/161_0001.djvu

			LXXXI MAJ-CZERWIEC 2001 
JĘZYK POLSKI 


ORGAN TOWARZYSTWA MIŁOŚNIKÓW JĘZYKA POLSKIEGO 
WYDAWANY Z ZASIŁKIEM KOMITETU BADAŃ NAUKOWYCH 


Edward Breza, Gdańsk 


Rzeczowniki abstrakcyjne w dostojnej tytulaturze 


Do napisania tego przyczynku do tematu ogólnego i godnego monografii skłoniła 
mnie tytulatura, z jaką zwracali się dostojnicy państwowi i biskupi do Ojca Świętego 
w czasie jego ostatniej (VII) pielgrzymki do Ojczyzny (5--17 VI 1999 r.). Już w czasie 
pielgrzymek odbywanych przez Papieża do Polski w okresie PRL-u, np. w r. 1979 i 1987 
zauważałem, że dostojnicy państwowi zawsze zwracali się do niego per Wasza Świąto- 
bliwość!, biskupi z reguły: Umiłowany Ojcze Święty! Dziennikarze mówili na ogół papież. 
W czasie ostatniej wizyty u biskupów zdecydowanie przeważała tytulatura: Umiłowany 
(rzadziej Ukochany) Ojcze Święty, niekiedy Wasza Świątobliwość, u dostojników państwo- 
wych górę brał ten drugi tytuł, dziennikarze (także świeccy) mówili z reguły o Ojcu Świętym. 
Rozważyć tu pragnę genezę tytułów pochodzących od abstrakcyjnych wyrazów 
pospolitych: świątobliwość, ekscelencja, eminencja, magnificencja, dawne miłość i inne, 
jak też ich użycie w apostrofie i poza nią. 
Ciekawić w ogóle może, jak wyrazy abstrakcyjne, nazywające cechy, jak miłość, 
wysokość, łaskawość, wspaniałość, hojność itp. wchodzą do tytulatury. Myślę, że można 
tu dostrzec 3 momenty: l) O człowieku orzeka się, że jest wielki, łaskawy, hojny, 
miłościwy itd., przypisuje mu się te cechy w formie stwierdzenia, podziękowania, 
podziwu czy pochlebstwa. Mówi się więc: jesteś wielki, cudowny, mądry, łaskawy, hojny. 
Można roboczo nazwać tę sytuację stopniem a t r y b u t Y w n Y m (z łac. attributum 
'przymiot'); 2) Nazywa się wspomnianą cechę w sposób abstrakcyjny: to jest twoja 
miłość, wielkość, łaskawość, dobroć, wspaniałość, moc, siła. Możemy tu mówić o stopniu 
k o m p a r a t y s t Y c z n y m: jesteś jak, por. Mickiewiczowskie: Litwo, ojczyzno moja, 
ty jesteś jak zdrowie; 3) Wreszcie następuje personifIkacja wspomnianych cech: ty jesteś 
miłość, dobroć, wielkość, wielkoduszność, hojność. Tu mielibyśmy do czynienia ze 
stopniem personifikacji. 
Etapy te można obserwować w tekstach religijnych (zwrotach do Boga, jego Matki 
i świętych) i literackich. Spośród licznych przytaczam: ze mszy św.: święty, święty, święty 
Pan Bóg zastępów I), z suplikacji: święty Boże, święty mocny, święty nieśmiertelny 2), 


I) Jest to hebraizm, jako że w jęz. hebrajskim stopień najwyższy przymiotnika wyraża się 
trzykrotnym wymienieniem stopnia równego. 
1) Tzw. treshagion, na Wschodzie triswiatoje, znane też z tzw. improperii, czyli wyrzutów, 
wypomnień: Hagios ho Theós, Sanctus Deus, Święty Boże; Hagios Ischyrós, Sanctus fortis, Święty 
m
cn
; Hagios Athłmatos, Sanctus immortalis, Święty nieśmiertelny, odmawianych w liturgii 
Wielkiego Piątku.
		

/162_0001.djvu

			162 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


w modlitewnikach często spotykamy: Boże, dobroci sama; Chryste, slodkości niewy- 
slowiona itd. Z literatury przywołać można: 


Ciebie na pomoc wzywam, o Miłości, 
Której z wieku używa świat dobrotliwości (J. Kochanowski, Gdzie teraz ono jabłko 
- fraszka). 
Duszo świata! Miłości! twe potężne ramię 
Włada ludźmi od pieluch do zawarcia powiek (F. Węiyk, Do 'poezji). 
Czas i laska boska 
To są doktory jedyne na smutki (K. Ujejski, Ptasie gniazdo). 
Wiełkości! komu nazwę tę przydano, 
Ten tęgich sił odżywia w sobie moce (S. Wyspiański, Kazimierz Wielki). 
Szczęśliwy, czyjej przewodniczką łodzi 
Cnota i Piękność, niebieskie siostrzyce! (A. Mickiewicz, Żeglarz). 


Stopień atrybutywny i personifikacyjny obserwować można dobrze na przykładzie 
imion kobiecych. Mamy itniona pozostające na stopniu atrybutywnym, nazywającym 
tylko cechy kobiety, np. gr. Agathi! (Agata) : agathi! "dobra', łac. Clara (Klara) : clara 
"sławna, szlachetna', Candida (Kandyda) : candida "piękna, otwarta, prosta, szczera'; ze 
stopnia personifikacji przytoczyć jako przykłady można gr. Eirine (Irena) : eirine 
"pokój', Euphrosyne (Eufrozyna) : euphrosyne "radość, wesele', Eudoksia (Eudoksja) 
: eudoksia "sława', Sophia (Zofia) : sophia "mądrość'. Bardzo często obserwować 
możemy ten proces w imionach łacińskich pochodzących od rzeczowników abstrakcyj- 
nych, utworzonych za pomocą przyrostka -ia od przymiotników (często pochodzenia 
imiesłowowego) na -ens, np. clemens "łagodny, łaskawy' =='- rzeczownik clementia =='- imię 
Clementia, potens "silny, możny' =='- potentia =='- im. Potentia, prudens "roztropny' =='- 
prudentia =='- im. Prudentia; rzadziej od przymiotników na -ans, np. constans "stały' =='- 
constantia "stałość, wytrwałość' =='- im. Constantia (Konstancja), też pulchra "piękna' =='- 
im. Pulchra, potem Pulcheria 3). Por. odpowiednie wezwania z Litanii loretańskiej 
kierowane do Matki Bożej: Virgo prudens 'Panno roztropna', Virgo potens "Panno 
można', Virgo clemens 'Panno łaskawa', Na stopniu atrybutywnym zatrzymały się 
imiona męskie, np. Felix (Feliks) : felix "szczęśliwy', ale kobiece Felicitas (Felicyta) 
'szczęśliwość', Victor (Wiktor) : victor 'zwycięzca', ale żeńskie Victoria (Wiktoria) 
'zwycięstwo' (u chrześcijan nad skażoną grzechem pierworodnym naturą), im. męskie 
Laetus : laetus 'radosny', ale żeńskie Laetitia : laetitia "radość', z czego polskie imię 
Letycja. Większość nazw greckich muz to przymiotniki lub imiesłowy, jak Euterpe 
'rozweselająca', a więc stopień atrybutywny, niekiedy mamy personifikacje, jak nazwa 
ich matki Mnemosyne "Pamięć'. Tu mieści się też deifikacja władców, por. choćby łac. 
Divus, gr. Theios "Boski', potem Deus 'bóg' (w naszej kulturze przypomina się nam 
zjawisko określane w epoce PRL kultem jednostki). 
Na personifikacyjny charakter greckich i łacińskich imion kobiecych oddziaływał 
sam wyraz cnota, łac. virtus, gr. areti (por. miłośników cnoty, czyli filaretów i częste 


3) Imiona te uczyniłem przedmiotem osobnych rozważań (Onomastica XLIV, 1999, 
s. 59-71), tu rzecz tylko sygnalizuję.
		

/163_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


163 


u patriarchów prawosławnych imię Filaret) rodz. żeńskiego. Cechy dodatnie upo- 
staciowano więc w nazwach rodz. żeńskiego, dlatego też im. Arete (Areta), imiona-cnoty 
Boskie: Pistis, Elpis, Agape, łac. Fides, Spes, Caritas, z czego wschodnio słowiańskie 
Wiera, Nadieżda, Lubow, w Polsce używana (rzadko) tylko Nadzieja, z cnót kardynal- 
nych, głównych Prudentia (zob. wyżej), Iusticilla 4) (atrybutywne Iustus i Iusta : iustus, 
-o, -um 'sprawiedliwy'), sprawiedliwości, tj. formy Iustitia nie spotkałem, jest to więc 
miejsce puste, ale można je wypełnić potencjalnym imieniem żeńskim Justycja 5). 
Po tej dość długiej dygresji przejdźmy do interesujących nas tytułów: ekscelencja, 
eminencja, magnificencja i świątobliwość. Trzy początkowe zapożyczone zostały ostatecz- 
nie z języka łacińskiego, ostatni (świątobliwośc), choć jest kalką łacińskiego sanctitas, 
nigdy w polszczyźnie w formie łacińskiej notowany nie był. Polacy rzadko bezpośrednio 
zwracali się do papieża, tytuł ten zatem był im niepotrzebny, a mieli zresztą od r. 1424 
notowane słowo papież SStp VI 36 i ojciec święty SStp V 545. Polskie słowniki wyrazów 
obcych podają z reguły obcojęzyczne odpowiedniki wyrazów ekscelencja, eminencja, 
magnificencja i wskazują na ostatecznie łacińską podstawę 6). 
Zobaczmy zatem, jakie znaczenie miały te wyrazy w łacinie. Słownik łacińsko-polski 
pod red. M. Plezi (Warszawa 1959-1979) tak objaśnia interesujące nas wyrazy: 


excellentia (od excellere) I l. znakomitość, wyższość, wybitny stopień czegoś, 
pierwszeństwo, wyborność; 2. per lub propter excellentiam - szczególnie, zwłaszcza, 
osobliwie (por. fr. par excellence); II ekscelencja 'tytuł wysokich urzędników cesarskich, 
cesarzy, królów itp: R£c. Ecel. (= późniejsi (od III w.) pisarze chrześcijańscy) t. lI, s. 391-2; 
eminentia (od eminere) I. wł. (= w znaczeniu właściwym) l. abstr. wysokość, 
2. konkr. wzniesienie; lI. przen.(ośnie) wyróżnianie się, górowanie nad innymi, znakomitość 
II 322 7 ). 
magnificentia (od magnifieus) I. 1. szlachetność, wzniosły charakter, sposób myślenia, 
wielkoduszność, godność w zachowaniu się; 2. hojność, szczodrobliwość; 3. okazałość, 
wspaniałość, przepych, wystawność, zbytek; 4. (o bogach) majestat, wspaniałość, potęga; 
5. chwała (u pisarzy chrześcijańskich od III w.); lI. l. przechwałki, samochwalstwo; 
2. (o stylu) górnolotność, wzniosłość, przesada, patos; IlI. tytuł wyższych urzędników za 
cesarstwa: Gego) wysokość, wielmożność (u pisarzy chrześcijańskich od III w.) III 419-20. 
Słownik pod red. M. Plezi zatem ujawnia, że były to tytuły stosowane przez 
pisarzy chrześcijańskich (zachodnich) do cesarzy, królów, wysokich urzędników cesar- 
skich. Ściśle rzecz biorąc, pisarze chrześcijańscy nam te tytuły utrwalili, stosowane one 


4) I. Kajanto, The Latin Cognomina, Helsinki 1965, s. 327. Przykłady wielu imion 
łacińskich biorę z tej pozycji. 
') Słownik imion współcześnie w Polsce używanych, wyd. K. Rymut, Kraków 1995, s. 208 
podaje jedną obywatelkę z woj. katowickiego, noszącą imię Justice w wersji francuskiej. 
") Tak np. Słownik wyrazów obcych. Wydanie nowe, opracowanie etymologii A. Bańkow- 
ski, PWN, Warszawa 1995 (zob. s.v.). 
7) W słowotwórstwie łacińskim mamy tu zawsze przyrostek -ia, formujący rzeczowniki 
abstrakcyjne od przymiotników, będących często dawnymi imiesłowami praes. act. na -ens, -ans 
!ub tymi właśnie imiesłowami, np. providentia 'opatrzność' od providens, provident-is, sufficientia 
wystarczalność' od sufficiens, oboedientia 'posłuszeństwo' od oboediens, temperantia 'umiarkowanie, 
wstrzemięźliwość' od temperans itd. 


l'
		

/165_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


165 


=- 


kardynałom od r. 1644; we wielu innych słownikach wyrazów obcych i słownikach ogólnopolskich 
majdziemy informację, te szara eminencja 'czlowiek kierujący sprawą, instytucją, państwem po 
kryjomu, w sposób zakonspirowany, anonimowo' to kalka niem. graue Eminenz. Tenże SWil 
podaje też eminens i eminent 'celujący, ten który otrzymuje lub otrzymał pierwszeństwo przed 
innymi, np. w naukach'. Dopowiedzieć wypada, że i SWO M. Arcta (wyd. IX, Warszawa ]929, 
s. 63) podaje eminent 'uczeń celujący'. SWil wywodzi wyraz ekscellencja z franc. i objaśnia 
'dostojność, wysokość, wielmożność' z uwagą «niellŻywane» i przykładem użycia w tytulaturze: 
Wasza Ekscelencja, Jego Ekscellencja. Magnificencja to 'przepych, wspaniałość, okazałość', 
a magnifikus to 'poważny, godny' z przykładem Rektor magnifikus 'przełożony wszechnicy'; 
świątobliwość, przestarz. świątobność to I. 'świętość, bogobojność' i 2. 'tytuł papieża' z odpowiednim 
przykładem. 
Według SW eminencja to 'wysokość, przewielebność' (tytuł kardynałów) i rzadko 'stopień 
celujący', też rzadko eminens i eminent 'ten, co przoduje przed innymi, np. uczeń celujący'; 
ekscelencja l. 'tytuł wysokich dostojników państwowych i biskupów' z przykładem Wasza E. 
= Wasza Dostojność, Jaśnie Wielmożny Panie; 2. przen. żart. 'wysoki urzędnik, dostojnik, 
dygnitarz'; magnificencja a. rzadkie magnifika 'przepych, parada, okazałość, wspaniałość, wystaw- 
ność, pompa, majestat, wielmożność', 2. 'tytuł rektora uniwersytetu'; świątobliwość, rzadko 
świętobliwość, archaicznie świątobność l. bez podania znaczenia, tylko z cytatami, 2. 'tytuł papieży'. 
I na końcu SJPDor eminencja 'tytuł dawany wysokim dostojnikom kościelnym głównie 
kardynałom'; ekscełencja 'tytuł nadawany wysokim urzędnikom państwowym i biskupom, osoba 
nosząca ten tytu!'; magnificencja l. 'tytuł rektorów wyższych uczelni', 2. daw. 'przepych, wspaniałość, 
rzecz wspaniała'; świątobliwość rzecz.(ownik) od świątobliwy z frazeologizmem Jego Świątobliwość 
'tytuł nadawany papieżowi', jednak w cytacie zamiast papieża pojawił się faraon. 
Podsumujmy przedstawioną analizę interesujących nas wyrazów ze słowników 
ogólnych języka polskiego: SStp nie notuje, w SPXVI pojawiły się eminencja i mag- 
nificencja, jednak nie jako tytuły, Linde jako tytuł odnotował ekscelencja, od r. 1861 
(SWiI) słowniki w różnych formułach słownych notują już wyrazy ekscelencja, eminencja, 
magnificencja i świątobliwość jako tytuły odnoszone do osób piastujących wysokie 
stanowiska i godności państwowe i kościelne, niekiedy same osoby. 
W językach tzw. kongresowych omówione tu 4 tytuły z reguły są zapożyczeniami z łaciny, 
w języku rosyjskim spotykamy zasadniczo tłumaczenia, tytuł świątobliwość bywa też najczęściej 
przekładany. W szczegółach (posługuję się tu słownikami z serii tzw. Wielki lub ekwiwalentnymi) 
wygląda to następująco: e k s c e I e n c j a, niem. Exzellenz, ang. (Your, Her, His) Excellency, fr. 
Votre Excellence, ros. (Wasze, Jego) Priewoschoditielstwo, wł. Vostra Eccellenza; e m i n e n cj a, 
niem. Eminenz lub rodzime Hoheit 'Wysokość' 9), ang. (His, Your) Eminence; s z a r a e. 'the 
power behind the throne), fr. Eminence, ros. prieoswiaszczenstwo, wł. eminenza; m a g n i fi c e n- 
cj a, niem. Magnifizenz, rodzime Herrlichkeit 'dostojność', Hoheit 'wysokość', ang. Rector 

agnificus, fr. Sa Magnificence, ros. magnificencyja, wł. Vostra Magnificenza; ś w i ą t o b l i w ość, 
mem. (Eure, seine) Heiligkeit, ang. His Holiness, fr. (Sa, Votre) Saintete, ros. (Jego) Swiatiejszestwo, 
wł. (Vostra, Sua) Santita. 
Wyszła z tytulatury w języku polskim miłość, tak częsta w dawnej polszczyźnie. 
SStp IV 261-5 podaje w zn. 4 (twa, jego, wasza, je}) miłość 'tytuł grzecznościowy', por. 
też SPXVI XIV 199-235, zn. 8 (s. 229-35) 'jako składnik tytułu grzecznościowego do 
ludzi (o ludziach) równych lub wyższych stanem'. 


, 9) Może to też kalka łac. excełsitas 'wysokość' od excełsus 'wysoki', por. Gloria in excelsis 
Deo Chwała Bogu na wysokości' (Łk 2, 14). W polszczyźnie mamy kalkę niem. Hochachtung 
- wysokie poważanie, szacunek, którym się posługiwał np. prof. T. Kotarbiński, zob. O. Sochacki, 
Tadeusza Kotarbińskiego epizod gdański, Rocznik Gdański LVII, 1997, z. I, s. 185.
		

/166_0001.djvu

			166 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


Jest problemem, czy miłość w dawnej tytulaturze polskiej jest kalką łac. caritas, czy pod 
wpływem polskim łacina średniowieczna polska przyswoiła łacińskiemu caritas funkcję zwrotu do 
osoby. Odnotować bowiem trzeba, że Słownik kościelny łacińsko-polski A. Jougana (znacz. 2 na 
s. 92) podaje caritas vestra 'w przemówieniu: Was:m miłość, kochani bracia', a Słownik łaciny 
średniowiecznej w Polsce (t. III, s. 567-8) s.v. dilectio p. II meton(imicznie) sua, vestra, tua dilectio 
'wasza (jego) miłość (jako tytuł)'. Odnotowanie użycia w formie zwrotu do człowieka caritas przez 
Jougana może wskazywać na jego szersze, ogólno kościelne zastosowanie, por. częste w tytulaturze 
i w korespondencji Carissime 'Najdroższy' czy w Im. Carissimi, natomiast użycie dilectio 'miłość, 
s:mcunek, cześć' w apostrofie do osób w polskiej łacinie średniowiecznej mogłoby wskazywać na 
zapożyczenie z polszczyzny 10). Rzecz wymagałaby osobnych studiów m.in. przez wyzyskanie 
słowników łaciny średniowiecznej w innych krajach. W Wulgacie łacińskie caritas i diłectio 
używane są zamiennie, nawet w słynnym Janowym (l J 4; 8,16): Bóg jest miłością, które stało się 
przesłaniem ostatniej Pielgrzymki Ojca Św. do Ojczyzny, po łacinie: Deus caritas est niektóre 
kodeksy mają: Deus dilectio est "). 
Miłość w tytulaturze była tak częsta, że zestawienie Wasza Mi/ość Pan dało 
Waćpan, Wasza Mi/ość Pani - Waćpani, Wasza Mi/ość Panna - Waćpanna, Jego 
Mi/ość - jegomość, jedyne skrótowce znane w dobie średniopolskiej języka polskiego. 
Ulegały one dalszym skrótom do postaci aśćka, jaką nam przekazał w Panu Tadeuszu 
A. Mickiewicz, w kaszubszczyźnie zaś znane (archaiczne) vaspón bądź vacpón 'tytuł 
używany niegdyś w odniesieniu do drobnego szlachcica' 12) i liczne formy pochodne. 
W tytulaturze używany bywa też rzeczownik wysokość, ze słowników polskich 
odnotowany w SJPDor (p. 3 fraz.): Wasza, jego, jej wysokość 'forma zwracania się do 
osób z rodziny królewskiej lub książęcej i mówienia o nich'; w SWil II 2016 p. 2 'tytuł, 
dający się niektórym książętom z domu panującego oraz sułtanowi tureckiemu', por. 
podawany wyżej odpowiednik niem. Hoheit i łaciński exce/sitas od exce/sus 'wysoki, 
wyniosły', ale też 'znakomity', używany przez pisarzy chrześcijańskich jako 'tytuł 
wyższych urzędników i urzędów' (Słownik łac.-pol. pod red. M. Plezi II 392), może 
zatem ostatecznie z jęz. greckiego (hypse/ótes 'wysokość', por. wyżej). 
Przedstawiony tu repertuar tytułów rzeczownikowych w postaci personifikacji nie 
wyczerpuje istniejącego historycznie zasobu, poza tym przeglądem pozostały tytuły ze 
stopnia atrybutywnego typu najjaśniejszy, znamienity, łac. generosus stosowany wobec 
magnatów, nobilis, szlachetny do szlachcica, honestus czy famatus, tj. uczciwy bądź 


10) Nie wypowiada żadnych sugestii w tym przedmiocie K. Weyssenhoff-Brożkowa, 
Wpływ polszczyzny na łacinę średniowieczną w Polsce, Kraków 1991, s. 60-71. Słownik 
łacińsko-polski pod red. M. Plezi jako «tytuł wysoko postawionych osób (np. senatorów) za 
cesarstwa» odnotował clarissimus, t. I 534; carissimus «częste w apostrofach», t. I 418; candidus 
«częsty przydomek bogów», t. I 418. 
") Ukazywał to na jednym z tzw. Spotkań Pelplińskich filolog i patrolog pelpliński ks. 
W. Eborowicz (1915-1994), gdy analizował dzielko ks. F. Sawickiego (1877-1952) Deus caritas 
est, Włocławek 1948. Jednak w edycjach Wulgaty, które mam w swoim księgozbiorze, tj. Biblia 
sacra iuxta Vulgatae ... A. C. FilIiona, Pańsiis 1887 i Novum Testamentum Graece et Latine 22 .., 
curavit E. Nestle, Stuttgart 1969 występuje rzeczownik charitas: Deus charitas est. 
12) B. Sychta, Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej, t. VI, Wrocław 1973, s. 57. 
A. Majkowski, Pomor:mnie. Z rękopisu do druku przygotowała i wstępem opatrzyła D. Majkowska, 
Gdańsk 1973, passim, wprowadził do powieści bohatera, nazywającego się Wasan, reprezentującego 
cechy dawnej drobnej szlachty kaszubskiej.
		

/167_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


167 


slawetny wobec mieszczan, laboriosus, tj. robocy lub roboczy bądź robotny wobec kmieci 
i zagrodników. Wiele z tytułów Polski szlacheckiej omówił J. Matuszewski (zob. przyp. 
8). Mnie do zajęcia się tytułami omówionymi wyżej skłoniła kwestia gramatyczna: czy 
mówić Wasza Świątobliwość, czy Wasza Świątobliwości. 
We współczesnej polszczyźnie omówione szerzej tytuły: ekscelencja, eminencja, 
magnificencja w apostrofie używane są w wołaczu: Ekscelencjo, Eminencjo, Magnificencjo, 
zwrotu Wasza Świątobliwość używano konsekwentnie w postaci mianownikowej. Typ 
morfologiczny rzeczownika wspólny z rzeczownikiem miłość (słowniki polszczyzny 
przykładów użycia w wołaczu nie podają), a por. I. Krasickiego: Święta Miłości, 
zalecałby tu wołacz: Wasza Świątobliwości! Por. też z tekstów religijnych, np. z Litanii 
o Najświętszym Imieniu Jezus: Jezu, światłości prawdziwa, mądrości wieczna, dobroci 
nieskończona, światłości wyznawców, czystości dziewic, jasności ojcowska czy z Litanii 
do Najśw. Serca Pana Jezusa: Serce Jezusa, rozkoszy wszystkich świętych! Szkoda, że 
SPP nie podał żadnych wskazówek s.v. Wasza Świątobliwość (s. 768) i Jego Wysokość 
(s. 926); obok formy Świątobliwość jako rzadszą kwalifikuje Świętobliwość. 
Od daty przyjęcia chrztu Polacy znaleźli się w kręgu kultury łacińskiej, zachod- 
nioeuropejskiej. Dlatego też zapożyczali również tytuły dla osób (czy to duchownych, 
czy świeckich) wysoko postawionych w hierarchii społecznej. Określenia godności, 
tytułów i osób sprawujących wysokie urzędy albo zapożyczali z łaciny, albo dokonywali 
ich przekładów. Pożyczkami z łaciny w omawianych tu tytułach są ekscelencja, 
eminencja, magnificencja, spotykane też w innych językach zachodnioeuropejskich, 
tłumaczeniami (kalkami) są (Jego, Wasza) Świątobliwość z łac. (Vestra, Sua) Sanctitas, 
dawniej też Sanctitudo lub Sanctissime, może też Wysokość z łac. Excelsitas i dawne 
Miłość z łac. caritas lub dilectio, z niższych tytułów wielebny i przewielebny z łac. 
Reverendus lub Reverendissime (może też od Venerabilis 'czcigodny'). W tytulaturze 
wschodniej (też w Cerkwi Prawosławnej) mamy więcej kalk z greckiego, np. świętym 
zakonnikom i zakonnicom przysługuje tu tytuł priepodobnyj, kalka z gr. megalónymos 
'mający wielką sławę, imię', świętym nieduchownym prawiednyj, kalka z gr. dikaios 
'sprawiedliwy, prawy'; Świątobliwość to obok podanego wyżej Swiatiejszestwo także 
Swiatiejszyj z gr. hagiótatos 'naj świętszy' (łac. Sanctissimus), przykłady można by 
mnożyć. 
Polska więc, jak to sugerował w czasie ostatniej wizyty w Ojczyźnie (5-17 VI 
1999 r.) Ojciec Święty, i w wypadku tytulatury wpisała się w teorię dwóch płuc, tj. 
w kulturę Zachodu i Wschodu.
		

/168_0001.djvu

			168 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


Zofia Kubiszyn-Mędrala, Kraków 


Zwroty adresatywne w polskiej telewizji w latach 
siedemdziesiątych i dziewięćdziesiątych l) 


Nawiązanie kontaktu językowego między nadawcą a odbiorcą w akcie mowy jest 
warunkiem sine qua non zaistnienia komunikatu językowego. Językowe zachowania 
jednostek w określonych sytuacjach warunkowane są społeczną konwencją grzeczno- 
ściową wynikającą z określonego modelu kulturalnego zachowania się zwanego modelem 
grzeczności. Realizowaniu językowych zachowań grzecznościowych, wynikających 
z norm tworzących ów model, służą określone wyrażenia językowe o funkcji grzeczno- 
ściowej 2). Takimi wyrażeniami językowymi realizującymi funkcję grzecznościową są 
zwroty adresatywne (formy adresatywne, formy zwracania się do odbiorcy). 
W literaturze językoznawczej panuje zgodne przekonanie, że zwroty adresatywne 
są tymi skonwencjonalizowanymi formami językowymi o charakterze grzecznościo- 
wym, które, nie mając mocy predykatywnej, są etykietalną obudową innych aktów 
mowy i zgodnie z typologią aktów mowy Austina przynależą do wypowiedzi 
performatywnych 3). Ich podstawowa funkcja sprowadza się do wytworzenia określo- 
nego rodzaju więzi między nadawcą a odbiorcą w bezpośredniej komunikacji. Z tej 
ogólnej funkcji zwrotów adresatywnych mogą wynikać inne, do których K. Ożóg 4) 
'zalicza: 
- funkcję apelatywną, polegającą na nazwaniu odbiorcy, przywołaniu go; 
- funkcję fatyczną, która służy do podtrzymania kontaktu między nadawcą i odbiorcą; 
- funkcję pragmatyczną, określającą bezpośredni stosunek nadawcy do odbiorcy, jak: 
szacunek, zależność nadawcy od odbiorcy, hierarchię, rodzaj więzi łączącej partnerów 
rozmowy; 
- funkcję ekspresywną, odzwierciedlającą emocjonalny stosunek nadawcy do odbiorcy. 
Funkcje te realizowane są w języku polskim za pomocą form pronominalnych 
(zaimków ty, wy zgodnych z odpowiednią formą verbum finitum), nominalnych (imię, 


l) Tekst jest zmienioną i rozszerzoną wersją wystąpienia na III Forum Kultury Słowa, 
które odbyło się w Białymstoku w dn. 30 IX-2 X 1999 r. 
2) K. Ożóg, Zwroty grzecznościowe współczesnej polszczyzny mówionej, Zeszyty Naukowe 
UJ, Prace Językoznawcze, z. 98, 1990; M. Marcjanik, Typologia polskich wyrażeń językowych 
o funkcji grzecznościowej, Iw:] Język a kultura, t. 6, Wrocław 1992, s. 27-31; taż, Etykieta 
językowa, Iw:] Encyklopedia kultury polskiej XX wieku, t. 2, Współczesny język polski, pod red. 
J. Bartmińskiego, Wrocław 1993, s. 271-81. 
3) Zob. tamże; K. Pisarkowa, Jak się tytułujemy i zwracamy do innych, JP LIX, 1979, 
s. 5-17; E. Tomiczek, System adresatywny języka polskiego i niemieckiego. Socjologiczne 
studium konfrontatywne, Wrocław 1983. 
4) K. Ożóg, O.c., s. 62-3.
		

/169_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


169 


nazwisko, tytulatura), atrybutywnych (niektóre zaimki dzierżawcze, niektóre przymiot- 
niki i ich formy gradacyjne) oraz ich wzajemnych kombinacji S). 
Badania socjolingwistyczne wykazały, że na wybór określonej formy językowej, 
w tym odpowiedniego zwrotu adresatywnego, mają wpływ takie czynniki socjologiczne 
i sytuacyjne, jak 6): 
_ relacja między nadawcą a odbiorcą, pełnione przez nich role społeczne, wiek, płeć; 
_ typ kontaktu między nadawcą i odbiorcą. Ważne jest, czy jest to kontakt jedno- 
razowy, grupowy, interaktywny. 
Istotnym czynnikiem wpływającym na zachowania językowe uczestników aktu 
mowy jest dystans między nadawcą a odbiorcą wynikający z oficjalności bądź nieofi- 
cjalności sytuacji komunikacyjnej 7). 
Powstaje zatem pytanie, jak w określonej sytuacji, jaką jest sytuacja telewizyjna, 
przedstawiają się od strony formalno-funkcjonalnej zwroty adresatywne i jakie czynniki 
na nie wpływają. 
Materiał, który był przedmiotem obserwacji, pochodzi z dwóch przedziałów czasowych; 
końca lat siedemdziesiątych (przełom 1977(1978) i końca lat dziewięćdziesiątych (1999). Te dwa 
przedziały czasowe oddziela wyraźna cezura, jaką były zmiany polityczne i społeczne zapocząt- 
kowane w 1989 roku. Jak wiadomo, model kulturalnego zachowania się jest określony społecznie, 
a społeczna konwencja zachowania się zmienia się wraz ze zmianami struktur społecznych. 
W związku z tym rodzi się pytanie, czy używane w telewizji przez nadawców telewizyjnych formy 
adresatywne są zmienne, uzależnione od zmieniającej się pozajęzykowej sytuacji społecznego 
komunikowania się, czy są stałe, ponadczasowe? 
Materiał dotyczący okresu wcześniejszego był już przedmiotem opracowań zespołu badają- 
cego język telewizji pod naukoWYill kierunkiem Z. Kurzowej S). Z tego też materiału wyekscer- 
powano zwroty adresatywne występujące w odmianie dialogowej języka telewizji 9). Materiał 
dotyczący okresu późniejszego pochodzi z programów telewizyjnych emitowanych w 1999 roku. 
Obserwacji poddano programy o strukturze dialogowej występujące w I i 11 programie telewizji 
państwowej, TV Kraków oraz w telewizji komercyjnej (Polsat, TVN, Nasza), z pomi- 
nięciem jednak dialogów pojawiających się w emitowanych filmach, traktowanych w telewizji jako 
cytaty. 
Dotychczasowe badania języka telewizji wykazały, że sytuacja językowa w telewizji 
jest sytuacją oficjalną, odmienną jednak od sytuacji oficjalnej bezpośredniego kontaktu 


S) E. Tomiczek, o.c., s. 21 i nast. 
6) K. Pisarkowa, o.c.; E. Tomiczek, o.c. 
7) Zob. B. Dunaj, Odmiana oficjalna i nieofigalna języka mówionego, [w:] Studia nad 
polszczyzną mówioną Krakowa, Zeszyty Naukowe UJ, Prace Językoznawcze, z. 70, 1981, 
s. 1I-20; tenże, Sytuacja komunikacyjna a zróżnicowanie polszczyzny mówionej, JP LXV, 1985, 
s. 88-98. 
") Zob. Badania nad językiem telewizji polskiej. Studia metodologiczne i opisowe, pod red. 
Z. Kurzowej, Warszawa 1985; Badania nad językiem telewizji polskiej. Ilościowy opis słownictwa, 
pod red. Z. Kurzowej, Zeszyty Naukowe UJ, Prace Językoznawcze, z. 106, Kraków 1991; 
Właściwości składniowo-stylistyczne języka telewizji polskiej (na materiale list frekwencyjnych), 
pod red. Z. Kurzowej opracowali W. Cockiewicz i W. Śliwiński, Warszawa-Kraków 1989. 
9) Zob. B. Ligara, A. Rusowicz, Dialog telewizyjny. Próba typologii, Zeszyty Prasoznawcze 
1979, z. 3, s. 23-34.
		

/170_0001.djvu

			170 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


między nadawcą a odbiorcą. W toku badań 10) przyjęto, że podstawową sytuacją 
telewizyjną jest makrosytuacja charakteryzująca się dwiema stałymi: 
- nadawcą, pozostającym trwale w roli nadawcy w studiu telewizyjnym; 
- zbiorem odbiorców - makroodbiorcą - znajdującym się poza studiem, przed 
telewizorem, oddalonym przestrzennie i czasowo od nadawcy, z którym nie ma 
bezpośredniego kontaktu. 
Na makrosytuację telewizyjną składa się wiele mikrosytuacji, które współtworzą 
uczestnicy audycji telewizyjnych znajdujący się w studiu telewizyjnym lub poza nim. 
Powyższe czynniki sytuacji telewizyjnej wyodrębnione w toku badań nad językiem 
telewizji lat siedemdziesiątych pozostają bez zmian. Przyjrzyjmy się zatem, w jaki 
sposób sytuacja telewizyjna wpływa na językowe zachowania nadawcy i wybór okre- 
ślonego zwrotu adresatywnego. Zwróćmy najpierw uwagę na te zwroty, które funk- 
cjonują w makrosytuacji, a następnie w mikrosytuacji dialogu telewizyjnego. 
W makrosytuacji telewizyjnej na wybór określonej formy językowej, za pomocą 
której nadawca telewizyjny zwraca się do potencjalnych odbiorców, wpływa typ 
kontaktu. Jest to sytuacja oficjalna, stąd w funkcji zwrotu służącego nawiązaniu 
kontaktu z makroodbiorcą telewizyjnym pojawia się najczęściej neutralny kolektywny 
zwrot państwo, o wiele rzadziej widzowie bez określeń atrybutywnych II). W obu 
badanych przedziałach czasowych zwroty te pojawiają się w trzech strukturach formal- 
no-składniowych. 
Zwrot adresatywny może być częścią składową innych zwrotów grzecznościo- 
wych, jak: powitania 12), pożegnania i inne. Do najczęściej spotykanych formuł 
należą: 


Dzień dobry państwu; Dobry wieczór państwu; Dobry wieczór. Witam państwa; Chciałbym 
teraz państwu przedstawić...; Dziękuję państwu za uwagę. 
Stosunkowo częstym zwrotem adresatywnym w makrosytuacji telewizyjnej jest 
zwrot proszę państwa 13), funkcjonujący jako forma wokatywna w konstrukcjach 
składniowo niezintegrowanych, np.: 


10) W. Miodunka, A. Ropa, Z zagadnień socjolingwistycznego opisu sytuacji na przykładzie 
sytuacji telewizyjnych, Socjolingwistyka, t. 2, 1979, s. 63-75. 
11) Określenia atrybutywne w kolektywnych zwrotach do odbiorcy telewizyjnego jak 
szanowni, mili, drodzy pojawiają się bardzo rzadko. Występują zwłaszcza w przemówieniach 
transmitowanych przez telewizję, podczas festiwali i koncertów. O zwrotach kolektywnych zob. 
M. Mycawka, Zwroty adresatywne w tekstach przemówień, [w:] Współczesna polszczyzna mówiona 
w odmianie opracowanej (oficjalnej), pod red. Z. Kurzowej i W. Śliwińskiego, Kraków 1994, 
s. 159-66. 
12) Zob. B. Ligara, Rytuał zachowania językowego w rozpoczynaniu programów telewizyj- 
nych, (w:] Współczesna polszczyzna..., o.c., s. 221-30. 
") Należy zaznaczyć, że na listach frekwencyjnych składników syntaktycznych języka 
telewi
i lat siedemdziesiątych zwrot proszę państwa znajduje się wśród 10 najczęstszych składników, 
a zwroty dzień dobry państwu, witam państwa, dobry wieczór państwu wśród 100 najczęstszych 
składników syntaktycznych. Właściwości składniowo-syntaktyczne..., o.c., s. 135.
		

/171_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


171 


Proszę państwa, dobiega końca nasz program. (1800) 14); Proszę państwa, ponieważ 
dzisiejszy pojedynek deblowy... został przerwany ze względu na ulewny deszcz, informujemy, 
że... (1860); Proszę państwa, mam krótką informację. (1926); Proszę państwa, dość nieocze- 
kiwanie tegoroczne polityczne wakacje zakończyła gwahowna, bardzo silna burza. (TVP I, 
Forum, 7 IX 99). 
Inną strukturę adresatywną stanowią konstrukcje składniowo zintegrowane 
zawierające zwrot państwo i verbum finitum w 3 os. lm., ewentualnie w 2 os. Im., np.: 


o dwudziestej pierwszej czterdzieści studio sport. Obejrzą państwo fragmenty dwóch 
meczów z mistrzostw świata w hokeju na lodzie. (1840); Być może państwo się zdziwicie... 
(1886); A ja mam nadzieję, że i państwo zechcą wziąć udział w naszym programie 
i zadzwonią i odpowiedzą... (TVP I, Forum, 7 IX 99); No cóż, to państwo po4jęliście tę 
decyzję. (TVP I, Decyzja należy do ciebie, 5 IX 99). 
E. Tomiczek, opierając się na wynikach badań ankietowych, twierdzi, że użycie 
wańantu z verbum finitum w 2 os. lm. zdeterminowane jest czynnikiem socjologicznym 
wieku i że wańant ten przyjął się szczególnie w środowisku ludzi młodych 15). Wydaje 
się jednak, że wariant ten, choć uważany za mniej uprzejmy 16) niż ten z verbum finitum 
w 3 os. lm., w makrosytuacji telewizyjnej wprowadza zmniejszenie dystansu między 
nadawcą a odbiorcą przy jednoczesnym zachowaniu oficjalności kontaktu. Oboczne 
formy czasownika w 3 os. lm. i 2 os. lm. przy zwrocie państwo używane są przez tego 
samego mówiącego i w tym samym programie, np.: 


Czy wiecie państwo jak brzmi odpowiedź? Jeśli znają państwo odpowiedź, zadzwońcie do 
nas. (TVN, Milionerzy, 26 IX 99). 
Z powyższych uwag wynika, że zwroty adresatywne do makroodbiorcy telewizyj- 
nego są skonwencjonalizowane, nieekspresywne, co jest oczywiste, zważywszy fakt, że 
ich użycie wyznacza oficjalny typ kontaktu społecznego. Nadawca zwraca się za jego 
pomocą do nieznanego mu i bliżej nieokreślonego odbiorcy. 
Dająca się zaobserwować różnica w zwrotach adresatywnych do makroodbiorcy 
w latach siedemdziesiątych i dziewięćdziesiątych polega na wprowadzeniu w tym 
drugim przedziale czasowym do oficjalnego kontaktu społecznego pronominalnej 
kolektywnej formy wy, prawie nieobecnej we wcześniejszym omawianym przedziale 
czasowym w funkcji zwrotu do odbiorcy programów telewizyjnych. Forma ta obecnie 
wyraźnie konkretyzuje odbiorcę jako określoną grupę pokoleniową. Używana w pro- 
gramach dla dzieci i młodzieży, w których prezenterami są ich rówieśnicy, wprowadza 
nie tylko zm niejszenie dystansu między nadawcą a odbiorcą, ale także zabarwienie 
14) Materiał źródłowy z lat siedemdziesiątych sygnowany jest numerem próby losowej. 
P
a dOkumentacja w postaci odsłuchanych i zapisanych tekstów, list alfabetycznych i frekwen- 
CY.Jnych znajduje się w IFP UJ. O zasadach losowania korpusu tekstów dla list frekwencyjnych zob. 
Z. Kurzowa, M. Szpiczakowska,W poszukiwaniu przedmiotu, celów i metod badawczych, [w:] 
Badania nad językiem..., O.C., s. 11-24. 
15) E. Tomiczek, o.c., s. 82. 
l '") Zob. Nowy słownik poprawnej polszczyzny, pod red. A. Markowskiego, Warszawa 
999, s. 636.
		

