321-400 


Tom IV, zeszyt 4(19) (Lodnica--Łabędź) 


Cena 12,-zł 


Obie te pozycje są do nabycia w księgarniach, a także w administracji Towa. 
rzystwa po wpłaceniu ceny + porto na konto PKO -nr 4-9-221. . . 
Równocześnie przypominamy, że są do nabycia wcześniejsze zes
yty Słownika 
etymologicznego po 15 zł za zeszyt lub cale tomy oprawne: t. II (85 zł) l t. III (80 zł).
		

/394_0001.djvu

			Cena zł 10.
 


SPIS RZECZY zeszytu 5. rocznika Lm 


Str. 


W. Taszycki: Stefan Hrabec (z fotografią) ............ 321 
M. Gr'ochowski: Tekstowa realizacja semantycznego pojęcia narzędzia 324 
A. Pospiszylowa: Wyodrębnienie dowolnej części zdania W" oddzielne wy- 
powiedzenie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 330 
T. Ozarnecki: O formie tzw. trybu przypuszczającego we współczesnym 
języku polskim .................... 337 
W. Tłokiński: Z zagadnień leksykalizacji wyrażeń przyimkowych ze sta- 
nowiska grafematycznego . . . . . . . . . . . . . . . . 344 
W. Boryś: Kaszubskie skwiega 'szpara' ............. 349 
K. Herej-Szymańska: Pol
n,0 '; historii i dialektach języka pOls:fftego,. 
na tle ogólnosłoWlanskim . . . . '.' . . . . . . .. . .'"'853 
A. Bańkowski: O staropolskim toponimie Wąblany ........ 355 
M. Brzezinowa: Pisownia śródgłosowego ę u niektórych autorów XVII 
i XVIIIw. '. . . . . .' ............. 362 



, 
-:J 


K. Pisarkowa: Gło8 w dyskusji o odczytanie Epilogu Pana Tadeusza. . . . 365 
Z. Eurzowa: Podhalańskie na kirkak nieść, na kirki wziąć . . . . . . . . . 369 
M.1!zybistowa: Uwagi o poezji lingwistycznej (na marginesie wystąpienia naj- 
młodszej poezji polskiej w mie8ięczniku Poezja nr 12, r. 1971) 371 
Uwagi i dodatki do poprzednich artykułów: 
B. Havranek: Czy «Mit o panu Kowalskim
? . . . . . . . . . 4 3 1 5 
Recenzje i sprawozdania: 
Indeks a tergo do Słownika języka polskiego pod red. W. Doroszew- 
skiego, przez J. Safarewicza . . . . ... . . . . . . . . . 377 
H. Safarewiczowa, Polszczyzna XVIII wieku w podręczniku gra- 
matyki polskiej M. Siemiginowskiego, przez K. Pisarkową 378 
Prace Językoznawcze I, przez M. Kucałę . . . . 381 
Kronika: 
M. Grochowski: Konferencja naukowa Międzynarodowej Komisji 
Budowy Gramatycznej Języków Słowiańskich. . . . . . . . . 385 
T. Dobrzyńska: Konferencja poświęcona strukturze tek8tu .... . ,386 
Ze zjawisk współczesnego języka: 
W. Fedorowicz: O z\vrocie mieć miejsoe. . . . . . . . . 389 
Odpowiedzi Redakcji: 
519. O Komisji Kultury Języka, s. 392. - 520. Sprawa reformy orto- 
grafii, s. 392. 


n 


Indeks 36302 


T o W A R Z Y S T W O M l L o Ś N I K Ó W J Ę Z Y K A P o L S K I E G 0- KRA K Ó W 1973. 
Nakład 11 000+100 egz. _ Ark. wyd. 6,95 - Ark. drnk. 5. - Papier drnk. sat. kl. V. B 1. '10 (16). 
Oddano do skład. 23. VI. 1973. _ Podpisano do dl'Ukn 20. XI.l973. - Dl'Uk ukończono]w listopadzie 1973- 
Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskłego, Kraków, Czapskich ł. Zamówienie nr 5U/72 B- 13
		