/172_0001.djvu

			172 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


ekspresywne, uzyskiwane poprzez współobecność formuł językowych i innych wyrażeń 
charakterystycznych dla tej grupy pokoleniowej w nieoficjalnej sytuacji towarzyskiej, np.: 


Cześć, jak w każdą sobotę witamy się z wami na żywo. (TVP I, 5-10-15, 18 IX 99); Cześć, ja 
wiem, że wy z niecierpliwością czekacie na to, o czym dzisiaj będziemy dyskutować. (TVP I, 
Rower Błażeja, 6 IX 99). 
Przede wszystkim jednak kolektywny pronominalny zwrot adresatywny wy pełni 
funkcję integrującą określoną grupę społeczną. 
Jak wcześniej wspomniano, na makrosytuację telewizyjną składa się wiele mikrosytuacji. 
Na wybór zwrotu do adresata w mikrosytuacji wpływają oprócz typu kontaktu, który pozostaje 
oficjalny, takie czynniki, jak: ilość uczestników biorących udział w audycji (zwroty kolektywne c;zy 
singulame), ich płeć, wiek. Porównując jednak formuły grzecznościowe zwracania się do inter- 
lokutora w mikrosytuacji studia telewizyjnego w latach siedemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, 
zauważamy pewne różnice. 
Jeśli chodzi o konstrukcje formalnosyntaktyczne zawierające zwrot adresatywny, 
uwagę zwraca prawie całkowity brak formuł witających i żegnających rozmówców 
w dialogu telewizyjnym lat siedemdziesiątych. Rozpoczynanie rozmowy w studiu 
telewizyjnym odbywało się wówczas według schematu zawierającego element prezentacji 
rozmówcy (rozmówców) makroodbiorcy i bezpośredni zwrot do interlokutora syg- 
nalizujący przejście z perspektywy makro- do mikrosytuacji, np.: 


Na terenie zakładu spotkałem pana Jana Piekarczyka, rolnika z Chebochowic, jednego 
z klientów Przedsiębiorstwa Mechanizacji Rolnictwa. Panie Janku, jak pan ocenia usługi 
świadczone przez ten zakład? (1609). 
Można zatem przypuszczać, że grzecznościowa formuła witająca miała miejsce 
przed wejściem rozmówców na wizję, zaś realizator programu przedstawiał tylko 
fragmenty wypowiedzi zaproszonych gości, ograniczając do minimum formuły grzecz- 
nościowe. 
Grzecznościowe formuły powitalne i pożegnalne zawierające formę adresu do 
odbiorcy w drugim omawianym tutaj przedziale czasowym pojawiają się tak w od- 
niesieniu do makroodbiorcy, o czym wcześniej wspomniano, jak i w odniesieniu do. 
zaproszonych gości w mikrosytuacji telewizyjnej, np.: 


Witam pana; Dzień dobry pani; Dobry wieczór panie prezesie; Bardzo panu dziękuję za udział 
w naszym programie. 


ObecnoŚĆ tych formuł w mikrosytuacji telewizyjnej lat dziewięćdziesiątych nie 
wynika bynajmniej z faktu, że rozmówcy spotykają się w studiu telewizyjnym dopiero 
w momencie wejścia na wizję, ale ze zmieniającej się konwencji dialogu telewizyjnego, 
która zakłada pokazywanie na wizji rozmowy jako wyraźnie wyodrębnionej całości, 
której sygnałami początku i końca są owe grzecznościowe formuły językowe. 
Dwie pozostałe konstrukcje formalne zwrotów do adresata, o których była mowa w od- 
niesieniu do makrosytuacji telewizyjnej (konstrukcje syntaktycznie zintegrowane i wokatywne 
konstrukcje syntaktycznie niezintegrowane) występują w obu porównywanych przedziałach 
czasowych w mikrosytuacji dialogu telewizyjnego. Należy jednak zwrócić uwagę na różnicę
		

/173_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


173 


w stosowaniu form tytułowania rozmówcy WYllikających z ogólnie uznawanych zasad honoryfika- 
, . 17) 
tywn
 l
tach siedemdziesiątych, zwracając się do interlokutora, najczęściej używano 
form adresu opartych na schemacie: pan/pani z uzupełnieniem w postaci imienia 
w pełnym podstawowym brzmieniu, tytułu naukowego, funkcjonalnego czy zawodowe- 
go 11), np.: 


panie Grzegorzu, panie Andrzeju, panie Stanisławie, panie profesorze, panie docencie, panie 
dyrektorze itp. 
Zwroty te znamionują oficjalność i neutralność kontaktu. Podobną funkcję 
pełnią formuły proszę pana, proszę pani, konstrukcje syntaktycznie zintegrowane 
zawierające leksem pan/pani i verbum finitum w 3 os. lp., a w odniesieniu do rozmówcy 
zbiorowego te kolektywne formy adresu, które były omówione w odniesieniu do 
makrosytuacji telewizyjnej. 
Pojawienie się w miejsce pan substytutu, jak towarzysz, bardzo rzadkie w dialogu 
telewizyjnym omawianego tu przedziału czasowego, wprowadza do oficjalnego kontaktu 
nacechowanie pragmatyczne 19) przynależności partyjnej czy organizacyjnej rozmówcy, np.: 


Towarzyszu komandorze, prosimy o informacje jak w marynarce wojennej realizowany jest 
program rozwoju kultury w siłach zbrojnych. (1770); Prosimy, towarzyszu pułkowniku. (1771). 
Zasada etykiety językowej w sytuacji telewizyjnej oparta na kryteriach oficjalności 
nie dopuszczała w kontaktach interpersonalnych bezpośredniości, poufałości. Przed 
kamerą nie wypadało okazywać nawet bliskiej znajomości z rozmówcą. A jeśli już, co 
miało miejsce sporadycznie, pojawiła się forma adresu bardziej poufała, nadawca 
usprawiedliwiał się przed telewidzami z jej użycia: 


Zdaje się mamy niespodziankę, proszę państwa. Widzę. Maryla Rodowicz. Dzień dobry 
Maryłu. Muszę wyjaśnić, że jestem z Marylą na ty, bo studiowaliśmy razem. (1772). 
Forma adresatywna ty dopuszczalna była tylko w kontaktach dorosłych z dziećmi. 
Czynnik sytuacyjny - oficjalność kontaktu - który był decydującym czynnikiem 
determinującym użycie określonej formy adresatywnej w telewizji w latach siedem- 
dziesiątych, obecnie, aczkolwiek istotny, odgrywa nieco mniejszą rolę. Na zróżnicowanie 
form adresu w rozmowach w telewizji w latach dziewięćdziesiątych poza sytuacją 
wpływają takie czynniki, jak: typ programu (program publicystyczny - program 
o charakterze rozrywkowym), relacja towarzyska między partnerami rozmowy (bliższa 
znajomość - brak tej znajomości), relacja zawodowa (zwłaszcza w odniesieniu do 
dziennikarzy telewizyjnych). W posługiwaniu się zwrotami adresatywnymi w dialogu 
telewizyjnym dzisiaj dają się zauważyć dwie przeciwstawne tendencje. 
17) R. Huszcza, O gramatyce grzeczności, Pamiętnik Literacki LXXI, 1980, z. I, s. 175--86. 
18) Na liście rangowej słowoform pan znajduje się na pozycji 17 z dyspersją skoncentrowaną 
w odmianie dialogowej języka telewizji w 72%. Zob. Z. Kubiszyn-Mędrala, 100 najczęstszych 
:;
ów '; 
ęzy

 telewizji polskiej, Iw:] Badania nad językiem telewizji..., o.c., s. 41---61; zob. 
WłaSClwoSCl składniowo-stylistyczne..., O.C., s. 144--5. 
l') Zob. K. Pisarkowa, O.C.; E. Tomiczek, o.c., s. 89.
		

/175_0001.djvu

			[.XXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


175 


z rozmówcą. Przejawia się w nich semantyczny inwariant, który dla leksemu pan A. Wierzbicka 22) 
eksplikuje następująco: 
Chcę mówić do ciebie tak, jak ludzie mówią do mężczyzn, których nie znają albo nie znają 
dobrze, albo do których nie chcą mówić tak, jak ludzie mówią do dzieci albo do ludzi, 
których dobrze znają... 
Zwróćmy uwagę na przenikanie się planów sytuacyjno-towarzyskich: oficjalnego 
w odniesieniu do makroodbiorcy i poufałego w odniesieniu do interlokutorów mikro- 
sytuacji w następującym przykładzie: 


Łączymy się z naszym korespondentem w Moskwie Witołdem Laskowskim. 
- Dobry wieczór Witku. 
- Dobry wieczór Grażynko. 
[...] 
Z Moskwy mówił dla państwa Witołd Laskowski. (TVP I, Wiadomości, 13 IX 99). 
Powyższy przykład ilustruje ponadto, że odejście od konwencjonalnych zwrotów 
adresatywnych do makro odbiorcy jest bardzo ograniczone. Nadawca w sytuacji oficjalnej 
właściwej telewizji, pozbawiony bezpośredniego kontaktu z odbiorcą znajdującym się 
przed telewizorem, skazany jest na używanie ograniczonej liczby form adresu wyrażają- 
cych dystans i neutralność kontaktu. Przełamywanie oficjalności możliwe jest nie 
w werbalnych zachowaniach, ale na płaszczyźnie paralingwistycznej, w gestach, mimice, 
w swobodnym zachowaniu się. Zwroty adresatywne stosowane do telewidza są więc 
niezależne od pozajęzykowej sytuacji społecznej. Natomiast pozajęzykowa sytuacja 
społeczna ma wpływ na kształtowanie zwrotów adresatywnych w mikrosytuacji telewizyj- 
nej. Formy zwracania się do rozmówcy w dialogach telewizyjnych całkowicie zdomino- 
wane w latach siedemdziesiątych oficjalnością kontaktu, w latach dziewięćdziesiątych 
odzwierciedlają zmiany dokonujące się w demokratyzacji i pluralizacji życia społecznego 
i politycznego. 


h 22) A. Wierzbicka, Prototypy w semantyce i pragmatyce. Eksplikowanie znaczeń wyrażają- 
cyc postawy uczuciowe, [w:] tejże, Język-umysł-kuItura, Warszawa 1999, s. 66.
		

/176_0001.djvu

			176 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 

 


==:: ' 


Beata Milewska, Gdańsk 


Przyimki wtórne w wydawnictwach normatywnych 


Do klasy przyimków zalicza się oprócz przyimków właściwych (pierwotnych, 
prymarnych), takich jak: bez, do, ku, na, nad, o i in., także jednostki, które nie będąc 
pierwotnie przyimkami, wtórnie przystosowały się do pełnienia tej funkcji. Należą tu 
wyrazy o obocznej funkcji przysłówkowej, np. blisko, obok, wewnątrz, skostniałe formy 
rzeczowników, np. celem, dzięki, skutkiem, a zwłaszcza liczne i coraz wyraźniej 
zaznaczające swoją obecność we współczesnej polszczyźnie ciągi złożone z dwu lub 
więcej elementów typu: na przeciąg, pod względem, w porównaniu z, z wyjątkiem. 
Przyczyn ekspansji przyimków wtórnych szukać należy przede wszystkim w samym 
systemie języka. Ich rozwój przebiega bowiem w związku z ogólniejszym procesem 
przekształcania się form syntetycznych (bezprzyimkowych) w związki analityczne 
(przyimkowe) l). Proces ten - jak pisze Danuta Buttler 2 ) - ma podłoże semantyczne. 
U jego podstaw leży tendencja do precyzji znaczeniowej. Podobnie jak konstrukcja 
z przyimkiem jest bardziej jednoznaczna niż forma syntetyczna (por. np. pochwała ojca 
i pochwała od ojca), tak i nowe struktury z przyimkiem wtórnym dokładniej mogą 
sygnalizować różne odcienie danej relacji ze względu na obecność dodatkowych semów 
(por. np. synonimiczne wykładniki stosunków przestrzennych: w - wewnątrz, w środku; 
czasowych: w - u schyłku, na początku i przyczynowych: przez - dzięki). Z funkcjonal- 
nego punktu widzenia zatem zjawisko szerzenia się przyimków wtórnych można uznać 
') Szczegółowe badania nad tym problemem zainicjowała D. Buttler, publikując w Porad- 
niku Językowym w latach 1966-1967 artykuły z cyklu Semantyka a składnia w związkach 
wyrawwych: I. Semantyczne podłoże zmian niektórych konstrukcji rządu, Pod 6, 1966, 
s. 233-43; II. Słowotwórczo-semantyczne przyczyny zmian rekcji wyrazów, Pod 7, 1966, 
s. 281-93; III. Przeobrażenia konstrukcyjne i semantyczne w związkach rządu pod wpływem 
tendencji do skrótu, Pod 9, 1966, s. 374-8; IV. Szerzenie się biernika w funkcji dopełnienia 
bliższego, Por] ID, 1966, s. 419-31; V. Ekspansja konstrukcji analitycznych, Pod l, 1967, 
s. 6-18; VI. Zmiany zakresu użycia i treści leksykalnej niektórych przyimków, Pod 2, 1967,. 
s. 72-80. Wątek podjęty przez D. Buttler naj szerzej zakrojoną kontynuację znalazł w publikacji 
J. Anusiewicza Konstrukcje analityczne we współczesnym języku polskim, Wrocław 1978, przed- 
stawiającej rozwój analityzmu w różnych kategoriach (w tym także w zakresie związków 
przyimkowych). Autor podaje też obszerną bibliografię do tego zagadnienia. 
Ze stanowiska diachronicznego proces przechodzenia form syntetycznych w analityczne 
omawia m.in. A. Pasoń w monografii Syntetyczne sposoby wyrażania przyczyny w historii języka 
polskiego, Wrocław 1976. Szczególne nasilenie się tego zjawiska w dobie nowopolskiej zauwaŻa 
I. Bajerowa - O najważniejszym procesie składniowym doby nowopolskiej (na podstawie 
materiałów języka ogólnopolskiego XIX w.), Rocznik Naukowo-Dydaktyczny WSP w Krakowie, 
z. 192, 1997, Prace Językoznawcze IX, s. 15-23. 
2) D. Buttler, Ekspansja..., o.c., a także Ekspansja związków analitycznych, [w:] tejże, 
Innowacje składniowe współczesnej polszczyzny, Warszawa 1976, s. 82-93.
		

/177_0001.djvu

			pxxl 3 

 


JĘZYK POLSKI 


177 


za proces progresywny, prowadzący do uściślenia więzi semantyczno-składniowych 
między wyrazami J). 
Jednak nie wszystkie jednostki tej klasy automatycznie otrzymują pozytywną 
ocenę nonnatywną. Rozpatrzmy najczęściej zgłaszane zastrzeżenia 4). 
l. Najwięcej wątpliwości normatywnych budzą konstrukcje zapożyczone z innych 

ków. Sam proces zapożyczania obcych środków budowy zdania o funkcji relacyjnej 
(przyimków) - jak pisze D. Buttler - przybiera dwojaką formę: polega albo na 
kalkowaniu struktury wyrażeń przyimkowych, albo na narzuceniu rodzimemu przyim- 
kowi, pod wpływem jego ekwiwalentu z innego języka, wtórnych funkcji semantycznych. 
Za strukturalne kalki uznaje się wyrazy: drogą, odnośnie, w miejsce, na adres, na szkodę, 
w ślad za, w następstwie i kontrowersyjne celem oraz ze strony. 
Według D. Buttler - wtórne użycia przyimków mające charakter kalk na ogół 
wydają się rażące, ponieważ zbyt radykalnie wykraczają poza typowy zakres ich 
stosowania. Np. wyrażenie w ślad za ustabilizowane w funkcji konkretno-kierunkowej: 
wyjechać w ślad za mężem razi już w znaczeniu 'po czymś, w następstwie czegoś': ...w 
ślad za Zachodem narkotyki stały się w Polsce wzorem nowoczesności (Żj8lj99). 
Podobnie połączenie w miejsce uzasadnione jako wykładnik stosunku zamienności 
o odcieniu konkretno-przestrzennym: ustawienie w miejsce siatki drucianej - drewnianej 
bandy (KJ) budzi zastrzeżenia jako element nadmiernie ekspansywny, wypierający 
wsPÓlnofunkcyjne przyimki zamiast: w miejsce pomocy... (KI) oraz w zamian za: 
liderem Unii Pracy w miejsce Ryszarda Bugaja został... (Żj50j98). 
Warto zauważyć, że większość wtórnych przyimków, kwestionowanych jako zapożyczenia 
strukturalne z innych języków, ma swoje polskie odpowiedniki o dłuższej tradycji użycia. Przykładowo: 
celem - dła; drogą - przez, dzięki; odnośnie - w stosunku do, wobec; na adres - pod adresem. W tej 
sytuacji nowe formy, aby potwierdzić swą funkcjonalność, powinny jakoś - semantycznie lub 
dystrybucyjnie - odróżnić się od swoich synonimów. Możliwe jest to na dwa sposoby: albo przez 
specjalizację treści (znaczenia), albo uściślenie wartości stylistycznej. Pierwszy typ przemian charak- 
terystyczny jest dla wyrażenia na adres. Wyrażenie to mimo wielokrotnych ostrzeżeń normatywnych 
przejęło część dawnych użyć przyimka pod adresem i wyspecjalizowało się w oznaczaniu relacji 
przestrzennej z odcieniem konkretno-kierunkowym: wysyłać coś na adres... . Obecnie jest uważane za 
poprawne. Do poprawnych zalicza się wyrazy cełem i odnośnie do. Jednak warunkiem ich pełnej 
akceptacji jest przestrzeganie reguł ograniczających ich użycie do tekstów stylistycznie nacechowanych: 
oftcjalnie i książkowo dla cełem oraz urzędowo dla odnośnie do. 
. Spośród wymienionych na początku przykładów kalk strukturalnych właściwie tylko 
PIZejęty z języka rosyjskiego przyimek drogą bezsprzecznie traktowany jest jako błąd i przestrzega 


l J) Zob. D. Buttler, H. Kurkowska, H. Satkiewicz, Kultura języka polskiego, t. I, Warszawa 
986, s. 354-5 (dalej KJ). 
4) Dokonując tego przeglądu, powołuję się na opinię autorów aktualnych słowników 

pra
Ościowych oraz słowników języka polskiego zawierających wskazówki normatywne. Są to: 


 poprawnej polszczyzny, pod red. W. Doroszewskiego, Warszawa 1973, Słownik języka 

 kie
o, pod red. M. Szymczaka, Warszawa 1978, M. Bańko, M. Krajewska, Słownik wyrazów 
WOpotliWYCh, Warszawa 1995 (SWK), Słownik współczesnego języka polskiego, pod red. B. Dunaja, 
(N;wa 1996, No
 sł
w:nik popr
wnej polszczyzny, pod red. A. Mar

wskiego, Wars
wa 19

 
poch ). Korzys
 
owmez z ustalen D. Buttler (o.c.). Cytowane w tekscle przykłady,!, wlększoSCl 
odzą z wynl1emonych źródeł, sporadycznie z materiałów własnych (Zycie - Z). 


2 - Język Polski
		

/178_0001.djvu

			178 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 . 


się przed jego stosowaniem, proponując zastępniki: przez i dzięki, a także na drodze oraz - w pewnych 
kontekstach - za pomocą. Jak więc widać, sam fakt zapożyczenia obcej struktury nie jest jeszcze 
decydujący przy orzekaniu o dopuszczalności jej użycia. Zwłaszcza że ze względu na paralelizm 
niektórych procesów językowych w różnych językach trudno jednoznacznie stwierdzić, czy dany 
przyimek wtórny na pewno jest kalką, czy może neologizmem powstałym na gruncie rodzimym, 
niezależnie od jakichkolwiek wpływów. Taka wątpliwość zgłaszana jest wobec przyimka celem. 
Piętnowany jako germanizm (zwecks - por. Słownik polskich błędów językowych S. Słoń- 
skiego) może być równie dobrze rezultatem kostnienia form narzędnikowych w funkcji przyimków, 
por. względem, wzorem, tytułem. Tym bardziej że w epoce staropolskiej miał nawet swojego 
poprzednika - końcem: Tajenie onych omyłek więcej gorszy niż wyjawienie onych końcem 
zaradzenia - XVIII w. 5). Istotniejsze więc z normatywnego punktu widzenia okazuje się sprawdzenie, 
w jakim stopniu dana innowacja nawiązuje do utrwalonych w języku reguł łączliwości składniowej. 
2. Przeobrażenia typowych schematów łączliwości syntaktycznej poszczególnych 
wyrazów - jak pisze D. Buttler - dokonują się nieporównanie częściej i szybciej niż 
jakiekolwiek inne zmiany gramatyczne 6). Prawdopodobnie to właśnie jest przyczyną 
niejednakowej oceny normatywnej niektórych innowacji w tym zakresie. Najwięcej 
uwagi w tej grupie przykładów poświęcono przyimkom: dzięki, na rzecz, obok, wobec, 
w stosunku do, ze strony i za pomocą. 
Przyimek wtórny za pomocą tradycyjnie łączy się z rzeczownikami o znaczeniu 
przedmiotowym (za pomocą czegoś). Słowniki jednoznacznie przestrzegają przed stoso- 
waniem tego przyimka w kontekstach za pomocą kogoś, które wymagają posłużenia się 
wyrażeniami z pomocą lub przy pomocy. Jedyny wyjątek stanowią sytuacje, gdy mowa 
o zbiorowościach ludzkich traktowanych instrumentalnie: będzie rządził za pomocą 
nomenklatury (SWK). 
Tradycyjnie ograniczoną łączliwość mają także bardzo ekspansywne analityczne 
przyimki na rzecz i ze strony. Na rzecz może występować z określeniem osobowym: 
abdykował na rzecz swego syna (SWK) lub nieosobowym: wysiłki na rzecz politycznej 
jedności... (SWK), nie powinien być jednak zestawiany z nazwami czynności: wysiłki na 
rzecz wyzwolenia kraju (SWK). W tym ostatnim wypadku lepszy byłby przyimek dla. Ze 
strony z kolei konkuruje z przyimkiem od w funkcji wskazywania na uczestnika jakichś 
wydarzeń: otrzymali ze strony zarządu kwiaty (KJ) i mimo że nie jest kwalifikowany jako 
błąd, zaleca się ostrożność w stosowaniu go w podobnych kontekstach. 
Zachwianie tradycyjnej łączliwości towarzyszy także użyciom dwu ogólnorelacyj- 
nych przyimków wtórnych: wobec i w stosunku do. Jeszcze SPP podaje wyłącznie 
związki zaniepokojenie czym, przeciwdzialanie czemu, czujność na co, szacunek dla kogo, 
które dziś wypierane są przez konstrukcje z przyimkiem wobec: zaniepokojenie wobec 
projektu, przeciwdziałanie wobec przejawów chamstwa (Butt1er), czujność wobec czego 
(KJ), szacunek wobec przełożonych (SWK). 
Nie wszystkie wymienione połączenia uznaje się za wystarczająco ustabilizowane w języku. 
SWK przestrzega przed nadmierną ekspansją przyimka wobec w niektórych kontekstach, uznająC 
np. za jedyną poprawną postać związku wyrażenie szacunek dła przełożonych. Nie jest też 


5) Zob. D. Buttler, H. Kurkowska, H. Satkiewicz, o.c., s. 354. Por. też uwagę ze s. 447 
o niemożności jednoznacznej kwalifikacji ze strony jako kalki. 
6) D. Buttler, Innowacje..., o.c., s. 5---6.
		

/179_0001.djvu

			lJ{XXl 3 


JĘZYK POLSKI 


179 


- 
- 


akc;eptowane przez autorów tego słownika użycie przyimka w stosunku do w wyrażeniu odnosić się 
W stosunku do kogoś..., choć pojawienie się tu przyimka wtórnego tłumaczone bywa chęcią 
wzmocnienia treści sygnalizowanej przez przyimek właściwy do 7). 
Odwrotną tendencją (do desemantyzacji) motywuje się rozszerzenie zakresu 
łączliwości przyimków obok i dzięki. Przyimek wtórny obok ostatecznie przejął dodat- 
kową funkcję 	
			

/180_0001.djvu

			ISO 


JĘZYK POLSKI 


LXXxI :łj 

 o 


Są wreszcie rzadko pojawiające się we współczesnych tekstach przyimkowe archaizmy:' 
gwoli (gwoli pewnego rodzaju zabawy w political fiction - ŻjI24/99), krom (krom Matki Ojczyzny: 
nic nie mając... - Harasymowicz), śród (śród pól stał biały dworek - SWJP) i wedłe (wedle 
instrukcji Naczelnego Dowództwa WP, miał doprowadzić... - Ż/61/99). Z innych spodziewać by 
się można jeszcze miast, choć najnowsze słowniki już nie odnotowują tego wyrazu. Latw
 
zauważyć, że stylistyczna wyrazistość przyimków wtórnych nacechowanych archaicznie wyklucza 
właściwie możliwość popełnienia błędu przy ich stosowaniu. 
Żywiołowy rozwój klasy przyimków wtórnych, a zwłaszcza popularyzowanych 
przez prasę analityzmów, np. na skutek, na temat, na zasadzie, pod pojęciem, pod względem,. 
pod znakiRm, w charakterze, w imię, w myśl, w zakresiR, w odniesieniu do, w przypadku, 
w świR tle, w trosce o, z perspektywy, z przyczyny i in., doprowadzi prawdopodobnie do 
dalszego mieszania się zakresów ich stylistycznych użyć - znajduje to już wyraz w nie- 
jednolitej opinii językoznawców co do warunków posługiwania się niektóryrni przyimkami 
- i ustalenia nowej normy, uwzględniającej w większym stopniu udział przyimków 
wtórnych w ogólnej odmianie języka. Tymczasem wystrzegać się trzeba mechanicznego 
posługiwania się wyrazami funkcyjnymi, bo może to zaowocować kontekstem: w myśl 
tego sposobu myślenia (Ż/50/98), co na pewno uznać należy za błąd stylistyczny. 
5. Mechaniczne powielanie, szablonowość - to główny zarzut stawiany kon- 
strukcji w oparciu o. SWJP opatruje hasło wykrzyknikiem z uwagą, że poprawnymi 
formami są opierając się na i zamiennik na podstawie. Jednak uzus przeczy normie, 
SWK zalicza nawet w oparciu o do wyrażeń modnych. Wygląda więc na to, że trzeba 
pogodzić się z tą formą, tym bardziej że istnieją przyimki wtórne o dość podobnym 
typie strukturalnym, np. w odpowiedzi na, w odniesieniu do, które choć z zastrzeżeniem, 
że mają wydźwięk oficjalny, są dopuszczalne. 
6. Trudniej zaakceptować te przyimki wtórne, w których doszło do przekształcenia 
ich tradycyjnej postaci. Dotyczy to wyrażeń: na wskutek i za wyjątkiem. Przyimek na 
wskutek powstał w wyniku kontaminacji bliskich mu formalnie na skutek i wskutek. Zp 
wyjątkiem to najprawdopodobniej wpływ rosyjskiego za iskluczenijem. Oba wyrazy 
mają swoje nie budzące kontrowersji odpowiedniki: na skutek lub wskutek i z wyjątkiem. 
Niepoprawny pod względem formy jest również przyimek wtórny imieniem. Za 
jego właściwą postać uznaje się tylko formę dopełniaczową imienia. 
Jak widać z dokonanego przeglądu, wątpliwości normatywne związane z klasą 
przyimków wtórnych dotyczą szczególnie dwóch - obecnie najbardziej reprezentatyw- 
nych i najbardziej produktywnych - typów strukturalnych: konstrukcji analitycznych 
będących kombinacją przyimków właściwych i odpowiednich rzeczowników (w miejsce, 
na adres, na szkodę, w ślad za, w następstwie, ze strony, na rzecz, w stosunku do, za 
pomocą, w kierunku na, w okresie, na terenie, w celu, w obliczu, w odniesieniu do, 
w odpowiedzi na, w ramach, z racji, z tytułu, z uwagi na, w oparciu o, na wskutek, za 
wyjątkiem) oraz przyimków wtórnych odrzeczownikowych (drogą, celem, dzięki, imie- 
niem), wyjątkowo tylko struktur tożsamych formalnie z przysłówkiem (odnośniR, obok). 
Konstrukcjom złożonym brak z reguły tradycji użycia, lecz ich ostateczne uznanie 
wydaje się w większości wypadków kwestią czasu. Taką hipotezę wspiera obserwacja 
ewolucji l10rmy w stosunku do przyimków wtórnych: w miejsce, na adres, na rzecz
		

/181_0001.djvu

			łJVOO 3 
.... 
f.. oparciu o, które w nowszych wydawnictwach poprawnościowych są akceptowane 
w większym stopniu. Stosunkowo wolno przebiega natomiast proces uznawania przyim- 
ków wtórnych o postaci rzeczowników. Ich zakres użycia ograniczony jest często 
ł;walifikatorami, co w oczywisty sposób hamuje ekspansję tego typu. Trzeba jednak 
zaznaczyć, że zastrzeżenia nie dotyczą całych podklas, lecz poszczególnych elementów 
zbioru, zwłaszcza tych interpretowanych jako kalki obcych struktur. Wydaje się, że te 
argumenty są dziś nieco przestarzałe. 
Rzadko formułuje się uwagi co do samej struktury, ksztahu fonnalnego przyimków 
wtórnych. Wyjątkowo: na wskutek, za wyjątkiem, odnośnie. Niedopuszczalne są także 
imieniem i drogą mimo ich podobieństwa formalnego do innych odrzeczownikowych 
przyimków wtórnych typu celem, skutkiem, wzorem, tytułem. Z reguły zastrzeżenia 
dotyczą poszczególnych użyć jednostek tej klasy. Jako elementy nadmiernie ekspansywne 
często pojawiają się w tekstach, których stylistyka wymaga zastosowania innych środków 

kowych. Kwestionowane ze stanowiska normatywnego wyrazy zwykle mają apro- 
bowane przez normę odpowiedniki w postaci innych przyimków wtórnych. 
Formułując ogólną ocenę poprawności stosowania przyimków wtórnych, trzeba 
pamiętać, że ich rozwój wynika z ewolucji systemu językowego i wspierany jest przez 
tendencję do precyzji i wyrazistości semantycznej struktur językowych. Niekiedy ze 
względu na ścisłość wyrażanej treści wręcz preferowane są konstrukcje z przyimkami 
wtórnymi 10). Poza tym ich łączliwość dopiero się ksztahuje i w wielu wypadkach nie 
osiągnęła jeszcze stanu stabilizacji. Biorąc pod uwagę wszystkie przyczyny, proponuję 
za większością współczesnych językoznawców zająć rozsądnie aprobujące stanowisko. 


JĘZYK POLSKI 


181 


Zestawienie uwag normatywnych według cytowanych źródeł 
celem - SPP książk.; SWJP olk.; NSPP urz.; SJPSzym brak uwag; KJ popr., germ.?; SWK nie not. 
drogą - SPP, SWJP bł.; KJ bł., kalka z ros.; NSPP bł. w zn. 'przez coś, w czymś'; SJPSzym, SWK 
nie not. 
dzięki - SPP, SJPSzym, SWK, NSPP bł., gdy oznacza przyczynę niekorzystną; SWJP oznacza 
przyczynę pomyślną; KJ popr., rozszerza łączliwość 
gwoli - SJPSzym, SWK, NSPP przestarz.; SPP ts., żart.; Kl, SWJP nie not. 
imieniem - SPP, SWK, NSPP bł.; SJPSzym, SWJP not. tylko imienia 
krom - SPP, SJPSzym, KJ, SWK, SWJP i NSPP nie not. 
miast - SJPSzym, książk.; SPP, KJ, SWK, SWJP i NSPP nie not. 
1łIl adres - SPP, SJPSzym nie not. w funkcji przyimka; KJ popr., kalka z ros.; SWK dopuszcz., 
NSPp popr.; SWJP nie not. 
na bazie - bł. zamiast na podstawie; SWK urz.; SWJP ofic.; SJPSzym, KJ nie not. 
na drodze - SPP lepiej przez; NSPP ts., ofic., urz.; SWJP ofic.; SJPSzym, Kl, SWK nie not. 
na mocy - SPP, SJPSzym, KJ brak uwag; SWJP ofic.; SWK, NSPP nie not. 
na odcinku - SPP lepiej w zakresie; NSPP ts., olic.; SWK wojskowa metaforyka; SJPSzym, KJ, 
SWJP nie not. 
na okres - SPP, SWK bł. w zw. z rok itp.; SWJP brak uwag; NSPP urz., lepiej na rok; SJPSzym, 
KI nie not. 

 przestrzeni - SPP, SWK, NSPP lepiej w ciągu, podczas; KJ pop£.; SWJP ofic.; SJPSzym nie not. 
Rzecz '0). Pisze o tym Jan Miodek w związku z nadużywaniem przyimka właściwego przy, [w:] 
o Języku. Szkice o współczesnej polszczyźnie, Wrocław 19S3, s. 161.
		

/182_0001.djvu

			IS2 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 



 


na rzecz - SPP, SWK bl. w zw. z n. czyn.; SJPSzym tylko na rzecz kogoś, czegoś; KJ brak uwag; 
SWJP ofic.; NSPP naduż. z czas. abstr., lepiej dła 
na szkodę - SPP bł. w zw. ze skraść i syn.; SJPSzym, KJ, SWK, SWJP, NSPP nie not. 
na terenie - SPP, NSPP bł., gdy mowa o małych powierzchniach; SWK ts., urz.; KJ popr.; 
SJPSzym, SWJP nie not. 
na wskutek - SWK bł., kontaminacja; SPP, SJPSzym, KJ, SWJP, NSPP nie not. 
odnośnie - SPP, KJ, NSPP urz., tylko odnośnie do; SJPSzym książk., tylko odnośnie do; SWK uno 
obok - SPP, SWK lepiej oprócz; SJPSzym, KJ, SWJP popr.; NSPP ofic., bł., gdy niejedno- 
znaczne 
śród - SPP, SWJP rzad.; SJPSzym przestarz.; KJ, SWK, NSPP nie not. 
tytułem - SPP książk.; SJPSzym, SWJP brak uwag; NSPP urz.; KJ, SWK nie not. 
w celu - SPP, SJPSzym, KJ, SWK brak uwag; SWJP ofic.; NSPP urz. 
w drodze - SPP lepiej przez; NSPP ts.; ofic., urz.; SJPSzym, SWJP brak uwag; KJ wyspe- 
cjalizowane; SWK nie not. 
wedle - SPP, SJPSzym, NSPP przestarz.; SWJP rzad.; KJ, SWK nie not. 
w kierunku - SPP bl. zamiast w cełu; NSPP ts. + pod wzgłędem, ofic. i urz.; SWK styl. gorsze; KJ 
ekspansywne; SWJP nie not. 
w kierunku na - KJ tautologia; SPP, SJPSzym, SWK, SWJP, NSPP nie not. 
wkoło - SPP, SJPSzym, SWK, NSPP brak uwag; SWJP pot.; KJ nie not. 
w miejsce - SPP lepiej zamiast; SJPSzym, NSPP ts., pot.; KJ bł., za ekspansywne, kalka z ros.; 
SWK popr., SWJP brak uwag 
w następstwie - SPP, NSPP popr., KJ po pr. choć rus.; SWK popr. w zn. 'wskutek'; SJPSzym, 
SWJP nie not. 
wobec - SPP, KJ popr., SJPSzym, SWJP brak uwag; SWK nadużyw.; NSPP nadużyw. zamiast co 
do. dla, do 
w obliczu - SPP popr.; SJPSzym fraz., stanąć, znaleźć się w obliczu...; SWJP ofic.; NSPP nie 
z sukces, urodzaj itp.; KJ, SWK nie not. 
w odniesieniu do - SPP brak uwag; KJ popr.; SJPSzym książk.; SWJP ofic.; NSPP urz.; SWK nie 
not. 
w odpowiedzi na - SPP, NSPP urz., lepiej odpowiadając na...; SJPSzym nie not.; KJ, SWK 
dopuszcz.; SWJP ofic. 
w okresie - SPP, SWK bł. w zw. z rok itp., SWJP brak uwag; SJPSzym, KJ, NSPP nie not. 
w oparciu o - SPP bł. zamiast opierając się na, na podstawie; NSPP nadużyw., lepiej j. o.; SWJP 
bł.; SWK dopuszcz., modne; KJ nie not. 
w stosunku do - SPP, NSPP bł. z czas. odnosić się; SJPSzym, SWJP brak uwag; KJ popr., SWK 
bl., gdzie wystarczy do lub dła 
w ślad za - SPP, NSPP błąd w zn. 'po czymś, w następstwie czegoś'; SWK ts.; rus.; SJPSzym brak 
uwag; KJ papr.; SWJP nie not. 
w ramach - nadużyw. jako podczas, w związku z; SJPSzym brak uwag; SWK ofic.; naduiyw., 
SWJP ofic., NSPP ofic., lepiej podczas, w czasie; bł. w ramach możliwości; KJ nie not. 
za pomocą - SJP, SWK tylko za pomocą czegoś; SPP, NSPP ts.; SWJP brak uwag, lecz tradycyjny 
kontekst; KJ nie not. 
za wyjątkiem - SPP bl., tylko z wyjątkiem; KJ, SWK, SWJP, NSPP bł.; SJPSzym not. tylko 
z wyjątkiem 
ze strony -lepiej bez przyimka lub przez; SJPSzym popr. w zn. 'od, przez, u kogoś'; KJ popr.; 
SWK naduż., gdy wskazuje na uczestnika; NSPP naduż. w ofic.; SWJP nie not. 
z racji - SWJP ofic.; NSPP brak uwag; SPP, SJPSzym, KJ, SWK nie not. 
z tytułu - SPP książk.; SJPSzym brak uwag; SWJP ofic.; NSPP urz.; KJ, SWK nie not. 
z uwagi na - SPP książk., lepiej ze wzgłędu na; SJPSzym brak uwag, SWJP ofic.; NSPP ofic., lepiej 
ze względu na; KJ, SWK nie not.
		

/183_0001.djvu

			LXXXI 3 
..... 


JĘZYK POLSKI 


IS3 


Katarzyna Wyrwas*), Katowice 
Przytoczenia w potocznym tekście narracyjnym 


Wypowiedź narracyjną zdefiniowano jako szczególną odmianę opisu działania, 
jako wypowiedź odnoszącą się do działania (Dijk 1985). Narracje naturalne ł) występują 
w codziennych rozmowach 2), gdy ludzie opowiadają sobie wzajemnie doświadczenia 
osobiste. Wyróżnić można wypowiedzi, w których mówi sam nadawca (tekst narracyjny) 
i takie, w których przytacza on bądź referuje sądy innej osoby (Dobrzyńska 1993: 
298-9). W opowiadaniach potocznych 3) przedstawia się nie tylko działania bohaterów, 
lecz często - jeżeli z punktu widzenia narratora jest to istotne dla jakości narracji 
- przytacza się wypowiedzi osób biorących udział w zdarzeniach. W każdym niemal 
miejscu struktury narracyjnej pojawiają się wypowiedzi bohaterów na temat zdarzeń 
lub przytaczane są dialogi postaci. Przedmiotem niniejszego szkicu jest opis przytoczeń 
występujących w narracji potocznej. 
Przytoczeniem nazywamy «włączenie do wypowiedzi relacji o słowach lokowanych 
przez narratora w innej sytuacji komunikacyjnej» (Encyklopedia... 1993: 438). W tekście 
narracyjnym mogą być trzy typy przytaczania: mowa niezależna, zależna i pozornie 
zależna. 
Mową niezależną nazywamy cytowanie pełnego wypowiedzenia lub ciągu wypo- 
wiedzeń, czyli przytoczenie dokładne w intencji. Mowa niezależna jest wydzielona 
z narracji, składniowo od niej niezawisła i zakłada reprodukowanie tekstu tak, jak 
został wypowiedziany. Mowa zależna jest to zdanie relacji wyłącznie z zawartości 
komunikacyjnej czyichś słów, to przytoczenie wypowiedzi postaci podporządkowane 
składniowo narracji i stanowiące zdanie podrzędne. Mowa pozornie zależna znosi ścisłe 


*) Autorka jest stypendystką Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej. 
') Temat ten podjęłam we wcześniejszych pracach, zob. Depta 1997, Depta 1998. 
1) Narracje nie zawsze występują samodzielnie: ten gatunek mowy znaleźć możemy 
w strukturze innych gatunków (np. skargi, która oczywiście sama bywa częścią rozmowy). 
3) W artykule wykorzystuję wyłącznie teksty mówione. Są one w większości zapisami 
(ortograficznymi) autentycznych rozmów zarejestrowanych przeze mnie, przeprowadzonych w kon- 

cie indYWidualnym, prywatnym, typu «twarzą w twarz» [KW]. Nadawcy i odbiorcy wywodzą 
SIę z kręgu rodzinnego lub grup przyjaciół. Nagrań dokonałam w latach 1995-1999, w większości 
z podsłuchu, bez wiedzy osób nagrywanych. W zapisie nie stosuję znaków interpunkcyjnych w roli 
seł:m
ntacyjnej, zaznaczam jedynie - na wzór zbioru tekstów katowickich (Teksty języka 
mOWlonego miast Górnego Śląska i Zagłębia, red. W. Lubaś, t. 2, cz. 1-2, Katowice 1980) 
- pauzy w mówieniu, gdyż oddaje to tok mowy: 1- pauza krótka, 11- pauza długa. Do analizy 

korzystuję także zapisy nagrań programów telewizyjnych, głównie o charakterze reportażowym: 
. kspres Reporterów (pod red. B. Danilewicz) [Ekspres]; Pies a sprawa polska (L Piłatowska 

 J. Jankowska); Się...powodzi (L Engler), jak również fragmenty tekstów mówionych opubli- 
Owanych (K. Pisarkowa, Składnia rozmowy telefonicznej, Wrocław 1975 [IPis]).
		

/184_0001.djvu

			184 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


rozgraniczenia pomiędzy tekstem opowiadania a przytoczeniem, pojawiają się tu 
czasowniki oznaczające myślenie, mówienie, odczuwanie (Encyklopedia... 1993: 438; 
Głowiński i in. 1998: 327-8). 
Narracja potoczna jest tekstem złożonym. Wojciech Górny (1966: 288) nazywa 
tak tekst składający się z wypowiedzi przytoczonych oraz tekstu prowadzącego, który 
stanowi oś narracji lub wprowadza i objaśnia wypowiedzi przytoczone. W zgromadzo- 
nych tekstach opowiadań potocznych odnajdujemy wiele przykładów reprodukowania 
wypowiedzi uczestników zdarzeń. Spróbujmy poklasyfikować je ze względu na sposób, 
w jaki odtwarzane są w nich wypowiedzi postaci. 
Niezwykle często występują w narracji potocznej przytoczenia niezależne. W za- 
rejestrowanym przez nas materiale stanowią one prawie 90% wszystkich przytoczeń. 
Jak twierdzi K. Pisarkowa, są «one łatwiejszą i potoczniejszą formą reprodukcji 
cudzych wypowiedzi» (1975: 148). Nieco mniej wskazać można przykładów przytaczania 
w mowie zależnej, jednak wystarczą one do przeprowadzenia wstępnej klasyfikacji. 
W zebranych tekstach nie odnaleziono przykładów mowy pozornie zależnej. 
Większość przytoczeń występuje w strukturach, w których centralnym składnikiem 
jest czasownik, funkcjonujący jako wprowadzenie (Górny 1966: 359) reprodukowanego 
tekstu. Zwykle jest to czasownik nadawczy, oznaczający mówienie (verbum dicendi), 
czasem może to być czasownik odbioru, np. oznaczający słyszenie. Przytoczenia z czaso- 
wnikiem wprowadzającym występują jako mowa niezależna lub jako mowa zależna. 
Przytoczenia w mowie niezależnej realizują schematy, w których wprowadzający 
czasownik występuje w różnych pozycjach: I. czas. + cytowana wypowiedź, II. cy- 
towana wypowiedź + czas., III. początek wypowiedzi + czas. + koniec wypowiedzi. 
Narrator pragnie, aby jego tekst został zrozumiany, dąży więc do pewnego jego 
uporządkowania. W tym celu musi między innymi odgraniczyć cytowane słowa 
bohaterów od właściwego tekstu narracji. Służą do tego czasowniki wskazujące na 
proces mówienia lub nazywające słyszenie. Pojawiają się one najczęściej w pozycji przed 
reprodukowanym tekstem. Wypowiedzi zawierające w sobie schemat I (czasownik 
+ cytowana wypowiedź) są najbardziej powszechne w tekstach opowiadań potocznych. 
Przytaczane są w nich dialogi, więc wprowadzenie inicjalne (Górny 1966: 361) służy do 
zaznaczenia rozmówców. 
W segmentach narracyjnych, które towarzyszą przytaczanym wypowiedziom, 
bezpośrednio ujawnia się metajęzykowa funkcja narracji (Witosz 1988: 51). Dialog jest 
pewnym naderwaniem ciągłości opowiadania, a tzw. «akompaniament narracyjny 
dialogu» ma łagodzić owo naderwanie. Zadaniem tak określonego metatekstu jest 
informowanie słuchacza o tym, kto wygłasza daną kwestię, a także powiadamianie 
o sposobie mówienia i czynnościach towarzyszących mówieniu (Głowiński 1973: 46-7): 
[...] poleciałam do majstra/a on mówi/aha/ząb// i wzięłam przepustkę/poleciałam na 
Wawel / to wbiła mi zastrzyk / i nie mogła mi przez godzinę zęba wyrwać / o n a m ó w i 
pojedzie pani do chirurga / [...] poszła po jakąś tam drugą bo tam na Wawelu to jest jakaś druga 
też / i przyszła ta druga dopiero i m ó w i on jest zrośnięty to trzeba do chirurga pisz 
skierowanie [...] / jak przyszłam do domu a moja m a m a m ó w i tak / do mnie coś
		

/185_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


185 


mówi / a ja łzy w oczach m a m a m ó w i / co ci się stało [KW 96]; [...] j e d n a p a n i / 
p r a c o w n i k / z g m i n y / p o w i e d z i a ł a dostaliście nowy nowe mieszkanie to teraz 
bądźcie cicho / bo macie nowy domek to bądź pan zadowołony [Się... powodzi lIVlII 98/V]; 
[...] zmieniłam kurtkę/zapomniałam przełożyć legitymacji/zamiast schować do plecaka to 
wszystko zostawiłam w domu/legitymację bilet wszystko/ja przypomniałam sobie na przy- 
stanku i m ó w i ę no teraz się nie wrócę bo nie zdążę/bym się spóźniła do szkoły / a o n e 
m ó w i ą a nie złapią cię a j a m ó w i ę na pewno mnie złapią [...] drugi przystanek a tam fa- 
cet stoi [...] i o n m ó w i co mam z wami zrobić a ja się na niego patrzę z takim łzy w oczach 
miałam a o n m ó w i macie za co kupić bilety /j a p o w i e d z i a ł a m mam (KW 96] 
We wprowadzeniu obok czasownika mówienia pojawia się w funkcji podmiotu 
rzeczownik lub zaimek (por. Górny 1966: 365). 
Najczęściej używanymi do reprodukowania cudzych wypowiedzi czasownikami 
mówienia są, jak pokazuje materiał, mówić i powiedzieć, jednakże verba dicendi są 
liczną grupą (por. Kozarzewska 1988; Kleszczowa 1989), skupiającą również czasowniki 
wskazujące na sposób mówienia (por. Górny 1966: 343), zwracające uwagę na akustyczną 
i ekspresywną stronę mowy: 
[...] Madejska to się d a r ł a na cały wagon / Halina Halina jakie dziś dziurki [...] [KW 96] 
oraz takie, które wskazują na kontakt między nadawcą a odbiorcą (np. od- 
powiadać, prosić, przerywać, pytac): 
I ja chodzę jak żebrak - stary - po prostu chodzę od człowieka do człowieka i grzecznie 
się p y t a m [...]: "Słuchaj, jest taka sprawa, proszę cię, weź ten materiał i uzupełnij go do 
jutra. To jest dwadzieścia stron, niedużo" . [...] Więc ja p y t a m się tak nieśmiało: "Panowie! 
To może my w ogóle zrezygnujemy z działalnośd! [...]" [TPis, s. 196] 


W narracji potocznej verba dicendi czasami nazywają nie akt mówienia, lecz 
myślenie i można to wywnioskować z kontekstu opowiadania: 
[...] przeszłam się gdzieś koło apteki i poszłam do Sylwka / i wchodzę na tą górę / patrzę stoi 
rower górski / na rowerze siedzi ktoś / m ó w i ę nie wejdę / bo spojrzałam się na tą osobę 
m ó w i ę chłopak no to ja nie wejdę bo ja się wstydzę / m ó w i ę z kołegą stoją kolegi pewno 
nie znam i nie wejdę bo się wstydzę [KW 96] 
Narratorka w sytuacji, o której opowiada, była sama, stąd wniosek, iż używa 
w swym opowiadaniu czasownika mówić na oznaczenie myślenia i taki właśnie sposób 
opowiadania (z zastępowaniem myśleć przez mówic) jest dla niej charakterystyczny. 
Jednocześnie wskazać należy - co podkreślał W. Górny (1966: 342) - na ogólną 
wśród użytkowników języka tendencję do ujmowania myśli jako wypowiedzi na kształt 
wypowiedzi ustnej. 
Przytoczenie może również zostać wprowadzone z perspektywy odbiorcy za 
pomocą czasownika odbioru słyszeć: 


[...] ja dokręciłam się a tu s ł y s z ę ało (i) [KW 96] 
W przedstawionych wyżej przykładach czasownik nazywający akt mowlenia 
występuje w inicjalnej części przytoczenia. Pełni on w tych tekstach funkcję delimitacyjną, 
funkcję ramy, wyraźnie oddzielając narrację od przytoczenia. Słuchacz otrzymuje w ten 
sposób informację o zmianie płaszczyzny komunikacji. Jednakże w wypowiedziach,
		

/186_0001.djvu

			IS6 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


które realizują schemat II (cytowana wypowiedź + czasownik), równie łatwo odróżnić 
można tekst narracyjny od cytatu: 
[...] ona tylko ało i ało gada [KW 96]; [...] to niech pani nie pisze/dziękuję/pani 
doktór / niech pani nie pisze / nie nie potrzeba pisać m ó w i ę [KW 96] 
Istotną rolę pełni w przytaczaniu dialogów zmiana intonacji. W. Górny (1966: 
306) mówił tu o intonacji «naśladowczej», polegającej na zmianie tembru głosu. 
Zjawiska tego nie możemy oddać w graficznym zapisie tekstu mówionego 4). 
Schemat 1115) realizuje się w swej wersji podstawowej: początek wypowiedzi 
+ czasownik + koniec wypowiedzi. 


[...] nie m ó w i wejdź [KW 96]; [...] "O - jeden m ó w i - nie. stary, to niemożliwe, ja ci tego 
nie zrobię. Ja nie mam czasu" [...]. [TPis, s. 196] 
Wprowadzenie czasownika mówienia przerywa zwykle tok cytowanej wypowiedzi 
na jej początku, po pierwszym słowie lub po kilku przytaczanych słowach: 


[...] przysyła sohys pani takich dwóch chłopaczków / mata iść m ó w i tam bo tam jest syn 
czy pobity czy zabity [...] [pies a sprawa polska 14 VII 98] 
Przerywając tok przytoczenia już po kilku słowach narrator stara się przypomnieć 
słuchaczowi, iż dany tekst jest cytowany oraz - aby uniknąć nieporozumień - za- 
znaczyć odpowiednio wcześnie, kto jest nadawcą reprodukowanej wypowiedzi. 
Struktura z wprowadzeniem wtrąconym może zostać zwielokrotniona, jeżeli 
reprodukowany tekst jest dłuższy i z punktu widzenia narratora konieczne jest ciągłe 
przypominanie słuchaczowi, iż wypowiedź, którą właśnie słyszy, jest przytoczeniem: 


[...] tak żem się spojrzała na tego psa / taka mnie litość wzięła / ja m ó w i ę panie zostawcie 
go / ja m ó w i ę / ja / masz pan dowód spisz pan na mnie psa i po robocie [...] [KW 96] 
Mowa zależna pojawia się w tekstach opowiadań w zdaniach podrzędnych, rea- 
lizując schemat: zdanie nadrzędne z verbum dicendi + zdanie podrzędne dopełnieniowe. 
Verbum dicendi, podobnie jak w przytoczeniach niezależnych, ma tu za zadanie 
informować słuchacza o wprowadzaniu w tekst cudzej wypowiedzi, w mowie zależnej 
jest to jednak nie dokładny cytat, lecz zawarta w zdaniu podrzędnym dopełnieniowym 
(wprowadzanym przez że, żeby lub czy) relacja o tym, co bohater powiedział. Wanali- 
zowanych tekstach wskazać można następujące czasowniki mówienia wprowadzające 
mowę zależną: 
l) mówić"): 


[...] m ó w i ę że łegitymacji zapomniałam i wszystkiego [...] [KW 96]; [...] jedzie do Centrum 
Ogrodniczego patrzy / a tam jakaś taka zardzewiała szklarnia [...] / w środku siedzi kobieta / i 


4) Można jedynie - jak zresztą to czynię - wyróżnić graficznie (kursywą) przytaczane 
w narracjach potocznych wypowiedzi uczestników zdarzeń. 
5) Taki typ wprowadzenia W. Górny (1966: 360) nazywa wprowadzeniem wtrąconym, 
które w swej rozwiniętej wersji może mieć także charakter przeplatający i okalający. 
6) Mówić jest najliczniej reprezentowanym czasownikiem mówienia w analizowanych 
opowiadaniach. W zarejestrowanym materiale potocznym występują wyłącznie następujące czaso-
		

/187_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


187 


nie ma klamki / klamka jest tylko z tej / m ó w i że nie ma kłamki bo mąż pojechał gdzieś tam 
[...]/mąż gdzieś pojechał zostawił ją ale nie ma klamki/wziął klamkę [...] [KW 96]; [...] 
poszłam potem tam / spotkałam / spotkałam Beatę / pod Rondem / i żeśmy trochę stały 
w klatce j[...] m ó w i ą że były tam kolo niego gwizdały tam z tyłu / [...] a on m ó w i że jest 
ale / ałe nie wiem czy on otworzy / bo nie wejdzie na górę bo ma nogę złamaną [KW 96] 
2) P O w i e d z i e ć: 
[...] one p o w i e d z i a ł y że je zdradziłam aja p o w i e d z i a ł a m że trudno / to dla własnej 
ochrony [KW 96]; [...] jak ja zeszłam na dół już były druty odcięte od słupa i od 
domu/zwinięte [...] on p o w i e d z i a ł że będzie rozbierany dach/była wzywana policja/więc 
pan komendant przyjechał od nas z Izabelina i tylko tyle p o w i e d z i a ł że on ma prawo 
[Ekspres 18 VIII 98/ I]; z PZU nie dostaliśmy żadnych pieniędzy mimo że opłacaliśmy / to 
p o w i e d z i e l i że nie było wyszczególnione od powodzi / i nie dostaliśmy nic / [...] a córce 
żeby tam coś pomogli też byłam w tej sprawie / no to p o w i e d z i e l i w opiece że / ma 
mlodego męża niech sobie remontuje w mieszkaniu [Się... powodzi 11 VIII 98/ IV] 


3) p y t a ć: 
[...]ja się p y t a m czy onjedzie do zajezdni [...] [KW 96]; [...] Szymek wychodził z klatki i się 
go s p Y t a ł a m czy Sylwek jest w domu [KW 96] 
4) d r z e ć s i ę: 
[...] kierowca d ar ł s i ę na niego [...] żeby się uspokoił bo zaraz na policję pojadą [...] [KW 
96]; [...] Marek się na mnie d a r ł że po co do tej dziury / że / tam nie ma skłepów / że tam są 
dwa sklepy [...] [KW II/97] 
Jak już powiedziano, w przytaczaniu dialogów w opowiadaniu istotne jest 
odgraniczanie tekstów przytaczanych od siebie, a także tekstu przytaczanego od tekstu 
narraqi. Granic tych nie przestrzega się konsekwentnie (Pisarkowa 1975: 147). Nierzadko 
czasownik wprowadzający zostaje pominięty i przytoczenie mowy niezależnej odbywa 
się w sposób niezapowiedziany 7). Ramę delimitacyjną przytoczenia stanowi więc 
przerwa w mówieniu. Wprowadzając reprodukowany tekst pauza owa funkcjonuje jako 
metasygnał zmiany płaszczyzny aktu komunikacji 8): 


[...] ja dzwonię w czwartek / Kasia weź mi napisz jak do tych Ruskich mam mówić [...] [KW 
96]; [...] ludzie nam czasami zazdroszczą / a wy mieszkacie w domu / wy sobie możecie wyjść 
na ogródek [...] [Ekspres I II 99/1] 
oraz jako sygnał zmiany nadawcy: 
[...] jak ja stanąłem na komisji to było tak no [...] uczysz się (?) [...] / nie (!) [...] / pracujesz (?) 
nie / kategoria A / do wojska a ja mówię przepraszam panie pułkowniku / chciałem do O HP / 
a to dłaczego (?) / no chciałem po prostu zrobić zawód / skończyć szkołę bo mam skończone 
dwie kłasy technikum tylko / nie ma zawodu [...] [KW 96]; [...] ja się pytam czy on jedzie do 


wniki mówienia: mówić, powiedzieć. pytać. drzeć się. Inne czasowniki mówienia Gak np. gadać, 
krzyczeć. wrzasnąc} nie pojawiają się. 
7) W. Górny (1966: 289) nazywa taki typ przytoczenia «przytoczeniem z wprowadzeniem 
zerowym». 
8) W. Górny (1966: 307), opisując przytoczenia na materiale literackim, wymienia sposoby 
zaznaczania granic przytaczanych wypowiedzi. W tekście drukowanym czyni się to przy użyciu 
znaków przestankowych, np. w tekstach staropolskich - dużą kropką; później - dwukropkiem, 
cudzysłowem, pauzą, odmiennym drukiem.
		

/188_0001.djvu

			188 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


zajezdni a on tak jadę / może nas pan zabrać (1) / a on mówi dopiero wieczorem jadę 
[...] [KW 96] 


W tym samym charakterze, jak wspomniano wcześniej, może również występować 
zmiana intonacji 9). 
W toku opowiadania spotkać się można z ciągłym powtarzaniem słowa wprowa- 
dzającego przytoczenie (por. Witosz 1988: 55): 
[...] ja m ó w i ę nic tylko mi coś uszkodzilajak mi wyrywała m ó w i ę dłatego m ó w i ęjakiś 
nerw / [...] na drugi dzień poszłam do dentystki zakładowej / nie / no bo była [...] może mi coś 
uszkodziła / a ona m ó w i nie m ó w i tylko do pracy nie może pani iść m ó w i / to / m ó w i 
bo pani ciężko dźwiga / no bo m ó w i jakiś krwotok pani by mogła dostać m ó w i to nie 
mówi/niech pani idzie mówi [...] [KW 96] 
W języku potocznym przytaczanie cudzych wypowiedzi bywa chaotyczne. Dlatego 
nadawca stara się często zaznaczać (powtarzając czasowniki mówienia), że dany tekst 
jest przytoczeniem, aby jego wypowiedź - pomimo jej spontaniczności - była dla 
słuchacza zrozumiała. 
Zarejestrowane wypowiedzi pokazują, że teksty opowiadań potocznych zawierają 
dużą liczbę przytoczeń, z których większość występuje w mowie niezależnej. Przytoczenia 
w narracjach potocznych, podobnie jak w tekstach literackich, stanowią nieodłączny 
składnik wydarzeń, o których opowiada narrator. Z wprowadzenia i z samej przytoczonej 
wypowiedzi oraz ze współpracy kilku czynników kontekstowych słuchacz czerpie 
wiedzę o okolicznościach komunikacji (Górny 1966: 290). Przytoczenia przynoszą także 
informacje o uczestnikach zdarzeń oraz ich sposobie mówienia, stanowiąc nierzadko 
istotny element charakterystyki postaci. 


Bibliografia 
K. Depta, 1997, Aktywność słuchacza wobec narracji mówionej, Język Polski LXXVII, s. 276-86. 
K. Depta, 1998, Struktura narracji mówionej, Język Polski LXXVIII, s. 223-30. 
T. A. Dijk van, 1985, Działanie, opis działania a narracja, Pamiętnik Literacki LXXXVI, z. l, 
s. 145-66. 
T. Dobrzyńska, 1993, Tekst, [w:] Encyklopedia kultury polskiej XX wieku, t. 2, Współczesny język 
polski, red. J. Bartmiński, Wrocław, s. 283-304. 
Encyklopedia językoznawstwa ogólnego, 1993, red. K. Polański, Wrocław. 
M. Głowiński, 1973, Gry powieściowe. Szkice z teorii i historii form narracyjnych, Warszawa. 
M. Głowiński, T. Kostkiewiczowa, A. Okopień-Sławińska, J. Sławiński, 1998, Słownik terminów 
literackich, red. J. Sławiński, Wrocław. 
W. Górny, 1966, Składnia przytoczenia w języku polskim, Warszawa. 
K. Kleszczowa, 1989, Verba diccndi w historii języka polskiego. Zmiany znaczeń, Katowice. 
E. Kozarzewska, 1988, Czasowniki mówienia we współczesnym języku polskim (Studium seman- 
tyczno-składniowe), Warszawa. 
K. Pisarkowa, 1975, Składnia rozmowy telefonicznej, Wrocław. 
B. Witosz, 1988, Cechy strukturalno-składniowe monologu wypowiedzianego na przykładzie 
literatury polskiej, Katowice. 
U. Żydek-Bednarczuk, 1993, O kilku problemach metodologicznych badania rozmowy potocznej, 
Socjoli ngwistyka, t. 12-13, s. 2]-37. 
') Por. Pisarkowa 1975: 147-8; Witosz 1988: 51-3; Żydek-Bednarczuk 1993: 30-1.
		

/189_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


189 


Wiktor J. Darasz, Kraków 


Hipometria i hipermetria 


Wiersze sylabotoniczne opisuje się tradycyjnie za pomocą teorii stopowej l). Ten 
aparat pojęciowy, przeniesiony ze starożytnej teorii metrycznej, pozwala na w miarę 
przejrzystą klasyfikację form wiersza sylabotonicznego. Jakkolwiek niedoskonały i kry- 
tykowany2), najlepiej się nadaje do systematyzacji sylabotoników, zwłaszcza na użytek 
adeptów wersologii. Samo pojęcie stopy niektórzy uważają za niepotrzebne, wręcz 
szkodliwe 3), w praktyce bowiem liczy się cały wers, a nie jego teoretyczne części 
składowe. Wydaje się jednak, że kontrowersje może budzić najwyżej ortodoksyjna 
interpretacja stopy i przyznawanie jej bytu samoistnego. Przez stopę należy rozumieć 
nie jednostkę wiersza indywidualnie nacechowaną artystycznie, ale dający się wydzielić 
«czynnik pierwszy» metrum, pozbawiony możliwości samodzielnego funkcjonowania 
w strukturze treści 4). 
W wierszu polskim stopa to sekwencja kilku sylab zgrupowanych wokół jednego 
akcentu 5). Definicja ta opisuje stopę podstawową. Stopy zastępcze mogą mieć więcej 
niż jeden przycisk, ale występują one tylko sporadycznie jako zamiennik stóp głównych. 
Zasadniczo wyróżnia się pięć rodzajów stóp: trochej Ss, jamb sS, daktyl Sss, amfibrach 
sSs i anapest ssS. Niekiedy wydziela się też peon trzeci ssSs, jednak metrum peoniczne 
w polskiej wersyfikacji istnieje raczej tylko jako wariant metrum trocheicznego 6). 
Mówiąc o danym metrum, ma się na myśli albo jego postać kanoniczną, albo 
schemat jego tekstowej realizacji. Przez postać kanoniczną rozumie się taki wzorzec, 
który dzieli się bez reszty na określoną liczbę stóp. Tetrapodie, czyli wersy czterostopowe, 
w poszczególnych metrach przedstawiają się następująco: 


') M. Głowiński, A. Okopień-Sławińska, J. Sławiński, Zarys teorii literatury, wyd. II, 
PZWS, Warszawa 1967, s. 172-3. 
2) K. Budzyk, Spór o polski sylabotonizm, PWN, Warszawa 1957, s. 13-4; A. Kulawik, 
Poetyka. Wstęp do teorii dzieła literackiego, Antykwa, Kraków 1997, s. 210; por. też 
J. Krzyżanowski, Nauka o literaturze, wyd. III, Ossolineum, Wrocław 1984, s. 159-69. 
') Zob. A. Kulawik, I.C. 
4) Slovnik litenlrni teorie, red. S. Vlasin, Ceskoslovensky spisovatel, Praha 1977, s. 360 
(hasło stopa, V. Macura); A. Ważyk, Amfion. Rozważania nad wierszem polskim, Czytelnik, 
Warszawa 1983, s. 104. 
S) M. Głowiński, T. Kostkiewiczowa, A. Okopień-Sławińska, J. Sławiński, Słownik ter- 
minów literackich, pod red. J. Sławińskiego, Ossolineum, Wrocław 1976, s. 415-6 (hasło stopa, 
aos); S. Sierotwiński, Słownik terminów literackich, Ossolineum, Wrocław 1966, s. 254 (hasło 
stopa); J. Brukner, J. Filip, Poeticky slovnik, vyd. II, Mlada fronta, Praha 1997, s. 313 (hasło stopa). 
6) M. Dłuska, Studia z historii i teorii wersyfikacji polskiej, t. 2, PWN, Warszawa 1978, 


s. 86.
		

/190_0001.djvu

			190 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


a) trochej SsSsSsSs b) jamb sSsSsSsS 
c) daktyl SssSssSssSss d) amfibrach sSssSssSssSs e) anapest ssSssSssSssS 
Nie zawsze tekstowa realizacja danego wzorca pokrywa się z nim całkowicie. 
W sytuacji, gdy jest ona skrócona o jakiś element, mówi się o hipometrii. W sytuacji 
odwrotnej, gdy realny wers posiada dodatkową cząstkę, zachodzi zjawisko hipermetrii. 
Zarówno hipometria, jak i hipermetria dotyczy w polszczyźnie wyłącznie sylab nieakcen- 
towanych. Skrócenie bądź wzdłużenie wersu obejmuje albo jego początek, albo koniec. 
Pominięcie pierwszej sylaby nieakcentowanej nazywa się akefaleksą 7). W poezji 
polskiej zdarza się bardzo rzadko. Ma miejsce w tych metrach, które posiadają przed 
pierwszym iktem (akcentem) sylabę bezprzyciskową, tj. w jambach, amfibrachach 
i anapestach. W tych ostatnich akefaleksa może obejmować dwie sylaby. W kontekście 
jambicznym wers o postaci SsSsSsS da się zinterpretować jako czterostopowy akefaliczny 
jamb: OSsSsSsS. Przykładu akefaleksy dostarcza przekład wiersza Th. Campiona Fire, 
fire, fire, fire! (tłum. S. Barańczak), pisany czterostopowcem. Schemat tłumaczenia jest 
następujący: sSsSsSsSs (czterostopowiec jambiczny hiperkatalektyczny); pierwszy wers 
ma postać SsSsSsSs: 


Gore, gore gore, gore! 
Spójrz, pożar trawi serce chore 


OSsSsSsSs 
SSsSsSsSs 


Dodanie sylaby przed zasadniczym zrębem schematu jest nazywane anakruzą 8). 
Pojawia się ona głównie w trochejach i daktylach. Występuje np: w polskim hymnie 
narodowym: 


Na to wszystkich jedne głosy: 
Dosyć tej niewoli! 
Mamy racławickie kosy, 
Kościuszkę Bóg pozwoli. 


SsSsSsSs 
SsSsSs 
SsssSsSs 
sSsSsSs 


Ostatni wers dzieli się na anakruzę i trzy stopy trocheiczne: 
Ko / ściuszkę I Bóg po / zwoli. 
Najczęściej różnica między schematem kanonicznym a jego realizacją uwidacznia 
się jednak nie w nagłosie wersu, ale w jego klauzuli 9). Jeśli tekstowa postać wersu 
zgadza się z wzorcem, mówi się o akataleksie. Akatalektyczne są trocheje i amfibrachy 
z klauzulą żeńską oraz jamby i anapesty z klauzulą męską. Daktyle w postaci 
kanonicznej w polszczyźnie praktycznie nie istnieją. Oto przykłady - wszystkie są 
tetrapodiami: 


7) M. Głowiński i in., Słownik terminów literackich, o.c., s. 14 (hasło akefaJiczne metrum, 
aos); Mała encyklopedia kultury antycznej A-Z, PWN, Warszawa 1983, s. 25--6 (hasło 
akefaliczny wiersz); J. A. Cuddon, The Penguin Dictionary ofLiterary Terms and Literary Theory, 
Third Edition, Penguin Books, London 1992, s. 6 (hasło acephaIous); Ch. Baldick, The Concise 
Oxford Dictionary of Literary Terms, Oxford University Press, Oxford 1996, s. 2 (hasło 
acephaIous); Recnik knjiZevnih termina, red. D. Zivković, Nolit, Beograd J985, s. 9 (hasło akefal, 
S. Kabiljo-Sutić). 
") S. Sierotwiński, o.c., s. 28 (hasło anakruza). 
9) M. Dłuska, o.c., s. 69-73; A. Kulawik, o.c., s. 209-11.
		

/191_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


191 


trochej SsSsSsSs, np. Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę, (J. Wybicki, Pieśń 
legionów); 
amfibrach sSssSssSssSs, np. I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, (L. Staff, 
Deszcz jesienny); 
jamb sSsSsSsS, np. Na szczytach Tatr, na szczytach Tatr, (A. Asnyk, Ulewa); 
anapest ssSssSssSssS, np. Czy to dobrze czy źle: tak usypiać we mgle? (J. Tuwim, 
Zadymka). 
Skrócenie wersu o sylabę względem wzorca kanonicznego nazywa się kataleksą: 
trochej SsSsSsS, np. Panno, Panno, czy nie strach? (A. Mickiewicz, Ucieczka); 
amfibrach sSssSssSssS, np. A w śmiechu jest smutek. W milości jest kres. 
(E. Lipska, Szyby); 
daktyl SssSssSssSs, np. Czlowiekjest panem wszelkiego stworzenia, (W. Woroszyl- 
ski, Strachy); możliwa w daktylach kataleksa podwójna nosi nazwę brachykataleksy: 
daktyl (brachykatalektyczny) SssSssSssS, np. Morze to ogród dla gitar i dud 
(B. Kobrzyński, Zorza). 
Katalektyczne trocheje i amfibrachy mają klauzulę męską. Katalektyczne daktyle 
mają wygłos żeński, a daktyliczna odmiana brachykatalektyczna kończy się męskim 
spadkiem. 
Hiperkataleksa, czyli wzdłużenie wersu o sylabę nieakcentowaną, dotyczy jambów 
i anapestów. Jest w nich wymuszona przez polskie prawo paroksytonezy: 
jamb sSsSsSsSs, np. Na Aniol Pański biją dzwony, (K. Tetmajer, Anioł Pański); 
anapest (trój stopowy) ssSssSssSs, np. I ugodził w sam łeb - wojewody. 
(A. Mickiewicz, Czaty). 
Typowym dla metryki polskiej jest wers o wygłosie żeńskim. Wersy męskie 
stanowią wyjątek od reguły. Stąd polskie trocheje i amfibrachy są z natury akatalek- 
tyczne, jamby i anapesty hiperkatalektyczne, a daktyle zawsze katalektyczne. W przypad- 
ku stosowania klauzuli męskiej trocheje i amfibrachy stają się katalektyczne, jamby 
i anapesty odzyskują swoją kanoniczną, akatalektyczną postać, a daktyle ulegają 
brachykataleksie. 
W przypadku wierszy średniówkowych opisywane zjawiska mogą mieć miejsce 
także w średniówce, osobno dla każdego hemistychu. Dotyczy to zwłaszcza dwudzielnych 
czterostopowców daktylicznych z dwukrotną kataleksą SssSsllSssSs i analogicznych 
anapestów z dwukrotną hiperkataleksą. Przykłady z Mickiewicza: 
daktyl SssSsllSssSs, np. Bronią się jeszcze twierdze Grenady, (Alpuhara); 
anapest ssSssSsllssSssSs, np. Z ogrodowej altany wojewoda zdyszany (Czaty). 
Najrzadziej odstępstwa od wzorca kanonicznego wykazują metra zestrojowe, 
zgodne z naturalnym podziałem na wyrazy, czyli trocheje i amfibrachy. Zazwyczaj 
realizują one schemat bardzo wiernie 10). 


10) M. Dłuska, o.c., s. 60-2, 77-82.
		

/192_0001.djvu

			192 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


Agata Golonka, Lublin 


Teksty gwarowe 


91. Z Jeziora kolo Parczewa 


Wieś Jezioro położona jest w północno-wschodniej części województwa lubel- 
s.kiego, w odległości 59 km od Lublina. Zgodnie z nowym podziałem administracyjnym 
należy do gminy Siemień w powiecie parczewskim. Takie usytuowanie miejscowości, 
sąsiadującej od północy z Mazowszem, od wschodu z gwarami ukształtowanymi na 
podłożu polsko-ukraińskim oraz pozostającej w zasięgu cech małopolskich, decyduje 
o pogranicznym charakterze mowy mieszkańców Jeziora, w której współistnieją dialek- 
talne cechy mazowieckie, małopolskie i kresowe z zaznaczającym się coraz wyraźniej, 
szczególnie w mowie średniego i młodego pokolenia, wpływem języka ogólnopolskiego 
(dlatego prezentowane teksty pochodzą od przedstawicieli naj starszego pokolenia). 
Ważniejsze właściwości gwary Jeziora to: 
l) mazurzenie, np. jesce, psysy.a, zonaty, cyrvune, scur, droz30ve ćasto; 
2) ubezdźwięczniająca fonetyka międzywyrazowa, np. jus jak naset y.oóat, tak 
rośśćelyy., tyX japkuj, tak luje, piroguf ńi ma, psyset meśunc, śe paćd muviy.o, noc may.a; 
także ubezdźwięcznianie przed ruchomymi końcówkami czasu przeszłego, np. posetym, 
mukem; 
3) a jasne kontynuujące zarówno staropołskie a długie, jak i a krótkie, np. teras, 
gada, taka byy.a ubora, ńe day. rady, moja matka ji zunka; 
4) zwężenie e do i II y oraz o do u w sylabach nie akcentowanych, np. śmitana, 
ćikavość, pirogi, ńi povim, ńijela, vysele, pulyćay.o śe, xujiy.am s kulońji, śe sykuvay.o, 
upy.atkem, rujice; także w innej sytuacji, np. śjlcke zaśftćim, najeśińi, óidno byy.o,ji3yńe, 
tyn jiń, Xlyp, syiyńe, f cyrfcu, lyn, mlyko, sy.uma, skuńcuna, kuń; 
5) rozkład samogłosek nosowych w śródgłosie, np. skont, kśunc, puntym, zluIJk 
śe, psyćuIJgnuy., vincy, min3Y, pamintam, psymyncyly śe, psyjyńće, vypsYIJgnuy. i zanik 
nosowości w wygłosie, np. pod gure, śpe, te vode, pacso f tylyviźje, pot piiyno, cervuno 
óebuy.o; 
6) silna labializacja samogłosek o, u w nagłosie, np. y.oray., y.ojćec, y.oóadu, 
y.upxujiy.o, o y.usmyj, y.ućekay.bym; 
7) prejotacja i, np. ji, jile, jije, rozmajitośći, strojily; 
8) zdarzająca się asynchroniczna wymowa m, np. mńay., mńasta, mńut; 
9) brak ściągnięcia w formach stojać, bojać śe, np. jak śe na ńim stujay.o, ńi 
bojay.ym śe; 
10) twarde l przed i, np. lystek, v lypcu, v lystopaje, byly, cekaly; 
11) miękka wymowa grup -ke, -ge (ś-kę, -gę), np. pody.oryjke, śftcke, na noge, 
druge klase;
		

/193_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


193 


12) przejście -ar- 2. -er-, np. pirogi sterto skurko, piie der; 
13) końcówka -m w 1. os. lm. cz. ter., np. vyguńim, narvem japkuJ, veźńem je 
dyńe znajjem, vypatrosym, vyskroóim, !,ocy vyińim, śJicke zaśjićim, cervuno óebu!,o 
zalepim !,ocy ji nos; 
14) końcówka -ta w 2. os. lm. i rozkaźniku, np. rubita, gadata,jijeta, ćixta, veśta, 
xo ćta ; 
15) szerszy zakres występowania końcówki -ów w dopełniaczu lm., np. du 
je/cynuj, tn japkuj, ńi by!,o tyle dańuf, czasem zamiast tej końcówki występuje -uX, np. 
ńe by!,o saduX, du je/cynux; 
16) upowszechnienie się form męskoosobowych na -Iy, np. kedyś kuóity na- 
pracovaly śe, moja zunka ji matka to ońi X1YP Uli/ely upic, je/cyny mendlyly lny, jeći 
zagraóaly, jeći paśly krovy, pluskje pśyzvycajyly, jak śe pśyśly masyny. 


Opowiedział Mieczysław Domański, lat 71 


Dzieciństwo 


Iesce psed voino dve klasy zdalJym, perso ii druge. Do cSeći klasy zdalJym, ale ius 
ńe xu3ilJym, bo voina zaskucwa ii IJOiĆC3 bYl} kaleka na noge, ii bWa guspodarka. 
Tos ia bYl} taki mal}Y ii tak me l}0, nal}ucYl} f polu robić. 1)oiće3 daval} me, tak psyd 
voino, piń3 grosy. To za piń:,; grosy to ia mal} kilka cukerkuf. To ia mu du 1I0óadu 
x o 3il}, 1J0rol} takim końim. Psevracal}ym śe za tym pl}ugem, bom ńe dal} rady 
utsymyvać. A naset l}oóat, to ius l}on ii pl}uk, ii me pSYĆUTJgnulI do dum, na l}oóat. Ius 
iego (konia) se l}Oiće3 vypsYTJgnulJ, fpuśćilJ do l}obory, dal} mu ieść, a me dalI te piń:,; 
grosy. Ii tu bwo, take teras, tam, psy tamtym kuńcu voski, dva take zydoske sklepy, ii 
ia se pulećol} kupilI cukerkuf. 0, tom śe ćesW tyrhi cukerkami. Psysl}a ńi:,;ela, to ńe tag 
bwo, pulyćalJo śe nad vo:,;e cy 3eś, tyko csa bYlJo znuf krove paść pu paśt'isku. To tyz 
bwa dla :,;eći katorga. Take :,;ecko by se pulatalJo pu dr03e :';eś, to malJo l}obuvl,lzek 
s krovo. A tera pale, lIańcuXY ii iu. 


Opowiedział Stefan Grochowski, lat 91 


Wyprawa po jabłka 


To iuZ bYlIo na ieśińi, ale 3efcyny mendlyly lny, nas śe nazóeralJo. Ale tam kedyś 
ńe bwo saduX, tyko bW lIU voituśakuf. No ale muvim tak, ai ziadlIoby śe iapkuf, ale ńi 
ma :,;e. No tu voituśak, miXalI bYlI, iiX bYlIo dvox. Ieden bYlI zonaty, ianek a mixalI bYIJ 
kavalyr. My muvim tak, ieden pilnuval}, starsy, ianek, ćixta, my iego z budy vyguńim 
na..vem iapkuf. Ale co to zroóić. Gada, XlIopcy, veźńem 3e dyńe znai:,;im, vypatrosym, 
vyskroóim, 1I0cy vyzńim, śficke zaśt'ićim, cervuno óebulIo zalepim lJocy ii nos. Ii bliXas 
iuźek na tego franka vlas, óalIo śe PlIaXto nakrYlI, iam sam, zeby ia bW ńe ve:,;alI, to ia 
bym, iakby me kto nastraxalJ, to ia l}ućekalIbym. Vźun śat IJO tu 1I0, vźun go za nogi, 
a ten dyńe 1I0 tu 1I0, a my z boku. A lIun ii:,;e tu za kOlJovrut I), tam ie esce sat, tyko to 
vymamovany, lIui, 1Ju!., lJui, lIun vyizalI, myg do budy. A my pacsym z daleka, a 1I0n 


3 - Język Polski
		

/194_0001.djvu

			194 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


P3 e , a tIun iak iuZ blyzy, Iselki duxu cego pocsybuies, Iselki duxu... p xoda pod gure, p 
tI 0n polcćatI. A my dupiro, take cyrvune iapka, gruski, a my dupiro v yorki, no ii tn 
iapkuf, no 3e pońeśim, kazdy psećez zańeślyśmy du 3efcynux. ledly ii tego, na tIostatku 
ruzebralyśmy. No a ia spatI na vyskax 2). U nas taka bYlla ubora ii sopa ii na vyskay 
v dumu. A tam s tYllu śe VQaźitIo. Tam bytIo śano, bo ius pirsy skos śe vźino, ia tam 
spatI. Ale iedny nocy śpe, a to psYStIO ii tak pu, pu, pu, a to po śano śe tIoblega. A ia śe 
s PtIaXto..., ńi boiatIym śe, alem śe zlu"ł1k. NakrYllym śe piZyno ii sxovalJym śe. A to ia 
fucalJ tIogryski, te z iapka, ii tIuno pUV\lXatI0 ze to bytIo slJotke, poźiadalJo ii zabratIo 
śe, pOStI0. la muve, co to ie. Vezne batarele3) ii videtIki, to ia će tu ugosce. Bo ia ńe 
ve;3 a tI kto to. Ale pSYSlJO znuvus po te tIogryski. A la blJysk batareio, a tIuno ńi Ve3alJO, 
a to taki bYlI scur iak kot. Ii zaói1}ym tego scura. Ale ia mau straxu. 


') 'zakręt'; - 2) 'strych nad oborą'; - 3) 'latarka na baterie'. 


Opowiedziała Wacława Kuła, lat 79 


Wesele 


Kedyś to ńi bYllo tak iak 3iśai. Napekly ćasta sami, take psyvaźńe droZ3ove bYlJo, 
no ii lymońada, zakl,lska, to śt'ińe tak samo óiły, miso, galareta, gutovaly galarete. 
A tyle dańuf ńi bYllo co 3iśai. Nase vysele to bYlJo f środe. Bo f subote ńe xćatI kśun3 
davać ślubuf, bo v ńi3ele spaly. Ńikt du kuśćotIa ńe psyset. Psed zapuve3ami sx u 3 il y śe 
ru3ice ji tIomavaly to vysele, nu ii tam psyiyńćc bYllo tak iak tera. MtIode iak ius mely 
nńć na śeóe to śe tIumavaly. 


Obróbka lnu 


Na yorki, na pseśćiradtIa na tIusko, to śe Isystko lńane ruóitIo. Zeby śe te casy ńe 
vrućily iak śe kedyś kuóity napracovaly. Śe psYStIO tIut kupańa, to iesce śe mendlytI o , 
pućcratIo, bo zeby to vydl,lzyć, ubfuń3ić, a du bozego naro;3yńa spsuńść ktIaki, a potem 
lyn p iesce du vosny vyroóić krosna. Samo f kupańa śe te lny tIubzun3atIo. A iile to śe 
budynkuf spalYllo s tego. Bo susytIo śe go za picarhi, pot pecym. 


Opowiedziała Józefa Kopińska, lat 83 


Dzieciństwo 


Kedyś to 3eći paśly krovy. To ńi tak iak tera na tIańcuxax stoio. Ale kedyś to śe 
zooraly tak o, s putI fśi 3eći. {Joi to bYllo vysOlJO. Graly rozmaiite pitfy, xovanki, 
rozmaptośći zabavy śe gralJo li pastI0 śe krovy. A tera to ius taki zvyca!, ze kazdy na 
sfopm, na tIańcuxax. Du skotIy xu3ilJam f sfoli fśi. Ve fśi bYllam f cseći klaśe, a puźńi 
x u 3itI am tu s kulOIlii do fśi.To iuZ bYllo goZy, ale śe xu3itIO, psestIo te skolJe, take tI0 
iak to kedyś, śtery tIod3atIy. ledna nalJucyćelka bytIa, po dve klasy tIucytIa, no P
		

/195_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


195 


nalJucYlJa. Cytać, pisać śe lJUIhalJo. KŚ1Jzek to ja duzo psecytalJa. To ńe tera, ze śe 
pacso f tylyviźj,e. Kedyś to ćikavość bYlJa kśpska. Taka bYlJa óibluteka f skole ji śe 
vypozycalJo. Duze zajinteresuvańe bYlJo kśpskarhi. 


Wigilia 
Najsampirf śe sykuvalJo te jbyńe, kapuste, groX, ku(e, cy ryz z makim, cy 
makaron z makim, ryby, kompoty śe gutovalJo z jablJek. Puźńi śe paćes muvilJo, 3elYlJo 
śe uplJatkem. Puźńi śe zóeralJo te śano ji kazdy krove kavalJek uplJatka, ji kavalJek 
xleba śe nuśilJo na drugi ;3iń. lag 3e mlJ03eZ bYlJa, to tam vyxu;3ily. To 3Zeva Vl,lzaly, to 
buty stavaly, to ktura tam vyjje za m1JS pryn3Y. A 3e ńe bYlJo mlJ03ezy to ćixo bYlJo. 