/okl_1_0001.djvu

			JĘZYK POLSKI 


wychodzi w 5-arkuszowych zeszytach 5 razy rocznie 
(prócz za lipiec-sierpień) 
Redaktor: JAN SAFAREWICZ 
Komitet Redakcyjny: 
Ewa. Ostrowska, sekretarz naukowy 


Karol Dejna 
8zkiewicz 


(Łódź), Maria Dłuska, Marian Kucała, Władysław Kura- 
(Poznań), Antonina Obrębska-Jabłońska (Warszawa) 
, 
Krystyna Pisarkowa, Stanisław Rospond (Wrocław), Franciszek Sławski, 
Andrzej Siudut, Stanisław Urbańczyk 
Administracja Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego i Redakcja 
"Języka Polskiego": 31-113 Kraków, ul. Straszewskiego 27, II p. 


Zamówienia i przedpłaty na prenumeratę przyjmują urzędy pocztowe i listonosze. 
Poza tym prenumeratę zamawiać można w krakowskim oddziale "Ruchu" wpłacając 
przedpłatę na konto PKO 4-6--777 Przedsiębiorstwo Upowszechnienia Prasy i Książki 
RUCH Kraków, ul. Woroolla 6. 
Cena rocznej prenumeraty "Języka Polskiego" VI'"Ynosi zł 50.-. Termin zgłaszania 
przedpłat upływa 15 dnia miesiąca poprzedzającego. okre8 prenumeraty. Wszelkie re- 
klamacje dotyczące nieterminowej dostawy prenumerowanych czasopism, braków w do. 
stawie ilraz innych niedokładności należy wnosić wyłącznie do tej placówki pocztowej 
względnie listonosza, u którego zgłoszono zamówienie na prenumeratę czasopisma. 
Bezpośrednie zgłoszenie reklamacji w PPK "Ruch" lub administracji czasopisma po- 
woduje opóźnienie w załatwieniu reklamacji i jest przyczy.ną zbędnej korespondencji. 
Zażalenia w wypadku nienależytego załatwienia wniesionych reklamacji kierować na- 
leży do Geneł:alnej D,rTekcji PPK "Ruch", Warszawa, ul. Wilcza 46. 
Prenumeratę na zagranicę, która jest o 40% droższa, przyjmuje Biuro Kolpor- 
tażu Wydawnictw Zagranicznych RUCH, Warszawa, ul. Wronia 23, tel. 20-46-88, 
konto PKO 1-6--100024. 
Egzemplarze zeszytów archiwalnych można nabywaó w Przedsiębiorstwie 
Upowszechnienia Prasy i Książki RUCH w Krakowie, ul. Woroolla 6. konto PKO 
nr 4-6-777 oraz w administracji TMJP, Kraków, ul. Straszewskiego 27. 
Członkowie Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego otrzymują ;,Język Polski" 
z Administracji TMJP za pośrednictwem ;,Ruchu". W myśl statutu członkiem może 
być tylko osoba fizyczna, w8zelkie zakłady zaś i instytucje mogą byó tylko prenume- 
ratorami "Języka Polskiego". Aby zostać członkiem naszego Towarzystwa lub prze. 
dłużyć swoją przynależność członkowską na rok 1974, należy przekazaó na konto PKO 
4-9-221 Towarzystwo Miłośników Języka Polskiego, Kraków, ul. straszewskiego 27 
roczną wkładkę członkowską. Wynosi ona na 1974 rok zł 30.- (także dla studentóW' 
polonistyki zgłaszanych przez uniwersyteckie 8eminaria języka poI8kiego). Członkowie 
Towarzystwa otrzymują bezpłatnie - w myśl statutu - organ TMJP "Język Polski". 
Zgłoszenia na członków TMJP przyjmują prócz administracji Towarzystwa uni- 
wersyteckie seminaria języka polskiego oraz zarządy Kół terenowych Towarzystwa.
		

/okl_glow_0001.djvu

			URGAN TVWARZYSTWA 
MItOS
IIł\D\V J£Z\1Y\ F()tSKltGO 


- 
LIII 


LISTOP AD-GRUDZIEŃ 


5