Opowiedział Wacław Walicki, lat 75 


Żniwa 


Źńiva zacynaly śe v lypcu jesce, jak śe koso kuśilJo. A puźńi, jus jak psyśly 
masyny to f tem, f śerpńu. A jak śe kuśilJo fceśńi na kosy, jesce mozna bYlJo pośać 
popluny, bo fsystko fceśńi VYXU3ilJo. Nu ji kuśilJo śe koso. Pomagaly psy tym ji 3eći 
navet. 3eći zagraóaly te scyźńe I), zóeraly klJosy po troxu. Stroiily puźńi na dozynki jak 
śe koso dozynalJo, taka koza 2), śe strojilJo, tak śe muvilJo po gospodarsku. Ii te 3eći 
lJokrutńe luóely te koze uóerać f kraty. To bYlJ taki znak, ze dukośilJo śe zyto. Ruźńe 
bYlJo, my tośmy kośily do dvuX tygodńi. Doxo;3ily psy tym zboza ńe tyko źimove, jus ji 
puźńi lJofsy ji gryki. No a tera źńiva PSYX030 jinacy. Puźńi śe zvoźiVo te zboze, zvuska 
bYlJa, no ii zara o, mlJocka bYlJa. Rolńiki take stare, to ius śe ve3alJO, bo śe pOSlJO na 
pole, ji to śe zax03ilJo na pole co rus ii badalJo śe źarko, puźńi cy slJuma doxo;3i 3), ale 
najbar3i XU3ilJo lJO źarno. Jus jak śe pselJamyvalJo pses palce źarko, to juz bYlJa pora 
znacy śe kośić. No ji jesce psy źńivay dOlJuncaly śe druge śanokosy, drugi pokos. No ji 
tak IU3e lJodryvaly śe. Tu śe końcYlJo, ale to jus psevaźńe bYlJa zvuska. NavalJ pracy 
bYlJ lJokrutny. Dozynki byly paratqalne ji na vosce. Co ruz daly to śe lepi to jus 
upxo;3ilJO, bo perf to tyko tak o, rhin3Y sobo. BYlJ tyn znak, ze kosa 4) skuńcuna. Puźńi 
jus śe roóilJo min3Y kupkami podVoryfke, kuńIhi śe to roóilJo, bo jui bYlJo 3e. Puźńi 
śalJ o śe popluny, serdele, yuóiny ji naved gryki śe troxe ZucalJo. lak pogoda pospsYialJa, 
to poprost Vincy jag dvanaśće go;3in śe pracovayo. T)uóiny śmy śely na naśińe, bo von 
jezd do kosy ńe bar30 vygodny, no ji to śirpami zeńi. To to esce bYlJo za moji pamińći. 
Iix śe obv1JZyvalJo f take snopki, puźńi troxe psysyańalJo syumo, zeby tak ńe 
vypeT]kivalJo, zeby syonko ńe raźilJo. lak xći3 bYlJo yadńe zeby von bYlJ, no duzy 
yomlJod day, zeby ńe vypeT]kalJ, zeby go koso ńe vytyuc, to śirpami dlJugo zeńi. 


') <ściernisko'; - 2) 	
			

/197_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


197 


1972), książka o stylizowanym na kresowość języku powieści powojennych (Elementy 
kresowe w języku powieści powojennej, 1975), artykuły o języku przedwojennego 
Lwowa i wreszcie książka Polszczyzna Lwowa i kresów południowo-wschodnich do 
roku 1939 (1983, wyd. II rozszerzone 1985). Natomiast kontakt języka polskiego 
i ukraińskiego został ukazany w artykule Zmiany w polach językowych zapożyczeń 
ukraińskich a polsko-ukraińskie kontakty językowe (1983). 
Wiele artykułów opublikowanych w czasopismach naukowych i innych poświęciła 
Z. Kurzowa językowi Polaków w byłym ZSRR, w szczególności ich sytuacji językowej 
na Litwie i Białorusi. 
Zainteresowanie Z. Kurzowej polszczyzną terenów północno-wschodnich zaowo- 
cowało obszerną monografią Język polski Wileńszczyzny i kresów północno-wschodnich 
XVI-XX w. (1993). Wykorzystując materiały źródłowe dotyczące Wielkiego Księstwa 
Litewskiego uczona przedstawiła w niej początki i rozwój dialektu północnokresowego 
od wieku XVI do czasów naj nowszych. Monografia ta jest swoistym dopełnieniem 
pracy poświęconej polszczyźnie Lwowa i kresów południowych. Obie książki ze 
względu na ukazanie szerokiego tła historycznego, stosunków narodowo- 
ściowo-społecznych oraz etnicznych stają się ważnym dokumentem nie tylko historii 
języka, ale i historii kultury polskiej. 
Drugi niemal równoległy nurt w naukowych zainteresowaniach Z. Kurzowej 
stanowią badania nad systemem słowotwórczym języka polskiego. Zapoczątkowane 
w warszawskiej szkole językoznawczej W. Doroszewskiego skupiały się najpierw na 
zagadnieniach metodologicznych (np. O dwóch metodach analizy słowotwórczej wyrazu 
w językoznawstwie polskim XX w., 1962). Z czasem skonkretyzowały się w badaniach 
materiałowych, których rezultatem są artykuły przedstawiające historię funkcji różnych 
przyrostków słowotwórczych oraz dwie książki: Polskie rzeczowniki męskie na -o na tle 
słowiańskim (1970) i Złożenia imienne we współczesnym języku polskim (1976). Z tą 
ostatnią pracą wiążą się artykuły: Struktury językowe z pierwszym członem nowo- 
w języku polskim (1976) oraz Problem stosunku kompozycji i derywacji w językach 
słowiańskich (1978). 
W latach siedemdziesiątych nastąpiło wzmożenie zainteresowania środowisk 
badawczych językiem mówionym oraz charakterystyką jego odmian. Prof. Z. Kurzowa 
zorganizowała zespół zajmujący się w ramach problemu węzłowego «Polska kultura 
narodowa, jej tendencje rozwojowe i percepcja» analizą polszczyzny telewizyjnej na tle 
ogólnopolskiego języka mówionego. Spowodowało to jej teoretyczne zajęcie się pro- 
blematyką języka mówionego w aspekcie socjolingwistycznym oraz działanie praktyczne 
polegające na nakreśleniu planu badawczego współczesnej odmiany językowej, przeka- 
zywanej w programach telewizji polskiej. Zespół kierowany przez Z. Kurzową sfor- 
mułował trzy podstawowe cele badawcze: a) ustalenie statusu języka telewizji jako 
odmiany ogólnopolskiego języka mówionego zajmującego miejsce pośrednie między 
odmianą pisaną a mówioną naturalną (por. artykuł Le language de la television par 
raport a la langue parlee et ecrite, 1982), przedstawienie typologii tekstów telewizyjnych, 
ich zależności od sytuacji socjolingwistycznej; b) opis strukturalny języka telewizji.
		

/198_0001.djvu

			198 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


Badania te doprowadziły do powstania list frekwencyjnych słownictwa telewizyjnego 
składających się z listy słowoform i listy składników syntaktycznych. Samo ich 
przygotowanie było już teoretycznym przedsięwzięciem naukowym, którego zasady 
zostały wyłożone w zbiorowym tomie Badania nad językiem telewizji polskiej. Studia 
metodologiczne i opisowe (1985), wydanym pod redakcją Z. Kurzowej; c) ustalenie 
obowiązujących w telewizji norm zachowania językowego w różnych zmiennych sytuac- 
jach (por. artykuł Norma językowa w przekazach telewizyjnych, 1983). 
Wynik badań stanowią trzy monografie, napisane pod kierunkiem i redakcją 
Z. Kurzowej: Właściwości składniowo-stylistyczne języka telewizji polskiej (na materiale 
list frekwencyjnych) (1989), Badania nad językiem telewizji polskiej. Ilościowy opis 
słownictwa (1991), Struktura współczesnej polszczyzny (na materiale badań frekwencyj- 
nych polszczyzny telewizyjnej) (1992) oraz cykl artykułów Język telewizji polskiej (1994). 
Badania nad językiem telewizji pokazują, że wykształca się nowa odmiana ogólna 
języka mówionego, odmiana opracowana, ponadregionalna, ponadindywidualna, wy- 
wierająca ogromny, nie zawsze dodatni wpływ na indywidualne wypowiedzi jednostek 
i ich myślenie. 
Prof. Z. Kurzowa wypowiada się też w kwestiach normy językowej i kultury 
języka, czemu dała wyraz m.in. w artykułach: Syntetyczne konstrukcje leksykalne we 
współczesnym języku polskim (1977), Wyrazy natrętne. Moda i bezmyślność (1978), 
Problemy wymowy w ujęciu leksykograficznym (1979), Norma językowa w przekazach 
telewizyjnych (1983) oraz licznych felietonach popularnych w Polityce i Przekroju. 
Poprawność językową ujmuje nie jako trzebienie błędów językowych, ale jako kom- 
petencję socjolingwistyczną polegającą na umiejętności dobrania przez mówiącego 
środków językowych odpowiednich do sytuacji towarzyszącej aktowi mowy. Wskazuje 
na konieczność uwydatnienia tej sprawy w programach szkolnych oraz na niebez- 
pieczeństwo płynące z tendencji do unifikowania języka. 
Dopełnieniem wielokierunkowych zainteresowań uczonej są opracowania lek- 
sykograficzne, m.in. Słownik minimum języka polskiego (1992, wyd. II 1993), przygoto- 
wany wspólnie z H. Zgółkową, Słownik synonimów polskich (1998), opracowany pod 
redakcją Z. Kurzowej i przy jej współudziale oraz Ilustrowany słownik podstawowy 
języka polskiego (1999). 
Działalność naukowa i dydaktyczna jubilatki była doceniana i wielokrotnie 
honorowana nagrodami Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego (1971, 1973, 1976, 
1983, 1990), w 1979 r. przyznano jej Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, 
a w 1998 Medal Komisji Edukacji Narodowej za wkład w rozwój nauki i szkolnictwa 
akademickiego. 
Z okazji siedemdziesiątej rocznicy urodzin dużo zdrowia, sił i energii, dalszych 
sukcesów badawczych oraz nowych interesujących tekstów naukowych życzą Szanownej 
Pani Profesor uczniowie, współpracownicy i koledzy.
		

/199_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


]99 


Recenzje 


Anna E n g e I k i n g, Klątwa. Rzecz o ]udo- 
wej magii słowa, Wrocław 2000, s. 3] 5. 


Monografia warszawskiej etnolingwistki 
znanej z kilku rozpraw dotyczących tematyki 
magii jest niezwykłym przykładem wierności 
przedmiotowi zainteresowania wybranego za- 
pewne u samego progu twórczej drogi naukowo- 
-badawczej. Warto się nad tym zjawiskiem zatrzy- 
mać, bo dobre a coraz rzadsze jest, by ktoś 
młodziutki, ledwo opuściwszy uczelnię jako stu- 
dent, stawiał pierwszy krok na ścieżce do szerokiej 
alei, która wiedzie wprost ku nęcącej go na całe 
życie dziedzinie. W ]984 roku ogłosiła artykuł 
«Istota i ewolucja eufemizmów na przykładzie 
zastępczych określeń śmierci». Praca o klątwie 
zawiera dojrzałą kompozycję tamtych, ówczes- 
nych składników rozważań, które autorka ma 
nieustannie na oku, i wzbogaconą perspektywę 
dalszą, oczywiście wzbogacaną w miarę rozwoju 
samej nauki. Autorka korzysta z narastającej 
literatury, ale zawsze ma przed sobą jako cel 
nadrzędny właśnie obiekt analizy, do którego 
poznania i opisu dąży. Z nowinek korzysta wtedy, 
kiedy służą wzbogaceniu wiedzy lub metody 
służącej wybranemu obiektowi badań. Nie nagina 
tego obiektu pod kątem najmodniejszych, świeżo 
zainstalowanych świateł, jeżeli są zbędne. Nie 
włącza prądów wszędobylskich dla czczenia mo- 
dy. Stawia na językoznawstwo, a z niego wybiera 
dialektologię i histońę języka, ale zanurza się 
i w nowe językoznawstwo Anny Wierzbickiej 
w wersji semiotyki i lingwistyki tekstu wraz 
z eksplikacjami, oraz poszukiwań leksykologicz- 
nych M. Grochowskiego, korzysta z osiągnięć 
antropologii, wybierając to, co dotyczy magii. 
Wreszcie zbliża się do klasycznego nurtu filozofIi 
języka potocznego w wersji Austina, który by się 
tą książką cieszył, boby mu była pomocna. 
Część I książki jest wprowadzeniem pojęcia 
i zjawiska magii językowej <	
			

/200_0001.djvu

			200 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


kategorię opisową, za znak spoza języka czar- 
noksięstwa, czyli za składnik kodu metajęzyko- 
wego, a nie «przynależną do języka obserwato- 
rów» (s. 28). Brakowało tej kategorii także 
Bronisławowi Malinowskiemu u Trobriandczy- 
ków. Mając bogactwo leksemów i formuł magicz- 
nych, nie mieli abstrakcyjnej nazwy ogólnej dla 
magii. Po prostu wykonywali rytualne akty 
peńormatywne i wierzyli, że dzięki magicznej 
mocy woli wtajemniczonego, jego rytualnej wie- 
dzy i rytualnego zachowania włącznie z wypo- 
wiedzeniem rytualnego tekstu, akty te spowo- 
dują odpowiedni skutek w przyrodzie lub wśród 
ludzi. W myśleniu magicznym symbol rzeczywiś- 
cie «stoi za rzecz», nazwę utożsamia się z desyg- 
natem. Myślenie magiczne wspiera się na meta- 
forze i metonimii. Dlatego już podświadome 
a archetypowe tabu powstrzymuje nawet przed- 
stawicieli współczesnych środowisk wykształco- 
nych od wymawiania nazw choćby pewnych 
chorób, a tym bardziej śmierci, bo mogłoby się 
to stać w złą godzinę. 
Antropologia, rozważając i dziś S) drogę do 
tej postawy, widzi ją jako brak dystansu czło- 
wieka do świata, z którym się on, traktując 
świat jako przedmiot, ale też z nim się utoż- 
samiając, łączył. Postawa ta stawała się żródłem 
wiary w szansę człowieka na przekształcanie 
świata. Dlatego był zdolny wierzyć, że on, czyli 
jego słowo, spreparowane przez doświadczenia 
tradycji w kanoniczną formułę magiczną, zdoła 
w performatywnym akcie magicznym wpłynąć 
na materię: uleczyć chorego, «nastawić» zwich- 
niętą pęcinę konia. Odbiorcą i obiektem takiego 
magicznego aktu performatywnego zbudowa- 
nego przecież według recepty Austina 6) stawał 
się nie tylko człowiek, ale także przedmiot lub 
zwierz 7), a wynikiem - odpowiedni stan rze- 


S) Manifestację tej postawy zauważa właśnie 
już Malinowski: w braku stosunku meta do 
magii na Trobriandach. 
6) Ja ciebie [koniu o złamanej pęcinie] niniej- 
szym uzdrawiam; ja ciebie posiana roślino pobu- 
dzam do wzrostu... 
7) Np. Phol ende Uuodan uuorun zi hołza 
'Phol (pan) i Wodanjechali konno lasem' - du 
uuart demo Bałderes uołon sin uuoz birenkit 'to 
się źrebcowi pana zwichnęła stopa' - thu biguol 
en Sinthgunt, Sunna era suister to zamówiła go 
Sinthgunda, Sunna, jej siostra' - thu biguol en 
Friia Uolla era suister 'to zamówiła go Frija, 
Volla, jej siostra' - thu biguol en Uodan so he 


czy. Zdaniem Anny Engelking podział wypo- 
wiedzi sprawczych na stwarzające «na mocy 
wiary w nadprzyrodzone» i «mocą konwencji» 
wzbudza wątpliwości ze względu na brak jedno- 
znacznych kryteriów podziału: akt przysięgi 
w kościele (ślub) a w świeckim sądzie czy w pry- 
watnej rozmowie (s. 45). Dla antropologa język 
magii to tym bardziej narzędzie działania. Osąd 
taki wywodzi się już i jeszcze z Malinowskiego 
(1923, 1935), który dostrzega nawet stopniowal- 
ność «dynamicznej» mocy słowa od poleceń, 
rozkazów - po moc aktów prawnych. Buchow- 
ski wyliczając podejścia naukowe do magii 
«etnologiczne, antropologiczne, ewolucjonisty- 
czne, funkcjonalistyczne, strukturalistyczne, ko- 
gnitywistyczne i inne», omija lingwistyczne (Bu- 
chowski 1986, 4). Jednak dziś, gdy się struk- 
turalistyczna prawda o odrębności abstraktu 
parole od langue stała pewnikiem, lepiej i łatwiej 
przyjąć mówienie (czynienie) magiczne dosko- 
nale ilustrujące Austinowskie zjawisko samej 
funkcji performatywnej, zamiast walczyć o pra- 
wo języka do jeszcze jednej funkcji: magicznej. 
Autorka nie artykułuje tej różnicy tak skrajnie, 
ale przypomina i Bronisława Malinowskiego, 
i innych klasyków polskich, nam nieświadomym 
ich prekursorstwa w stosunku do Austina, twór- 
cy teorii aktu mowy. To Jan Bystroń, uczeń 
Lucjana, ojca Bronisława Malinowskiego, Ka- 
zimierz Moszyński, Jan Karłowicz, który ko- 
mentuje: 
Długie lata upłyną, nim przestaniemy 
się pozdrawiać wzajemnie, winszować, ry- 
czyć sobie, kląć, złorzeczyć. 
Książka wzbogaca też naszą wiedzę o nowej 
i obcej literaturze poświęconej językowi magii 8) 
i o recepcji - także krytycznej - tej karty 
twórczości Malinowskiego. I wciąga w wątek, 
którego potencjalne rozgałęzienia wiodą aż do 


uuoła conda 'to zamówił go Wodan - tako 
umiał' - sose benrenki sose błutorenki 'tako 
noga (kość) - tako krew' - sose łidirenki 
'tako kończyna' - ben zi bena błuot zi błuoda 
'noga do nogi - krew do krwi' - lid zi 
gelimida sin 'kończyna do kończyn - tako są 
spoją!1e' (Zweiter Merseburger Zauberspruch 
(wg Alteste deutsche Dichtung, Philip Reclam 
jun., Leipzig 1979). 
8) Np. T. Izutsu, 1956; E. E. Evans-Prit- 
chard 1949, 1967, S. J. Tambiah, 1968, 1973, 
1979, 1990.
		

/201_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


201 


sacrum ludów pierwotnych. Relacja ta niepo- 
koiła i interesowała Malinowskiego na Tro- 
briandach, ale nie identyfikował jej rozgałęzień 
w owym kontekście. Dostrzegał skuteczność 
społeczną i psychologiczną magii i także mitu 
tam, gdzie stwierdzał ograniczoność wymiaru 
sacrum. Dla badaczki magii słowa na konkret- 
nym obszarze po obu stronach północ- 
no-wschodniej granicy Polski jednym «ze spo- 
sobów przejawiania się magicznego mówie- 
nia-działania w kulturze ludowej są właśnie 
rytuały słowne». Są poza czasem, mają jak 
u Eliadego metafizyczną wartość archetypu: 
«[...] charakterystyczny kontekst świa- 
topoglądu mitycznego», czyli «dualistyczny 
obraz kosmicznego porządku, silnie schrys- 
tianizowany, choć nie tożsamy z kanoniczną 
wersją chrześcijaństwa)) (s. 65). 
Autorka przyjmuje, że struktura rytuału 
to triada werbalno-przedmiotowo-akcjonalna, 
czyli zjawisko l. «słowno-zachowaniowe)) 
w określonym kontekście pragmatycznym 
(sytuacyjnym i kulturoWYID), 2. o charakterys- 
tycznej formie językowej (gatunek tekstu, skła- 
dni, leksyki) i warunkach stosowania, 3. sym- 
boliczne, związane z sacrum (z polami seman- 
tycznymi 'świętość', 'akcja', 'porządek} 
W I rozdziale wprowadzającym mowa głównie 
o magii słowa. Wśród sugestywnych przykładów 
na utożsamianie słowa z desygnatem odnaj- 
dujemy dobrze znane stare, np.: gdzie w domu 
jest małe dziecko, nie wolno mówić żaba, żabu- 
chna (bo nie urośnie); zgubne są skutki nie 
dopełnienia warunków pomyślności performa- 
tywnego aktu chrztu: gdy chrzestni przekręcą 
tekst przysięgi chrztu, dziecko będzie zmorą. 
Druga, właściwa część książki dotyczy już 
klątwy. Autorka szkicuje pole semantyczne po- 
jęcia, interpretuje wielorodne warianty jego uży- 
cia w materiale leksykograficznym i tekstach. 
Znajduje tam i złe życzenie «słowami)) czy 
«zabiegieIID), złorzeczenie i przysięgę. Stwierdza 
wieloznaczność odpowiednich leksemów sięga- 
jącą od 'anatemy' przez 'pomstować' po 'błagać' 
i 'przysięgać', od verbum (performatywnego) 
wraz z parami aspektowymi po imiesłowy 
i przymiotniki (babka kłątewna). Wybiera hasła 
kłąć, kłątwa i derywaty językowe jako nazwy 
tytułowe, wyznaczające pole klęcia (to określenie 
uzna za metajęzykowe) dla opisu ludowego 


rytuału klątwy. W relacji z badań własnych 
mówi o potrzebie odpowiednich korekt lek- 
sykograficznych w istniejących kompendiach. 
Np. rzekomo dawne dla leksykografów, a znane 
Lindemu zakłąć ma w korpusie autorki wysoką 
frekwencję. Zdaniem autorki jej przedstawione 
w książce przykłady ujawniają też niejedno- 
znacznoŚĆ samego pojęcia klątwa, bo to i for- 
muła słowna, i akt mowy (czyli wypowiedzenia 
owej formuły) (s. 99). Rytuał klątwy «po L 
wiąże z pierwszą sferą pola pojęciowego klęcia)), 
które autorka «opatruje umownym PRZE- 
KLĄÓ) 'spowodować za pomocą określonych 
słów, że komuś, czemuś staje się coś złego, 
ponieważ zrobił coś złego' (s. 97) 9); 2. pole 
pojęciowe to WYKLĄĆ, czyli 'wyłączyć ze 
społeczności'. Tu autorka stwierdza odmienność 
świadectw słownika od uzusu: gdzie brak doku- 
mentacji użycia wykłąć. 3. Znaczenie zakłąć to 
'klnąc, zaczarować'. 4. Znaczenie przeklinać: 
'używać przekleństw'. 5. zaklinać 'pod klątwą 
zobowiązywać'. 6. zakłinać się 'pod klątwą za- 
pewniać'. Wobec tej semantycznej propozycji 
próba zastosowania Austinowskich kryteriów 
semantyczno-pragmatycznych natrafia na nie- 
pokonywalne przeszkody. Autorka, która zna 
swój materiał, jego konteksty, swoich respon- 
dentów, ich intencje, po prostu nie zagłębia się 
w rozważania, za jakie akty Austin by uznał jej 
przykłady klątw. Ogólnie mówi ona wprawdzie, 
że «kląć to przywoływać moc)), czyli już wtedy 
identyfikuje klątwę jako akt performatywny 
(s. 131), ale na razie poprzestaje na swoim 
opisie «przywoływania)) owych «mocy)): 
l. przekląć - przez wymówienie okre- 
ślonych słów, odwołujących się do mocy, 
zobowiązać moc, by sprawiła, żeby komuś 
(czemuś) stało się coś złego, bo zrobił coś 
złego; 
2. wykląć - jw. [...], że ktoś będzie 
wykluczony ze społeczności, jw. [...]; 
3. zakląć - jw. [...], żeby komuś (cze- 
muś) stało się to, czego chce nadawca; 
4. przeklinać-jw. [...] łamać tabujęzy- 
kowe, by dać wyraz silnemu negatywnemu 
stanowi emocjonalnemu; 
5. zaklinać - jw. [...], żeby ktoś zechciał 
zrobić to, czego chciał nadawca; 


9) Autorka stwierdza, że uznane przez Do- 
roszewskiego za dawne, a pominięte przez 
Szymczaka kłąć jest w jej korpusie hasłem 
podstawowym dla znaczenia 'kląć' (s. 99).
		

/202_0001.djvu

			202 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


6. zaklinać się - jw. [...], żeby komuś 
stało się coś złego, jeśli nie dotrzyma słowa. 
Nie widać w szczegółach dokładnych od- 
powiedników aktów Austina - z wyjątkiem 
typu 4.: konduktywnego (behabitive, od habito, 
wg przekładu Chwedeńczuka zachowaniowiec). 
Właściwy wykonawca «mówienia», czyli klątwy, 
działa pośrednio, korzysta z czyjejś innej mocy 
wykonawczej. Czy zatem magiczny akt klątwy 
jest aktem egzercytywnym 
a tobie rozkazuję... 
*niech cię spotka coś złego] czy konduktywnym, 
czy postacią ukrytego wariantu werdyktywnego 
[niniejszym ogłaszam cię za wyklętego!] 10)? Mo- 
że niektóre konkretne wersje klątwy przypomi- 
nające przysięgę, ślubowanie są komisywne? 
Ale autorka pisze: 
Ludowa, dualistyczna, wizja świata mówi 
o tym, że stwarzali go wspólnie Pan Bóg 
i diabeI i dlatego pierwszy z nich jest panem 
wszystkiego, co dobre, a drugi - zła i grze- 
chu. Zgodnie z tą logiką Pan Bóg jest władcą 
i dawcą błogosławieństwa a diabeł przekleń- 
stwa. Bo, zgodnie ze «strukturami, właściwy- 
mi dualistycznej kosmogonii ludowej - Dia- 
beł jest sprawcą stanów, będących odwrot- 
nością tych, które powstają dzięki aktywności 
twórczej Boga» [R. Tomicki] (s. 117). 
Więc to nie człowiek egzekwuje klątwę czy od- 
powiada za zło klątwy, choć on się jej domaga. 
Rozdział IV - to opis klątwy jako rytuału 
ludowego. Wyjaśniono tu wiele możliwych nie- 
porozumień, które mogą wynikać z ewentual- 
nego utożsamiania aktu magii z realnym aktem 
performatywnym. Najbogatszy materiał książki 
stanowi klątwa rodzicielska, najczęstszym obiek- 
temjest więc dziecko, niedobre lub nieposłuszne, 
a najskuteczniejsza - klątwa matki. Mimo to 
okazuje się, że rodzice są zaledwie mediatorami 
mocy boskiej: to Bóg pilnuje ustalonego po- 
rządku kosmosu i karze złe dziecko, aby się 
świat nie przeobraził wanty-świat. Istnieje jed- 
nak także rytuał klątwy niesłusznej, np. wypo- 
wiedzianej niechcący, a to w złym momencie 
(<	
			

/203_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


203 


zwłaszcza przykład: «karzący aspekt Matki Bos- 
kiej znany etnografom w odniesieniu do Matki 
Boskiej Ostrobramskiej. O zabiegach magicz- 
nych (dawania ofiary pieniężnej), żeby sprowa- 
dzić na wroga ofiarodawcy karę Matki Boskiej» 
(s. 238, przyp. 72). A zgadzam się z autorką, 
gdy twierdzi: «można jeszcze powiedzieć wiele 
nowego na temat językowych i kulturowych 
związków między klątwą-przeklęciem a kląt- 
wą-przeklinaniem zarówno w aspekcie synchro- 
nicznym, jak i diachronicznym» (s. 283), bo 
trzeba uzupełnić Austina. A zachwycam się 
i tym, że wreszcie ktoś napisał, jak nagi jest 
Grice ze swymi receptami: 
[...] tematem, który uważam za bardzo 
interesujący zarówno językoznawców, jak 
i etnografów, jest ludowa etykieta [i - 
podkr. K.P.] mowy. Wydaje się, że gdyby 
rozszyfrować język ludowych reguł "dobrego 
mówienia", ukazałby się obraz w znamienny 
sposób różny od tego, w którym obowiązują 
znane nam maksymy konwersacyjne [H. P. 
Grice, Logika a konwersacja] (s. 284). 
Książka Anny Engelking jest piękna: bo 
autorka patrzy na świat, na człowieka i na 
językoznawstwo szeroko otwartymi oczami. 
Krystyna Pisarkowa 


Słownik etymologiczno-motywacyjny staro- 
polskich nazw osobowych, t. 1-6, pod red. 
A. C i eś I i k o we j, M. M a I e c, K. R Y m u- 
t a, Kraków 1995-2000. 


Do powstania [polskiej - uzup. moje, 
K.K.] onomastyki językoznawczej przyczy- 
niły się głównie dwa ośrodki - poznański, 
skupiony wokół M. Rudnickiego, i młodszy, 
wytworzony w latach trzydziestych, związa- 
ny z W. Taszyckim [...], który [...] rozpoczął 
systematyczne studia nad nazewnictwem sta- 
ropolskim '). 
Zaowocowały one m.in. opracowaniem pod 
kierunkiem prof. Taszyckiego i wydaniem Słow- 
nika staropolskich nazw osobowych 2), którego 


') K. Rymut, Onomastyka polska w sześć- 
dz!esięcioleciu, [w:] Język i językoznawstwo pol- 
skIe w sześćdziesięcioleciu niepodległości 
(1918-1978). Mateńały konferencji naukowej, 
:Warszawa, 25 października 1978, red. J. Rieger 
l M. Szymczak, Wrocław 1982, s. 203-8, cyt. 
ze s. 203. 
2) Słownik staropolskich nazw osobowych, 
t. I-VI, pod red. W. Taszyckiego, Wrocław 


materiały były podstawą licznych opraco- 
wań monograficznych. Prace materiałowe, 
wsparte istotnymi dla tych studiów publika- 
cjami o charakterze teoretycznym, zadecydo- 
wały o powstaniu pojęcia krakowskiej szkoły 
językoznawczej, której spadkobiercą i kontynu- 
atorem jest Zakład Onomastyki UP PAN 
w Krakowie. Nie dziwi więc fakt, że Słownik 
etymologiczno-motywacyjny staropolskich nazw 
osobowych powstał w Pracowni Antroponi- 
micznej tegoż zakładu. Na tę swoistą heksalogię 
składają się następujące części: 
Cz. 1. Odapelatywne nazwy osobowe, oprac. 
A. Cieśli kowa przy współudziale J. Szymowej 
i K. Rymuta, 2000, s. XVIII + 380; 
Cz. 2. Nazwy osobowe pochodzenia chrześci- 
jańskiego, oprac. M. Malec, 1995, s. XXIV 
+ 152; 
Cz. 3. Odmiejscowe nazwy osobowe, oprac. 
Z. Kaleta przy współudziale E. Supranowicz 
i J. Szymowej, 1997, s. XIV +234; 
Cz. 4. Nazwy osobowe pochodzące od etników. 
oprac. E. Supranowicz, 1997, s. XlI+20; 
Cz. 5. Nazwy osobowe pochodzenia niemiec- 
kiego, oprac. Z. Klimek, 1997, s. XXIV + 300; 
Cz. 6. Nazwy heraldyczne, oprac. M. Bobow- 
ska-Kowalska, 1995, s. XXXII + 72. 
Jak widać, części te są opracowaniami autor- 
skimi. Numeryczna kolejność tomów odzwier- 
ciedla nie chronologię, w jakiej się ukazywały, 
lecz pewne merytoryczne uporządkowanie ma- 
teńału, nad którego naukowo-redakcyjną jed- 
nolitością czuwał wymieniony w tytule niniejszej 
informacji trzyosobowy zespół. 
Bezpośrednim impulsem do przygotowania 
wydawnictwa o tym kształcie był brak objaśnień 
etymologicznych w słowniku pod red. W. Ta- 
szyckiego. Zamierzeniem powstałego z inicjaty- 
wy K. Rymuta opracowania było uzupełnienie 
opisu naj starszej warstwy nazw o ten element. 
Ze szczegółami historii i motywów powstania 
słownika, a także z zasadami jego redagowa- 
nia zapoznaje czytelnika Przedmowa (Cz. I, 
s. V-VIII) pióra A. Cieślikowej. Ponadto każda 
z części zawiera Wstęp podający ogólną charak- 
terystykę przedstawianego w niej mateńalu ono- 
mastycznego, a zwłaszcza funkcjonowania nazw 
danego typu w dobie staropolskiej, oraz pro- 


1965-1983; t. VII. Suplement, pod red. 
M. Malec, Wrocław 1984-1987.
		

/204_0001.djvu

			204 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


blemy, jakie stwarzają one w objaśnieniach 
językoznawczych współczesnym badaczom. 
Wstęp każdorazowo zamyka wykaz źródeł i bo- 
gata literatura. Podanie jej w tym miejscu uświa- 
damia, że w opracowaniach etymologicznych 
literatura nie stanowi tylko decorum, ale jest 
niezbywalnym elementem w dociekaniach 
i w dochodzeniu do najbardziej prawdopodob- 
nych ustaleń genetycznych. Dbałości o wiary- 
godność podawanych objaśnień dowodzi także 
fakt zaangażowania doradcy naukowego - 
M. Wojtyły-Świerzowskiej - w zakresie rekon- 
strukcji prasłowiańskich. 
Słownik ma układ alfabetyczno-gniazdowy, 
tzn. w artykule hasłowym grupuje się wokół 
prawdopodobnej formy wyjściowej nazwy włas- 
ne o różnych wykładnikach morfologicznych. 
Pozwala to na połączenie dużej liczby antro- 
ponimów , a jednocześnie zwalnia od koniecz- 
ności ustalania bezpośrednich zależności, które 
są trudniejsze do uchwycenia i bardziej skom- 
plikowane niż w podsystemie apelatywów. Jed- 
nocześnie ułatwia to obserwację środków do 
tworzenia antroponimów pochodnych oraz dys- 
trybucji formantów. 
Pod względem objętości cz. l. słownika, 
opracowana przez A. Cieślikową przy współ- 
udziale J. Szymowej i K. Rymuta, należy do 
najobszerniejszych. Koreluje to z obserwacją 
zamieszczoną we Wstępie, że «Nazwy osobowe 
pochodzące od apelatywów stanowią najlicz- 
niejszą i najstarszą (dziedzictwo prasłowiańskie) 
grupę wśród nazw osobowych okresu średnio- 
wiecza» (s. X), z pochodzenia imiona «nadawa- 
ne wedle modelu życzeniowego» i przezwiska 
«tworzone wedle modelu konstatującego cechy 
charakterystyczne nazywanego» (tamże, s. IX), 
tu liczące około 24000 określeń typu Baj, Bis- 
kup, Cieślik, Kałeta, Kowalik, Małec, Mądry 
itp. Waga zebranego i zinterpretowanego mate- 
rialu wykracza poza system wąsko onomas- 
tyczny, ponieważ nazwy te, homograficzne z wy- 
razami pospolitymi, pełniąc funkcję przezwisk 
powstałych w płaszczyźnie apelatywnej, zacho- 
wały elementy leksyki języka mówionego, które 
mogą uzupełnić, wzbogacić słownictwo prasło- 
wiańskie. Bogaty materiał stwarzał większe kło- 
poty interpretacyjne z uwagi na skomplikowane 
uwikłanie nazw osobowych w semantykę pod- 
staw, daleko posuniętą wańancję tych nazw 


i wynikające stąd możliwości różnych odniesień, 
powodujące znaczną rozbudowę artykułów sło- 
wnikowych. Jako hasło występuje nazwa naj- 
prostsza pod względem budowy i semantyki, 
zwykle równoksztahna z apelatywem. Artykuł 
zawiera objaśnienia motywacyjno-etymologicz- 
ne ze wskazaniem apelatywu motywującego 
i źródeł potwierdzających jego wystąpienie, dalej 
formy prasłowiańskie lub innojęzyczne. Na ar- 
tykuł składają się trzy grupy, swoiste stałe 
strefy zarezerwowane dla określonych typów 
antroponimów: grupa I przeznaczona jest dla 
imion dwuczłonowych, derywatów pochodnych 
od pełnych imion dwuczłonowych i form rela- 
cyjnych tworzonych od tych imion; grupa II 
podaje antroponimy równoksztahne (homogra- 
ficzne) z motywującymi apelatywami, potwier- 
dzonymi odesłaniem do słowników ogólnych 
lub gwarowych; grupa III zbiera derywaty sło- 
wotwórcze (sufiksalne, prefiksalno-sufiksalne 
i paradygmatyczne), motywowane tak przez 
imiona złożone, jak i apelatywy, czyli nazwy 
należące do grupy II i III. Inaczej mówiąc, 
nazwy podane po określonym numerze grupy 
niosą informację o ich charakterze, por. 
Luto-bor: ps. *łulb 'srogi, okrutny, dziki' 
por. łuty 'mroźny drugi miesiąc' SES IV 391. (...) 
I. Luto-bor; Lito-bor, Luto-gniew, Luto-mir, 
Lut(o)-miar (Pom), Luto-sław, Lut-sław (...) 
II. Luty: gw. łuty, łuto 'srogo, ostro, zimno' 
SGP(k), luty 'nazwa miesiąca' Sstp. 
III. Lut-0, Lut-a, Lut-ek, Lut-kja, Lut-kjo, 
Lut-och+na fem., Lut-osz (...) 
Derywaty: Luch-, Lusz- i pochodne, por. 
Lubo-, Ludo-. 
Liczne szczegółowe rozwiązania, nawet te 
o charakterze czysto redakcyjnym, zyskują w tej 
sytuacji rangę ustaleń metodologicznych, przy- 
datnych tak w pracach z materiałem historycz- 
nym, jak i synchronicznym. Zwłaszcza godna 
naśladowania jest dążność do wieloaspekto- 
wego oglądu materiału, szacunek dla faktów 
i ostrożność w formułowaniu wniosków koń- 
cowych. 
Chronologicznie rzecz ujmując, cz. 2. trak- 
tująca o nazwach osobowych pochodzenia 
chrześcijańskiego otwiera serię prac poświęco- 
nych motywacji staropolskich antroponimów. 
Znaczną grupę stanowią tu imiona związane 
z Biblią. Za trzon tych nazw M. Malec uważa
		

/205_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


205 


imiona chrzestne, których pierwszymi nosicielami 
były postaci biblijne, dalej święci i męczennicy, 
np. Ałeksandra, Ełżbieta, Krystyna, Maria, 
Zygmunt. Rzadko pochodzą one od nazw geo- 
graficznych, wyrazów pospolitych, przezwisk czy 
zwrotów modlitewnych (z uwagi na taką mo- 
tywację pomieszczono je w cz. l słownika). 
Chrześcijańskie imiona osobowe okazały się nie 
tylko atrakcyjne, ale i ekspansywne, tak że 
z czasem zaczęły wypierać imiona rodzime. 
Proces ich przyswojenia autorka datuje na wiek 
XII-XIV. Odnotowała tu też wpływy wschod- 
niosłowiańskie, niemałą rolę pośrednictwa 
staro-cerkiewno-słowiańskiego i staroczeskiego 
w poszerzaniu inwentarza imion. Do wzboga- 
cenia tego zasobu przyczyniły się też imiona, 
dla których nie udało się ustalić motywacji 
religijnej (por. Dodatek, s. 143-50), mianowicie 
imiona bohaterów, także literackich, lub sław- 
nych ludzi. Imiona odegrały też ważną rolę 
jako tworzywo nazw osobowych odojcowskich 
i odmężowskich, które stopniowo zaczęły pełnić 
funkcję nazwisk. Widoczne tu jest znaczne zróż- 
nicowanie stopnia produktywności imion jako 
podstaw słowotwórczych, uwagę zwracają zwła- 
szcza liczne derywaty od takich, jak np. Andrzej, 
Bartłomiej, Henryk, Jakub, Jan, Jerzy, Kłemens, 
Maciej, Marcin, Mikołaj, Piotr, Stanisław, 
Szymon. Przedstawione w słowniku ustalenia 
to efekt ogromnej, czasochłonnej pracy (por. 
odsyłacze), wymagającej nie tylko językoznaw- 
czej skrupulatności, ale rozległej wiedzy histo- 
rycznej i historycznoliterackiej. 
We Wstępie do cz. 3. Z. Kaleta pisze, że 
swoje opracowanie uważa za językowo-geogra- 
ficzny komentarz do nazw osobowych pocho- 
dzących od nazw miejscowych. Wykorzystała 
tu własne niepublikowane mateńały, zebrane 
do monografii wydanej przed dwudziestu laty 3). 
Poza problemami językoznawczymi sporego na- 
kładu czasu i odrębnych studiów wyma- 
gały prace wykonane przez E. Supranowicz 
i J. Szymową nad skorelowaniem lokalizacji 
historycznej zc współczesnymi podziałami ad- 
ministracyjnymi i politycznymi, bowiem w opi- 
sie istotny był związek nosiciela danej nazwy 
osobowej z miejscowością. Słownik 


3) Zob. Z. Kowalik-Kaleta, Staropolskie na- 
zwy osobowe motywowane przez nazwy miej- 
SCowe, Wrocław 1981. 


zawiera ogółem 6067 nazw osobowych po- 
chodzących od nazw miejscowych, w tym 
5246 zakończonych na -ski (i wańanty: -ow- 
skif /-ewski, -eński, -ecski, -iński, rzadko -ań- 
ski, -icski, -ocski), 84 nazwy zakończone na 
-ak, -an, -anin, -anka, -czyk, -ic, -ius, -eus, 
-ita, -arII-er (-ir) oraz 737 nazw osobowych 
równych nazwom miejscowym (s. IX). 
Zrezygnowano tu z podawania informacji 
na temat budowy słowotwórczej czy sposobu 
funkcjonowania nazw. Po te wiadomości autor- 
ka odsyła czytelnika do wspomnianej już mono- 
grafii. 
Lącznie z trzecią częścią wydano cz. 4., 
traktującą o nazwach osobowych pochodzenia 
etnicznego, czyli o nazwach motywowanych 
przez etnonimy, tj. nazwy plemion, ludów, póź- 
niej narodów. Specyfikę tego mikrosystemu syg- 
nalizują dwa, wprowadzone przez autorkę - 
E. Supranowicz - pojęcia, służące rozróżnianiu 
sposobu, w jaki przedstawiciele danego narodu 
nazywali siebie i swój kraj - etnonimy en- 
dogeniczne, i sposobu, w jaki przedstawiciele 
danego narodu nazywani byli przcz obcych 
- etnonimy egzogeniczne (por. Suomi - Fin- 
łandia, Italia - Włochy), co wiąże się z od- 
miennością procesów kształtowania się etnoni- 
mów w przeszłości i obecnie. Teraz częściej 
mamy do czynienia z przejmowaniem nazw 
obcych, z ich adaptacją fleksyjną i słowotwór- 
czą. Nazwy te z reguły nie są notowane w słow- 
nikach ogólnych, ich liczba (65) wyekscerpowa- 
na zc słownika pod red. W. Taszyckiego jest 
dla współczesnego użytkownika polszczyzny za- 
skakująco niska. Sugeruje ona bądź doŚĆ ogra- 
niczone w średniowieczu kontakty Polaków z in- 
nymi narodami, bądź rzadki zwyczaj nadawania 
nazw osobowych od etnonimów. Do najbardziej 
egzotycznych etnonimów tu zgromadzonych 
można zaliczyć takie nazwy, jak: Beserabski, 
Ethiops, Gałata, Juda, Ormen, Turek, Żyd. 
Z zawartością cz. 5. Nazwy osobowe po- 
chodzenia niemieckiego (typu Morgenstern, 
Ober, Rat itp.), opracowanej przez Z. Klimka, 
czytelnicy JP mieli już okazję się zapoznać. 
Jako jedyna książka z tej seńi doczekała się na 
łamach naszcgo pisma omówienia (zob. 
E. Breza, JP LXXVIII, 1998, s. 258-60) i opi- 
nii, że Z. Klimek «znany z sumiennych badań 
onomastycznych wykonał pracę ambitną, trud- 
ną, ale bardzo potrzebną».
		

/206_0001.djvu

			206 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


Określenie «nazwy heraldyczne», którym 
poświęcona została ostatnia, szósta część słow- 
nika, oznacza nazwy polskich średniowiecznych 
rodów i zawołań rycerskich. Jak stwierdza 
M. Bobowska-Kowalska, są one chronologicz- 
nie późniejsze niż antroponimy i toponimy, 
dlatego nazwy osobowe, miejscowe i pospolite 
wykorzystywane są do tworzenia nazw heral- 
dycznych. Zwykle są one jednowyrazowe, rza- 
dziej bardziej rozbudowane, ale także z nimi 
związane jest zjawisko wariantywności formy 
(por. Połańc, Połaniec, Połańce). Najczęściej 
są to nazwy przeniesione, powstałe drogą de- 
rywacji semantycznej i przekształceń stylisty- 
czno-kompozycyjnych. Mimo że derywacja sło- 
wotwórcza jest tu stosowana rzadziej, autorka 
ustaliła kilkanaście afiksów, także o łacińskim 
rodowodzie (-ensis, -ius), za pomocą których 
tworzono nowe nazwy (por. Łeszczyc, Połkozic, 
Jastrzębcowic, Ciołkowski, Jelitowczyk, Mora- 
wa, Gozdowiensis, Pułkozius). W monografii 
przedstawiono ponad 450 nazw (liczba ta 
obejmuje też hasła odsyłaczowe); najwięcej 
miejsca poświęcono motywacji, ponieważ 
nazwa może się odnosić do różnych podstaw. 
Analiza tego materiału wymagała od autorki 
nie tylko językoznawczej kompetencji, ale 
również dobrej znajomości dziejów heraldyki, 
historii rodów i ich geograficznego rozprze- 
strzenienia. 
W Przedmowie do całości wydawnictwa 
A. Cieślikowa zapowiada wydanie cz. 7., która 
jest pomyślana jako indeks omówionych w sło- 
wniku nazw wraz z uzupełnieniami nazw pomi- 
niętych. Włączone tu także zostaną rzadziej 
występujące nazwy noszone przez Żydów 
i Ormian oraz nazwy pochodzenia litewskiego 
i odapelatywne nazwy łacińskie. 
W tym kształcie publikacja z całą pewnością 
spełni oczekiwania autorów, znajdzie swoich 
czytelników wśród polonistów, slawistów, ger- 
manistów, a także historyków, badaczy śred- 
niowiecza. Wydatnie wzbogacając dorobek co- 
raz prężniej rozwijającej się onomastyki polskiej, 
zwłaszcza antroponimii, sprosta wymaganiom 
szerokich kręgów użytkowników języka. Im- 
ponując rozległością wiedzy i jej interdyscyp- 
linarnym charakterem publikacja odpowie na 
niejedno pytanie o ich tożsamość. 
Krystyna Kowalik 


Polszczyma 2000. Orędzie o stanie języka 
na przełomie tysiącleci, pod red. W. P i s ark a, 
Kraków 1999, s. 326. 


Rada Języka Polskiego wydała książkę, bę- 
dącą zbiorem artykułów, zarysowujących pro- 
blematykę językową polszczyzny przełomu wie- 
ków. We wprowadzeniu W. Pisarek napisał, że: 
Chodzi [...] nie o akademicki synchroni- 
czny obraz gramatyki i, zasob1! leksykal- 
no-frazeologicznego wspołczesneJ polszczyz- 
ny, ale o opis zachow.ań język?wych Pola- 
ków w różnych dziedzmach 
cla, o uchwy- 
cenie częstości i okolicznoścI występowam
 
form językowych, o ujawnienie. tendenCji 
zmian ich znaczenia i formy, o Ich ocenę 
jako ś;odków porozumiewania się polskoję- 
zycznego społeczeńst
a, a także o wskazame 
okoliczności zagrażających wszechstronne- 
mu rozwojowi języka (s. 5). 
W tomie tym znajdują się artykuły trak- 
tujące o języku nauk humanistycznych, języku 
medycznym, językach prawnych i prawniczych, 
języku w urzędach i w szkole, nazwach włas- 
nych, języku religijnym, języku współczesnej 
literatury polskiej, języku w mediach, w re- 
klamie, o języku na co dzień, o języku subkultur 
młodzieżowych, o gwarach, o języku mniejszości 
narodowych, o języku polskim poza Polską. 
Stanisław Gajda konstatuje, że «w naukach 
humanistycznych panuje moda na otwartość 
i "bezgraniczność", co przynosi "sumowanie" 
się języków, zapożyczanie często bez troski 
o precyzję i spójność» (s. 18). 
Jan Doroszewski zwraca uwagę na popraw- 
ność języka używanego w medycynie i naukach 
pokrewnych oraz na próbę semiotycznej analizy 
terminów i twierdzeń medycznych. Autor za- 
uważa, że wiele terminów mających etymologię 
łacińsko-grecką zostaje przejętych za pośred- 
nictwem języka angielskiego. Bardzo powszech- 
ne jest również stosowanie akronimów z języka 
angielskiego typu DNA, ACTH. 
Maciej Zieliński próbuje zanalizować języki 
prawne i prawnicze. Ten podział wprowadził 
B. Wróblewski w 1948 roku. W ramach języka 
prawnego wyróżnia się język przepisów i język 
norm prawnych. Natomiast język prawniczy jest 
rodziną czy też konglomeracją języków, którymi 
o normach prawnych lub w związku z nimi 
wypowiadają się prawnicy, tak więc autor tego 
artykułu sugeruje, by mówić nie o języku pra-
		

/207_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


207 


wniczym, ale o językach prawniczych. Tek- 
sty prawne są wyłącznie tekstami pisanymi. 
Uwzględniają one interpunkcję, ale bez używa- 
nia wielokropka i wykrzyknika. Ważne jest 
stosowanie odpowiedniego szyku wyrazów. 
Język prawniczy nie jest jednorodny, istnieją 
dwie zasadnicze odmiany: język prawniczy 
praktyki orzeczniczej i język praktyki poza- 
orzeczniczej. 
Ewa Malinowska uważa, że w pisemnych 
aktach języka urzędowego polszczyzny jakość 
ze względu na niską kompetencję językową 
instytucjonalnych nadawców budzi wiele za- 
strzeżeń. 
Aleksandra Cieślikowa pisząc o nazwach 
własnych postuluje, aby m.in. nazwy miej- 
scowości i obiektów fIzjografIcznych, ich formy 
oraz derywaty podlegały ochronie prawnej i były 
podawane jednolicie w wydawnictwach popraw- 
nościowych. Autorka proponuje, aby ograniczyć 
przejmowanie nazw obcych w ich obecnej po- 
staci, np. Martin zamiast Marcin. 
Helena Synowiec zarysowuje problematykę 
języka polskiego w szkole, używanego na lek- 
cjach (komunikacja dydaktyczna) i w sytua- 
cjach pozalekcyjnych, analizuje stan sprawności 
językowej uczniów, zwraca uwagę, że przywró- 
cono po interwencjach językoznawców i na- 
uczycieli nazwę przedmiotu <	
			

/208_0001.djvu

			208 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


młodsze pokolenie zatraci najbardziej odbiega- 
jące od literackiej polszczyzny właściwości gwa- 
rowe, że będą zanikać dialekty mieszane, 
a w dialektach polskich nasilą się oddziaływania 
innych języków. 
Stan prawny i aktualną sytuację języków 
mniejszości narodowych przedstawia Wojciech 
Kajtoch, nie przeprowadzając analizy języków 
poszczególnych mniejszości narodowych. 
Sytuację języka polskiego poza Polską 
przedstawia Władysław T. Miodunka. Chodzi 
przede wszystkim o język mówiony emigrantów 
polskich i ich potomków, także przesiedleń- 
ców i zesłańców oraz ludności autochtonicz- 
nej, żyjącej na terenach należących dawniej 
do państwa polskiego. Bierze pod uwagę 
również język pisany używany głównie w ta- 
kich zagranicznych centrach kultury polskiej, 
jak: Paryż, Londyn, Nowy Jork, Chicago, 
Kurytyba, Melbourne. Do zachowania znajo- 
mości języka polskiego na obczyźnie przyczy- 
niają się następujące czynniki: polityka wielo- 
kulturowości prowadzona od lat siedemdziesią- 
tych w wielu krajach osiedlenia Polonii, mówie- 
nie po polsku w domach Polaków mieszkają- 
cych za granicą, centra ośrodków polonijnych 
za granicą. 
Tom Polszczyzna 2000 ukazuje problematy- 
kę stanu języka na przełomie drugiego i trzecie- 
go tysiąclecia. Zmiany ustrojowe, jakie się do- 
konały w Polsce, przyczyniły się w znacznym 
stopniu do obserwowanych zmian w języku. 
Dlatego obszar badawczy językoznawcy staje 
się coraz szerszy, a rzeczywistość językowa coraz 
ciekawsza. 


Kraków 


Renata Dulian 


Katarzyna C z a r n e c k a, Uczniowska od- 
miana współczesnej polszczyzny w świadomości 
jej użytkowników, Biblioteczka Poznańskich Stu- 
diów Polonistycznych. Seria Językoznawcza nr 
12, red. naukowy Halina Z g ó ł k o w a, Wyda- 
wnictwo WiS, Poznań 2000, s. 187. 


W dorobku naukowym Katarzyny Czarnec- 
kiej znajduje się szereg ważnych publikacji, 
poświęconych środowiskowemu językowi 
uczniów. Warto przywołać chociażby rozważa- 
nia dotyczące słownictwa uczniowskiego zwią- 


zanego z tematyką pozaszkolną l), użycia języka 
uczniowskiego w sytuacji przymusu i ograniczeń 
społecznych 2), próby klasyfikacji tej odmiany 
języka na tle innych odmian współczesnej pol- 
szczyzny 3) czy uwagi na temat konstrukcji po- 
równawczych, będących odzwierciedleniem 
uczniowskiej wizji świata 4). Ponadto trzeba też 
przypomnieć, że jest ona współautorką cieszą- 
cego się nie zwykłą popularnością w środowisku 
nauczycieli i uczniów Słownika gwary uczniow- 
skiej 5). Za bezpośrednią zaś zapowiedź recen- 
zowanej monografii należy uznać tekst na temat 
pragmatycznego spojrzenia uczniów na współ- 
czesną polszczyznę 6) oraz opracowane we 
współautorstwie zagadnienie potoczności języka 
uczniów w ich świadomości 7). Wszystko to 
sprawia, że do rąk czytelników trafia książka 
doświadczonej badaczki języka środowiska 
uczniowskiego. 
Najogólniej można stwierdzić, że przedmio- 
tem socjolingw istycznego oglądu w omawianej 
l) Zob. K. Czarnecka, Świat widziany ze 
szkoły - czyli o słownictwie uczniowskim do- 
tyczącym tematyki pozaszkolnej, [w:] Z badań 
nad współczesną polszczyzną, pod red. 
E. Homy, Szczecin 1992, s. 121-7. 
2) K. Czarnecka, Przymus i ograniczenia 
społeczne w użyciu języka uczniowskiego, [w:] 
Zagadnienia komunikacji językowej dzieci 
i młodzieży, pod red. J. Porayskiego-Pomsty, 
Warszawa 1991, s. 115-20. 
3) K. Czarnecka, Miejsce języka uczniow- 
skiegq wśród odmian współczesnej polszczyzny, 
[w:] Swiadomość językowa - kompetencja 
- dydaktyka, pod red. E. Sękowskiej, War- 
szawa 1996, s. 75-80. 
4) K. Czarnecka, Konstrukcje porównawcze 
jako odzwierciedlenie uczniowskiej wizji świata, 
[w:] Językowy obraz świata dzieci i młodzieży, 
pod red. J. Ożdżyńskiego, Kraków 1995, 
s. 315-20; tejże, Konstrukcje porównawcze 
w uczniowskiej odmianie współczesnej polszczy- 
zny, Studia Polonistyczne, t. XX, Poznań 1994, 
s. 43-9. 
5) Zob. K. Czarnecka, H. Zgółkowa, Słow- 
nik gwary uczniowskiej, Poznań 1991. 
6) K. Czarnecka, Pragmatyczne spojrzenie 
uczniów na współczesną polszczyznę, [w:] Studia 
pragmalingwistyczne, pod red. J. Poray- 
skiego-Pomsty, H. Zgółkowej, Warszawa 1997, 
s. 25-32. 
7) Zob. H. Zgółkowa, K. Czarnecka, Po- 
toczność języka uczniowskiego w świadomości 
jego użytkowników, [w:] Język potoczny 
jako przedmiot badań językoznawczych, pod 
red. S. Gajdy, Z. Adamiszyna, Opole 1991, 
s. 95-102.
		

/209_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


209 


pozycji jest uczniowska odmiana współczesnej 
polszczyzny, czyli jeden z ważnych socjolektów 
języka polskiego. Historia socjolektów sięga 
naj odleglejszych czasów i ściśle związana jest 
z rozwojem organizacji życia społecznego. Nie- 
które środowiskowe odmiany języka miały kró- 
tki żywot, inne zaś (np. gwara uczniowska) 
w zaktualizowanej postaci przetrwały do dnia 
dzisiejszego. Tradycja opisu socjolektów sięga 
końca XIX wieku. Część socjolektów doczekała 
się obszernych opracowań monograficznych 
i słownikowych, inne nadal czekają na swoich 
badaczy. Jeśli chodzi o język środowisk mło- 
dzieżowych, najwięcej uwagi poświęcono gwarze 
uczniowskiej 8). Systematyczne zainteresowanie 
tym socjolektem sięga lat trzydziestych XX 
wieku i trwa niezmiennie do dnia dzisiejszego. 
K. Czarnecka zaproponowała nowatorskie 
- w porównaniu z dotychczasowymi opraco- 
waniami - ujęcie tematu. Otóż przygląda się 
językowi środowiskowemu młodzieży «od we- 
wnątrz» przez pryzmat uczniowskich sądów 
i wyobrażeń o języku, stanowiących cząstkę ich 
świadomości językowej. Dla potrzeb rozprawy 
autorka przyjęła definicję świadomości języko- 
wej Danuty Bartol-Jarosińskiej 9). 
Rekonstrukcji wyobrażeń i sądów dotyczą- 
cych uczniowskiej odmiany współczesnej pol- 
szczyzny służy materiał badawczy, zebrany 
w 1989 roku wśród młodzieży w wieku od 12 
do 19 (wyjątkowo 20) lat metodą ankiety audy- 
toryjnej (por. formularz na s. 14) na terenie 28 
województw we wszystkich typach szkół (por. 
dane na temat województw i listę szkół w anek- 
sie na s. 159-62). Mimo że badaniami objęto 
20000 uczniów, szczegółowej analizie poddano 
1000 kwestionariuszy. Uzasadnienie wyboru me- 
tody ankiety audytoryjnej, wypełnianej w jed- 
nym miejscu i czasie przez większą liczbę osób, 
znalazła autorka w opiniach socjologów, według 
których metoda ta daje bardziej wiarygodne 
wyniki badań niż na przykład wywiad z osobą 
nieznajomą. Budując «niekonwencjonalne» py- 
tania ankietowe: Czy jest różnica między "mó- 
wieniempo szkołnemu" a ,,mówieniem po połsku" 


8) Zob. np. S. Grabias, Język w zachowa- 
niach społecznych, Lublin 1
94. 
9) D. Bartol-Jarosińska, Swiadomość języ- 
kowa robotników warszawskich, Warszawa 
1986. 


4 -- Język Polski 


oraz Czy poslugujesz się językiem młodzieżowym, 
szkolnym? Kiedy i dłaczego?, autorka uwzględ- 
niła możliwości psychiczne i poznawcze mło- 
dych respondentów. Wybór niezbyt wiarygodnej 
metody badań ankietowych, nadto takie nie- 
precyzyjne sformułowania jak «mówienie po 
szkolnemu» czy «mówienie po polsku» mogą 
skłaniać do recenzenckiej krytyki. Najważniejsze 
jest jednak to, że K. Czarnecka osiągnęła za- 
mierzony cel - przedstawiła wyniki badań 
świadomości językowej młodzieży. 
Rozdział II (s. 19-47) służy prezentacji 
bardzo istotnych z punktu widzenia rozprawy 
podstaw metodologicznych. Zgodnie z tematem 
rozpada się on na dwie zasadnicze części, z któ- 
rych pierwsza poświęcona jest koncepcjom świa- 
domości językowej, druga zaś zawiera bardzo 
bogaty przegląd dotychczasowych opracowań 
na temat języka uczniów. Autorka przybliża 
czytelnikowi polską i obcą literaturę, poświęco- 
ną zjawisku świadomości językowej, skupia się 
na uściśleniu pojęcia «świadomości» i «kom- 
petencji językowej», sporo miejsca poświęca 
przywołaniu cech (forma wypowiedzi potocznej, 
rodzaj zdolności, ponadindywidualna, inten- 
cjonalna, nie tworzy zwartego systemu, zdeter- 
minowana przez język, historyczna, poddaje się 
sterowaniu, może podlegać kodyfikacji - 
s. 21-4), konstytuujących świadomość języko- 
wą według Petera Scherfera 10). Jeśli chodzi zaś 
o uczniowską odmianę współczesnej polszczy- 
zny, ukazuje jej miejsce w różnorodnych typo- 
logiach języka polskiego oraz zamieszcza szcze. 
gółowe omówienie ważnych pozycji z literatury 
przedmiotu, tak starszych (te sięgają 1902 roku), 
jak i najnowszych. Oprócz prac bezpośrednio 
dotyczących świadomości językowej młodego 
pokolenia K. Czarnecka zwraca uwagę na róż. 
norodne badania, m.in. poświęcone leksyce, 
frazeologii, wulgaryzacji języka, humorowi, sar- 
kazmowi, przezwiskom w środowisku uczniow- 
skim. 
Relację z dwóch pytań ankietowych zawie- 
rają rozdziały III (s. 49-87) i IV (s. 89-137), 
stanowiące trzon recenzowanej pracy. W roz- 
dziale III autorka przytacza szereg autentycz- 
nych wypowiedzi uczniowskich, potwierdzają- 


lO) Zob. P. Scherfer, Untersuchungen zum 
SprachbewuBtsein der Patois-Sprecher in der 
Franche-comte, Tiibingen 1983.
		

/210_0001.djvu

			210 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


cych istnienie różnicy między «mówieniem po 
polsku» a «mówieniem po szkolnemu». 
Okazuje się, że «mówienie po polsku» 
w świadomości uczniowskiej funkcjonuje jako 
język oficjałny, naukowy, artystyczny i kultural- 
ny, rzadko zaś bywa łączone z polszczyzną 
potoczną czy też opisywane jest jako język 
ogólny, ogólnopolski, narodowy lub ogólno- 
narodowy (s. 68). Taki stan rzeczy autorka 
uzasadnia następująco: 
Dostrzegalne w wielu kwestionariuszach 
koncentrowanie się respondentów na wy- 
branych cechach jednej z odmian było za- 
biegiem łatwiejszym niż uchwycenie katego- 
rii nadrzędnych (s. 68). 
Argumentacja mówiąca o łatwości i trudno- 
ści formułowania sądów, na pewno trafna w od- 
niesieniu do badanej grupy, wydaje się jednak 
zbyt ogólna, z pewnością można by znaleźć 
jeszcze inne motywy podawanego przez uczniów 
rozumienia «mówienia po polsku». Jeśli zaś 
chodzi o odrębność «mówienia po szkolnemu», 
jest ona kojarzona przede wszystkim ze specy- 
ficznym słownictwem, sposobami jego wzboga- 
cania, charakterystyczną frazeologią oraz z funk- 
cjonowaniem przezwisk, które w zebranym ma- 
teriale częściej nazywają nauczycieli niż uczniów 
(s. 83-6). W metajęzykowej uczniowskiej re- 
fleksji na «mówienie po szkolnemu» składają 
się wyrazy, słowa, powiedzonka, powiedzenia, 
hasła, bzdety, gadżety, wymówki, grypsy, słoga- 
ny, ksywy (s. 80--2). 
W rozdziale III godny uwagi jest niewielkich 
rozmiarów podrozdział 2.7. (s. 86--7), poświę- 
cony roli kodu pozawerbalnego w języku 
uczniowskim. Autorka stwierdza: 
Wypowiedzi pięciu respondentów suge- 
rują, że mówienie po szkołnemu nie ogranicza 
się li tylko do poziomu werbalnego. Oprócz 
przekazu słownego w postaci ustnej czy 
- rzadziej - pisemnej (np. w formie lek- 
cyjnej korespondencji) uczniowie stosują 
również pewne gesty (s. 86). 
To niezwykle interesujące zagadnienie wy- 
maga z pewnością wnikliwych badań za pomocą 
innych niż ankieta technik badawczych. 
Niezmiernie ciekawy materiał i wnikliwą 
jego interpretację zawiera obszerny rozdział IV 
(s. 89-137), którego tytuł stanowi drugie pyta- 
nie ankiety: «Czy posługujesz się językiem mło- 
dzieżowym, szkolnym? Kiedy i dlaczego?». In- 


formacje uzyskane od respondentów zadecydo- 
wały o wyodrębnieniu kolejnych podrozdziałów, 
poświęconych czasowi, przestrzeni, doborowi 
rozmówców w «mówieniu po szkolnemu» oraz 
motywom wyboru języka uczniowskiego. Zasa- 
dniczo uczniowie używają tej odmiany języka 
w szkole, w sytuacji pozalekcyjnej, ale posługują 
się nią także poza szkołą w różnych kontaktach 
rówieśniczych. Młodzież używa języka uczniow- 
skiego albo w sposób bezrefleksyjny, z przy- 
zwyczajenia, albo chcąc zamanifestować swoją 
przynależność do grupy środowiskowej. W śród 
motywów wyboru języka uczniowskiego ważną 
rolę odgrywają także uwarunkowania psycho- 
logiczne, np. pragnienie wyróżnienia się, po- 
trzeba rozładowania emocji, przezwyciężenia 
stresu, chęć utajniania znaczeń. Atrakcyjność 
tej odmiany języka tkwi również w jej skrótowo- 
ści, możliwości szybkiego porozumiewania się, 
łatwości oraz nasycenin elementami komicz- 
no-zabawowymi. Za niezwykle cenne należy 
uznać odnotowanie uczniowskich wypowiedzi 
na temat wulgaryzacji ich języka (s. 123-30). 
Większość respondentów przyznaje, że jednym 
z wyznaczników «mówienia po szkolnemu» są 
właśnie wulgaryzmy, które pojawiają się w sy- 
tuacjach stresujących lub są po prostu swoistym 
sposobem popisywania się, czyli szpanowania. 
Pocieszający jest jednak fakt, że uczniowie (na- 
wet jeśli byłoby ich niewielu) zwracają uwagę 
na niestosowność wulgarnych zachowań języko- 
wych i dostrzegają charakterystyczne ograni- 
czenia na nie nakładane. 
Rozdział V (s. 139-56) zawiera refleksje 
podsumowujące obraz języka uczniowskiego 
w świadomości młodzieży polskiej. Autorka, 
poddając wypowiedzi uczniów własnym zabie- 
gom interpretacyjnym, rozpoznaje funkcje, jakie 
młodzi ludzie przypisują językowi szkolnemu. 
Otóż jawi się on przede wszystkim jako narzę- 
dzie przekazywania informacji, służy budowaniu 
więzi wewnątrzgrupowej, ułatwia identyfikację 
i ocenę drugiego człowieka, pełni funkcję emo- 
tywną, jest też sposobem odcinania się od in- 
nych osób, często pozwalając na ich depre- 
cjonowanie, formą autoprezentacji i swoistym 
rodzajem twórczości. Na tej podstawie autorka 
dochodzi do wniosku, że młode pokolenie jest 
świadome dwóch istotnych (odnotowywanych 
przez językoznawców) funkcji socjolektów, po-
		

/211_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


211 


legających na identyfikacji z członkami danej 
grupy oraz chęci odróżnienia od innych zbioro- 
wości. Zupełnie zaś wyjątkowo zdaje sobie spra- 
wę z tkwiących w socjolektach możliwościach 
interpretowania otaczającej rzeczywistości. Pres- 
tiż własnego języka uczniowie ograniczają jedy- 
nie do uzyskania korzystnego stanowiska wśród 
rówieśników oraz zwrócenia uwagi dorosłych 
(s. 139-42). 
Kolejny fragment rozdziału V jest próbą 
syntezy, obejmującą ukazanie kształtu języka 
szkolnego w rzeczywistości społecznej, tj. 
w kontaktach z osobami dorosłymi (rodzicami 
i nauczycielami) oraz z rówieśnikami (143-7). 
Godny szczególnej uwagi jest podrozdział trak- 
tujący o możliwościach złagodzenia dychotomii: 
język dorosłych - język młodzieży (s. 147-50). 
Na podstawie wyrażonej przez młodzież chęci 
dążenia do zharmonizowania kształtu wypo- 
wiedzi z sytuacją komunikacyjną autorka for- 
mułuje niezwykle cenny postulat natury dydak- 
tycznej: 
Podstawowym celem edukacji poloni- 
stycznej powinno być zatem wyposażenie 
wychowanków w takie umiejętności, które 
nie tylko umożliwią bezbłędne dopasowanie 
sposobu wysławiania się do okoliczności, 
ale pozwolą sprawnie, bez poczucia niemoż- 
ności czy obawy przed nadmiernym trudem 
posługiwać się wybraną odmianą współczes- 
nej polszczyzny (s. 150). 
Jeśli chodzi o rozdziały zamykające pracę, 
czyli streszczenie (s. 157), aneks (s. 159-75) 
i wykaz cytowanej literatury (s. 177-87), kilka 
słów komentarza należy się jeszcze literaturze 
przedmiotu. Otóż jest ona przede wszystkim 
bardzo bogata, liczy ponad 200 pozycji tak 
polskich, jak i obcych, ponadto zwraca uwagę 
jej wszechstronność: znajdujemy tu teksty z za- 
kresu socjolingwistyki, lingwistyki, kultury ję- 
zyka, socjologii i psychologii. Cenne jest też to, 
że autorka samodzielnie tłumaczy specjalistycz- 
ną literaturę niemieckojęzyczną. 
Przemyślana struktura pracy obejmuje cało- 
kształt zagadnień związanych z realizowanym 
tematem, sprzyja nadto czytelności wywodów: 
kolejne rozdziały wynikają logicznie z treści 
poprzedzających. Refleksje natury dydaktycznej 
formułowane w rozprawie są naturalną kon- 
sekwencją analizowanej problematyki języka 
uczniowskiego, bez nich praca byłaby niepełna. 


4* 


Prezentowana monografia, bogata materia- 
łowo, z wnikliwymi i trafnymi analizami, wnosi 
istotny wkład do ciągle jeszcze nielicznych na 
gruncie polskim socjolingwistycznych badań 
nad świadomością językową. K. Czarnecka 
doskonale zdaje sobie sprawę z kontrowersyj- 
ności obranej metody badawczej, jest autorką 
dojrzałą i ostrożną. Z całą mocą podkreśla, że 
ujawnione przez respondentów poglądy i oceny 
są elementami świata subiektywnego, formą 
autoprezentacji (bez rozstrzygnięć dotyczących 
uczciwości czy prawdomówności ankietowa- 
nych), w której mogą się pojawić przypadkowe 
lub zamierzone zniekształcenia (s. 155). 
Książka napisana jest zajmująco, piękną 
i poprawną polszczyzną. Na pochwałę zasługuje 
także staranność wydania, korekty oraz skrom- 
ny, z ciekawie dobranymi barwami, projekt 
okładki. Po przybliżoną w recenzji wartościową 
i interesującą pozycję sięgną z pewnością języ- 
koznawcy, pozostaje mieć nadto nadzieję, 
że - mimo niezbyt wysokiego nakładu (250 
egzemplarzy) - dotrze ona również do rąk 
pedagogów, psychologów, socjologów, nauczy- 
cieli języka polskiego oraz rodziców. 


Bydgoszcz 


Małgorzata Święcicka 


Jolanta I g n a t o w i c z - S k o w roń s k a, 
Stylizacja na styl potoczny w prozie Marka 
Nowakowskiego, Szczecin 2000, s. 178. 


Rozprawa Jolanty Ignatowicz-Skowroń- 
skiej sytuuje się w kręgu prac z zakresu stylistyki 
językoznawczej. Jej przedmiotem jest gruntowna 
analiza zabiegów zastosowanych w ramach sty- 
lizacji na współczesną polszczyznę potoczną 
w utworach jednego z najwybitniejszych proza- 
ików. Zakresem analizy objęto leksykalno-fra- 
zeologiczną warstwę wybranych opowiadań 
i mikropowieści Marka Nowakowskiego, a na 
uboczu pozostawiono ich warstwę składniową, 
gdyż ta była już przedmiotem oddzielnych opra- 
cowań, w tym - monografii Krystyny Zabie- 
rowskiej Składnia utworów Marka Nowakow- 
skiego (1990) oraz artykułów Henryka Wróbla. 
Skupienie się na analizie leksykalno-frazeologi- 
cznej nie jest uchybieniem metodologicznym, 
pozostaje bowiem w zgodzie z leksykalną kon- 
cepcją stylu, prezentowaną w pracach tak zna-
		

/212_0001.djvu

			212 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


komitych badaczy polszczyzny, jak Teresa Sku- 
balanka i Aleksander Wilkoń, a z młodszych 
od nich - Stanisław Dubisz i Stanisław Gajda. 
W rozdziale teoretyczno-metodologicznym 
przedstawia autorka cel i zakres rozprawy, przy- 
bliża teorię stylizacji językowej, uzasadnia etapy 
postępowania badawczego. J. Ignatowicz-Skow- 
rońska zakłada, że język potoczny jest odmianą 
języka mówionego (nie ograniczoną terytorial- 
nie), stylizacja zaś jest faktem, który może 
zaistnieć zarówno w wypowiedziach o charak- 
terze użytkowym, jak i w tekstach artystycz- 
nych. Stylizację można pojmować czynnościowo 
i przedmiotowo. Ujawnia się ona na płaszczyź- 
nie językowej tekstu, w artystycznych utworach 
M. Nowakowskiego - jako kształtowanie ję- 
zyka danego opowiadania czy powieści na wzór 
określonego stylu. W opisie stylizacji kolok- 
wialnej uwzględnia się takie kwestie, jak cel 
wprowadzania wykładników stylizujących do 
utworu, zakres ich występowania w strukturze 
języka utworu oraz ich stosunek do podstawy 
stylizacji; w analizie kolokwializacji trzy etapy 
postępowania badawczego: identyfikację leksy- 
kalno-frazeologicznych wykładników stylizacji, 
charakterystykę mechanizmów stylizacyjnych 
i opis funkcjonalnej sprawności wykładników 
stylizacyjnych. Poza wyszczególnionymi kwes- 
tiami rozdział ten zawiera charakterystykę syl- 
wetki twórczej pisarza, charakterystykę dwóch 
okresów jego twórczości (<	
			

/213_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


213 


Frazeologiczne wykładniki stylizacyjne - to 
zarówno grupa 384 frazeologizmów, jak i to, co 
w jakimś stopniu naśladuje uzus frazeologiczny, 
w tym jego wariantywność i innowacyjność. 
Dopowiedzmy tu od razu, że z drobiazgowego 
przeglądu wariantów i innowacji frazeologicznych 
wypłynął trafny i ciekawy wniosek, iż pisarz 
doskonale orientuje się w przyczynach wariantyw- 
ności i innowacyjności frazeologii potocznej: 
tkwią one w blaknięciu ekspresji jej elementów. 
Takie podejście do wzorca nadaje stosowanej 
przez pisarza kolokwializacji walory stylizacji 
akceptatywnej, żeby użyć terminu Marii Wojtak. 
Wracając zaś do opisu konkretnych wykładników 
frazeologicznych kolokwializacji, trzeba koniecz- 
ne podkreślić, że autorka starała się zanalizować je 
bardzo dokładnie, ukazać zatem zarówno ich 
rozmaitość strukturalną, jak i funkcjonalną przy- 
datność. W pełni jej się to udało. 
Drugi rozdział analityczny dotyczy mecha- 
nizmów stylizacyjnych kolokwializacji. Ich prze- 
gląd rozpoczyna się znamienną uwagą, że lek- 
sykalno-frazeologiczne elementy kolokwiali- 
zacji współistnieją w tekstach M. Nowakow- 
skiego z leksyką wspólnoodmianową, żargono- 
wą, przestarzałą, zajmując znikomą część po- 
wierzchni tekstu, ale za to są trafnie wyselek- 
cjonowanymi elementami wzorca, reproduko- 
wanymi w tekście w celu stworzenia fikcjonal- 
nego obrazu stylu potocznego, ewokowania 
fikcjonainego obrazu tego stylu oraz uczynienia 
z niego środka charakteryzacji i indywidualizacji 
językowej postaci. Te wybrane elementy wzorca 
podlegają tzw. generalizacji, czyli mówiąc sło- 
wami M. Wojtak - «zagęszczeniu lub zmianie 
ich funkcji». Uwzględniwszy pionową i poziomą 
strukturę tekstu, można już łatwo dojść do 
wniosku, że w różnych okresach twórczości 
pisarza mamy do czynienia z różnymi typami 
stylizacji kolokwialnej: w okresie «przedmioto- 
wym» zyskuje przewagę stylizacja całościowa, 
w okresie «podmiotowym» - stylizacja frag- 
mentaryczna, przy czym wyznaczniki stylizacji 
całościowej grupują się zawsze w drugiej części 
danego utworu, a wyznaczniki stylizacji trag- 
mentarycznej - w jego części początkowej. 
Spostrzeżenia te są przez autorkę gruntownie 
umotywowane wynikami szczegółowych analiz 
ponad 114 opowiadań, poparte licznymi tabe- 
lami zbiorczymi oraz «malowniczymi» wykre- 


sami, co swoją drogą dobitnie świadczy o opa- 
nowaniu przez nią metod statystycznej analizy 
słownictwa. 
W trzecim rozdziale analitycznym rozpatruje 
autorka obciążenia funkcjonalne wykładników 
stylizacyjnych kolokwializacji. Dochodzi do 
wniosku, że spełniają one funkcje fabularne 
(służą kreacji narratora i kreacji bohatera, są 
budulcem w tworzeniu kolorytu emocjonalnego 
określonego środowiska), funkcje strukturalne 
(są wyznacznikami stylistycznej kompozycji 
utworów) oraz funkcje stylistyczno-artystyczne 
(stanowią o wpisaniu tekstu w tradycję literatury 
realistycznej, służą wykreowaniu literackiego 
wizerunku stylu potocznego). Szczegółowo i tra- 
fnie opisuje sposoby kreacji narratora, wyróż- 
niając takie jego typy, jak narrator bezosobowy, 
narrator konkretny, narrator utożsamiony z au- 
torem, i równie wnikliwie przedstawia charak- 
teryzację i indywidualizację języka bohaterów 
opowiadań M. Nowakowskiego. Tutaj na szcze- 
gólne wyróżnienie zasługuje analiza języka 
dwóch bohaterów: Benka Kwiaciarza i Ratusza 
- w ich monologach w pełni dochodzi do 
głosu indywidualizacja językowa. Zabiegiem 
charakteryzacji językowej objęte są wypowiedzi 
przedstawicieli środowisk społecznych, w tym 
zaś robotników, chłopów i inteligencji, a polega 
ona nie tylko na uwzględnieniu pochodzenia 
czy wykształcenia danej osoby, lecz również 
- warunków komunikacji językowej (z moż- 
łiwością przełączania kodu w danej sytuacji). 
Tego ostatniego czynnika nie brano pod uwagę 
w dotychczasowych opracowaniach charakte- 
ryzacji językowej postaci, a jak widać z roz- 
ważań J. Ignatowicz-Skowrońskiej, jest on bar- 
dzo ważny, i co równie istotne, M. Nowakowski 
chętnie i sprawnie go wyzyskuje w swojej twór- 
czości. 
Zwięzłe, świetnie napisane zakończenie roz- 
prawy zawiera wnioski z analizy stylizacji kolok- 
wialnej skonfrontowane z założonymi celami, 
jakie sobie wytyczyła autorka przed przystąpie- 
niem do realizacji obranego tematu. Interpreta- 
cja kolokwializacji nie potwierdziła intuicyjnych 
sądów krytyków, że język utworów M. Nowa- 
kowskiego jest przesadnie nasycony środkami 
stylizacyjnymi. 
Jak wynika ze skrótowego przeglądu zawar- 
tości rozprawy, J. Ignatowicz-Skowrońska obra-
		

/214_0001.djvu

			214 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


ła właściwe metody analizy trudnych zjawisk 
stylizacyjnych w twórczości M. Nowakowskie- 
go, interpretacja stylizacji jest gruntowna i wy- 
czerpująca, a przy tym subtelna, zasługująca na 
prawdziwe uznanie. Wartości poznawcze roz- 
prawy są niepodważalne, w pełni bowiem od- 
słaniają tajniki stylu prozy M. Nowakowskiego. 
Stanisław Bąba 


Simon O n d r u S, Odtajnene trezory slov, 
Bratislava 2000, s. 242. 


Chrestomatia przepięknych opowiastek ety- 
mologiczno-patriotycznych, pisanych przez lat 
wiele ku pokrzepieniu serc rodaków-Słowaków. 
Zasługuje na przekład polski. 
Talent literacki autora, rzadki u naukowców 
do których elity narodowej autor należy, spra
 
wił, że i Polak wykształcony przeczyta rzecz 
jego jednym tchem i z coraz silniejszym uczu- 
ciem przyjaźni do bratniego narodu, który tak 
zdrowo przetrwał kilkunastowiekową niewolę. 
Innym okiem czyta fachowiec etymologista, 
jak ja. Przeczytawszy, niewiele aprobować mogę 
z tak wielu sugestywnie podanych przez autora 
pomysłów, po części jego własnych, po części 
ładnie podretuszowanych cudzych. Zaczynając 
przypuszczałem, że nie gorszy z niego hun- 
garysta niż slawista. Skończyłem rozumiejąc, że 
jednak gorszy slawista niż hungarysta. Bo tak 
go poniosły fantazje patriotyczne, że lata trzmie- 
lem po ogrodach zamkowych z kwiatka na 
kwiatek, zapylając je pyłkiem zebranym z pól 
ojczystych, by się każdy tam kwiat cudzoziemski 
przemienił w rodzimy. 
Przypomniał mi tych młodych naukowców 
rumuńskich, którzy reinterpretują slawizmy 
w swoim języku z taką pasją, żeby wyszło, że 
więcej barbarzyńcy słowiańscy wzięli od Roma- 
nów, niż ci od owych. A postronny obserwator 
skłonny jest czasem przypuścić, że to i owo 
słowo jedni i drudzy wzięli od trzecich, np. od 
Awarów nie tylko ogar, ale i vesel 'wesoły', 
trudne do objaśnienia na gruncie słowiańskim. 
Mądry Ondrus, zanim puści cudzą wodę na 
swój młyn narodowy, umiejętnie ją mąci. Lubi, 
żeby czytelnik pod wpływem jego sugestii wstęp- 
nych sam wcześniej wywnioskował to, co on 
mu później poda na talerzu. Albo wcale nie 


poda. Bo bywają i takie tezy, jakich uczonemu 
explicite głosić nie wypada. 
Zastanowiło mnie, kiedy ni stąd ni zowąd 
wspomniał o germańskich Angiach, zbiegłych 
za morze. Po co mu oni? Okazało się w końcu, 
że po to, bym nie wątpił, że angielskie king, jak 
niemieckie konig i litewskie kunigas, z tego 
samego prasłowiańskiego korzenia wyrosło, co 
słowackie kńaz i polskie ksiądz. Nieszczęśni 
Anglowie tak się byli wystraszyli huńskiego 
Attyli i innych słowiańskich kuningów, że się 
ich bali jeszcze za morzem, w Brytanii. I po 
wiekach przenieśli to groźne miano herszta 
hordy słowiańskiej na normańskiego Wilhelma 
Zdobywcę (William the conqueror). 
Jeśli idzie o koncepcje generalne, całkiem 
się z nim zgadzam co do trzech: I. Słusznie 
Meillet zanegował hipotezę o wspólnocie języko- 
wej ba/to-słowiańskiej, przedstawiając kontrar- 
gumenty, rozwinięte i pomnożone przez Ond- 
rusa; 2. Z dwu ostatnich prominentów na polu 
etymologiki słowiańskiej obaj wolimy Truba- 
czawa, którego on ubóstwia, choć nie zgadza 
się z nim czasem, niż Machka, którego ja 
wyszydzam, a on naśladując pilnie, przemilcza 
całkiem; 3. Naszym wspólnym zdaniem Słowacy 
itp. to slowni ludzie, czyli nie-Niemacy, 
nie-Niemcy. 
Nie całkiem się zgadzamy co do węgier- 
skiego Tót, sLwęg. Tout. Jemu się to kojarzy ze 
staroniemieckim diot 'lud', które poszczególne 
szczepy niemieckie odnosiły do siebie samych. 
A przecież, kiedy Węgrzy przekroczyli przełęcze 
karpackie z północy idąc (od naszego Przemyś- 
la), nie zastali na południu Sasów spiskich 
i siedmiogrodzkich, ale takich samych «Słowień- 
ców» (by nie rzec Słowian, co późnym przeina- 
czeniem nazwy), jak ci, przez których się długo 
przebijali w swojej drodze od Wołgi do Karpat. 
Dla mni Tót jest oczywistym slawizmem, w sta- 
rowęgierskim adj. tout o znaczeniu 'cudzy' ze 
starosłowiańskiego tjUdjb, skąd słowac. cudzi 
i pol. cudzy, które - moim zdaniem - nie ma 
nic wspólnego z owym st. niem. diot. 
Całkiem się nie zgadzamy co do pierwot- 
nego znaczenia teło (pol. ciało, słowac. te/o), on 
chce 'caro', ja 'corpus'; temę, on chce' culmen' 
Ja 'tempus'; i znaczeń wielu innych słów. ' 
Jego argument, że pol. kościół nie może być 
zapożyczeniem ze sL czes. kostel, bo rzekomo
		

/215_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


215 


stąd oczekiwane pol. kostól, świadczy o nie- 
znajomości historii polskiego. 
Co do wywodów etymologicznych - naj- 
bardziej się nie zgadzam z autorem w sprawie 
następujących jednostek: bah, cirkev, Cech, Dud- 
łebi, gultlś, hriva, hul'a,jazyk,juzina, kiiaz, Koc, 
kast', Makyta, nebo, obed, peklo, peniaze, post, 
rdeto, rubel', te/o, temeno. Szkoda, że REGIS- 
TER omówionych nazw i słów jest w książce 
tak niekompletny. Nie czuję się kompetentny, 
by się wypowiadać w sprawie objaśnionych 
toponimów i hydronimów. Niektóre do nich 
komentarze autora wydają się nazbyt artyficjal- 
ne, żeby się mogły wydać całkiem wiarygodne. 
Hipoteza (stara), że slawizmem jest niem. 
kram, wydaje się niewątpliwa. Hipoteza nowa, 
że także niem. pjlug 'pług', jest jawnie sprzeczna 
z faktami historycznymi. 
Ciekawostką - słusznie przypomnianą 
- jest węgierskie vi/ag 'świat, światło' i virag 
'kwiat'. Jeśli hungaryści umieją uzasadnić, że 
podobieństwo tych dwu słów nie jest przypad- 
kowe, to Bóg z nimi. Dla slawistów nic stąd nie 
wynika. Uporczywie powtarzana - np. przez 
A. Briicknera - teza, że słowiańskie svetb i kvetb 
(skąd sLbułg. cvetb) muszą być kontynuacjami 
(różnymi) tego samego prasłowa, jest dla mnie 
nie do przyjęcia, chyba żeby tu widzieć tzw. s- 
mobile: *s-kwoit-, ale i to wątpliwe. 
Sprawą kluczową dla dalszego rozwoju sla- 
wistyki historyczno-porównawczej jest dokładne 
opracowanie historyczne slawizmów licznych 
w starowęgierskim i w starorumuńskim. Nie- 
stety, nasz autor, hungarysta i slawista, mniej 
na tym polu zrobił, niżby się można było po 
nim spodziewać. Wymieniając niemało oczywis- 
tych slawizmów węgierskich, pominął takie, 
jakie mnie się widzą od wymienionych ważniej- 
sze, choć nie tak oczywiste; jak i Tót, o którym 
wyżej. Ale to już osobny temat wielki, na 


którego rozwinięcie nie ma tu miejsca. Swoją 
hipotezę, że slawizmem starym jest i (nowe) 
węg. csakó (skąd przez niemiecki całkiem nowe 
pol. czako), uzasadnił tak niewiarygodnie, że 
wolę nadal wywodzić to słowo węgierskie z ru- 
muńskiego, cr. A. Bańkowski, Etymologiczny 
słownik języka polskiego, tom l. (A-K), 2000, 
S.v. CZAKO i cZECHEL. 
Przeczytawszy piękną i ciekawą chrestomatię 
Ondrusa straciłem nadzieję, że pozostawi po 
sobie w spadku dokładny słownik etymologicz- 
ny języka słowackiego. Tak nam pilnie potrzeb- 
ny, jeśli zważyć, że język ten - z centralnego 
ongiś dialektu słowiańskiego peryferyczny, a do 
tego bardzo skażony dziś narzuconymi mu gwał- 
tem bohemizmami - kryje w gwarach swoich 
tak ciekawe archaizmy, o jakich ani się dotąd 
nie śniło slawistom. 
Co nie wyszło - mimo najlepszych chęci 
_ spiskiemu Słowakowi, spadnie na barki tych 
Polaków, którzy rozumieją, że język ze staro- 
morawskiego «słowacki» jest genetycznie znacz- 
nie bliższy dialektom polskim, z którymi przez 
tysiąc lat praktycznie nie miał kontaktu (prócz 
gwar ścisłego pogranicza), niż kaszubski, z każ- 
dym wiekiem bardziej polonizowany, ale do 
dziś na północy swojej mniej podobny do pol- 
skiego niż gwary bułgarskich górali w Rodo- 
pach. I dlatego swoją wiedzę o dialektach staro- 
polskich możemy najskuteczniej pogłębić stu- 
diując to, co ze staromorawskiego przetrwało 
w gwarach słowackich. 
Należy zatem nie zwlekając opublikować 
Ondrusa «Odtajnene trezory slov» w przekładzie 
polskim, głowiąc się, jak ten jego pretensjonalny 
tytuł naj zręczniej oddać po polsku. Raczej nie 
dosłownie: «Otwarte sejfy słów». Ale «Słowa 
z otworzonej (po wiekach) skarbnicy mowy 
słowackiej». 
Częstochowa Andrzej Bańkowski
		

/216_0001.djvu

			216 


JĘZYK POLSKI 


Kronika 


Język narzędziem myślenia i dzialania 
Konferencja naukowa z okazji IOO-lecia 
Poradnika Językowego 


Sto lat dla czasopisma w takim kraju jak 
Polska, w którym od ponad dwóch wieków co 
kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat występuje 
polityczne trzęsienie ziemi, zrywające ciągłość 
funkcjonowania różnych instytucji społecznych, 
to bardzo dużo. Z tego względu sama setna 
rocznica ukazania się pierwszego numeru mie- 
sięcznika, który się ukazuje do dziś, stwarza 
wystarczający powód, by ją jubileuszową kon- 
ferencją utrwalić w świadomości społecznej. 
Takim «stuletnim» pismem stał się w roku 2001 
Poradnik Językowy, miesięcznik założony w ro- 
ku 1901 przez Romana Zawi1ińskiego. Ponadto 
można je uważać za pierwsze polskie czasopismo 
językoznawcze, bo starsze od niego krakowskie 
Sprawozdania Komisji Językowej AU z roku 
1880 i warszawskie Prace Filologiczne były 
raczej wydawnictwami ciągłymi niż periodycz- 
nymi. Zaszczytu setnej rocznicy powstania nie 
odbiera Poradnikowi nawet to, że się w jego 
stuleciu zdarzały kilkuletnie przerwy, tak że 
mimo późniejszych narodzin Język Polski ma 
tylko o 4 roczniki mniejszy dorobek. 
Konferencja - zorganizowana przez Re- 
dakcję Poradnika Językowego, Towarzystwo 
Kultury Języka oraz Instytut Języka Polskiego 
i Instytut Dziennikarstwa Uniwersytetu War- 
szawskiego - odbywała się w sali Lustrzanej 
Pałacu Staszica w dniach IO--ll maja 2001 r. 
Otworzyły ją wystąpienia oficjalne gospodarzy 
i zaproszonych gości oraz odczytywanie zwy- 
czajowych gratulacji i życzeń, po których na- 
stąpiła część konferencji, związana tematycznie 
ze stuleciem Poradnika. Złożyły się na nią dwa 
referaty: «Rozwój polskiego językoznawstwa 
w zwierciadle Poradnika Językowego» Haliny 
Satkiewicz i «Poradnik Językowy na łamach 
Języka Polskiego» Walerego Pisarka, który roz- 
począł swoje wystąpienie od złożenia w imieniu 
Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego re- 
daktorom i autorom Poradnika Językowego 
jubileuszowych gratulacji i życzeń następnego 
pomyślnego stulecia. 


LXXXI 3 


Jak wiadomo, twórca Poradnika Językowe- 
go, Roman Zawiliński w r. 1912 zaprosił do 
pomocy w jego redagowaniu czterech profeso- 
rów: Jana Losia, Kazimierza Nitscha, Jana 
Rozwadowskiego i Mikołaja Rudnickiego, któ- 
rzy utworzyli Komitet Redakcyjny. Z chwilą 
podjęcia przez nich współudziału w redagowa- 
niu pisma, tzn. z początkiem r. 1913, przyjęło 
ono nazwę «Język Polski». Przez pięć następ- 
nych, w większości wojennych lat udało się 
wydać tylko trzy roczniki. Stanowią one wspól- 
ne dzieje obu czasopism. Dziejopisowie Języka 
Polskiego uznają rok 1913 za datę powstania 
tego pisma, traktując numery wydane w latach 
1913-1916 jako jego trzy początkowe roczniki; 
natomiast sam Zawiliński jako wydawca obu 
pism uważa Język Polski z tych lat za kolejne 
roczniki Poradnika Językowego. I w gruncie 
rzeczy do formuły, figurującej na karcie tytuło- 
wej Poradnika, «założony przez Romana Zawi- 
lińskiego» formalnie mają prawo oba pisma. 
Bądź co bądż formalnie to on, zaprosiwszy do 
współpracy językoznawców z Uniwersytetu 
Jagiellońskiego, stworzył (prawda, że dzięki 
nim) to pismo i do roku 1916 pozostał jego 
redaktorem i wydawcą. 
Z pozostałych 10 wygłoszonych referatów 
tylko jeden łączył się tematycznie - a głównie 
materiałowo - z Poradnikiem. Było to wy- 
stąpienie Ireny Bajerowej «Trwałość i ewolucja 
pewnych zjawisk językowych z perspektywy 
początku i końca XX wieku», w którym właśnie 
tytułowa perspektywa m.in. takich zjawisk ję- 
zykowych, jak nieodmienność niektórych 
nazwisk, opierała się na orzeczeniach popraw- 
nościowych Poradnika Językowego z począt- 
kowych lat jego istnienia. Od podkreślenia za- 
sług jubilata w rozwoju polszczyzny rozpoczęła 
też Jadwiga Puzynina swój subtelny referat 
«Obraz języka w poezji Miłosza». 
Jeszcze pierwszego dnia konferencji jej uczest- 
nicy mieli okazję wysłuchać referatów Stani- 
sława Gajdy «Język a stosunki międzyludzkie» 
(o języku w dyskursie publicznym i jego podat- 
ności na agresję), Andrzeja J. BlikIego «Język 
- granice poznania i ekspresji» (o zadaniach, 
których się nie da wykonać nawet z użyciem
		

/217_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


217 


najdoskonalszych komputerów) i świetnego ze 
względu na systematyczność ujęcia i bogactwo 
zaplecza materiałowego referatu Andrzeja Mar- 
kowskiego «Zapożyczenia dawniej i dziś (stan 
z początku i końca XX wieku)>>. 
W drugim dniu obrad referaty wygłosili: 
Andrzej Bogusławski (<	
			

/218_0001.djvu

			218 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


orientalnym w polskim i rumuńskim, słowiań- 
skim w rumuńskim, polskim w górnołużyckim, 
rumuńskim w gwarze słoweńskiej i w gwarze 
polskiej na Bukowinie, internacjonalizmom 
w słowackim. 
Z leksyką wiąże się ściśle słowotwórstwo. 
Omawiano m.in. typy derywacji, prefiksy czaso- 
wnikowe, sufiksy, np. -icze, rdzenie, m.in. giird:6, 
sław, skracanie wyrazów. 
Najważniejszą dziedziną badań prof. Sław- 
skiego, w której jego osiągnięcia są nie do 
przecenienia, była etymologia. Dlatego też na 
krakowskiej sesji wiele referatów dotyczyło ety- 
mologii, tak poszczególnych wyrazów - także 
nazw własnych - ich grup, jak i różnych 
związanych z nią problemów. Mówiono o me- 
todach etymologizowania, o pseudoetymolo- 
giach, o słownikach etymologicznych, o użytecz- 
ności etymologii dla leksykografii gwarowej 
(wydzielanie haseł homonimicznych). 
Jak już wspomniano, najwięcej referentów 
zagranicznych to byli Bułgarzy. Języka bułgar- 
skiego dotyczyło też najwięcej referatów, ich 
wygłaszanie zajęło całe popołudnie pierwszego 
dnia sesji (w jednej sekcji). 
Referatów zajmujących się wyłącznie języ- 
kiem polskim było tylko kilka: o średniowiecz- 
nym polskim słownictwie religijnym; o zapoży- 
czeniach niemieckich w polszczyźnie dawnej 
i XIX-wiecznej; o słownictwie polskich gwar na 
Bukowinie; o dziejach Śląska Cieszyńskiego 
w świetle śląskiego słownictwa; o wyrazie sie- 
wierz .wiatr (północny)' w Biblii Budnego (także 
o wyrazach śreżoga, szron i podobnych). W paru 
referatach porównywano określone grupy wy- 
razów w polskim i innym języku: wspomniane 
już orientalizmy w polskim i rumuńskim; wyra- 
zy skrócone w polskim i czeskim; nowe typy 
derywatów w polskim i słowackim; wyrazy zbli- 
żone (aproksymaty) wspólnego pochodzenia 
w polskim i bułgarskim. Wskazywano na związ- 
ki polskiego z językami południowosłowiań- 
skimi w zakresie słownictwa. Polskie wyrazy 
i formanty słowotwórcze były przywoływane 
w mniejszym lub większym zakresie w wielu 
referatach dotyczących różnych innych języków 
słowiańskich. 
Duża liczba referatów i konieczność zare- 
zerwowania czasu na dyskusję - to były powo- 
dy wyznaczenia tylko piętnastu minut na wy- 


głaszanie każdego referatu. Teksty wszystkich 
referatów - około lO-stronicowe - mają być 
ogłoszone drukiem; będzie to zbiór obszerny. 
Na zakończenie sesji uczestnicy wysłuchali 
koncertu w wykonaniu studentów (paru, w wię- 
kswści studentek) bułgarystyki z UJ, Zespołu 
Pieśni i Tańca «Małe Słowianki» oraz orkiestry 
kameralnej «Orfeusz}). 
Obradom sesji w auli Collegium Novum UJ 
i w auli PAU towarzyszyła duża fotografia 
Profesora Franciszka Sławskiego. 
M arian Kucała 


Małe i duże języki w Unii Europejskiej 
Konferencja w BaIsta (Szwecja) 


Wśród różnych problemów powiększania 
Unii Europejskiej o dodatkowe państwa środ- 
kowo-wschodniej Europy ważną rolę odgrywają 
sprawy ich języków. Świadczy o tym m.in. 
konferencja «Następstwa członkostwa UE dla 
małego języka}} (What consequences does EU 
membership have for a smali language? Con- 
ference for Candidate Countries), zorganizowa- 
na przez Szwecję jako rotacyjnego przewod- 
niczącego Unii. Konferencja, której gospoda- 
rzem był Instytut Szwedzki (Svenska Institutet), 
odbywała się w dniach 9-11 marca 2001 w o- 
środku rekreacyjnym w Balsta, oddalonym o kil- 
kadziesiąt kilometrów od Sztokholmu. 
Zaproszono na konferencję przedstawicieli 
13 krajów kandydackich, ale ze względów przy- 
puszczalnie finansowych zabrakło reprezentacji 
Bułgarii i Cypru; przyjechali natomiast przed- 
stawiciele i/lub przedstawicielki Czech, Estonii, 
Węgier, Łotwy, Litwy, Malty, Polski, Rumunii, 
Słowacji, Słowenii i Turcji. Każdy z uczest- 
niczących w konferencji krajów reprezentowały 
dwie osoby; zwykle byli to profesorowie z uni- 
wersytetów lub akademijnych instytutów ba- 
dawczych, tylko delegacje Łotwy, Litwy, Malty, 
Słowacji i Słowenii składały się z jednego profe- 
sora i jednego wyższego urzędnika ministerstwa 
spraw zagranicznych, urzędu prezydenckiego lub 
komitetu integracji z UE. Polskę reprezentowała 
oprócz ni
 podpisanego Gako przedstawiciela 
Rady Języka Polskiego) prof. dr hab. Anna 
Dąbrowska z Uniwersytetu Wroeławskiego.
		

/219_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


219 


Ze strony organizatorów w konferencji 
udział wzięli pracownicy Instytutu Szwedzkiego 
z jego dyrektorem generalnym Erlandem Ring- 
borgiem na czele, Jesus Manuel Martinez Garcia 
z Zespołu ds. Tłumaczeń Komisji Europejskiej; 
Bertil Bucht, szef Szwedzkiego Biura Progra- 
mowego UE; prof. Olle Josephson, przewod- 
niczący Rady Języka Szwedzkiego; Tom Mo- 
ring, szef ELB UL-u, czyli Europejskiego Biura 
ds. Mniej Używanych Języków; Ewa Rossing, 
szef szwedzkiego zespołu tłumaczy w UE oraz 
prof. Bjorn Melander, sekretarz parlamentarnej 
Komisji Języka Szwedzkiego. Jak z tego widać, 
konferencja miała charakter kameralny, bo licz- 
ba jej formalnych uczestników nigdy nie prze- 
kroczyła trzydziestu. 
Honory gospodarza konferencji pełnił 
E. Ringborg, który otwierając konferemję, 
przedstawił jej uczestnikom Instytut Szwedzki. 
Zgodnie ze swymi statutowymi obowiązkami 
placówka ta ma m.in. informować świat o Szwe- 
cji, a zwłaszcza o szwedzkiej kulturze i nauce, 
ma promować wymianę kulturalną i naukową 
z innymi krajami, wspierać nauczanie szwedz- 
kiego jako języka obcego w samej Szwecji i za 
granicą oraz prowadzić Szwedzki Ośrodek Kul- 
turalny w Paryżu. Następnie w krótkich, kilku- 
zdaniowych wypowiedziach przedstawili się 
wszyscy uczestnicy konferencji. 
Dwa pierwsze referaty poświęcone były cha- 
rakterystyce polityki językowej UE. Fundamen- 
tem tej polityki jest art. 255 konstytucji unijnej, 
zgodnie z którym każdy obywatel kraju człon- 
kowskiego może w kontaktach z organami Unii 
używać oficjalnego języka swego kraju. Ta za- 
sada zapobiega sporom językoWYID. Zgodnie 
z nią każdy dokument Komisji i Parlamentu 
musi mieć II wersji językowych. Biorąc zaś pod 
uwagę prawdopodobne rozszerzenie Unii o no- 
we państwa, trzeba się liczyć z tym, że dotych- 
czasowa liczba jej II oficjalnych języków wzroś- 
nie w najbliższych latach o dwanaście dodat- 
kowych. Na te 12 nowych języków należy prze- 
tłumaczyć wszystkie przepisy i normy obo- 
wiązujące obecnie w Unii, a następnie syste- 
matycznie tłumaczyć wszystkie nowe przepisy 
i normy. Pociągnie to za sobą konieczność 
zatrudnienia w samej Brukseli 250 nowych tłu- 
maczy, a ceni się szczególnie tłumaczy wielo- 
języcznych. Jednocześnie trwają prace nad udo- 


skonaleniem sprzętu i oprogramowania do tłu- 
maczeń komputerowych. 
Pomimo sporych kosztów tłumaczeń nie 
mówi się publicznie o redukcji liczby języków 
oficjalnych. Nikt się nie odważy nawet podnieść 
tej kwestii, bo zaraz nasuwa się pytanie, które 
języki miałyby utracić obecny status. A jest to 
sprawa tak delikatna, że nawet na fali oskarżeń 
o przerosty zatrudnienia w administracji unijnej 
nigdy nie zakwestionowano liczby tłumaczy. 
W praktyce jednak wewnętrzna komunika- 
cja w urzędowaniu w organach Unii dokonuje 
się w języku angielskim i francuskim. Przyjęła 
się zasada, że obrady toczą się po angielsku lub 
francusku, ale ich wyniki (podsumowanie, zale- 
cenia, uchwały itp.) formułowane są we wszyst- 
kich jedenastu oficjalnych językach UE. 
Zdaniem Martineza język angielski, którym 
posługują' się wszyscy zainteresowani w orga- 
nach Unii, tylko dla Brytyjczyków jest językiem 
kultury. Dla wszystkich pozostałych jest on 
tylko językiem komunikacji. To przeciwstawie- 
nie etnicznych języków kultury językowi komu- 
nikacji usprawiedliwia wszystkie koszty związa- 
ne z przyznaniem statusu języka oficjalnego 
Unii niemal każdemu z oficjalnych języków 
państw członkowskich (piszę «niemal każde- 
mu», bo do oficjalnych języków Unii nie należy 
irlandzki, flamandzki czy luksemburski). 
UE - kontynuował wątek sytuacji małych 
języków w Unii Bertil Bucht - programowo 
otacza opieką języki o małym zasięgu używania 
i nauczania, czyli L WUL WTLs (Least Widely 
Used and Least Widely Taught Languages), 
zakładając, że wspieranie ich nauczania, badania 
oraz imprez mających na celu ich promocję 
służy w gruncie rzeczy promocji i budzeniu 
poczucia swoistości mniej znanych kultur euro- 
pejskich. W niektórych programach kultural- 
nych Unii (np. w programie Leonarda da Vinci) 
statutowo mają pierwszeństwo osoby, dla któ- 
rychjeden z języków «rzadko używanych i rzad- 
ko nauczanych» jest językiem ojczystym. 
Obrady sobotnie zdominowane zostały przez 
wypowiedzi przedstawicieli poszczególnych kra- 
jów kandydackich. Wypowiedzi te zwykle za- 
wierały charakterystykę typologiczną języka, 
informacje o jego losach w przeszłości, o liczbie 
jego użytkowników i liczbie użytkowników in- 
nychjęzyków używanych w danym kraju, o jego
		

/220_0001.djvu

			220 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


zróżnicowaniu, a także o jego ewentualnych 
zagrożeniach i sposobach przeciwdziałania im. 
Jak się okazało, na 11 krajów kandydackich 
reprezentowanych w BaIsta 5 ma ustawy języko- 
we, w pozostałych język urzędowy wskazuje 
konstytucja lub regulacje niższego rzędu. Zgod- 
nie z programem przyjęto kolejność tych wypo- 
wiedzi według porządku alfabetycznego angiel- 
skich nazw krajów: z powodu nieobecności 
przedstawicieli Bułgarii i Cypru serię wystąpień 
rozpoczęli Czesi, a zakończyli Turcy. Przed- . 
stawicie10m Polski wypadło korzystne miejsce 
pierwszej wypowiedzi po lunchu; streszczenia 
ich wystąpień (w tej formie, w jakiej zostały 
rozdane uczestnikom obrad) są dostępne w Ra- 
dzie Języka Polskiego. Po wystąpieniach pol- 
skich wypadła kolej na delegację Rumunii. Po- 
tem otwarta została dyskusja nad polskimi i ru- 
muńskimi głosami. Nas pytano o status i moż- 
liwości rozwoju kaszubszczyzny, a Rumunów 
- podobnie jak wcześniej Czechów i Węgrów 
a później Słowaków - o Cyganów. 
Odpowiadając na pytanie o kaszubszczyznę, 
mówiliśmy, że nie wszyscy polscy językoznawcy 
(a wraz z nimi większość mieszkańców Polski) 
uważają kaszubski za osobny język, bo widzą 
w nim dialekt języka polskiego, ale bez względu 
na..jego urzędową pozycję jest nauczany w szko- 
łach, ukazują się kaszubskie książki i czasopis- 
ma, a także wydawane są gramatyki i słowniki 
kaszubskie. 
Sobotni wieczór przyniósł jeszcze dwa ważne 
referaty: o kulturze języka szwedzkiego oraz 
o językach mniejszości etnicznych w krajach 
Unii. Pierwszemu z nich ważności dodawała 
osoba referenta; był nim przewodniczący Rady 
Języka Szwedzkiego, prof. OIle Josephson. Za- 
kres zainteresowań i działalności przynajmniej 
częściowo pokrywa się ze statutowymi zadania- 
mi naszej Rady, w przeciwieństwie do niej jest 
jednak jednostką zinstytucjonalizowaną, tzn. 
zatrudnia kilkanaście osób. Obecnie pracuje 
nad szwedzką terminologią komputerową, opra- 
cowuje słowniki, obserwuje język w mediach, 
troszczy się o zrozumiałość języka w komuni- 
kagi publicznej oraz troszczy się o zaspokojenie 
specjalnych potrzeb nierodowitych użytkowni- 
ków języka szwedzkiego. Zdaniem prof. Joseph- 
sona kierowana przez niego Rada 35% swego 
czasu poświęca pracom nad słownikami, dodat- 


kowe 10% zabierają inne badania stosowane, 
również po 10% czasu zabierają jej sprawy 
współpracy nordyckiej i polityki językowej, 
a pozostałe 15% - redagowanie kwartalnika 
«Sprakward». 
Przyjęty przez Radę obecny program pro- 
mocji języka szwedzkiego składa się z 3 punk- 
tów: I) Prawne umocnienie pozycji języka 
szwedzkiego w Szwecji; 2) zachowanie języka 
szwedzkiego jako pełnego języka obsługującego 
wszystkie potrzeby społeczeństwa; 3) wprowa- 
dzenie ustawowego obowiązku oceny języka 
tekstów urzędowych l), żeby zapewnić im zdol- 
noŚĆ do osiągnięcia celu, określonego w punkcie 
poprzednim. 
Referat o unijnej polityce w sprawach mniej- 
szości językowej wygłosił Tom Moring z Euro- 
pejskiego Biura ds. Mniej Używanych Języków 
(czyli EBLUL). Dla krajów ubiegających się 
o członkostwo w Unii to sprawa istotna, bo 
członkowie Unii muszą przestrzegać zasad obo- 
wiązujących w OBWE oraz określonych w Kar- 
cie języków regionalnych lub mniejszościowych 
oraz w Ramowej konwencji ochrony mniejszości 
narodowych, a także udzielać wsparcia językom 
zagrożonym. Te zasady obowiązują w UE od 
1982 L, powtórzono je jako warunki przyjęcia 
nowych członków w r. 1993, a potwierdzono 
w r. 2000 w Karcie podstawowych praw UE. 
Jako regionalne lub mniejszościowe trak- 
towane są języki «używane tradycyjnie na da- 
nym terytorium jakiegoś państwa przez jego 
obywateli, którzy tworzą grupę liczebnie mniej- 
szą niż reszta ludności tego państwa, różne niż 
język urzędowy (lub języki urzędowe) tegoż 
państwa». Nie zalicza się do nich dialektów 
języka urzędowego danego państwa ani języków 
migrantów. Szczególny rodzaj języków mniej- 
szościowych stanowią języki nieterytorialne, czy- 
li «używane przez obywateli danego państwa, 
różniące się od języka lub języków używanych 
przez resztę ludności tego państwa, które choć 


I) W Galicji postulowano, by «z całą ener- 
gią starać się o utworzenie centralnej komisji 
dla układania po polsku wszystkich przepisów, 
ustaw i rozporządzeń urzędowych. A komisja 
taka powinna się składać nie tylko z języko- 
znawców, ale w równej mierze z wybitnych 
i ogólnie za mistrzów języka uznanych litera- 
tów». J. Rozwadowski, Język literacki a mowa 
żywa, PorJ 1902, nr 2, s. 22.
		

/221_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


221 


tradycyjnie używane na jego terytorium, nie 
dają się utożsamić z żadnym jego obszarem»; 
takimi językami są dwa języki cygańskie (roma 
i sinti) oraz jidysz. 
Europejska karta języków regionalnych 
i mniejszościowych sformułowana została w r. 
1992. Dotychczas podpisały ją 24 kraje (w tym 
II krajów UE), a II krajów już ją ratyfikowało 
(w tym 5 krajów Unii). Ostatnio została ona 
podpisana przez Francję, Islandię, Włochy, 
Szwecję, Wielką Brytanię i Czechy, a ratyfiko- 
wana przez Szwecję, Słowenię i Danię. W naj- 
bliższym czasie spodziewana jest ratyfikacja jej 
przez Hiszpanię, Wielką Brytanię i Austrię. 
Jeśli chodzi o wspomnianą Kartę podsta- 
wowych praw UE, przyjętą na szczycie nicej- 
skim w r. 2000, do języków mniejszościowych 
odnoszą się dwa jej artykuły - 21 i 22. Artykuł 
21 stanowi, że «Zakazana jest wszelka dys- 
kryminacja oparta na takiej podstawie, jak 
płeć, rasa, kolor, pochodzenie etniczne lub spo- 
łeczne, cechy genetyczne, język, religia lub prze- 
konania, poglądy polityczne lub jakiekolwiek 
inne, przynależność do mniejszości narodowej, 
własność, urodzenie, niesprawność, wiek lub 
orientacja seksualna». A według art. 22 «Unia 
szanuje różnorodność kulturalną, religijną i ję- 
zykową». Ów brak dyskryminacji i szacunek 
różnorodności językowej oznacza w praktyce 
prawo używania języka w dziedzinie oświaty, 
mediów i administracji publicznej. Wsparcie ze 
strony Unii ma ułatwiać korzystanie z tego 
prawa. 
Obecnie w UE znajduje się ponad 40 uzna- 
nych autochtonicznych języków regionalnych 
i mniejszościowych, używanych w ponad 100 
społecznościach przez ponad 40 milionów użyt- 
kowników. W ramach przygotowań do przyjęcia 
nowych członków zbadano sytuację w 6 wy- 
branych krajach kandydackich (znalazła się 
wśród nich Polska). W tych 6 krajach ziden- 
tyfikowano 21 autochtonicznych języków re- 
gionalnych i mniejszościowych, używanych 
w prawie 40 społecznościach przez 2-3 miliony 
użytkowników; wśród tych 21 języków jest 10 
dotychczas nieuznawanych za mniejszościowe 
w UE. 
Unijna polityka w dziedzinie języków mniej- 
szościowych znalazła się w centrum zaintereso- 
wania dopiero w latach dziewięćdziesiątych; 


dopiero w roku 2000 przyjęto jako jej naczelną 
zasadę - dewizę: «Różnorodność językowa 
jest bogactwem, które powinniśmy utrzymać 
i wspierać» (Linguistic Diversity is Wealth, we 
should maintain and promote it). Pomyślnymi 
przejawami takiej polityki są ostatnie ustawy 
o językach mniejszościowych (włoska i szwedz- 
ka, obie z r. 1999), a także uruchomienie pro- 
gramów telewizyjnych w języku irlandzkim 
(w Irlandii Północnej), fińskim (w Szwecji), 
szwedzkim (w Finlandii) i samijskim (na po- 
graniczu szwedzko-fińskim). 
Znaczną część niedzielnych obrad zajął te- 
mat szwedzkich doświadczeń językowych zwią- 
zanych z członkostwem UE i WYllikających 
z nich nauk dla krajów o podobnej liczbie 
ludności, które obecnie ubiegają się o to człon- 
kostwo. Wątek ten reprezentowały dwa referaty: 
Ewy Rossing o szwedzkim języku w Unii oraz 
Bj6rna Melandera o następstwach przynależ- 
ności do Unii w języku szwedzkim. 
Z referatu Ewy Rossing, kierującej zespołem 
szwedzkich tłumaczy w Parlamencie i Komisji 
UE, wynika, że w różnych agendach Unii za- 
trudnionych jest przeszło 200 tłumaczy. Naj- 
większa ich grupa (87 osób) pracuje w samej 
Komisji w Brukseli. Zabiega się o trwałość ich 
zatrudnienia, uznając ją za jeden z warunków 
wysokich kwalifikacji. Znajomość przedmiotu 
bowiem traktowana jest jako warunek dosko- 
nałości przekładu równie ważny co umiejętność 
wzorowego wypowiadania się w języku, na 
który się tłumaczy (a może nawet ważniejszy). 
Od tłumacza WYmaga się wiedzy z dziedziny, 
której przekład dotyczy, «na poziomie profesor- 
skim», bo nie sposób zaakceptować mechanicz- 
nego tłumaczenia, dokonanego według zasady: 
«Never mind what it means, just translate iD>. 
W najbliższym czasie planuje się otwarcie o- 
środków doskonalenia tłumaczy w stolicach 
wszystkich krajów kandydackich. Ale najlepszą 
szkołą przygotowującą tłumaczy do pracy 
w Unii jest praktyka, choćby przekład unijnych 
przepisów i norm. 
Na pytanie, jakie następstwa dla małych 
języków może mieć członkostwo w UE, od- 
powiadał w imieniu organizatorów konferencji 
prof. Bj6m Melander z Wydziału Języków 
Skandynawskich, sekretarz parlamentarnej Ko- 
misji ds. Języka Szwedzkiego. Oczywiście - za-
		

/222_0001.djvu

			222 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


strzegał się - doświadczenia szwedzkie nie mu- 
szą się powtórzyć w losach innych małych języ- 
ków, bo każdy z nich reprezentuje inną sytuację 
kulturową, historyczną, demograficzną itd. 
Wszystkie zresztą języki stają dziś wobec próby 
globalizacji, internacjonalizacji i integracji. 
W związku z UE rocznie tłumaczy się na 
szwedzki (głównie z angielskiego i francuskiego) 
około 200 tys. stron. Fakt, że tak wielka część 
szwedzkich tekstów urzędowych jest tłumacze- 
niem z obcych języków (głównie z angielskiego 
i francuskiego) ma różne implikacje językowe. 
Ten język «przekładowy» (<	
			

/223_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


223 


cję języka służącego potrzebom społeczeństwa 
szwedzkiego i języka używanego na szwedzkiej 
arenie politycznej, musi dziś współzawodniczyć 
lub współpracować z innymi silnymi językamh>. 
Na podstawie szwedzkich doświadczeń sfor- 
mułował (choć «z językiem w policzku») B. Me- 
lander rady dla kandydatów na członków UE: 
l. Przygotować translatorów i interpretato- 
rów (Finlandia od dawna przyzwyczajona do 
przekładania radziła sobie lepiej niż Szwecja po 
wejściu do Unii). 
2. Uczyć się nie tylko angielskiego, ale też 
francuskiego i niemieckiego. 
3. Włączyć się do walki o teksty krótsze 
i jaśniejsze. 
4. Omawiać politykę językową różnych kra- 
jów, a także polityczne aspekty kontaktów mię- 
dzy językami; każdy język bowiem ma silniej- 
szego konkurenta (zwykle jest nim język angiel- 
ski), ale i słabszych partnerów (są nimi zwykle 
języki mniejszości we własnym kraju). 
W podsumowaniu trzydniowych obrad zna- 
lazły się wyrazy uznania dla Szwecji za inicja- 
tywę zorganizowania tej konferencji i podzię- 
kowania dla gospodarzy za sposób jej prze- 
prowadzenia. Korzyści wyniesione z niej tak 
przez przedstawicieli krajów kandydackich, jak 
i przez przedstawicieli różnych agend UE prze- 
mawiają - zdaniem uczestników konferencji 
- za celowością organizacji następnych spotkań 
poświęconych perspektywom wielości zwłaszcza 
małych języków w Unii. Przyszłe konferencje 
powinny się jednak koncentrować na wybranych 
językowych aspektach przygotowań do wejścia 
do UE: prawnym i badawczym. Jeśli chodzi 
o aspekt prawny, większość delegacji z krajów 
kandydackich wyrażała opinię, że każde pańs- 
two przed wejściem do Unii powinno ustawowo 
uregulować status swego języka urzędowego 
oraz języków regionalnych i mniejszościowych 
używanych na swoim terytorium. Ten punkt 
widzenia reprezentowali też przedstawiciele Szwe- 
cji (Josephson i Melander). Jeśli zaś chodzi 
o aspekt badawczy, kilka delegacji podkreślało, 
że naj skuteczniejszym sposobem ochrony każ- 
dego języka jest dziś opracowanie możliwie ob- 
szernego (liczącego nawet więcej niż sto milionów 
słów) korpusu jego tekstów; głównym protago- 
nistą tego podejścia była delegacja czeska. 
Kraków Walery Pisarek 


Studenckie językoznawcze 
koła naukowe u progu XXI wieku 


O działalności i dorobku studenckiego ruchu 
naukowego niewiele się pisze na łamach prasy 
językoznawczej. Niniejsza notka ma zatem na 
celu przybliżenie czytelnikom JP niektórych pro- 
blemów związanych z najnowszą historią ling- 
wistycznych kół naukowych. 
Jeśli za miarę prężności działalności nauko- 
wej przyjąć wydawanie własnego periodyku oraz 
realizację dużych projektów badawczych, wów- 
czas można stwierdzić, że złotym okresem dzia- 
łalności językoznawczych kół naukowych były 
lata sześćdziesiąte, kiedy to wspólnym wysiłkiem 
studentów różnych uczelni przygotowano ma- 
teriały do Słownika gwary studenckiej (pertur- 
bacje cenzuralne uczyniły go legendarnym dzie- 
łem polskiej leksykografii, niestety również 
- jak można sądzić - utrudniły rzetelną nad 
nim dyskusję), a pamiątką po tych czasach 
pozostają też zeszyty czasopisma Językoznawca. 
W latach następnych o działalności kół języko- 
znawczych mniej się mówiło. Okres ostatni 
przyniósł jednak renesans studenckiego ruchu 
naukowego. Jego świadectwem może być bilans 
roku 2000, w którym odbyły się przynajmniej 
trzy ogólnopolskie konferencje studenckie, po- 
święcone wyłącznie problematyce językoznawczej. 
Ich organizatorami były koła: opolskie (w Po- 
krzywnej k. Głuchołaz, 8-10 maja), szczecińskie 
(w Międzyzdrojach, 12-14 maja) i wrocławskie 
(w Przesiece k. Jeleniej Góry, 24--26 listopada). 
Sumaryczna liczba uczestników z pewno- 
ścią sięgnęła 100 osób, reprezentujących ośrodki 
akademickie z całego kraju, a więc: Opole, 
Wrocław, Jelenią Górę, Poznań, Szczecin, 
Zieloną Górę, Katowice, Łódź, Warszawę, 
Olsztyn, Siedlce, Lublin, a nawet z zagranicy 
(w sesji opolskiej uczestniczyli goście z Ostrawy). 
Różnorodność tematyki przedstawianych refe- 
ratów dobrze zdaje sprawę z zakresu zagadnień, 
jakimi interesują się dziś najmłodsi badacze 
polszczyzny (pewien, choć nie wyłączny, wpływ 
ma tu sprofilowanie badań prowadzonych w po- 
szczególnych ośrodkach uniwersyteckich). Prze- 
waża, co zdaje się zrozumiałe, problematyka 
- w najszerszym rozumieniu - socjolingwi- 
styczna, a więc zagadnienia socjolektów i profe- 
sjolektów, które od dawna mieściły się w za-
		

/224_0001.djvu

			224 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


kresie zainteresowania lingwistów-studentów. 
Od dawna też wzięciem cieszy się temat języka 
środków masowej komunikacji, ostatnio ze 
szczególnym uwzględnieniem Internetu. Były 
wszak również i wystąpienia poruszające aspek- 
ty językowego obrazu świata, frazeologii, języ- 
koznawstwa normatywnego, analizy języka auto- 
rów, prace etnolingwistyczne i dialektologiczne 
(w najbardziej tradycyjnym ujęciu, wykorzystu- 
jącym ankiety i mapowanie), a nawet opraco- 
wania tak specyficznej problematyki, jak język 
migowy i możliwości jego analizy formalnej. 
Jak się zdołałem zorientować, będąc (w charak- 
terze opiekuna koła katowickiego) gościem 
dwóch z wymienionych sesji, poziom prezentacji 
jest zróżnicowany, chociaż ogólnie wysoki. Co 
zasługuje na uwagę, to dbałość o materiał języ- 
kowy,jego rejestrację i dokładne przedstawienie. 
Właśnie w tej dziedzinie studenci mają szansę 
wnieść uzupełnienie do pracy «dorosłych» języ- 
koznawców. Odkrywają oni bowiem dla ling- 
wistyki obszary nieznane starszym lingwistom, 
o których istnieniu często nie mają oni wyob- 
rażenia, takie jak np. socjolekt wspinaczy skał- 
kowych, czy zwyczaje językowe tzw. ircowni- 
ków 1) itp. Z drugiej jednak strony nie sposób 
nie zauważyć słabej podbudowy teoretycznej 
niektórych prezentowanych analiz, prowadzo- 
nych jak gdyby w nieświadomości istnienia 
odnośnej literatury przedmiotu. Szczególne zna- 
czenie w takich przypadkach ma misja opieku- 
nów naukowych, których zadaniem jest służyć 
młodzieży pomocą przy doborze lektur i meto- 
dologicznym ukierunkowaniu analiz. 
Zwraca uwagę, że w programach trzech 
omawianych konferencji nie było bodaj ani 
jednego referatu o tematyce historycznojęzyko- 
wej. Do wyjątków należały też referaty utrzy- 
mane w bardziej rygorystycznej, formalno-stru- 
kturalnej metodologii. Potwierdzałoby to fakt 
niewielkiego zainteresowania studentów tymi 
nurtami językoznawstwa, uważanymi za trudne 
i w dodatku obecnie «niemodne». 


') IRC (ang. Internet Relay Chat - poga- 
wędka internetowa w czasie rzeczywistym) - to 
jedna z atrakcji oferowanych przez Internet, 
a ircownik - to przyjęta w uzusie nazwa jej 
miłośnika. Jest oczywiście kwestią otwartą, czy 
eksploracja tych pól badawczych może przynieść 
jakieś wyniki wykraczające poza prostą rejestra- 
cję materiału językowego. 


Studenckie koła naukowe są formą działal- 
ności, która łączy aspekty typowo naukowe 
z elementami rozrywkowo-towarzyskimi. Dla- 
tego też podczas zjazdów jest czas nie tylko na 
wygłaszanie referatów i dyskusje nad nimi, ale 
również na wspólne śpiewanie przy ognisku, 
amatorskie występy artystyczne, tańce oraz 
wspólne spacery - po górach lub po plaży; 
w zależności od miejsca obrad. 
Koła, z których przedstawicielami miałem 
okazję się spotkać, działają przede wszystkim 
przy instytutach polonistycznych, ale w ostatnim 
czasie tworzą się organizacje sprofilowane in- 
terdyscyplinarnie, afiliowane przy jednostkach 
zajmujących się badaniem języka mediów i ma- 
sowego komunikowania (np. koło zielonogór- 
skie czy poznańskie). W gronie najmłodszych 
językoznawców przeważają przedstawicielki płci 
pięknej, a proporcja przypomina tę charaktery- 
styczną dla wszyskich kierunków filologicznych 
(tzn. ok. 8 do I). Podstawowym problemem 
w działalności są - jakżeby inaczej - ograni- 
czone środki pieniężne. Z rozmów kuluarowych, 
toczonych w przerwach sesji, wynika, że w po- 
szczególnych uczelniach traktuje się studencki 
ruch naukowy z różnym stopniem przychylno- 
ści, co przekłada się na wysokość sum, jakimi 
koła dysponują. Nie prowadzi się więc obecnie 
żadnych większych przedsięwzięć, takich jak 
wspomniany wcześniej słownik gwary studenc- 
kiej (z doświadczenia zresztą wiem, że młodzi 
oczekują od koła raczej ułatwienia rozwoju 
indywidualnych zainteresowań niż uczestnictwa 
w projektach zbiorowych). Współpraca między 
ośrodkami ma charakter dorywczy, jej wyrazem 
są przede wszystkim wspólne obozy naukowe 
i wymiana zaproszeń na konferencje. Do nie- 
których wyjazdów uczestnicy muszą dopłacać 
z własnej kieszeni, co samo z siebie nie jest 
optymistyczne, ale przynajmniej pokazuje, że 
i w obecnym zmaterializowanym świecie są 
osoby gotowe ponosić takie koszty bez widoków 
na zysk (materialny). Być może środkiem zarad- 
czym byłaby konsolidacja kół w skali ogólno- 
polskiej i wspólne występowanie do instytucji 
o finansowe wsparcie konkretnych projektów. 
Polem do takiej integracji mógłby być począt- 
kowo Internet, prężnie się rozwijający, dzięki 
któremu mogą się ze sobą kontaktować ludzie 
połączeni wspólnotą zainteresowań. Studenckie
		

/225_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


225 


koła językoznawcze są, jak na razie, w Internecie 
mało obecne, czego przyczynę należy upatrywać 
w tym, iż wśród ich członków (członkiń) zapewne 
brakuje osób obdarzonych zdolnościami i zami- 
łowaniem do tworzenia stron WWW. Warto 
wszak zaznaczyć, iż rozwój działalności w świecie 
wirtualnym mógłby być choć częściowym lekar- 
stwem na wynikające z przyczyn finansowych 
ograniczenia tradycyjnych form pracy 2). 
Podsumowując, stwierdzić można, że działal- 
ność studentów językoznawców z jednej strony 
stanowi odzwierciedlenie sytuacji w polonistycz- 
nej lingwistyce dzisiejszej (zwłaszcza jeśli idzie 
o tematykę i metodologię podejmowanych ba- 


dań, ale też i o trudności, z jakimi koła się 
borykają), z drugiej - ma w sobie elementy 
prognozy na przyszłość (są bowiem wśród «ko- 
łowiczów» przyszli lingwiści akademiccy). Wy- 
daje się, że jest to prognoza optymistyczna. 
Wbrew bowiem obiegowym opiniom, wiele 
uzdolnionych osób skłonnych jest poświęcić 
czas działalności poznawczej właśnie w dziedzi- 
nie językoznawstwa, prezentują one tę cieka- 
wość, jaka powinna charakteryzować badacza 
języka, ich przygotowanie teoretyczne jest 
dobre. Z pewnością najzdolniejsze z nich zaj- 
mą godne miejsce w lingwistycznej sztafecie 
pokoleń. 


Katowice 


Piotr Żmigrodzki 


Dodatki do dawniejszych artykułów 


o nazwach polskich aptek 
(na marginesie artykułu Małgorzaty 
Rutkiewicz) 


Interesujący artykuł Małgorzaty Rutkiewicz 
poświęcony nazwom aptek ') przynosi pier- 
wszą bodaj próbę klasyfikacji tego typu chre- 
matonimów. Zgromadzony w nim materiał po- 
chodzi (z drobnymi wyjątkami) z Poznania, 
stąd też - jak słusznie stwierdza autorka - 
«w celu dokonania pełnego porównania modeli 
semantycznych właściwych wszystkim częś- 
ciom kraju należy najpierw opracować pod 
względem językowym formy nazewnicze wy- 
stępujące w poszczególnych miastach». Chciał- 
bym zaproponować kilka uzupełnień do tej 
pracy. 
Na materiał onimiczny, jakim się posłużę, 
składają się funkcjonujące współcześnie nazwy 


2) Koło katowickie uruchomiło swój serwis 
internetowy w kwietniu 2000 roku. Odsyłacza 
doń należy szukać na stropach Wydziału Filo- 
logicznego Uniwersytetu Sląskiego, pod adre- 
sem: http://venus.fil.us.edu.pl. 
') M. Rutkiewicz, Semantyka nazw poznań- 
skich aptek, JP LXXX, 2000, s. 185-96. 


5 - Język Polski 


aptek pochodzące z obszaru byłych województw 
bydgoskiego i gdańskiego 2). 
Wśród nazw aptek w Bydgoskiem i Gdań- 
skiem pokaźną grupę, tak jak i w Poznaniu, 
stanowią struktury topograficzne. Nie będę sze- 
rzej zajmował się typami motywacyjnymi omó- 
wionymi przez autorkę '), skupię się raczej na 
modelach w Poznaniu niespotykanych. 


2) Zebrane nazwy pochodzą z książek tele- 
fonicznych województw bydgoskiego i gdań- 
skiego. Jeżeli motywacja danej nazwy była dla 
mnie niejasna, kontaktowałem się z właścicielem 
lub kierownikiem apteki. 
') Oto wybrane przykłady zarejestrowanych 
przeze mnie nazw topograficznych należących 
do grup znaczeniowych wyodrębnionych przez 
M. Rutkiewicz: struktury utworzone od nazw 
ulic i osiedli - Na Bosmańskiej Gdy (ul. Bos- 
mariska), Przy Tkackiej Gda (ul. Tkacka), Łęg- 
nowo Byd (por. Lęgnowo), Na Jarach Byd (por. 
Jary), Oruńska Gda (por. Orunia); określenia 
pochodzące od nazw obiektów fizjograficznych 
- Nad Brdą Byd (por. Brda), Nad Kanałem 
Byd (por. Kanał Bydgoski), Notecka Łab (por. 
Noteć); nazwy o apelatywnej bazie onomas- 
tycznej - Przy Ratuszu Ino (w sąsiedztwie 
Urzędu Miejskiego), Przy Wiadukcie Byd. Dwa 
określenia powstały w wyniku motywacji po- 
średniej: Górnośłąska Gdy - apteka znajduje 
się przy ulicy Bytomskiej; Ikar Gda - apteka 
zlokalizowana jest przy ulicy Pilotów na terenie 
dawnego portu lotniczego.
		

/226_0001.djvu

			226 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


W grupie zebranych przeze mnie nazw topo- 
graficznych znalazły się zarówno formy odpro- 
prialne, jak i odapelatywne. Kilka nazw moty- 
wowanych jest nazwami miejscowości, w któ- 
rych apteki są zlokalizowane: Chojnicka Choj, 
Gniewska Gw, Helska H i Tczewska Tcz. Zna- 
lazłem także struktury przymiotnikowe utwo- 
rzone od choronimów: Kaszubska Choj, Rd, 
Wej, Kociewska Gw, Stg, Krajeńska Kam, Ku- 
jawska Zło, Pałucka Ryn. 
Zabarwienie topograficzne dostrzegamy też 
w kilku nazwach odapelatywnych, w których 
wykorzystano nazwy drzew: Pod Cisami Byd, 
Pod Świerkami Choj, Pod Wierzbą Żn. 
Interesującą grupę stanowią jednostki oni- 
miczne w różny sposób nawiązujące do historii 
miejscowości. Kilka z nich to określenia moty- 
wowane nazwami osobowymi: im. Generała 
Hallera Wła (gen. Józef Haller był projektodaw- 
cą Hallerowa, osady wypoczynkowej powstałej 
w pobliżu Władysławowa); im. Jakuba Wejhera 
Wej (miasto założył w' 1643 roku wojewoda 
Wejher); im. Leszka Białego Gąs (tu w 1227 
roku zamordowano księcia krakowskiego Lesz- 
ka Białego), Sambor Tcz (książę pomorski Sam- 
bor II przeniósł w roku 1253 do Tczewa stolicę 
swego księstwa). Inne przykłady: Joannicka Sk 
(Skarszewy znajdowały się przez pewien czas 
w rękach joannitów, którzy w 1370 roku sprze- 
dali miasto Krzyżakom); Romańska St (osada 
powstała w XII w., w miasteczku zachowały się 
cenne zabytki architektury w stylu romańskim). 
Na koniec kilka nazw, które z różnych 
powodów wymagają krótkiego choćby komen- 
tarza. Nazwą dzierżawczą, wskazującą na przy- 
należność apteki do konkretnego właściciela, 
jest określenie Pod Grzybkiem Nak. Skoro właś- 
ciciel apteki nosi nazwisko Grzybek (a antro- 
ponim ten zamierzano wykorzystać), oczekiwa- 
ną nazwą byłby raczej chrematonim U Grzybka 
(struktury w postaci wyrażeń przyimkowych 
typu przyimek «u» + imię lub nazwisko wła- 
ściciela są dzisiaj bardzo popularne w onoma- 
styce sklepów). Mamy zresztą aptekę U Figur- 
skich Gda; w funkcji nazw aptek występują też 
imiona i nazwiska w postaci mianownikowej: 
Baran Celina Gda, Stanecka Anna Cz. 
Dla nazwy Pod Gopłem Kr bazą onoma- 
styczną stał się hydronim. Także tu zasadność 
wykorzystania przyimka pod budzi wątpliwości. 


Właściwszym określeniem byłaby, jak sądzę, 
struktura Nad Gopłem (względnie Przy Gopłe) 
bądź nazwa w postaci przymiotnika: Gopłańska. 
Nadgoplańska (por. Nad Wisłą Byd, Notecka 
Lab). 
Nazwa Pod Krzyżem Ino może sugerować 
obecność jakiegoś elementu wystroju architek- 
tonicmego budynku, w którym działa apteka 
(por. określenie Pod Wieżą Wk - nazwa wzięta 
od niedużej wieżyczki będącej zwieńczeniem 
budowli). Tymczasem apteka Pod Krzyżem zlo- 
kalizowana jest w sąsiedztwie kościoła św. Mi- 
kołaja, w której to świątyni znajduje się zabyt- 
kowy krzyż - cel pielgrzymek. 
Wykorzystanie w przywołanych tu nazwach 
aptek przyimka pod można, jak uważam, uznać 
za świadome nawiązanie do tradycyjnych szyl- 
dów aptecznych. 


Rozwiązanie skrótów nazw 
miejscowości 


Byd: Bydgoszcz. - Choj: Chojnice. -- Cz: 
Czersk. - Gąs: Gąsawa. - Gda: Gdańsk. 
- Gdy: Gdynia. - Gw: Gniew. - H: Hel. 
- Ino: Inowrocław. - Kam: Kamień Krajeń- 
ski. - Kr: Kruszwica. - Łab: Łabiszyn. 
- Nak: Nakło. - Rd: Reda. - Ryn: Rynarze- 
wo. - Sk: Skarszewy. - St: Strzelno. - Stg: 
Starogard Gdański. -- Tcz: Tczew. - Wk: 
Więcbork. - Wej: Wejherowo. - Wła: Wła<;ly- 

ławowo. - Zło: Złotniki Kujawskie. - Zn: 
Znin. 


Czersk 


Jerzy Głowacki 


Uwagi o odmianie nazwisk typu 
Pańków 


Tekst niniejszy dorzuca kilka myśli do rozwa- 
żań H. Dudy: Nazwiska typu Janów, Jóźków, 
Pańków są odmienne (JP LXXIX, 1999, s. 93--5). 
Chciałbym na wstępie zwrócić uwagę na 
odmianę nazwy wsi Pańków położonej w po- 
bliżu Tomaszowa Lubelskiego. Przykłady od- 
miany pochodzą z miejscowości Rachanie, oko- 
ło 10 km od Pańkowa; odmiana tej nazwy nie 
nastręcza trudności: Pańkuf, du Pańkova, za 
Pańkovym, f PańkoVi, u Pańkovi. Jeśli ktoś 
odważyłby się nie odmieniać tej nazwy, uznano 
by to za błąd. 
H. Duda porusza w swoim tekście aktualny 
problem dość silnych w języku polskim tendencji
		

/227_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


227 


do nieodmienności rzadkich nazwisk typu dzier- 
żawczego. Trzeba zauważyć, że trudności z od- 
mianą nazwisk mają swe źródło także w nie- 
znajomości lokalnego zwyczaju dotyczącego 
odmiany. Poza tym niektórzy nosiciele nazwisk, 
niekoniecznie dzierżawczych, wolą, aby ich na- 
zwiska pozostawały w postaci nieodmiennej. 
Wydaje się, że łatwiej godzimy się na fone- 
tyczne czy graficzne zróżnicowanie nazwisk niż 
na ich nieodmienność. Znany filolog klasyczny 
z Wrocławia nosi nazwisko Krókowski, a profe- 
sor prawa kanonicznego z KUL-u pisze się 
Krukowski. Natomiast nazwisko Jeszke, wbrew 
intencji jego nosiciela, jest w środowisku aka- 
demickim KUL-u odmieniane: profesora Jesz- 
kego, o profesorze Jeszkem. 
Przytaczany przez H. Dudę sąd S. Bratkow- 
skiego o nazwisku Pańków jest błędny. Sama 
postać nieodmienna tego nazwiska może też 
wynikać z respektowania indywidualnego zwy- 
czaju nosiciela nazwiska. 
Odmiana nazwisk typu dzierżawczego może 
stanowić problem, gdy nosicielką danego na- 
zwiska jest kobieta, np. Anna Pilipów. W tym 
wypadku jest to nazwisko o charakterystyce 
przymiotnika dzierżawczego w formie męskiej, 
np. Pilipów to 'syn, chłopak, dziecko Pilipa' . 
Jeśli nosicielką jest kobieta, nazwisko pozostaje 
nieodmienne: Anna Pilipów, do Anny Pilipów, 
o Annie Pilipów itd. 
W języku ogólnopolskim rzeczywiście daje 
się zauważyć silna tendencja do nieodmieniania 
nazwisk obcych, rzadszych lub nazwisk o trud- 
niejszej (bardziej skomplikowanej) postaci mor- 
fologicznej. Ta tendencja ma przede wszystkim 
swe źródło w lekceważeniu ogólnych zasad po- 
prawnościowych. 


W gwarach nazwiska typu dzierżawczego są 
odmieniane, bo tu, jak słusznie zauważa 
H. Duda, dzierżawczość jest jeszcze na ogół 
żywa, np. Michalów syn, dom, ogród 'należący 
do Michała'. 
Przy rozpatrywaniu zasad odmienności czy 
nieodmienności, zwłaszcza w relacjach język 
ogólnopolski - gwary, trzeba pamiętać, że 
odmiana nazwisk w języku ogólnopolskim 
i w gwarach może być różna, np. odmiana 
nazwiska Seńko, choć nie dotyczy bezpośrednio 
nazwiska typu dzierżawczego, pokazuje skom- 
plikowany obraz odmiany nazwisk rzadszych. 
W języku ogólnopolskim Seńko odmienia się 
jak Sinko, ale np. w gwarze miejscowości Ra- 
chanie (dawna Ziemia Bełska), a więc na terenie 
językowo pm:jściowym, polsko-ukraińskim, na- 
zwisko Seńko ma inny paradygmat niż w języku 
ogólnopolskim, a mianowicie: du Seńka, u Seń- 
ka, podczas gdy w języku ogólnopolskim jest 
Seńko, do Seńki. Gdyby ktoś w wymienionej 
gwarze próbował odmieniać do Seńki, u Seńki, 
takie formy uznano by za błędne, niepoprawne. 
Norma języka ogólnego z nasilającą się no- 
wą tendencją (tę normę naruszającą) do nieod- 
mieniania nazwisk rzadszych, obcych, trudniej- 
szych wchodzi niekiedy w kolizję z normami 
i zwyczajami gwarowymi. A przecież gdy roz- 
patrujemyodmianę nazwisk czy nazw miej- 
scowych, powinniśmy uwzględniać też zwyczaje 
lokalne, normę gwarową. 
Przedstawione tu uwagi, zainspirowane tek- 
stem H. Dudy, wskazują, przynajmniej wycin- 
kowo, na niezwykle złożony obraz fleksji na- 
zwisk i nazw miejscowych w kontekście szeroko 
rozumianego zwyczaju językowego. 


Lublin 


Tadeusz Malec 


Ze zjawisk współczesnego języka 


Karimata 
Słowo o pewnej metodologii 
Od jakiegoś czasu zauważam w obiegu wy- 
raz karimata. Sądząc z kontekstów, w jakich 
występuje, i oględzin obiektów tak nazywanych, 


5* 


używa się go w odniesieniu do swego rodzaju 
materaca turystycznego, z pianki plastikowej, 
często wzmacnianej od strony podłoża. Kari- 
mata jest lekka, zajmuje mało miejsca. Prof. 
Marian Kucała dopowiada (za jego wszelkie
		

/228_0001.djvu

			228 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


wskazówki bardzo dziękuję), iż w Krakowie 
zdarzało mu się słyszeć formę ten karimat. We 
Wrocławiu jej nie napotkałem. 
Zaintrygowało mnie oczywiście pochodzenie 
tego wyrazu. Zaglądnięcie do słowników w wię- 
kszości niczego nie daje. Samego wyrazu nie 
ma w słownikach PWN (włącznie znajnowszym 
Innym słownikiem języka polskiego), traktowa- 
nych jakże często jako standardowy opis lek- 
sykograficzny języka polskiego. Można go za 
to znaleźć w ogólnych słownikach niewarszaw- 
skich: krakowskim Słowniku współczesnego ję- 
zyka polskiego pod redakcją B. Dunaja (za nim 
zapewne go podaje i kompilacyjny Wielki słow- 
nik ortograficzny Wilgi) oraz poznańskim Prak- 
tycznym słowniku współczesnej polszczy- 
zny (w tomie 15 z 1998 roku). Nie przeglądałem 
systematycznie słowników wyrazów obcych 
- te, z którymi się zapoznawałem, są wyraźnie 
wtórne wobec słowników PWN. Natomiast 
znów w publikacji Wilgi, w ŁatWYID słowniku 
trudnych słów Andrzeja Markowskiego (słow- 
nik więc tym razem warszawskiego pochodze- 
nia; rok wydania 2000), znajdujemy hasło kari- 
mata. 
Skłonny byłem stawiać hipotezę, że wyraz 
ten pochodzi z Niemiec, jak wiele nazw produk- 
tów'), takich jak raufaza, mikro faza, mikrofała 
etc. W słowniku B. Dunaja nie ma jednak 
etymologii wyrazu, najwyraźniej twórcy słow- 
nika nie potrafili jej rozszyfrować. Uwagi na 
temat pochodzenia wyrazu znajdujemy za to 
w Praktycznym słowniku oraz w Trudnych 
wyrazach. Niestety, są one zupełnie rozbieżne. 
Poznaniacy sądzą, że karimata pochodzi 
z «francuskiego carre i poch. od mata» 2), war- 
szawiacy zaś piszą: «złożenie z pierwszego czło- 
nu nazwy firmowej Karrimor i słowa mata». 
Komu wierzyć? 
Zabrałem się więc do weryfikowania tych 
etymologii. Jednak najpierw chciałem się do- 
wiedzieć, w jakim stopniu ten wyraz jest już 
zadomowiony w polszczyźnie. Nie ma go wszak 


') Sąd, wyrażany w publikacjach sygnowa- 
nych przez A. Markowskiego, że wpływ nie- 
mieckiego na polski obecnie jest znikomy, nie 
jest moim skromnym zdaniem całkiem uzasad- 
niony. 
2) Zagadkowy tu jest skrót poch. Wg tomu 
pierwszego, s. XIX, oznacza chyba «pochodzi 
od». 


w słownikach PWN... Zaglądnąłem najpierw do 
swych komputerowych korpusów tekstowych 3). 
Efekt był zaskakujący, wyraz karimata jest 
w nich doŚĆ częsty. Poniżej właściwe konteksty 
- wszystkie wyróżnienia pochodzą ode mnie. 
L ...czeka przygotowany ekwipunek: no- 
wy mundur, ciepła kurtka, kamizelka kulo- 
odporna, hełm, plecak ze śpiworem, kar;- 
matą, bielizną oraz akcesoriami do higieny 
osobistej i innym niezbędnym wyposaże- 
niem. Rzeczpospolita 26.03.1999; 
2. ...kabina jego samochodu jest już za- 
jęta, a "paka" wyładowana po brzegi lekar- 
stwami, rozłożył więc karimatę na dachu 
samochodu. Tygodnik Powszechny nr 47, 
r. 1994; 
3. Mamy 2500 miejsc. Prosimy zabrać ze 
sobą śpiwór i materac (karimatę). Niedziela 
10.03.1996, s. 16; 
4. Kabiny były już wyprzedane od dwóch 
tygodni, ale mamy karimatki i śpiwory - ja- 
koś sobie poradzimy. Gazeta Wyborcza nr 
195 z 20.08.1992, s. 14; wyd. W; 
5. Taki śpiwór był nie tylko największy 
objętościowo, ale i najcięższy, cięższy od 
namiotu. Dzisiaj na szczęście są karimaty 
Rzeczpospolita 19.03.98; 
6. Zamiast niewygodnej karimaty pole- 
cam tzw. fiordmatę. Jest to dmuchany 
materac wykonany z Rip-Stopu. Model, 
który posiadam (Super Lite) konkuruje wa- 
gą z karimatami, bo waży zaledwie 370 g. 
htp:j jwww.cyklotur.alpha.pljkariezymat.htm 
Sięgnąłem także do największego zbioru tek- 
stów współczesnego języka polskiego dostęp- 
nych w postaci elektronicznej, czyli do internetu. 
Wyszukiwarka internetowa znalazła kilkaset wi- 
tryn, w których można znaleźć wyraz karimata. 
Ponieważ trudno jednak zweryfikować te dane 
(o tym będę dalej pisał), nie podaję dokładnych 
liczb. Skorzystałem także z archiwów elektro- 
nicznych dwóch największych polskich dzien- 
ników, Gazety Wyborczej oraz Rzeczpospolitej. 


3) Korpusy, zbierane chałupniczo i w więk- 
szości za własne pieniądze od początku lat 
dziewięćdziesiątych, liczą obecnie ponad 15 mi- 
lionów wyrazów tekstowych, a obejmują głów- 
nie teksty nowe, ale zawierają także dzieła 
literackie zeszłych stuleci. Programem, jaki naj- 
częściej służy mi do analizy korpusów, jest 
WordSmith, rozprowadzany przez Oxford Uni- 
versity Press. (Też kupiony za własne pieniądze. 
To dla historyków nauki polskiej, dla których 
może być istotna informacja, że KBN nie uznał 
za stosowne wyasygnować jakiejkolwiek kwoty 
na stworzenie korpusu języka polskiego - skła- 
dane były co najmniej trzy wnioski).
		

/229_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


229 


Program przeszukujący Gazety Wyborczej 
podał, iż liczba przeszukanych tekstów wy- 
niosła 1020096, znalezionych tekstów z wyra- 
zem karimata było 212. Nie wiadomo, nie- 
stety, ile wyrazów liczą sobie owe teksty, ani 
czy wymz karimata nie występuje kilka razy 
w jakimś tekście, ani wreszcie czy przypad- 
kiem nie należy szukać z osobna każdej for- 
my fleksyjnej (ja szukałem tylko karimata). 
W Rzeczpospolitej poszukiwałem ciągu zna- 
ków karimat wraz z wszystkimi możliwymi 
zakończeniami (łącznie więc i z wyrazem ka- 
rimatowy, jeżeli istniałby). Taki ciąg wystąpił 
w ośmiu tekstach oprócz tych przytoczonych 
powyżej. 
Jak widać z liczb i przytaczanych cytatów, 
wyraz karimata jest już całkiem dobrze zado- 
mowiony w języku polskim. Można go znaleźć 
w tekstach stworzonych w ciągu prawie 10 lat. 
Bez oporów utworzono od niego zdrobnienie, 
choć nie widać jeszcze przymiotnika, naj praw- 
dopodobniej posłuży też do tworzenia złożeń 
seryjnych, opartych na podstawie -mata (por. 
fiordmata), w których sam model i człony zapo- 
życzone będą zapewne, przynajmniej na po- 
czątku, z innych języków (ale już sobie wy- 
obrażam upojne płastikmata, ałpinusmata...). 
A przy okazji, co będzie widać w cytacie poniżej, 
mamy też nie odnotowany neosemantyzm: naj- 
wyraźniej wyraz mata zaczyna funkcjonować 
albo jako synonim materaca, albo, węziej, ozna- 
cza po prostu karimatę. 
Wiemy więc, co to jest karimata, że jest 
zadomowiona w polszczyźnie, jednak nie przy- 
bliżyliśmy się do rozstrzygnięcia kwestii, skąd 
pochodzi. Jednak, heureka!, jedna ze stron w in- 
ternecie (http://www.paker.com.pl/index.htm) 
podaje chyba rozwiązanie: 


W 1997 r. Karrimor [brytyjska firma] ob- 
chodził 50-lecie swojego istnienia. Firma 
należy do światowych liderów w produkcji 
sprzętu i odzieży dla ludzi aktywnych. [...] 
W 1966 roku firma Karrimor wypuściła na 
rynek poliuretanową matę z zamkniętymi 
porami, którą nazwała KARRIMAT. Od 
tego czasu trudno sobie wyobrazić turys- 
tyczne czy alpinistyczne wyposażenie bez 
tego gadżetu. Oczywiście produkcją mat do 
spania zajmuje się obecnie wiele firm, które 
prześcigają się w stworzeniu produktu lek- 
kiego, o małych gabarytach i o doskonałych 
walorach izolacyjnych. 


Potwierdza to etymologię zaproponowaną 
przez Markowskiego 4), jednak należałoby ją 
zmodyfikować, ponieważ mogłoby się wydawać, 
że wyraz karimata został utworzony w języku 
polskim. Tak raczej nie jest, karimata to spol- 
szczona - albo źle zapisana ze słuchu - an- 
gielska nazwa owego produktu, utworzona 
w sposób typowy dla języka angielskiego, jako 
złożenie: segment Karri jak początek nazwy 
producenta modyfikuje rzeczownik mat. Warto 
dodać, że nazwa, w sposób chyba zamierzony, 
nawiązuje też do złożenia karri-cot, «zabawo- 
wego» zapisu wyrazu carry-cot (rodzaj nosidełka 
dla niemowląt, dosłownie 'łóżeczko do nosze- 
nia'). Nazwa Karrimor oznaczałaby więc, w za- 
pisie niezabawowym, carry more, czyli 'noś 
więcej'. Dobre hasło dla producenta sprzętu dla 
turystów. Sam wyraz Karrimat dlatego dwu- 
znacznie sugeruje: 'mata od Karrimora', ale 
i 'mata do noszenia'; warto też zauważyć, że 
Karrimat to (zastrzeżona) nazwa własna, jak 
pamiętny Wałkman. Dla porządku może też 
odnotuję, że czasownikowo-rzeczownikowe zło- 
żenia w rodzaju Karrimat w języku angielskim 
są rzadkie i zwracają na siebie uwagę. Na 
wszelki wypadek sprawdziłem, c:z:y Karrimat 
jest popularny na świecie. Jest, można go zna- 
leźć na stronach internetowych, np. w Rosji czy 
Szwegi, a na początku lipca roku 2000 słyszałem 
wyraz ten użyty spontanicznie przez Szkota. 
Oczywiście sam wyraz i jego pochodzenie 
były także pretekstem do zademonstrowania 
techniki, polegającej na posługiwaniu się przy 
weryfikacji hipotez badawczych tekstami zapi- 
sanymi w postaci elektronicznej, a także teks- 
tami, umieszczonymi w komputerach połączo- 
nych w ogromną sieć zwaną internetem. Jak 
widać, nie trzeba mieć zebranych w pocie czoła 
korpusów, aby móc odpowiedzieć np. na pyta- 
nie, czy jakiś wyraz istnieje w języku, by zebrać 
materiał dokumentacyjny. Widać też, że można 
znaleźć odpowiedzi na pytania o pochodzenie 
wyrazów (choć to był czysty przypadek). Jednak 
należałoby oczywiście powiedzieć kilka słów 
o negatywach takiej metody. Jest ich kilka. 
4) Dla obrony Praktycznego słownika zau- 
ważę, że angielskie carry pochodzi faktycznie 
z francuskiego. Jednak od starofrancuskiego 
czasownika z północy Francji carier, który znów 
pochodzi od carre, co znaczy 'wóz'. Carre zaś 
znaczy 'kwadratowy'.
		

/230_0001.djvu

			230 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


Przede wszystkim, internet, nie zarządzany 
odgórnie przez nikogo, «żyje», zmienia się 
w sposób dynamiczny. Strona internetowa dzi- 
siaj istnieje, jutro jej nie ma. Znika dokumenta- 
cja, której użyliśmy. Zebrane korpusy - z ist- 
niejących publikacji - zostają nam w kom- 
puterze na stałe. Nawet odnalezienie odno- 
śników do tekstów w internecie wcale nie ozna- 
cza, że wskazywane teksty są w podanych miej- 
scach. Niejednokrotnie są odnośniki, ale nie 
ma już samego tekstu. Z tego samego względu 
nie sposób podać wartości liczbowych, bo 
należałoby weryfikować wszystkie odnośniki, 
a poza tym nie ma przede wszystkim liczb 
najważniejszych: ile wyrazów liczą sobie teksty 
po polsku w Internecie? Tego nikt nie wie i nie 
będzie wiedział. Ilość ta jest skończona, ale nie 
bardzo policzalna. Nie sposób więc stwierdzić, 
jak częsty jest dany wyraz. Zebrany korpus zaś 
zawiera skończoną i policzalną liczbę wyrazów, 
choćby nawet były wątpliwości co do jego 
reprezentatywności 5). 
Opole-Żórawina Tadeusz Piotrowski 


Łamy internetu 


Po kserowaniu kasety, które to wyrażenie 
cytowałem w JP LXXIX, 1999, s. 314, trafiłem 
na wywiad na łamach internetu! Nie jest to 
bardziej «nonsensowne» niż przegrać kasetę, bo 
o żadnym graniu nie ma mowy, tym bardziej, 
że przegranie dotyczy kasety mówionej. 
Wskazuje to wszystko, jak bezsensowne są 
wszelkie (rzekome) logiczne zakazy oparte na 
etymologizacjach, zapatrzone w poprzednie zna- 
czenie. Jednocześnie pokazuje to moc języka: 
stereotyp funkcjonalny biegnie inaczej, nie oglą- 
dając się na etymologię i wybierając istotną 
funkcję. Tak samo było ze stałówką, złotówką, 
złotą stałówką, miednicą... Warto, żeby o tym 


też myśleli ci, co omawiając słowotwórstwo 
głuszca czy bielinka za nieistotne uważają cechy 
odbite w nazwie. W nazwie odbija się nie cecha 
istotna «obiektywnie» (cudzysłów, bo nauka 
też jest niczym innym tylko stosunkiem czło- 
wieka do rzeczywistości), czyli na przykład waż- 
na dla biologów ze względu na ich systematyza- 
cję, ale cecha istotna dla człowieka w jego 
językowym obrazie świata. 
Powstaje więc tekst: 
To była prawdziwa gratka dla polskich in- 
ternautów. Po raz pierwszy przeprowadzono 
bowiem na łamach internetu wywiad z dwóch 
różnych miejsc (paryża i Warszawy) jedno- 
cześnie. 


Tyle by wystarczyło cytatu, gdyby nie pod- 
ważały «łamowości» następne zdania: 


Gościem Nicolasa Grospierre'a i "Netma- 
na" (francuskiego prezentera internetowego) 
był Krzysztof Zanussi. Reżyser oprowadził 
sieciowców po ulubionych zakątkach War- 
szawy, opowiedział o własnej twórczości 
i polskim kinie. Wywiad urozmaicono frag- 
mentami najciekawszych filmów Krzysztofa 
Zanussiego. 
Łamowość prasy już została całkowicie za- 
kłócona przez projekcję - film. Ale były to 
łamy internetu! 
Przy okazji chcę pokazać, że «kolorowe 
pisemka», jak to o nich się z pogardą wyrażają 
niektórzy, chcąc stworzyć image swój człowieka 
inteligentnego i ponad to, wymagają dużej kom- 
petencji kulturowej: żeby wiedzieć o kim mowa 
pod hasłem reżyser, trzeba wiedzieć, że Zanussi 
jest reżyserem! Są też prawdziwą kopalnią no- 
wości językowych! Dzięki temu tekstowi mamy 
sieciowców na internautów. Bogactwo i synoni- 
mia! 
Wszystko zawdzięczam(y) 18 numerowi «Te- 
le Tygodnia}} z 29 kwietnia 2000 roku, s. 5. 


Kielce 


Marcin Preyzner 


5) Nie są na pewno reprezentatywne kor- 
pusy zalegające w moim komputerze. Istnieje 


zresztą pogląd, że żaden korpus nie jest re- 
prezentatywny.
		

/231_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


231 


Odpowiedzi redakcji 


692. (30.) (Poleglym) w slużbie 
ojczyzny czy też... w służbie ojczyźnie 


Przygotowujemy tablicę upamiętniającą na- 
szych poległych w czasie wojny kolegów z AK, 
ale mamy wątpliwości, jaki na niej umieścić 
napis: Poleglym w służbie ojczyzny czy też Połeg- 
łym w służbie ojczyźnie. Obie te wersje mają 
gorących zwolenników (no i przeciwników). 


Pytanie dotyczy tzw. składni rzeczownika 
służba, a więc: służba czego (z dopełniaczem) 
czy służba czemu (z celownikiem). Często w ję- 
zyku polskim jest tak, że składnia rzeczownika 
odczasownikowego jest przejęta ze składni pod- 
stawowego czasownika, por. tu np. prosić 
o coś> prośba o coś, tęsknić za kimś> tęsknota 
za kimś itd. Czasownik służyć łączy' się dzisiaj 
z celownikiem, np. służyć ojczyźnie, więc - kon- 
sekwentnie - moglibyśmy oczekiwać tu składni 
służba ojczyźnie. Była też krótko po wojnie 
organizacja, która nosiła nazwę Służba Połsce. 
W Słowniku języka polskiego pod red. W. 
Doroszewskiego jest również przykład na taką 
składnię: «Całe jej życie, pełne miłości czynnej, 
było wierną, niezłomną służbą społeczeństwu» 
(Tyg. llustr. 7, 1904). I ten typ składni - celow- 
nikowej - mają na myśli ci, którzy opowiadają 
się za formą w służbie ojczyźnie (bo jest służyć 
ojczyźnie). 
Gdy jednak zajrzymy do różnych słowni- 
ków, to okaże się, dość nieoczekiwanie, że 
rzeczownik służba może mieć, i to wcale nie tak 
rzadko również składnię dopełniaczową, a więc 
służba 
zego; trudno jednak o przykład z podob- 
ną składnią przy czasowniku. Przykłady na 
składnię typu służba czego znalazłem następu- 
jące (objaśnienia przytaczanych przy cytatach 
skrótów trzeba szukać w odnośnych słowni- 
kach): Słownik języka polskiego pod red. W. Do- 
roszewskiego, t. VIII (1966), s. 428-30 notuje 
kilka takich przykładów: «Coraz to bardziej 
powiększa się w woj. wroeławskim liczba pla- 
cówek służby zdrowia na wsi...» (Gosp. Plan. 4, 
1954, s. 17); «Zasadniczym zadaniem służby 
pogody jest obok informacji o stanie pogody 


- przewidywanie zmian tego stanu, innymi 
słowy mówiąc, układanie prognoz pogody» 
(Gumiń. Meteor. 193); «Zawsze jedna ich linia 
poświęcała się palestrze, druga szła w służbę 
Kościoła, trzecia próbowała szczęścia w handlu» 
(Gomul. Miecz. II, 124); «Postanawia rzucić 
świat, i wziąwszy habit zakonny, w pińskim 
klasztorze bazylianek poświęca się służbie oł- 
tarza» (Baliń. M. Polska IV, 556). W tym 
samym słowniku znajdziemy też następującą 
informację ogólną: Służba boża, służba Kościoła, 
ołtarza itp. 'określenia funkcji stanu duchow- 
nego; stan duchowny; ceremonie kościelne, ry- 
tuał kościelny'. 1 inny przykład z tegoż słownika: 
«Całe swe życie oddał w służbę prawdy i spra- 
wiedliwości» (Brand. K. Troja 238). Jest wreszcie 
w cytowanym słowniku slużba kawy: «Rozno- 
szono tace z całą służbą kawy, tace ogromne, 
w kwiaty ślicznie malowane, na nich kurzące 
wonnie imbryki blaszane i z porcelany saskiej 
złote filiżanki, przy każdej garnuszek mały do 
śmietanki» (Mick. Tad. 58). 
Przytoczone wyżej za słownikiem Doroszew- 
skiego przykłady wymagają pewnego komen- 
tarza od strony funkcjonalnej, znaczeniowej. 
Przede wszystkim daje się tu zauważyć spore 
zróżnicowanie funkcjonalne przytoczonych 
przykładów. W przykładzie służba ojc
yz
y rze- 
czownik służba występuje w znaczemu praca, 
działanie dla jakiejś idei...'. W tym sensie służba 
występuje też w wyrażeniu (Całe swe życie 
oddał) w służbę prawdy i sprawiedliwości. Przy- 
kłady tego typu cytowane są też w Słowniku 
języka polskiego pod red. M. Szymczaka (1981): 
«Pracować w służbie narodu, społeczeństwa. Po- 
święcił siły w służbie chorych». 
Z kolei wyrażenia typu służba zdrowia, służ- 
ba ruchu, też służba Kościoła, służba ołtarza 
zostały umieszczone w ramach ogólnego zna- 
czenia wyrazu służba jako 'praca w instytucji 
użyteczności publicznej...'. Wreszcie w wyraże- 
niu służba kawy chodzi o wyraz służba w sensie 
'serwis'. 
Jakoś podobne połączenia rzeczownika służ- 
ba z dopełniaczem znajdujemy też w tzw. Słow- 
niku warszawskim, t. VI (1915), s. 228a: «W 
służbie kościoła promowano paziów na wysokie
		

/232_0001.djvu

			232 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


w hierarchii stopnie» (Ochoc.), też (na tej samej 
stronie): «Za Batorego po raz pierwszy spoty- 
kamy w wojsku polskim służbę zdrowia» (Górs.) 
i zaraz dalej, ale bez szczegółowego objaśnienia: 
«Służba kolejowa ( = personel kolejowy). Służba 
drogowa, stacyjna. Służba parowozowa, pocią- 
gowa. Służba ruchu». 
Z kolei w tzw. Słowniku wileńskim, t. II 
(1861), s. 1515a znajduje się następujący przy- 
kład: «Jeno w służbie żołądka cały wiek swój 
pędzi». Wreszcie interesująca tu nas struktura 
składniowa znajduje się i w Słowniku staropol- 
skim, t. VIII, s. 305 b w przykładzie z XV w. 
«lżesmy służbą bogów naszych byli opętani, 
tegodla spełna twych słów zrozumiećsmy nie 
mogli» (MW gl. 67). 
Jak to podsumować? Wyrażenia typu w służ- 
bie ojczyzny mają bardzo stary rodowód, choć 
trudno znaleźć dla nich przekonujące uzasad- 
nienie składniowe. Z kolei typ w służbie ojczyźnie 
ma dobrą motywację składniową, ale brak mu 
jakby tego potrzebnego tu dostojeństwa. No 
i w tej konkretnej sytuacji składniowo-fleksyjnej 
(w służbie ojczyźnie) występuje pewien jakby 
zgrzyt, który można by nazwać - już bardzo 
specjalistycznie - niezręcznością morfonotak- 
tyczną: zbiegły się tu dwie końcówki (miejscow- 
nika i celownika) na -e z poprzedzającą spół- 
głoską miękką: -bie i -źnie. 
A zatem? Zdecydowanie opowiadam się za 
tablicą z napisem: (Połegłym) w służbie ojczyzny. 
PS. Już dla kompletu dodam, że w Słowniku 
poprawnej polszczyzny (1973) występuje jeszcze 
wariant ze składnią analityczną Służba komu 
(czemu) d ł a k o g o (czego): Służba ojczyźnie, 
s ł u ż b a d I a o j c z y z n y. Ślad tej składni 
z przyimkiem dła mamy i w Słowniku Doroszew- 
skiego (z kwalifIkatorem/raz. daw.): «Odwiedzili 
Dymitra i oświadczyli się z powolną dłań [dla 
niego] służbą» (Szujski Roztrz. 46). Tego rodza- 
ju analityczna wersja składniowa jest co prawda, 
jak by to wynikało z materiałów zawartych 
w Słowniku Doroszewskiego, wersją składniową 
dość rzadką, bo jakby przestarzałą, ale może 
«tu i ówdzie» (pod wpływem regionalnej pol- 
szczyzny północno-wschodniej?) się szerzy. Czy 
jednak wersja (Połegłym) w służbie dla ojczyzny 
może być konkurencyjna wobec wersji (Połeg- 
Iym) w służbie ojczyzny? 


Bogusław Kreja 


693. (31.) Jakie powinny być światła: 
przeciwmglowe czy przeciwmgielne? 


Jeżdżę samochodem i spotykam się z róż- 
nymi określeniami świateł, których używa się 
w sytuacji, gdy na drodze jest mgła. Jedni 
(chyba głównie policja?) mówią, że są to światła 
przeciwmgłowe, inni zaś, bodaj liczniejsi - że 
to światła przeciwmgielne. Czy można - jak to 
nieraz językoznawcy odpowiadają - «i tak, 
i tab? 


Rzeczywiście również i tutaj najogólniejsza 
odpowiedź mogłaby brzmieć: można powiedzieć 
i światła przeciwmgiełne, i światła przeciwmgło- 
we. Rzecz jednak w tym, że za każdą z tych 
wersji stoją trochę inne argumenty. l danie 
pierwszeństwa jednej czy drugiej z tych form 
zależy od tego, które z argumentów uznamy za 
istotniejsze. 
Ale zacznijmy od prezentacji materiału. 
Przymiotniki przeciwmgłowy i przeciwmgielny 
są przymiotnikami, które można by interpreto- 
wać, choć z pewnymi zastrzeżeniami, jako utwo- 
rzone od wyrażenia przyimkowego (światła) 
przeciw mgle. Owe zastrzeżenia wobec takiej 
interpretacji wynikają z faktu, że wyrażenie 
przeciw mgłe robi wrażenie jakby sztucznego, 
w realnym języku nie występującego; może więc 
interesujące nas tu przymiotniki należałoby in- 
terpretować jakoś inaczej? Jednak dla naszych 
dalszych rozważań problem genezy tego typu 
przymiotników nie jest ważny. 
Ale ważne wydaje się tu wyjście od spraw- 
dzenia, jak tworzy się normalny, nie «przedros- 
tkowy» przymiotnik od rzeczownika mgła. 
W Słowniku języka polskiego pod red. W. Doro- 
szewskiego są zapisane obie formy: przymiotnik 
mgłowy w wyrażeniach specjalistycznych syrena 
mgłowa i sygnał mgłowy oraz przymiotnik 
mgiełny w wyrażeniach o charakterze dość 
wyraźnie literackim, jak np. mgiełne obłoki 
(z J. Wiktora) i mgielna szaruga (z K. Zawi- 
stowskiej) czy też - w sensie jakby przenośnym 
- mgielna zieleń (z J. Wiktora) czy mgiełny mit 
(z W. Broniewskiego). 
Cytowany słownik notuje też obie formy 
z przeciw-: przeciwmgłowy (reflektory, syreny, 
urządzenie) i przeciwmgielny (reflektory); forma 
przeciwmgielny jest w słowniku odesłana do
		

/233_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


233 


formy przeciwmgłowy. W Słowniku poprawnej 
polszczyzny PWN z 1973 r. (dalej w skrócie: 
SPP) informacja na temat interesujących nas tu 
przymiotników jest krótka: «przeciwmgłowy, 
rzad. przeciwmgiełny»; jest to jakby «streszcze- 
nie» tej sytuacji, którą odnotował Słownik pod 
red. W. Doroszewskiego. 
Znając już sytuację, zapisaną w Słowniku 
pod red. W. Doroszewskiego i w SPP, przyj- 
rzyjmy się temu problemowi z dwóch punktów 
widzenia: od strony czysto słowotwórczej i od 
strony - dość specyficznej i rzadko w roz- 
ważaniach poprawnościowych uwzględnianej 
- fonotaktycznej. 
Od strony czysto słowotwórczej jakby więcej 
przemawiało za formą przeciwmgłowy. Przyros- 
tek -owy jest dziś bardzo ekspansywny, szcze- 
gólnie w słownictwie specjalistycznym, przyros- 
tek -ny zaś jest od pewnego czasu dość konsek- 
wentnie ograniczany. Ale jest to problem na 
osobne studium. W każdym razie z punktu 
widzenia «słowotwórczego» pierwszeństwo wy- 
daje się mieć formacja przeciwmgłowy. 
Jednak forma przeciwmgłowy ma doŚĆ istot- 
ne wady z punktu widzenia fonotaktycznego. 
Przy rozpatrywaniu jakiejś struktury morfolo- 
gicznej z punktu widzenia fonotaktycznego in- 
teresuje nas jej struktura fonologiczna; przede 
wszystkim to, jaki jest układ poszczególnych 
fonemów, jak wyglądają grupy spółgłoskowe 
w danej formacji itd. 
Jak to więc wygląda w interesujących nas tu 
przymiotnikach? Otóż z punktu widzenia fono- 


taktycznego przymiotnik przeciwmglowy ma 
dwie wady: I) skomplikowaną, bo aż cztero- 
elementową grupę spółgłoskową -wmgł- i 2) 
podwojoną spółgłoskę -w-: (przeci)w(mgło)w-y; 
ta pierwsza wada wydaje się bardziej istotna. 
Przymiotnik przeciwmgielny jest obu tych 
wad pozbawiony. W przymiotniku tym wystę- 
puje grupa spółgłoskowa -wmg-, a więc «tylko» 
trzyelementowa, no i zamiast układu spółgło- 
skowego -w-w- jest - chyba «lepszy» - układ 
-w-ł-. 
A zatem? Z punktu widzenia fonotaktycz- 
nego pierwszeństwo należałoby dać formie prze- 
ciwmgiełny. 
Jaki wyprowadzić z tych rozważań wniosek 
końcowy? Na ogół w słownictwie specjalistycz- 
nym daje się pierwszeństwo kryterium słowo- 
twórczemu (a więc - w tym wypadku - formie 
przeciwmgłowy; może dlatego formę tę spotyka 
się częściej u policji?), natomiast w potocznej 
polszczyźnie bodaj bardziej liczą się struktury 
zręczniejsze pod względem fonotaktycznym 
(a więc - tutaj - forma przeciwmgielny). 
Ostatecznie więc - w pewnym sensie - 
«i tak, i tak», choć wybór takiej czy innej wersji 
w dużym stopniu zależy od takiej czy innej 
odmiany językowej. W popularnej, odmianie 
polszczyzny, a więc u zwykłych użytkowników 
języka polskiego, «na pewno» częstsze będą 
formy typu światła przeciwmgiełne. 
Bogusław Kreja 


Memoriał Komisji Dydaktycznej Rady 
Języka Polskiego 
w sprawie Reformy Nauczania Języka 
Ojczystego uchwalony na zebraniu Komisji 
w dniu 12 VI 2000 r. 


Komisja Dydaktyczna Rady Języka 
Polskiego l) aprobuje ogólny kierunek zmian 
organizacyjnych i programowych związanych 


l) Przewodniczącą Komisji jest prof. J. Pu- 
zynina. 


z reformą nauczania w szkołach podstawowych 
i średnich. Uważamy za korzystne wprowadze- 
nie podziału na szkołę podstawową i gimnaz- 
jum, liceów profilowanych w miejsce techników, 
istotne zmniejszenie liczby szkół zawodowych. 
Za godny poparcia uważamy postulat kształ- 
cenia młodzieży dostosowanej do zdobywania 
miejsc pracy w społeczeństwie rządzącym się 
prawami wolnego rynku, a zatem dynamicznej, 
sprawnej i twórczej, zarówno w działaniu, jak 
też w myśleniu i komunikacji interpersonalnej. 
Za kierunek właściwy uważamy dążność do
		

/234_0001.djvu

			234 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


odrzucenia nadmiaru wiedzy encyklopedycznej 
w nauczaniu szkolnym oraz do wiązania ze 
sobą - jak dotąd sztucznie odseparowanych 
- bliskich sobie działów wiedzy, w tym szcze- 
gólnie nas interesujących różnych aspektów hu- 
manistyki. 
Jednakże sposób wprowadzania reformy, 
zbyt pośpieszny i nie dość przemyślany, budzi 
niepokój. W naszej uchwale nie chcemy ograni- 
czać się do wyrażania zastrzeżeń. Postaramy się 
sugerować również sposoby poprawy tych sytu- 
acji, które uznajemy za niewłaściwe, mając na- 
dzieję, że Ministerstwo Edukacji Narodowej 
potraktuje nasz głos jako krytykę k o n s t r u - 
k t Y w n ą. 
L Miejsce nauki o języku w zreformowa- 
nym nauczaniu 
Popierając potrzebę kształcenia umiejętności 
komunikacyjnych uczniów oraz odejścia od en- 
cyklopedyzmu w nauczaniu wszystkich przed- 
miotów, uważamy za konieczne uwzględnianie 
w o s i ą g n i ę c i a c h oraz s t a n d a r d a c h 
w y m a g a ń egzaminacyjnych szkoły podsta- 
wowej, gimnazjum i liceum rozsądnie potrak- 
towanej nauki o języku. Wprawdzie w treściach 
podstaw programowych wszystkich poziomów 
nauczania (poza klasami I-lU szkoły podsta- 
wowej) znalazły się - bardzo ogólnie niestety 
sformułowane - elementy nauki o języku, jed- 
nakże ich brak w punktach: «zadania szkoły» 
i «osiągnięcia», a także w standardach wymagań 
egzaminacyjnych szkół przedlicealnych niewąt- 
pliwie spowoduje zmarginalizowanie tej części 
wiedzy polonistycznej w nauczaniu szkolnym. 
Trzeba się wobec tego liczyć z tym, że do liceów 
wejdą uczniowie nie mający propedeutycznej 
wiedzy o języku, którą powinni uzyskać w szko- 
łach przedlicealnych. Nauka o języku w liceach 
albo przekształci się w przekazywanie od nowa 
wiadomości podstawowych, albo też będzie tyl- 
ko przekazem treści zaplanowanych w podsta- 
wie programowej dla szkół licealnych, bez uzu- 
pełnienia podstawowej nauki o budowie języka 
polskiego (a w tym - języka w ogóle). 
Jest dla nas jasne, że potraktowanie wyma- 
gań z zakresu nauki o języku jako niepotrzeb- 
nego balastu w nauczaniu przedlicealnym wiąże 
się ze złymi doświadczeniami z przeszłości. Jed- 
nakże te złe doświadczenia są do naprawienia 
przez ograniczenie wymaganej wiedzy oraz 


zmienione, lepsze metody nauczania, którymi 
zresztą posługują się liczni autorzy nowych 
podręczników. Wydaje się nam również, że 
pewien wpływ na osłabienie wymagań dotyczą- 
cych nauki o języku miało nawiązywanie do 
programów i opracowań metodycznych w szkol- 
nictwie zachodnim, zwłaszcza anglojęzycznym. 
Trzeba jednak brać pod uwagę fakt, że język 
polski jest językiem fleksyjnym i stopień kom- 
plikacji jego budowy wymaga dla właściwego 
opanowania normy (z czym dzieci i młodzież 
mają liczne kłopoty) więcej wiedzy na temat 
czynników tę normę kształtujących. Ponadto 
dobre opanowanie reguł interpunkcji polskiej 
jest niemożliwe bez znajomości składni. Nie jest 
też prawdą, że poza okresem dzieciństwa i bez 
długotrwałego przebywania w środowisku ob- 
cojęzycznym można w pełni opanować język 
obcy bez pomocy gramatyki, której ogólne pod- 
stawy powinno się przecież poznawać w trakcie 
nauki języka ojczystego, nie zaś na lekcjach 
języków obcych. 
Dotychczasowe argumenty dotyczyły prak- 
tycznych powodów, dla których ma sens wy- 
maganie od uczniów elementarnej wiedzy o ję- 
zyku. Za jej uwzględnianiem przemawia jednak 
również argument innej natury. Nie sądzimy, 
aby właściwe było traktowanie języka wyłącznie 
jako narzędzia sprawnej komunikacji. We 
współczesnej humanistyce podkreśla się pod- 
stawową rolę języka jako elementu kultury (por. 
ujęcia antropologii kulturowej i kulturoznaw- 
stwa) oraz jako niezwykle ważnego elementu 
ludzkiej psychiki, nie tylko wyrażającego, ale 
też kształtującego uczucia, myśli, świat wartości 
człowieka, kategoryzację i interpretację zjawisk. 
Toteż trudno zrozumieć, dlaczego wymaga się 
od dziecka na etapie przedlicealnym opanowa- 
nia dużych porcji wiedzy z zakresu matematyki, 
fizyki, chemii, biologii itd., natomiast nie ma 
się wymagać (mądrze traktowanej) propedeuty- 
cznej wiedzy o tak ważnej części kultury i apa- 
ratu poznawczego człowieka, jaką stanowi ję- 
zyk. Sądzimy, że od wczesnych lat szkolnych 
należy dziecko wdrażać w refleksję nad języ- 
kiem, nad znaczeniami słów i form gramatycz- 
nych i w tym duchu uczyć zarówno gramatyki, 
jak też sprawności komunikacyjnych i wnik- 
liwości myślenia, opartej przecież w dużym 
stopniu na dobrym, precyzyjnym rozumieniu
		

/235_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


235 


języka. Wydaje się, że ten aspekt nauki o języku, 
wiążący się z dowartościowaniem semantyki, 
bardzo ważny w sytuacji obecnego chaosu myś- 
lowego i wielokulturowości, nie został wystar- 
czająco podkreślony w żadnej z podstaw pro- 
gramowych. 
2. Nasze propozycje 
Zarówno podstawy programowe (poza do- 
tyczącymi szkół pogimnazjalnych), jak też stan- 
dardy wymagań egzaminacyjnych stanowią już 
dokumenty prawne, które trudno zmieniać. Są- 
dzimy natomiast, że MEN może wprowadzać 
pewne zmiany za pomocą dodatkowych rozpo- 
rządzeń, a także sugerować je za pomocą okól- 
ników docierających do kuratoriów i szkól. 
Oto nasze propozycje tego rodzaju modyfikacji 
i dodatkowych zaleceń: 
2.1. Sądzimy, że należałoby szkołom zalecić 
stosowanie wyraźnych wymagań dotyczących 
nauki o języku przy ocenach wewnętrznych 
(wobec braku takich wymagań w standardach 
dotyczących egzaminów zewnętrznych). 
2.2. Ogólny charakter podstaw programo- 
wych dla języka polskiego oraz wielkie różnice 
w zakresie i treściach nauki o języku w pod- 
ręcznikach skłaniają do odrębnego ustalenia 
elementów podstawowej wiedzy (zwanej w do- 
kumentach MEN «wiedzą bazową») z zakresu 
nauki o języku na wszystkich poziomach. Jej 
ustalenie da nauczycielom pewnoŚĆ co do tego, 
jak ma być przygotowana w zakresie tego przed- 
miotu młodzież przechodząca do szkół pogim- 
nazjalnych, a nauczyciele szkół licealnych będą 
wiedzieli, co oznacza w standardach matural- 
nych ogólnie sformułowane wymaganie «znajo- 
mości systemu języka». Jednocześnie ujednolici 
się bardzo odbiegające od siebie sposoby trak- 
towania tych samych terminów językoznaw- 
czych i powściągnie się wciąż obecne w nie- 
których podręcznikach tendencje do zbyt szcze- 
gółowego nauczania gramatyki. 
Komisja Dydaktyczna RlP podjęła już prace 
nad przygotowaniem takiego zasobu wiedzy 
podstawowej z zakresu nauki o języku. Ufamy, 
że Władze MEN poprą nasze dalsze działania 
idące w tym kierunku i zechcą upowszechnić 
ich wyniki w środowisku nauczycielskim. 
2.3. Konieczne jest zwiększenie liczby godzin 
przeznaczonych na lekcje języka polskiego na 
wszystkich poziomach, poczynając od kl. IV 


szkoły podstawowej. Wdrażanie w umiejętność 
sprawnego posługiwania się językiem polskim 
w różnych jego odmianach gatunkowych wyma- 
ga wiele czasu lekcyjnego (zwłaszcza w szkołach, 
do których trafiają dzieci ze słabo opanowaną 
normą języka ogólnego), co podkreślają wszyscy 
nauczyciele poloniści. W szkole podstawowej 
dochodzi do tego nauczanie blokowe, na które 
jest zdecydowanie za mało czasu, na wszystkich 
poziomach - tzw. «ścieżki edukacyjne». Za 
szczególnie ważne uznajemy zwiększenie liczby 
godzin przeznaczonych na lekcje języka polskiego 
w szkołach zawodowych, gdzie lekcje te dla 
dużej części młodzieży mogą być ostatnią okazją 
do stykania się z elementami kultury wyższej. 
Sądzimy, że ze strony Ministerstwa mogłaby 
wyjŚĆ sugestia dodawania na ten cel jednej godziny 
tygodniowo z rezerwy dyrektorskiej. W przeciw- 
nym razie będziemy mieli do czynienia z (kolejną) 
sprzecznością między założeniami reformy a wa- 
runkami stwarzanymi dla jej realizacji. 
2.4. Duża liczba pojawiających się na rynku 
księgarskim podręczników i programów, dotych- 
czas w praktyce w większości nie sprawdzonych, 
powoduje dezorientację nauczycieli. Istnieje, jak 
sądzimy, pilna potrzeba ukazania się -- możliwie 
jeszcze w ciągu tych wakacji - ogólnie dostępnych, 
o b i e k t Y w n Y c h, r z e c z o w y c h omówień 
obecnych na rynku podręczników. Ufamy, że 
MEN zechce sfinansować takie recenzje i umieś- 
cić je na swoich stronach internetowych. My 
moglibyśmy zaproponować listę ewentualnych 
recenzentów podręczników z zakresu nauki o ję- 
zyku polskim oraz postarać się o znalezienie 
miejsca na publikację tych tekstów drukiem. 
Budzi też nasz niepokój zbyt łatwe uzys- 
kiwanie przez wydawnictwa pozytywnych recen- 
zji podręczników. Może należałoby przyjąć za 
zasadę zamawianie przez MEN (a nie wydaw- 
nictwo) jednej recenzji każdego podręcznika 
ubiegającego się o atest Ministerstwa? 
2.5. Pilną potrzebą jest szersze uruchamianie 
dobrze prowadzonych, bezpłatnych kursów 
przygotowujących nauczycieli polonistów do 
zreformowanego nauczania, a także wyraźne 
określenie wymogów dokształcania uniwersytec- 
kiego dającego absolwentom prawo nauczania 
drugiego przedmiotu.W tym roku szkolnym 
funkcjonowały liczne kursy źle prowadzone, 
a wielu - słabo przecież płatnych - nauczycieli
		

/236_0001.djvu

			236 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


musiało dokształcać się na własny koszt. Prosimy 
o dofinansowywanie kursów prowadzonych 
przez renomowane uczelnie, na podstawie przed- 
stawianych przez nie programów tych kursów. 
2.6. Zwracamy uwagę na konieczność czu- 
wania nad poziomem testów egzaminacyjnych 
i konkursów polonistycznych. Od nauczycieli 
polonistów dochodzą do nas liczne sygnały złej 
jakości jednych i drugich. 


2.7. Za sprawę bardzo istotną (zwłaszcza 
w obecnym stanie kultury naszego społeczeń- 
stwa) uważamy wpisywanie do zadań szkoły 
kształtowania postaw moralnych młodzieży na 
każdym poziomie edukacji w zakresie przed- 
miotów humanistycznych, a do zadań związa- 
nych w sposób szczególny z językiem polskim 
- walki z wulgaryzacją, starań o szeroko pojętą 
kulturę słowa. 


Sprawozdanie z działalności 
Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego w 1999 roku 


W roku sprawozdawczym Towarzystwo Miłośników Języka Polskiego liczyło 597 członków 
zrzeszonych w 16 Oddziałach i I Kole. 
Realizując zadania statutowe, Towarzystwo prowadziło działalność trojakiego rodzaju: 
l) organizacyjną; 2) popularyzacyjną; 3) wydawniczą. 
Ad 1) Liczba członków w poszczególnych Oddziałach - w porównaniu z rokiem ubiegłym 
- nie uległa większym zmianom. I w tym roku nie zaobserwowano powiększania się liczby 
członków w Oddziałach, a ich obecna liczba jest nadal niezadowalająca. Cieszy natomiast 
powstanie Oddziału Towarzystwa w Kielcach. Członków zagranicznych było 7. 
Oddziały mają swoje siedziby w Bydgoszczy (AB - 29 członków), Cieszynie (Filia UŚ 
_ 24), Częstochowie (WSP - 22), Gdańsku (UG - łącznie z członkami Koła w BWSH 
w Koszalinie - 32+28), Katowicach (UŚ - 27), Kielcach (W SP - 10), Krakowie (I50 wraz 
z członkami pozakrakowskimi, nie należącymi do innych Oddziałów), Lublinie (UMCS - 24), 
Łodzi (UL - 56), Opolu (UO - 22), Poznaniu (UAM - 52), Rzeszowie (W SP - 19), Szczecinie 
(US - 16), Toruniu (UMK - 31), Wrocławiu (UWr - 21), Zielonej Górze (WSP - 27). 
Ad 2) Działalność popularyzatorską prowadzono w rozmaitych formach: 
A. Otwarte i środowiskowe zebrania z odczytami: 


Oddział w Bydgoszczy (urządzono 5 odczytów): 
I) 17 XI G. Sawicka, Inwazja obcych, czyli o zapożyczeniach; 
2) 17 XI M. Pająkowska-Kensik, Mur-beton, odczyt się odbędzie, czyli rozważania o słownictwie 
i frazeologii; 
3) 17 XI Z. Sawaniewska, O bogactwie słownictwa gwarowego; 
4) 17 XI R. Zimny, Reklama i polityka - argumentacja i perswazja; 
5) 29 XI E. Laskowska, Merytorycznie i właściwie, czyli o wypowiedziach na sesjach Rady 
Miejskiej Bydgoszczy (1990-1994). 


Oddział w Cieszynie (urządzono 4 odczyty): 
6) 10 III R. Mrózek, Zróżnicowania językowe w ujęciu synchronicznym i diachronicznym; 
7) 7 X M. Bortliczek, Manifestacje społeczno-obyczajowe slangu młodzieżowego w regionalnym 
graffiti; 
8) 7 XII Z. Święch, Przeszłość narodowa a język; 
9) 14 XII R. Mrózek, Wzory zachowań językowych młodzieży.
		

/237_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


237 


Oddział w Częstochowie (urządzono 5 odczytów): 
10) 14 I M. Lesz-Duk, Najnowsze zapożyczenia angielskie w języku polskim; 
11) 18 II A. Makowska, Grupy konsonantyczne w polszczyźnie mówionej mieszkańców 
Częstochowy; 
12) 25 1lI R. Bizior-Ociepa, Słownictwo w "Opisie obyczajów" Jędrzeja Kitowicza; 
13) 20.V K. Jaros, Klasyfikacja nazwisk i imion w polskiej literaturze onomastycznej; 
14) 4 XII D. Suska, Fleksja potoczna w opowiadaniach M. Hłaski. 


Oddział w Gdańsku (urządzono ]0 odczytów): 
]5) 21 I E. Breza, Chrześcijańskie imiona teoforyczne i ich kontynuacja w nazwiskach polskich; 
]6) 21 II J. Treder, Słownictwo i frazeologia Tragedii o bogaczu i Łazarzu; 
17) ]8 1lI E. Łuczyński, Tendencje we współczesnej interpunkcji polskiej; 
]8) 22 IV l. Kępka, Składnia modlitewników Kalwarii Wejherowskiej; 
19) 20 V U. Kęsikowa, Zoonimy w twórczości Marii Rodziewiczówny z lat ]885-1901; 
20) 20 V L Warda-Radys, Słownictwo XVIII-wiecznych inwentarzy biskupstwa chełmińskiego; 
2]) 21 X B. Szczepińska, Dylematy i wybory tłumfcza Ewangelii. Anny Świderkówny przekład 
Ewangelii według św. Mateusza; 
22) 21 X B. Milewska, Stosunek współczesnych wydawnictw normatywnych do przyimków 
wtórnych; 
23) 7 XI E. Breza, Imiona żeńskie od wyrazów abstrakcyjnych; 
24) ]6 XII B. Kamińska, Samogłoski nosowe w programach nauczania w przedszkolu i klasach 
I-lll. 


Oddział w Katowicach (nie urządzono żadnego odczytu). 


Oddział w Kielcach (urządzono I odczyt): 
25) 13 XII K. Kowalik, Dedykacja jako teksL 


Oddział w Krakowie (urządzono 4 odczyty): 
26) 8 VI B. Dunaj, Wspomnienie o śp. Prof. Józefie Bubaku; 
27) 12 X A. Cieślikowa, Jak odmieniać nazwy własne?; 
28) 9 XI l. Bajerowa, Kłopoty z kulturą języka; 
29) 14 XII R. Przybylska, O agresji w języku. 


Oddział w Lublinie (urządzono 4 odczyty): 
30) 19 I D. Fisar, Somatyzmy jako językowe wykładniki kontaktu człowieka ze światem; 
31) 2 1lI T. Skubalanka, Język graffiti; 
32) 25 V I. Domaniuk, Nazwy własne w "Dziennikach gwiazdowych" SL Lema; 
33) 7 XII A. Lewicki, P. Nowak, Manipulacja językowa w mediach. 


Oddział w Łodzi (nie urządzono żadnego odczytu). 


Oddział w Opolu (urządzono 5 odczytów): 
34) 22 IV S. Dubisz, Słownictwo współczesnej połszczyzny ogólnej w opisie leksykograficznym; 
35) 28 IV J. Siatkowski, Atlas karpacki; 
36) 20 V M. Grochowski, Szyk jednostek leksykalnych z punktu widzenia gramatyki i leksykografii; 
37) 6 X G. Hentschel, Zapożyczenia niemieckie w języku polskim; 
38) 10 XII E. Malinowska, Kultura wypowiedzi urzędowych. 


Oddział w Poznaniu (urządzono 4 odczyty): 
39) 8 I J. Liberek, Czy polskiej ortografii potrzebna jest reforma?;
		

/238_0001.djvu

			JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


238 


40)7 IV A. Dyszak, O osobliwościach rzeczowników osobliwych; 
41) 14 V K. Świetlik, Ważniejsze problemy poprawnościowe w zakresie składni; 
42) 6 XI J. Miodek, Polszczyzna po 1989 roku. 


Oddział w Rzeszowie (nie urządzono żadnego odczytu). 


Oddział w Szczecinie (nie urządzono żadnego odczytu). 


Oddział w Toruniu (urządzono 5 odczytów): 
43) 15 III B. Wiemer, O polisemii i homonimii polskich czasowników; 
44) 24 V Z. Saloni, Komputeryzacja koniugacji polskiej; 
45) 2 VI L Bajerowa, Główne czynniki rozwojowe w dziejach języka polskiego doby nowopolskiej; 
46) 12 XI M. Wiśniewski, Piękno języka polskiego (na sesji "Język wyrazem tożsamości"). 


Oddział w Zielonej Górze (nie urządzono żadnego odczytu). 


B. Współpraca ze szkolnictwem: 
Prowadziły ją w różny sposób Oddziały: w Bydgoszczy - z Wojewódzkim Ośrodkiem 
Metodycznym oraz z Zespołem Szkół Budowlanych, w którym dla uczniów Liceum Technicznego 
urządzono cykl odczytów pt. Spotkania z językiem; w Cieszynie - z Wojewódzkim Ośrodkiem 
Metodycznym, Biblioteką Pedagogiczną oraz państwowymi i społecznymi LO; w Gdańsku 
- z Okręgowym Komitetem Olimpiady Literatury i Języka Polskiego; opieka merytoryczna nad 
grupą członków TMJP z Bałtyckiej Wyższej Szkoły Humanistycznej w Koszalinie; w Lublinie 
- warsztaty semantyczne w Oddziale Doskonalenia Nauczycieli w Zamościu; w Łodzi - z Woje- 
wódzkim Ośrodkiem Metodycznym (patronat nad konkursem ortograficznym w regionie łódzkim); 
w Poznaniu - z Okręgowym Komitetem Olimpiady Literatury i Języka Polskiego; w Szczecinie 
- z II LO im. Mieszka I; w Toruniu - stała współpraca z WOM-ami w Toruniu i Płocku. 
Ponadto wszystkie Oddziały współpracowały z różnymi jednostkami organizacyjnymi tych 
instytucji polonistycznych, które stanowią ich siedzibę. 


C. Kontakty z innymi organizacjami naukowymi i kulturalnymi: 
Oddział w Bydgoszczy - współpraca z Wydziałem Kultury i Sportu Urzędu Miasta, 
z Zespołem ds. Nazewnictwa Miejskiego Rady Miasta Bydgoszczy; w Cieszynie -- współpraca 
z Towarzystwem Literackim im. A. Mickiewicza; w Częstochowie - z Towarzystwem Literackim 
im. A. Mickiewicza oraz Częstochowskim Towarzystwem Naukowym; w Gdańsku - z Towarzy- 
stwem Literackim im. A. Mickiewicza; w Lublinie - współpraca z Bychawskim Towarzystwem 
Regionalnym; w Łodzi - z Wojewódzkim Ośrodkiem Metodycznym; w Opolu - kontynuacja 
współpracy z Opolskim Towarzystwem Przyjaciół Nauk; w Poznaniu - z Okręgowym Komitetem 
Olimpiady Literatury i Języka Polskiego, Komisją Językoznawstwa PTPN; w Szczecinie -- współ- 
praca z Towarzystwem Literackim im. A. Mickiewicza; w Toruniu - udział w sesji "Język 
wyrazem tożsamości" na 28 Konkursie Krasomówczym w Golubiu-Dobrzyniu; w Zielonej Górze 
- współpraca z Muzeum im. Edmunda Bojanowskiego w Grabonogu. 


D. Popularyzacja i poradnictwo językowe: 
Oddział w Bydgoszczy - artykuły popularyzujące wiedzę i ciekawostki językowe pn. Kącik 
TMJP (autorstwa A. Dyszaka i M. Jaracza) i Trzy grosze purysty (autorstwa R. Zimnego) na 
łamach czasopism Wiadomości, Głosy, Rozmowy o Szkole; w Cieszynie - utrzymywanie 
kontaktów z redakcjami czasopism naukowych wydawanych przez PAN i czasopismem Onomastica; 
w Gdańsku - współpraca merytoryczna z wydawnictwem Rocznik Gdański i Gdańskie Studia 
Językoznawcze; w Lublinie - współpraca z radiem Lublin; w Łodzi - współpraca z Radiem Łódź
		

/239_0001.djvu

			LXXXI 3 


JĘZYK POLSKI 


239 


oraz Gazetą Łódzką (dodatek do Gazety Wyborczej), publikacje w Rozprawach Komisji Językowej 
i Folia Linguistica; w Opolu - kontynuacja współpracy z Opolskim Towarzystwem Przyjaciół 
Nauk; w Poznaniu -- kontynuowanie współpracy z rozgłośnią radiową Merkury, z redakcjami 
Poradnika Językowego, Języka Polskiego. Poznańskich Spotkań Językoznawczych; w Rzeszowie 
- z rozgłośnią Polskiego Radia; w Szczecinie - dalsza współpraca z Kurierem Szczecińskim; 
w Toruniu - współpraca z lokalnymi rozgłośniami radiowymi oraz redakcjami czasopism 
językoznawczych; w Zielonej Górze - współpraca z lokalną rozgłośnią Radio Zachód. 
Stale i w różny sposób (telefonicznie, osobiście, w środkach masowego przekazu) niemal 
wszystkie Oddziały prowadziły poradnictwo w zakresie poprawności językowej. 


Ad 3) Zarząd Główny prowadzi działalność wydawniczą, wydając bez pośrednictwa innych 
wydawnictw statutowy organ Towarzystwa Język Polski (dwumiesięcznik) przy pomocy dotacji 
Komitetu Badań Naukowych. W roku 1999 wydano 5 zeszytów (numery 1-2, 3,4,5) o łącznym 
nakładzie 10.000 egz. i łącznej objętości 36 ark. wyd. (26 ark. druku). 
Ponadto we współpracy ze Spółką Wydawniczo-Księgarską w Warszawie wznowiono: 
M. Kucała, Mały słownik poprawnej polszczyzny. Wydanie drugie rozszerzone, w nakładzie 3000 
egz. oraz wydano: A. Dyszak, Mały słownik rzeczowników osobliwych (o nietypowej odmianie) 
w nakładzie 3000 egz. 


I. RACHUNEK ZYSKÓW I STRAT 


Sprawozdanie finansowe za rok 1999 


I) Przychody ogółem 
a) Sprzedaż wydawnictw własnych 
z tego: 
- sprzedaż z magazynu 
- prenumerata JP za pośrednictwem "Ruchu" 
- prenumerata JP przez członków 
b) S-ka Wydawniczo-Księgarska 
Warszawa - współwydawca 
c) S-ka Wyd.-Księg. (usługi wydawn.) 
d) KBN - dotacja na JP i odczyty 
(JP - 26.600,00, odczyty - 6.500,00) 
e) Składki członkowskie 
f) Pozostałe przychody operacyjne 
w tym: darowizna Banku BPH S.A. 
g) Przychody finansowe - odsetki 
h) Sprzedaż towarów handlowych - wynik 

oszty ogółem 
a) Koszty wg rodzaju 
b) Pozostałe koszty finansowe (odsetki) 
c) Pozostałe koszty operacyjne (dary wydawnictw) 
d) Pozostałe koszty operacyjne (różnice i inne) 
3) Zmiana stanu produktów 


4) Wynik finansowy - zysk 


95.511,73 


42.504,56 


1.012,50 
25.929,06 
15.563,00 


10.067,98 
2.582,50 
33.100,00 


1.667,50 
3.539,00 


3.000,00 


1.249,26 
800,93 


91.036,47 


90.379,67 
1,30 
615,00 
40,50 


+ 1.185,00 


5.660,26
		

/240_0001.djvu

			240 


JĘZYK POLSKI 


LXXXI 3 


II. SPECYFIKACJA KOSZTÓW 


Działalność statutowa Działalność Razem 
Wyszczególnienie 
administracja odczyty wydawnicza koszty 
I) Materiały 1.337,20 - 6.270,60 7.607 , 80 
2) Usługi obce 2.123,11 - 24.237,79 26.360 , 90 
3) Amortyzacja 2.605,99 -- - 2.605,99 
4) Wynagrodzenia 16.845,87 3.800,00 30.870,40 51.516,27 
w tym: 
- osobowe 965,87 - 965,90 1.931.77 
- bezosobowe 7.430,00 - 17.173,00 24.603,00 
- honoraria 8.450,00 - 12.731,50 21.181,50 
- odczyty - 3.800,00 - 3.800,00 
5) Świadczenia na 
rzecz pracowników 583,30 - 73,30 656,60 
z tego: 
- ZUS 73,30 - 73,30 146,60 
- inne 510,00 - - 510,00 
6) Podatki i opłaty 392,81 - - 392,81 
7) Pozostałe usługi 878,66 56,64 304,00 1.239JQ 
Razem koszty 24.766,94 3.856,64 61.756,09 90.379,67 


III. ZESTAWIENIE ZBIORCZE 


Działalność Działalność Ogółem 
statutowa wydawnicza 
Przychód ogółem 26.407,17 69.104,56 95.511,73 
Koszty rodzajowe 28.623,58 61.756,09 90.379,67 
Pozostałe koszty finansowe 1,30 - 1,30 
Pozostałe koszty operacyjne - 655,50 655,50 
Zmiana stanu produktów - + 1.185,00 + 1.185,00 
Wynik finansowy - 2.217,71 + 7.877,97 + 5.660,26
		

/a_0001.djvu

			OFERTA WYDAWNICZA 
TOW ARZYSTW A MIŁOŚNIKÓW JĘZYKA POLSKIEGO 


Czasopismo "Język Polski". Roczniki 1975 do 1992 włącznie; 1.00 zł zeszyt (2.00 zl podwójny) 
R. 1993 - 1,50 (3,00 zł podwójny) 
R. 1994 
 2.00 (4,00 zł podwójny) 
R. 1995 - 3,00 (6,00 zł podwójny) 
R. 1996 - 3,50 (7,00 zł podwójny) 
R. ]997 - 4,00 (8,00 zł podwójny) 
R. 1998 - 5,00 (10,00 zł podwójny) 
R. 1999 - 6,00 (12,00 zł podwójny) 
R. 2000 - 7,00 (14,00 zł podwójny) 


Język Polski. Zeszyt Jubileuszowy. Bibliografia zawartości roczników 1- 50. Kraków 1971. s. 168; 
1,00 zł. 


BIBLIOTECZKA TOWARZYSTWA MIŁOŚNIKÓW JĘZYKA POLSKIEGO; 


Nr 21. Maria Karpluk. Mowa naszych przodków (Podstawowe wiadomości z historii języka 
polskiego do końca X VIII w.), Kraków 1993, s. 80: 2,00 zł. 
Nr 23. Maria Malec, O imionach i nazwiskach w Polsce. Tradycja i współczesność, Kraków 
1996, s. 76: 3,50 zł. 
Nr 24. Stanisław Urbańczyk, Słowniki i encyklopedie. Ich rodzaje i użyteczność, wyd. IV 
zmienione i poszef7one, Kraków 2000, s. ] 32: 6.00 zł. 


SLOWNIKI: 


Bożena Cząstka-Szymon. Helena Synowiec. Krystyna Urban. Mały słownik terminów grama- 
tycznych, Kraków-Warszawa 1996. s. 304: 8.00 zł. 
Andrzej Dyszak, Mały słownik rzeczowników osobliwych (o nietypowej odmianie), Kraków 
Warszawa ] 999. s. 272; 13,00 zł. 
Jan Godyri, Od Adama i Ewy zaczynać. :VIały słownik biblizmów języka polskiego, KrakÓw 
Warszawa 1995, s. 184; 4,50 zł. 
Marian Kucała, Maly slownik poprawnej polszczyzny. wyd. II rozszerzone. Kraków- War- 
szawa 1999, s. 308; 13,00 zł. 
Walery Pisarek. Kieszonkowy slowniczek ortograficzny'. wyd. piąte zmienione i poprawione. 
Kraków Warszawa 1996, s. 324; 6,00 zł. 
Aldona Skudrzykowa. Krystyna Urban, Mały słownik terminów z zakresu socjolingwistyki 
i pragmatyki językowej, Kraków--Warszawa 2000, s. 172; 13,00 zł. 
Henryk Wróbel. Krystyna Kowalik. Alicja Orzechowska. Teresa Rokicka. Mały slownik 
odmiany wyrazów trudnych, KrakÓw- Warszawa 1993. s. 488; 10.00 zł. 
Piotr Żmigrodzki, Mały słownik synonimów, KrakÓw Warszawa 1997. s. 4ÓO: 12,00 zł. 
Piotr Żmigrodzki. Mały slownik antonimów (wyrazów o znaczeniach przeciwstawnych), 
Kraków-Warszawa 2001. s. 400: 15,00 zł. 
Zamówienia prosimy kierować na adres: ZARZĄD GŁÓWNY TMJP, 31-120 KRAKÓW, 
al. Mickiewicza 31. Książki przesyłamy z doliczeniem kosztów wysyłki. 


ISSN 00
I-m41 
TOWARZYSTWO MIŁOŚNIKÓW JF,ZYKA POLSKIEGO 


KRAKÓW 20UI 


Ndklad 1650+ 50 eg7. Ark. wyd. 7.gX Ark. druk. 5. 


DrukdrnlJ. L ni\\-cr
:tetll Jdgielloń
klt:go Krainw, ul C7apskil"h 4
		

/b_0001.djvu

			Cena zł 8,00 


SPIS RZECZY zeszytu 3. rocznika LX
XI 


E. B r e z a: Rzeczowniki abstrakcyjne w dostojnej tytulaturze ....... ..: 
Z. K u b i s z y n - M ę d r a l a: Zwroty adresatywne w polskiej telewizji w lataćh 
siedemdziesiątych i dziewięćdziesiątych .............. 
B. M i I e w s k a: Przyimki wtórne w wydawnictwach normatywnych 
K. W y r was: Przytoczenia w potocznym tekście narracyjnym 
W. J. Darasz: Hipomctria i hipermetria............ 
Teksty gwarowe: 91. A. G o lon k a: Z Jeziora koło Parczewa 
M. S z p i c z a k o w s k a, W. Ś l i w i ń s k i: Siedemdziesiąta rocznica urodzin 
profesor Zofii Kurzowej ..................... 


R e c e n zj e: 
A. E n g e l k i n g: Klątwa. Rzecz o ludowej magii słowa. przez K. P i s ark o w ą . . . 
Słownik etymologiczno-motywacyjny staropolskich nazw osobowych, t. ł-6, przez 
K. K o wal i k ..................................... 
Polszczyzna 2000. Orędzie o stanie języka na przełomie tysiącleci. przez R. D u I i a n 
K. C z a r n e c k a: Uczniowska odmiana wspólczesnej polszczyzny w świadomości jej 
użytkowników, przez M. Ś w i ę c i c k ą ....:.................. 
J. I g n a t o w i c z - S k o w roń s k a: Stylizacja na styl potoczny w prozie Marka Nowa- 
kowskiego, przez S. B ą b ę .................... 
S. O n d r u s: Odtajnene trezory slov, przez A. B ań k o w s k i e g o 
Kro n i k a: 
W. p i s a rek: Język narzędziem myślenia i działania. Konferencja naukowa z okazji 
I
O-lecia Poradnika Językowego .......................... 
M. K u c a ł a: Sesja slawistyczna poświęcona pamięci Profesora Franciszka Sławskiego. 
W. P i s a rek: Małe i duże języki w Unii Europejskiej. Konferencja w Balsta (Szwecja) . 
P. Ż m i g r o d z k i: Studenckie językoznawcze koła naukowe u progu XXI wieku 


D o d a t k i d o d a w n i e j s z y c h a r t y kuł ó w: 
J. G ł o w a c k i: O nazwach polskich aptek (na marginesie artykułu Małgorzaty Rut- 
kiewicz) . . . . . . . . . . . . . . . 
T. M a I e c: Uwagi o odmianie nazwisk typu Pańków .................. 
Ze zjawisk współczesnego języka: 
T. P i o t r o w s k i: Karimata 
M. P r e y z n e r: Łamy internetu ........ 


O d p o w i e d z i r e d a k c j i: 692. (30.) (Poleg{ym) w służbie ojczyzny czy też ... II' służbie 
ojczyźnie (B. K rej a), s. 231. - 693. (31.) Jakie powinny być światła: przeciw- 
mgłowe czy przeciwmgielne? (B. K rej a), s. 232 


Memoriał Komisji Dydaktycznej Rady Języka Polskiego ............... 233 
Sprawozdanie z działalności Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego w 1999 roku. 236 


, t 
f6l . 


168 
176 
183 
189 
192 


196 


199 


203 
'11\6 
.""'P.(' 
'..i
 . 
,,". 
20S. 


,,;;, 


211' 
2]4 


216 
217 
218 
223 


225 
226 


227 
230
		

/okl_1_0001.djvu

			JĘZYK POLSKI 


wychodzi w 5-arkuszowych zeszytach 5 razy rocznie (prócz za Jipiec-sierpieri) 


Redaktor: MARIAN KUCAŁA 


Komitet redakcyjny: z Krakowa - Maria Kar p I u k, Krystyna K o wal i k (sekretarz 
naukowy), Janina L a b o c h a, Maria M a I e c, Krystyna P i s ark o w a, Kasper 
Ś w i e r z o w s k i, I Franciszek S ł a w s k i I , Stanisław U r b a ń c z y k; z Gdańska 
- Bogusław K rej a; z Łodzi - Karol D e j n a; z Poznania - Stanisław B ą b a. 
Redaktor techniczny: Agnieszka Suchańska 
Zarząd Główny Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego i Redakcja "Języka 
Polskiego": 31-120 Kraków, al. Mickiewicza 31, oficyna, II p. 


Wynagrodzenia autorskie w zeszycie 3/2001 zostały sfinansowane przez Stowarzyszenie 
Zbiorowego Zarządzania Prawami Autorskimi Twórców Dzieł Naukowych i Technicz- 
nych KOPIPOL z siedzibą w Kielcach z opłat uzyskanych na podstawie art, 20 ustawy 
o prawie autorskim i prawach pokrewnych. 


WARUNKI PRENUMERATY 


I. Wpłaty na prenumeratę przyjmowane są na okresy roczne. 
2. Ccna prenumeraty na 200] r. wynosi 40,00 zł. 
3. Wpłaty na prenumeratę w kraju przyjmują: 
- zespoły "Ruchu" S.A. właściwe dla miejsca zamieszkania lub sicdziby prenumeratora 
- odbioru zamówionych egzemplarzy dokonuje prenumerator w wyznaczonych punktach 
sprzedaży lub w inny uzgodniony sposób; 
urzędy pocztowe i listonosze od prenumeratorów z terenów wiejskich lub innych 
miejscowości, w których nie ma zespołów .,Ruchu" S.A., a w miastach tylko od osób 
nicpełnosprawnych: 
poczta zapewnia dostawę zamówionych egzemplarzy pod wskazany adres pod warunkiem 
uiszczenia za każdy doręczony cgzcmplarz opłaty. której wysokość jest zalcżna od aktualnie 
obowiązującej taryfy pocztowej. 
4. Prenumerata ze zleceniem dostawy za granicę jcst o 100% wyższa; w przypadku zlecenia 
dostawy drogą lotniczą koszt dostawy lotniczcj w pełni pokrywa prenumerator. Prenumeratę 
tę przyjmuje .,Ruch" S.A., 00-958 Warszawa, konto PKO S.A. 12401053-40060347-2700- 
40 I 112-005. 
Tcrminy przyjmowania prenumeraty: 
- na kraj do ] O listopada; 
na zagranicę do 31 października. 
Bieżące i archiwa1ne numery .,Języka Polskiego" można nabyć lub zamówić w Towarzystwie 
Miłośników J'tzyka Polskiego (31-120 Kraków. al. Mickiewicza 31. olicyna. II p.). 


UWAGA! Prenumerata dla czlonków Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego jest niższa 
i wynosi wraz z roczną wkładką członkowską 35.00 zł. Aby zostać członkiem naszego Towarzys- 
twa (lub przedłużyć swoją przynależność członkowską na 200 l r.), należy przekazać wymienioną 
kwotę na konto Towarzystwa w PKO BP I/O Kraków 47-10202892-] 10020077. Członkowie 
Towarzystwa otrzymują .,Język Polski" za pośrednictwem .,Ruchu" S.A. w Krakowie.
		

/okl_glow_0001.djvu

			ISSN 0021-6941 
Indeks nr 362050 


ORGAN TOWARZYST\VA 
MItOSNIK
W '£ZYKA POLSKIICO 


LXXXI 


MAJ-CZERWIEC 2001 


3